Ułamek sekundy później był już w zupełnie innym miejscu. Draco, który nie miał wprawy w podróżowaniu Świstoklikiem upadł i zatoczył się po podłodze. Nie zdążył rozejrzeć się dookoła, ponieważ cichy jęk odwrócił jego uwagę. Potter leżał na ziemi a cienki materiał jego spodni coraz bardziej przesiąkał krwią. Draco przykucnął przy nim i czym prędzej rozdarł dżinsy w krwawiącym miejscu. Jego oczom ukazała się głęboka rana po rozszczepieniu. Spróbował zatamować krwotok ręką, lecz krew i tak przeciekała mu przez palce. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakichkolwiek eliksirów, które mogłyby zaleczyć ranę, lecz jedyne co rzuciło mu się w oczy to niewielkie czarne pudełeczko leżące przy ścianie. Prędko otworzył je i zajrzał do środka. Od razu domyślił się, że zostało na nie rzucone zaklęcie zmniejszająco-zwiększające.

- Accio dyptam – powiedział, a mała buteleczka po chwili znalazła się w jego dłoni. - Accio Szkiele-Wzro.

Z dwoma eliksirami w dłoni ponownie zbliżył się do rozszczepionego chłopaka i wylał na ranę kilka kropel dyptamu. Z ulgą patrzył jak rana zasklepia się.

Cholerny Harry Potter – pomyślał. - Nawet w takim momencie chce być w dwóch miejscach na raz.

Następnie wlał mu do gardła Szkiele-Wzro, co wywołało u niego nagły atak kaszlu i duszności.

Ostatni raz zerknął na chłopaka, który zasypiał na ziemi, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu. Zdziwił się, że wylądowali w takim właśnie miejscu.

Jego ojciec stworzył tego Świstoklika wiele lat temu i dał mu go w razie, gdyby sprawy wymknęły się spod kontroli i Draco musiał nagle wydostać się z zagrożenia. Był to bardzo dobrze wykonany Świstoklik, który potrafił teleportować kogoś nawet z tak silnie strzeżonego miejsca jak dwór Czarnego Pana.

Niestety, jego limit ograniczał się do jednego razu, więc teraz pierścień był zaledwie zwykłym niemagicznym pierścieniem.

Pomieszczenie, w jakim się znajdowali było prawie puste. Jedynym jego wyposażeniem było to małe magiczne pudełeczko, które mieściło w sobie, jak sądził, wszystkie rzeczy, które będą niezbędne do przetrwania. Dostrzegł również woreczek, z którego wysypywały się małe szklane kuleczki. Podszedł bliżej i wziął jedną z nich do ręki. Wszystkie były jednakowego zielonego koloru. Obrócił ją w dłoni, od razu domyślając się w jakim celu zostały stworzone. Rzucił kuleczkę na ziemię, po czym wycelował w nią różdżką i wypowiedział ciche zaklęcie. Po chwili zamiast niej pojawiło się niewielkie łóżko. Nie było to może nic nadzwyczajnego, ale wystarczyło, by przespać się na nim kilka nocy. Draco nigdy nie był zbyt dobry w Transmutacji.

Położył się i z satysfakcją zerknął na Pottera śpiącego na twardej ziemi. Jego łóżko nagle wydało się o wiele wygodniejsze. Uśmiechnął się pod nosem, po czym przewrócił się na plecy i zasnął.

Otworzył oczy tylko po to, by dostrzec końcówkę własnej różdżki tuż przed swoim nosem. Wciąż zaspany przejechał wzrokiem po całym jej trzonie, a następnie po smukłej dłoni, która ją trzymała. Podniósł wzrok wyżej by napotkać zielone spojrzenie zakryte za pękniętymi w kilku miejscach okularami. Potter stał przed jego łóżkiem i ze srogą miną mierzył w niego z różdżki. Wyglądał, jakby cudem powstrzymywał się przed rzuceniem najbardziej bolesnej i mrocznej klątwy, jaką znał.

A znając Pottera, z pewnością był to Expelliarmus – pomyślał.

Podniósł się do pozycji siedzącej, celowo ignorując drugiego chłopaka.

- Malfoy! - wypluł.

- Tak, brawo dla ciebie za spostrzegawczość, Potter – odpowiedział. - Trzymasz moją różdżkę w ten sposób ponieważ chcesz mnie przekląć, czy po prostu pilnujesz jej dla mnie żeby się nie zgubiła?

Po tej sarkastycznej uwadze, wyciągnął rękę by zabrać od chłopaka swoją własność, lecz ten zacisnął na niej palce jeszcze mocniej, więc Draco cofnął dłoń i westchnął cicho.

- W porządku. Z pewnością masz jakieś pytania – powiedział, przewracając oczami. - Powiedz o co chodzi, żebyśmy mogli to zakończyć i zdecydować jak się stąd wydostać, a potem rozejść się i zapomnieć o całej tej sytuacji.

- Co tu robimy? - było pierwszym o co zapytał.

- Śmierciożercy cię złapali i przyprowadzili do Czarnego Pana, który miał zamiar cię zabić – odpowiedział znudzonym głosem. - Na twoje szczęście byłem tam i ocaliłem twoją żałosną skórę. Nie musisz dziękować, wystarczy, że oddasz mi moją różdżkę.

Harry wyglądał, jakby analizował coś w swojej głowie.

- Niczego nie pamiętam – powiedział. - Jak nas uratowałeś?

- Świstoklikiem, ale nie pytaj co to za miejsce. Nie wiem nawet czy wciąż jesteśmy w Anglii.

Harry przytaknął.

- Ale... dlaczego? - zapytał. - Uratowałeś mnie?

- Tak, zrobiłem to. Odezwał się we mnie zew gryfońskiego lwa – zakpił.

- Nie. Zrobiłeś to, ponieważ masz w tym jakiś swój cel.

- Oczywiście, że tak. Dopilnuję, żeby wszyscy dowiedzieli się kto uratował Harry'ego Pottera, a wtedy nie będziesz już tak czczony przez Proroka i czarodziejski świat. A wiesz kto będzie?

A wtedy Harry wybuchnął śmiechem, a Draco mógł tylko przyglądać się i czekać.

- Naprawdę? - zapytał, gdy już się uspokoił. - Tylko o to chodzi? W takim razie możesz zabrać całą moją sławę, a tytuł Chłopca- Który- Przeżył dorzucę za darmo.

- Czy to wszystko? - zapytał zirytowany. - Jeśli tak, to oddaj mi moją różdżkę.

- Nie tak szybko – zmarszczył brwi. - Skoro mnie uratowałeś to znaczy, że byłeś tam z nimi?

Nie odpowiedział.

- Widziałem! Wiedziałem, że jesteś jednym z nich!

- Nie. Jestem po swojej własnej stronie. Zapamiętaj to, Potter.

- I mam ci tak po prostu uwierzyć?

- Nie. Nie potrzebuję twojego zaufania.

Harry jeszcze przez chwilę wyglądał, jakby miał zamiar przekląć drugiego chłopaka, lecz w końcu poddał się i oddał mu różdżkę. Nie czuł się dobrze w tej sytuacji, ponieważ nie miał pojęcia gdzie się znajdują i czy w ogóle są bezpieczni. Nie wiedział też ile czasu będzie musiał spędzić w towarzystwie znienawidzonego Ślizgona. Wiedział, że nie powinien mu ufać więc był nawet zadowolony, że Malfoy utwierdził go w tym przekonaniu. Rozejrzał się dookoła i pomieszczenie wydało mu się okropnie puste. Nie było w nim żadnych okien, ani nawet drzwi. Byli całkowicie uwięzieni w tym niewielkim pokoju i zdani na pomoc z zewnątrz. Jeśli w ogóle ktoś wiedział, że jej potrzebują. Spróbował przypomnieć sobie jakiekolwiek wydarzenia z zeszłego dnia, lecz nie był w stanie. Miał w głowie totalny chaos, lub czarną dziurę, która zachłannie pożarła wszystkie jego wspomnienia.

Nagle fala przerażenia i niepokoju rozlała się po jego ciele.

- Gdzie moja różdżka? - zapytał nerwowo.

Draco jedynie wzruszył ramionami, siadając na swoim łóżku.

- Nie wiesz? Potrzebuję jej – zaczął panikować. Gdy obudził się tego ranka pierwszym o czym pomyślał, było to, jak znalazł się w tym dziwnym pomieszczeniu, a następnie dostrzegł Draco Malfoya śpiącego jakby nigdy nic. Zauważył jego różdżkę na ziemi, więc podniósł ją i odruchowo wymierzył w chłopaka. Jak mógł nawet przez moment nie pomyśleć o znalezieniu swojej?!

- Skąd mam wiedzieć? - jego głos wyrażał zirytowanie. - Accio różdżka Pottera – powiedział od niechcenia i jakby wcale nie zależało mu na znalezieniu jej, lecz nic się nie stało. - Widzisz? Nic.

Harry westchnął i spojrzał na swoje dłonie, które podniósł na wysokość klatki piersiowej. Kilka zadrapań i zaschnięta krew. Podejrzewał, że jego twarz wyglądała nawet gorzej.

- I co teraz? - zapytał, a kiedy już myślał, że nie doczeka odpowiedzi, usłyszał cichy szept:

- Nie wiem.


Komentarze mile widziane :)