Zmiany wprowadzone 20.04.2012
Beta: Grim
Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez okna w salonie, powoli oświetlając śpiącą na kanapie parę. Najpierw zaiskrzyły się w rudych włosach dziewczyny, następnie zabłyszczały w kruczoczarnych chłopaka. Lily poruszyła się, czując jak słońce zaczyna świecić jej prosto w oczy. Powoli zdała sobie sprawę z tego, że oplatają ją czyjeś ramiona i czuje zimny nos przytknięty do swojej szyi. Otwarła jedno oko i zobaczyła Severusa, śpiącego obok niej, wtulonego w jej włosy. Chcąc wyplątać się z ramion przyjaciela, starała się przesunąć jego rękę, ale w tej chwili Sev poruszył się i leniwie otworzył oczy. Mruknął cicho zamykając je, po czym ponownie otworzył, tym razem szeroko, jakby w lekkim szoku. Lily z trudem zapanowała nad wybuchem śmiechu.
- Dzień dobry – powiedziała niewinnie, czując jego przyspieszony oddech na swojej szyi.
- Cześć – odpowiedział niepewnie, po czym chrząknął odsuwając się od niej i uwalniając ze swojego objęcia.
Lily zaniosła się śmiechem, nie mogąc dłużej patrzeć na wyraz jego twarzy. Snape początkowo wyglądał na zaskoczonego, ale już po chwili przywołał na twarz swoją zwyczajną minę, po której ciężko było odczytać jakiekolwiek emocje.
- Mogę zapytać, co cię tak bawi? – spytał podirytowany.
- Szkoda… szkoda, że nie widzisz teraz wyrazu swojej twarzy – powiedziała Lily, z trudem panując nad tym niekontrolowanym śmiechem.
Severus przewrócił oczami.
- Tak, tak… na pewno jest komiczny – mruknął ironicznie, co wcale nie pomogło Lily się uspokoić.
Przez chwilę siedział naburmuszony, ale w końcu także i on blado się uśmiechnął.
- Gdybyśmy byli w szkole, odjąłbym Gryffindorowi co najmniej 20 punktów za takie głupkowate zachowanie – zażartował, badawczo obserwując rozbawioną Lily, jakby nie był pewny, czy to on może wywołać u kogoś tego rodzaju reakcję.
- Ej, pamiętaj, że nie pozostałabym ci dłużna! – odpowiedziała przekornie, ujawniając raz jeszcze, że jej rude włosy doskonale podkreślały ognisty charakter.
Snape zacmokał.
- Pewnie wszystkowiedząca i nieskazitelna panna Evans zostanie w tym roku prefektem naczelnym.
Severus wyraźnie się z nią droczył i sądząc po jego minie, sprawiało mu to wielką przyjemność. Lily wzruszyła ramionami udając obojętność, ale w jej oczach zapaliły się wesołe ogniki.
- Tajemniczy, mroczny i genialny Książę też ma szansę.
Chłopak lekko drgnął, słysząc jak dziewczyna wypowiada rodowe nazwisko jego matki. Lily dobrze pamiętała, jak kiedyś w sekrecie opowiadał jej o tym, że szczerze nienawidzi pospolitego, mugolskiego nazwiska swojego ojca. Czasem sam siebie nazywał w żartach Księciem Półkrwi, ale dziewczyna wiedziała, że jej przyjaciel podchodził do tego poważniej niż można by przypuszczać. Jego fascynacja Lordem Voldemortem, dla którego tak ważne było pochodzenie, sprawiła że Snape trzymał się kurczowo czystej krwi rodu swojej matki. Nawet sam fakt, że postanowił sobie nadać przezwisko w mniemaniu Lily nie było zbiegiem okoliczności.
Dopiero po chwili zauważyła, że chłopak patrzy na nią z lekko zmrużonymi oczami, jakby starał się przeniknąć do jej umysłu. Zamrugała, zaniepokojona faktem, że jej myśli zaczęły nagle przybierać taki realny kształt. Severus uśmiechnął się z wyższością.
- Z uprawnieniami prefekta naczelnego przynajmniej będę mogła wreszcie porządnie ukarać Pottera, jak go znowu przyłapię na czymś głupim – powiedziała, nie do końca wiedząc, dlaczego nagle akurat to przyszło jej na myśl.
Uśmiech spełzł z twarzy Severusa, a jego oczy zabłyszczały złowrogo.
- Potter – wycedził przez zaciśnięte zęby. – No tak. On pewnie będzie zachwycony nawet wtedy, gdy to co od ciebie otrzyma to będzie tylko szlabanem. Przecież to jasne, że on się w tobie kocha!
Lily nigdy nie przestały zadziwiać te szybkie zmiany nastroju Severusa. Najczęściej jednak taka złość ogarniała go wtedy, gdy Lily wspomniała coś na temat Pottera. Już od pierwszego roku w Hogwarcie, chłopcy, delikatnie mówiąc, nie przypadli sobie zbytnio do gustu. Obaj byli bardzo zdolni, zuchwali i aroganccy, ale znacznie więcej ich dzieliło, niż łączyło.
James cieszył się dużą popularnością, a już na czwartym roku został kapitanem Quidditcha. Zawsze też pakował się w tarapaty, z których, jakimś dziwnym zrządzeniem losu, z dużym wdziękiem się wyplątywał. Murem stali za nim zawsze też jego oddani przyjaciele: Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew, a jego życie ogólnikowo można było określić pasmem sukcesów.
Severus, zawsze w cieniu i niezbyt lubiany, był pod tym względem jego przeciwieństwem. Popularności nie przysparzały mu ani wyświechtane szaty, ani używane podręczniki, którymi z taką lubością się otaczał. Nie pomagało mu też to, że nie był czarodziejem czystej krwi w domu, w którym było to jednym z głównych wymogów udanego życia towarzyskiego – Slytherinie.
Lily czuła, że sama też często dolewała oliwy do ognia ich niezgody, bo faktycznie nie umykały jej uwadze maślane oczy Jamesa, gdy na nią spoglądał. Z pewnością ciężko też było ignorować przez cały czas jego zaczepki czy to, że prawie za każdym razem, gdy tylko była ku temu okazja zapraszał ją randkę. Severus wściekał się wtedy i najczęściej sam pod byle pretekstem atakował Pottera. Lily nigdy nie przyznałaby tego na głos, ale tak czysto egoistycznie ich sprzeczki z jej powodu bardzo jej schlebiały. Fakt, że Potter był dość przystojny też nie ułatwiał sytuacji, a już tym bardziej to, że jego żarty często bywały zabawne. Lily jednak prędzej połknęłaby garść woskowiny z uszu trolla, niż dała mu to odczuć.
- …nie udawaj, że tego nie widzisz! – wściekle zakończył swój monolog Severus i chociaż Lily nie słuchała go przez większość czasu, miała wrażenie że niewiele nowych wątków ją ominęło.
- Przesadzasz, jak zwykle – mruknęła.
- Przesadzam? Ja przesadzam? – krzyknął, zrywając się na równe nogi. – Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś głupia!
Zaraz jednak zrobił taką minę, jakby bardzo żałował swoich słów.
- Ciągle gadasz, jaki to Potter nie jest okropny, a z ciebie czasem też jest niezły palant! – Lily też wstała, czując jak czerwieni się ze złości.
Severus patrzył na nią w napięciu, jakby oczekiwał, że lada moment zostanie wyrzucony z domu. Lily jednak tylko westchnęła ciężko, kierując się w stronę kuchni. Lepiej było to przemilczeć. Od feralnego incydentu na piątym roku, w którym brał udział Potter, Lily i Severus nie odzywali się do siebie przez większą cześć następnej klasy. Mimo, że Severus już dawno okazał skruchę po tym, jak nazwał ją „szlamą", ich stosunki nigdy nie wróciły na właściwe tory. Zawsze była między nimi pewna niezręczność, starali się więc pomijać niewygodne tematy, a każdą kłótnię przeżywali teraz dużo intensywniej.
Lily zaczęła przystawiać wodę na herbatę. Usłyszała za sobą kroki Severusa, który podszedł w jej stronę.
- Lily, – wymamrotał kładąc jej rękę na ramieniu, – przepraszam. Wiesz, że ciągle staram się wynaleźć jakiś eliksir na głupotę. Niestety, jak na razie bezskutecznie.
Kąciki jego ust drgnęły nieznacznie, ale w oczach czaił się niepokój.
- Jeśli mamy się dalej przyjaźnić, to musisz zacząć się bardziej starać – powiedziała.
Lily odwróciła się przodem do niego, zbyt późno zdając sobie sprawę z tego, jak blisko siebie się znajdują. Zamrugała prawie zezując, gdy podniosła wzrok na jego twarz. Snape patrzył się na nią bez mrugnięcia okiem i dziewczyna była prawie pewna, że wstrzymuje oddech. Stała uwięziona między przyjacielem, a szafką kuchenną. Na szczęście gwizd czajnika przerwał pełną napięcia ciszę. Oboje podskoczyli i Lily korzystając z okazji rzuciła się, by przygotować im herbatę. Mama zawsze jej powtarzała, że to najlepszy lek na kłopoty.
Kątem oka zobaczyła, że Severus nie rusza się z miejsca, wpatrując w niezbyt ekscytujący widok przedmieścia za oknem. Jakby przywołane jego spojrzeniem, na parapecie pojawiły się dwie sowy, każda z listem w dziobie. Severus wpuścił je do środka i wręczył Lily kopertę zaadresowaną do niej. Dziewczyna spojrzała na swoją listę podręczników i niezbędnych rzeczy, a na jej otwartą dłoń wyślizgnęła się czerwono-złota plakietka z literami PN.
- Och, znowu te okropne ptaszyska! – syknęła Petunia, która pojawiła się w drzwiach z torbą podręczną w ręce.
Kierując się w stronę drzwi wyjściowych przesuwała się ostrożnie przy ścianie, jakby w obawie, że może się zarazić jakąś paskudną chorobą. Łypała spod byka to na siedzące na blacie kuchennym sowy, to na Severusa, który uśmiechał się złośliwie, od niechcenia obracając różdżkę między palcami. Tak, wyraźnie lubił te małe momenty, gdy miał nad kimś władzę.
- Po co ci ta torba? – spytała Lily, nie spuszczając jednak wzroku z różdżki w ręku Snape'a.
- Dopóki ON tu jest, zamieszkam u Vernona – prychnęła blondynka, którą każdy krok przybliżał do upragnionego wyjścia. – Nie będę pod jednym dachem z tym…
- Uważaj – wycedził Snape prawie szeptem. Jego słowa były jednak na tyle wyraźne, by na dobre wystraszyć Petunię, która przyspieszyła i już po chwili zamykała za sobą drzwi.
- Powiedz rodzicom, gdzie jestem – rzuciła tylko przez ramię w stronę Lily.
- No, to jeden problem z głowy. - Severus schował różdżkę z powrotem do kieszeni, na co Lily odetchnęła z ulgą, w milczeniu przyznając mu rację. – I co, jesteś tym prefektem naczelnym? –spytał jakby nigdy nic, wracając do czytania swojego listu.
- Tak – mruknęła Lily, która nie była zdolna do takiej obojętności. – A ty?
- Nie – powiedział potrząsając kopertą jakby oczekiwał, że może jednak coś przegapił. – Będziesz musiała z kimś innym dzielić obowiązki.
- Może z Remusem – powiedziała Lily z nadzieją w głosie, na co Snape prychnął.
- Z Lupinem? - zakpił. – On zbyt często bywa chory. – Podkreślił ostatnie słowo, złośliwie szczerząc zęby, jakby śmiał się z jakiegoś prywatnego żartu.
Lily spojrzała na niego z wyrzutem.
- Co z tego? To nie jego wina! Ma świetne oceny i jest najrozsądniejszy z tej paczki! Gdyby nie on, Potter i Black nie byliby tacy łagodni w stosunku do ciebie. Tylko on potrafi nad nimi zapanować! – oburzyła się.
Oczy Severusa zabłyszczały nieprzyjemnie.
- Tak uważasz? – zapytał, powoli wymawiając każde słowo. – No, to chyba mam szczęście mając takiego wybawiciela, co? – Teraz w jego oczach pojawiła się już jawna wściekłość. – Tak, Lupin to z pewnością POZYTYWNY BOHATER.
Chcąc uniknąć kłótni, Lily, która lubiła Remusa, postanowiła zmienić temat póki jeszcze mogła.
- Będziemy musieli udać się na Pokątną. Może jeszcze dziś, co ty na to? – spytała, odwracając od niego wzrok.
Snape bardzo starał się zapanować nad wybuchem złości.
- Jak chcesz – wybąkał.
Lily poczuła ulgę na myśl, że może takie wyjście położy kres ich dzisiejszym sprzeczkom. W milczeniu zajęli się przygotowywaniem śniadania. Podczas gdy Severus wyszedł na chwilę do łazienki, Lily ułożyła pomidory na talerzu i zajęła się krojeniem chleba. Wykonywanie domowych czynności bez użycia magii pomagało jej się zrelaksować. Z błogiego stanu myślowej nieobecności wyrwał ją dopiero dzwonek do drzwi, po czym donośne pukanie. Przerwała pracę by zobaczyć, co jest źródłem hałasu.
- Tak?
Za drzwiami stał krępy mężczyzna, o dziwnie znajomych rysach twarzy i czarnych, średniej długości włosach. Cuchnął alkoholem i miał lekko rozbiegany wzrok.
- Evans? – warknął, mierząc ją wzrokiem. – Lily Evans?
- Tak, w czym mogę…
- No, no, jesteś ładniejsza niż to sobie wyobrażałem – zacmokał z uznaniem. – Przyszedłem po mojego niewdzięcznego syna, nieudacznika!
Lily zamrugała szybko oczami, zaskoczona. No tak, ta twarz…
- Severusa tu nie ma – zaprzeczyła gwałtownie.
Chciała zamknąć drzwi, ale stary Snape wsunął stopę pomiędzy drzwi.
- Co ty tu robisz? – usłyszała chłodny głos Severusa za swoimi plecami.
Lily odwróciła się. Sprawiał wrażenie bardzo spiętego, a prawą rękę odruchowo wsunął do kieszeni z różdżką.
- A jak myślisz? Zabieram cię do domu, durniu! – wrzasnął mężczyzna.
Lily poczuła, że znajduje się pomiędzy młotem a kowadłem, bo ojciec Severusa stał teraz bardzo blisko niej.
- Proszę pana, proszę się cof… - zaczęła, ale stary Snape tylko prychnął, grożąc jej palcem.
- Ślicznotko, nigdzie stąd nie pójdę bez tego gówniarza!
- Lily odsuń się, to sprawa między nami.
Severus położył ręce na jej ramionach i odsunął ją na bok. Teraz już prawie stykał się nosem ze swoim ojcem. Ten złapał go za ramię, najwidoczniej chcąc wytargać z domu, ale szybko go puścił sycząc z bólu, jakby właśnie się oparzył .
- Ty podły…!
Podniósł dłoń zaciśniętą w pięść, ale chłopak szybko wyjął różdżkę i wycelował nią prosto w serce ojca.
-Nie prowokuj mnie – powiedział tak cicho, że Lily ledwo usłyszała jego słowa. – Wystarczająco długo cię znosiłem. Nie dałeś mi nic, nie oczekuj więc, że okażę ci litość i zawaham się przed rzuceniem na ciebie uroku. Mam parę naprawdę paskudnych w zanadrzu.
- Nic ci nie dałem? Ty darmozjadzie! Przez te wszystkie lata żyłeś na mój koszt! Myślisz, że ta głupia dziewczyna przejmuje się twoim losem bardziej niż ja? – Stary Snape kipiał ze złości. – I tak jest dla ciebie za dobra! Takie jak ona nigdy nie wybiorą takiego niedorajdy jak TY!
- Zamknij się! – wrzasnął Severus.
Z końca jego różdżki wystrzeliły czerwone iskry, wypalając małe dziurki we flanelowej koszuli ojca. Ten jednak nawet nie spojrzał w dół. Wpatrywał się tylko z wyższością w czarne oczy swojego syna, który teraz trząsł się już ze złości. Lily nie mogła na to dłużej patrzeć.
- Proszę wyjść, panie Snape – powiedziała, chwytając Severusa za ramię i starając się go trochę odciągnąć na bok. Wiedziała już jak niebezpieczny potrafi być w stanie furii.
Stary Snape zarechotał, rozsiewając woń alkoholu.
- Ani myślę, ty mała ruda wiedźmo! Wasze różdżki nie robią na mnie wrażenia. Twoja nic nie warta matka też mnie nią straszyła – zwrócił się do syna. - I gdzie teraz jest? Co jej to dało? Nie żyje! Umarła wcześniej niż ja!
Zaśmiał się donośnie. Lily poczuła, jak jej przyjaciel aż dygoce z furii. Zamachnął się różdżką jak batem, na co jego ojciec upadł boleśnie na podłogę.
– Jeszcze raz obrazisz mamę albo Lily, a nie będę już taki miły! A teraz pójdziesz stąd i nigdy już nie będziesz mnie szukał, żałosny mugolu! Znikniesz z mojego życia raz na zawsze.
- Sev, zostaw go! – syknęła Lily przerażona tym, co jeszcze może zrobić wzburzony Severus.
Złapała go za nadgarstek ręki, w której trzymał różdżkę.
Dopiero dźwięk otwieranych drzwi państwa Heywood po drugiej stronie ulicy uświadomił Lily, że całe zdarzenie ma sporą widownię. I to co gorsza, mugoli.
-Lilianko, co tam się dzieje u was? – spytała sąsiadka.
Ta starsza kobieta większość swojego wolnego czasu spędzała na monitorowaniu tego, co dzieje się tuż za oknem. Równie mocno interesowały ją także szczegóły życia mieszkańców Magnolia Lane. Im bardziej intymne, tym lepiej.
Lily spojrzała z przerażeniem na Severusa. Chłopak jednak wyglądał tak, jakby w tej chwili było mu wszystko jedno. Nie spuszczał wzroku z ojca, który klnąc siarczyście pod nosem próbował stanąć na nogi.
- Nic, proszę pani! – odkrzyknęła Lily, zdając sobie sprawę z tego, jak to zdanie ma mało wspólnego z rzeczywistością. – Proszę się nie martwić!
Kobieta założyła ręce na klatce piersiowej, nie dając się oszukać tak marną wymówką.
- Czy ten mężczyzna was straszy?
- Nie wtrącaj się, starucho! – warknął stary Snape, łapiąc się werandy.
- Tego już za wiele! Dzwonię po policję! – oburzyła się pani Heywood, wracając do domu i ostentacyjnie zatrzaskując za sobą drzwi.
- No, pięknie –jęknęła Lily. – Severusie, proszę…
Złapała go za rękę i wciągnęła do domu, pospiesznie ryglując zamki. Zrobiła to wszystko w odpowiedniej chwili, bo stary Snape wyraźnie odzyskał władzę w nogach. Ciszę przerwało głośne walenie do drzwi.
- Otwieraj, albo cię wytargam za te twoje długie kudły! – wrzasnął mężczyzna.
- Nie wytrzymam. - warknął Severus, znów sięgając po różdżkę.
- Nie! Będziesz mieć przez to tylko kłopoty – powiedziała cicho Lily, zastępując mu drogę. - On nie jest tego wart!
Przez okno zobaczyli policyjny samochód, zatrzymujący się na przydomowym podjeździe. Pani Heywood, nadal z wałkami na włosach, truchtem przemierzała swój równo przystrzyżony trawnik.
- Co się tutaj dzieje? To pani zgłosiła skargę? – spytał puszysty funkcjonariusz, wysiadając z auta.
- Tak, tak! Ten mężczyzna zakłóca spokój! – Wskazała palcem na Snape'a, który nadal nic sobie nie robił z tej sytuacji. –I wie pan jak o mnie nazwał? Staruchą!
- Proszę pana, proszę się odsunąć od tych drzwi.
- Tam jest mój syn! Smarkacz nie chce wrócić do domu! – rzucił przez ramię Snape.
Nim Lily zdążyła zareagować Severus ominął ją szybko, wychodząc na werandę. Stanął z ojcem twarzą w twarz.
- Czy to prawda, chłopcze? – zapytał policjant, najwidoczniej zauważając podobieństwo mierzącej się wzrokiem dwójki.
Severus wykrzywił usta w chłodnym uśmiechu.
- Nie znam tego człowieka. Musiał mnie z kimś pomylić.
Lily zacisnęła ręce, nieświadomie wbijając sobie paznokcie w skórę.
- On kłamie! Łże jak z nut! Ma to we krwi! – krzyknął stary Snape, cofając się przed policjantem. – Niech pan mnie posłucha! On jest czarodziejem!
- Ten człowiek jest tak pijany, że ledwo się trzyma na nogach – prychnęła pani Heywood.
- Mówię prawdę, on ma różdżkę! Rzucił na mnie urok!
Severus uśmiechnął się ironicznie.
- Proszę go zabrać, to dom mojej koleżanki. On nas nęka.
- Pan pójdzie ze mną. Najpierw zrobimy badanie alkomatem, ale chyba tylko dla formalności – mruknął policjant, wyginając staremu Snapeowi ręce do tyłu i obezwładniając go. – Obawiam się, że nie obędzie się bez izby wytrzeźwień.
- I bardzo dobrze! Takich jak on powinno się izolować – przytaknęła staruszka, wracając z wyrazem zadowolenia na twarzy w stronę domu.
Lily obserwowała jak samochód oddala się w stronę skrzyżowania. Spojrzała na przyjaciela, który ciągle w napięciu wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Bez namysłu go objęła, starając się go pocieszyć.
- Sev, tak mi przykro… - wyszeptała.
Stali przez chwile bez ruchu, po czym chłopak też objął ją nieśmiało. Wściekłość na jego twarzy stopniowo ustąpiła miejsca zawstydzeniu.
-Nie powinienem tu wczoraj przychodzić. Masz przeze mnie same kłopoty, a teraz jeszcze to.
Zacisnął mocno powieki.
- Nie mów tak – powiedziała Lily. – To nie twoja wina. Już po wszystkim.
Jakiekolwiek emocje opuściły jego twarz. Teraz gościła na niej dziwna pustka.
- To co, Pokątna? – spytał, wciąż wpatrując się w chodnik, gdzie jeszcze przed chwilą stał jego ojciec.
- Tak, tylko się przebiorę.
Lily pospiesznie wyszła z pokoju, nie pragnąc niczego bardziej, jak tylko zostać przez chwilę sama.
