USUK - My heart will go on and on


Słodycz. Lekkość. Wyśmienitość. Herbata wprost rozpływała się w moich ustach. Od 20 minut siedziałem w salonie Ameryki i popijałem zaparzony wcześniej napój, siedząc wygodnie na kanapie.

Czekałem. Czekałem na tego idiotę.

Wczoraj coś mnie tknęło, by odwiedzić tego bachora, zatem spakowałem się i wsiadłem do samolotu, kierując się do Nowego Jorku. Nie wiem co mnie napadło. W mojej głowie musiał się znów uaktywnić instynkt macierzyński. Tyle, że Alfred już nie był moim małym braciszkiem.

Tęskniłem za tymi czasami. Chciałem by wróciły, lecz przeszłości nie zmienimy.

Zastałem jego mieszkanie otwarte, toteż wszedłem, zaparzyłem herbatę i usiadłem się na bardzo wygodnej kanapie, by tam spokojnie poczekać na Amerykę. Wiedziałem, że jest w domu, gdyż z jego łazienki dochodził dźwięk wody uderzającej o kafelki. Pewnie brał prysznic. Ja w tym czasie rozkoszowałem się herbatą. Kątem oka dostrzegłem stojące na półkach zdjęcia. Postanowiłem przyjrzeć im się bliżej.

Na jednym z nich, pośród wiosennych kwiatów stał mały Alfie. Dobrze pamiętałem to zdjęcie. To w końcu ja je zrobiłem. Zerknąłem na drugie, oprawione w białą ramkę z napisami "Love". Na fotografii tuliłem swego małego braciszka. Byłem wtedy taki dumny, bo malec wygrał swe pierwsze zawody, zdobywając tym samym olbrzymi puchar.

Patrząc na zdjęcie rozpłakałem się. Tak bardzo tęskniłem za tamtymi czasami. Zaraz jednak otarłem łzy i wróciłem na miejsce, gdy usłyszałem jak Ameryka zakręca wodę. Ponownie wziąłem filiżankę do ręki, rozsiadając się jak dama. Chciałem w ten sposób pokazać swoją wyższość, kiedy niebieskooki wkroczy do salonu.

Siedziałem tak i siedziałem. Blondyn wciąż nie przychodził.

Już miałem się dźwignąć z kanapy i pogonić tego idiotę, kiedy nagle usłyszałem piosenkę My Heart Will Go On w wykonaniu Alfreda. Zakryłem uszy, próbując nie stracić słuchu. Ameryka nie należał do wspaniałych śpiewaków. Przeraźliwy pisk roznosił się po mieszkaniu.

- My heart will go on and on~! - niebieskooki wył jak syrena alarmowa. Już się zastanawiałem czy nie zadzwonić po straż pożarną, jednak ostatecznie postanowiłem sam go uciszyć.

- ALFRED NIE DRZYJ RYJA! - wydarłem się z całej siły. Niestety mój krzyk został częściowo zagłuszony przez "śpiew" Ameryki, więc pewnie ten dureń mnie nie usłyszał.

- ONCE MORE YOU OPEN THE DOOR~! - zawył jeszcze głośniej, co tylko utwierdziło mnie w moim przekonaniu, iż Alfred kompletnie stracił słuch.

Dłużej już nie wytrzymując, postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce. Wbiegłem po schodach na pierwsze piętro i otworzyłem drzwi łazienki na oścież.

Z trudem powstrzymałem śmiech. Ameryka stał półnagi przed lustrem, intymne miejsce przysłonił ręcznikiem. W jednej ręce trzymał szczotkę (na szczęście nie od kibla tylko do włosów), która służyła mu za mikrofon. Drugą zaś wymachiwał, przybierając różne pozy podczas śpiewu.

Alfred był tak pochłonięty tą czynnością, że nawet mnie nie zauważył. I dobrze.

Zamknąłem drzwi, pozwalając mu w spokoju dokończyć piosenkę. Wtedy jego śpiew stał się dla mnie całkiem znośny. Słodki i przyjemny.

Przypomniało mi się, że gdy Ameryka był mały zawsze chciał zostać piosenkarzem. Kupiłem mu nawet na gwiazdkę zestaw do karaoke. Mimo że strasznie wył, uwielbiałem go słuchać. Nigdy nie rozumiałem czemu porzucił te marzenia. Teraz jednak słychać, że do tego powrócił.

Oparłem się o ścianę rozkoszując się głosem blondyna.

- Ciekawe dla kogo ta piosenka? - mruknąłem pod nosem, wciąż wsłuchując się w piękno słów.

- We'll stay forever this way~! - zaśpiewał delikatnie. Poczułem, iż się rozpływam. Moje serce zaczęło bić mocniej.

Pod wpływem tej piosenki wreszcie coś zrozumiałem.

Kocham go.

- My heart will go on and on~! - zakończył dźwięcznie Alfred, kiedy przytuliłem go od tyłu. Pieszczotliwie odwzajemnił uścisk, od czasu do czasu przeczesując mnie po włosach.

Po tylu latach znalazłem swoje miejsce.

Notka: Tym razem USUK. Z góry przepraszam wszystkich fanów tego paringu, ale chyba kompletnie nie umiem pisać opowiadań z tym shippem. Mam nadzieję, że nie wyszło wcale aż tak źle jak uważam ;-;