Oto jest drugi rozdział! Mam nadzieję, że nie będzie zbyt nudny... swoją drogą dochodzę do wniosku, że jeśli chodzi o tytuł i opis całej historii, to jest to totalna porażka...
Feliks siedział przy swoim biurku z głową ciężko opartą na rękach. Zbierając się w sobie, żeby ponownie zadzwonić do Anglii, wpatrywał się ponuro w raporty które dostał dzisiejszego ranka. Minęło już kilkanaście dni od kiedy Niemcy rozpoczęli najazd na jego kraj, tak jak prosił Arthur, zebrał więcej informacji, ale im dłużej czytał sprawozdania które wciąż dostawał, tym bardziej był przekonany, że niewiedza bywa błogosławieństwem.
-To jest jakiś pieprzony koszmar- powiedział blondyn ukrywając twarz w dłoniach -To się nie może dziać naprawdę…-
Był taki zmęczony… wcześniej po prostu źle sypiał, teraz nie spał praktycznie wcale, nie potrafił się do tego zmusić. Ból i wizje stawały się coraz gorsze, z każdą minutą, z każdym kolejnym, poległym żołnierzem, nie potrafił powstrzymać drżenia całego ciała. Nie rozumiał dlaczego reagował aż tak gwałtownie, to nie była pierwsza wojna w której brał udział, nie pierwszy raz jego ludzie ginęli, a kraj był pustoszony, a jednak tym razem coś było inaczej. Zacisnął zęby i potrząsnął głową
-''Działaj Feliks! Musisz działać, jeśli tego nie zrobisz, ból cię pokona!''- zrugał się w myślach i sięgnął po słuchawkę, szybko wykręcił numer, drugą dłonią obracał w ręce długopis, żeby trochę opanować drżenie ciała.
-Ha…-
-Anglio, mam informacje o których mówiłeś- powiedział szybko Feliks
-W takim razie mów- powiedział Anglia po drugiej stronie słuchawki, spojrzał na Francję, posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie
-Potrzebuje pomocy i to jak najszybciej- powiedział Polska -Niemcy zaatakowali na całej długości mojej granicy, wysłali nawet oddziały z terenów Czech i Słowacji!-
-To… brzmi poważnie- powiedział Arthur po kilku minutach milczenia
-To jest poważne!- Feliks z całych sił starał się zachować spokój -Mają przewagę liczebną, przewagę w uzbrojeniu, moje siły walczą dzielnie, ale są zbyt nieliczni i rozproszeni żeby wytrzymać zbyt długo. Potrzebuję pomocy!- powtórzył z naciskiem Polska
-To nie jest takie proste- powiedział Anglia z westchnieniem -Musimy najpierw zmobilizować naszą armię…-
-Och czyli Francja też tam jest? Możesz mu powiedzieć, żeby ruszył dupę i zaatakował Niemcy od zachodu skoro praktycznie wszystkie siły rzucił na mnie!- warknął zdenerwowany Feliks
-Uspokój się! Wiesz ile trwa zmobilizowanie armii?!- powiedział zirytowany Anglia
-Na tyle krótko, że Niemcy powinni już mieć armie francuską na swojej zachodniej granicy!- krzyknął Polska -Na litość boską, o wojnie wiedzieliście ode mnie już praktycznie od samego początku! Jak to się stało, że jeszcze nie jesteście zmobilizowani?! Zrobiliście cokolwiek po tym jak zadzwoniłem?!-
-Wypowiedzieliśmy Niemcom wojnę...- powiedział Arthur
-I?- zapytał Feliks -I tyle? Nic więcej?- zapytał kiedy nie otrzymał odpowiedzi -Na co wy czekacie? Aż Niemcy się wystraszy i wycofa armie? Moi ludzie są zabijani, miasta i wsie bombardowane i równane z ziemią przez czołgi, a wy siedzicie sobie zadowoleni, czekając aż wróg się rozmyśli?! Podobno jesteśmy sojusznikami?!-
-Jesteśmy ale musisz zrozumieć, że nie możemy tak po prostu…- próbował bronić się Anglia
Feliks poczuł jakby w głowie mu coś kliknęło, powoli wszystko stawało się jasne
-Wy…- powiedział Polska powoli cichym głosem, przerywając tyradę Anglii, której nawet nie słuchał -Nie macie zamiaru kiwnąć palcem prawda? To nie tak, że jeszcze nie zmobilizowaliście armii… wy nie chcecie tego robić… liczycie na to, że Niemcy odpuści jak mu pogrozicie, albo, że zadowoli się mną-
-Polsko my…- powiedział Anglia
-Od samego początku nie mieliście zamiaru mi pomagać- powiedział Feliks czując się tak jakby grunt usunął mu się spod nóg -Teraz wszystko jest jasne- powiedział z gorzkim uśmiechem
-W końcu czym jest istnienie jednej nacji?- kontynuował nie dając Arthurowi dokończyć -W porównaniu do możliwości zachowania pokoju w całej Europie? Poświęcicie istnienie jednego państwa, w zamian za niepewną możliwość powstrzymania wojny, poświęcicie mnie, za własny spokój-
-Polsko to nie tak, daj mi wytłumaczyć…- próbował dojść do słowa Anglia
-Ale ja wszystko rozumiem- powiedział Feliks oschłym tonem -Teraz już wiem, że nasze traktaty zostały podpisane tak dla picu. Moi ludzie zostaną wymordowani, kraj spustoszony a potem zagarnięty, ja przestanę istnieć, ale w zamian za to wy będziecie mogli być spokojni o siebie-
-Feliks- powiedział Anglia -Tak się nie stanie, pomyśl przez chwilę, wyciągniemy cie z tego, to nie pierwszy raz kiedy…-
-Kiedy zniknę z mapy Europy, to chciałeś powiedzieć?- zapytał zimno Polska -I twoim zdaniem to brzmi w porządku? Poza tym… tym razem coś jest inaczej- dodał Feliks cichym głosem -To nie jest taka zwykła wojna…-
-...Co masz na myśli?- zapytał Arthur powoli
-Nie biorą jeńców- powiedział Feliks drżąc jak w febrze -Nie biorą… moi ludzie nie są pokonywani… oni są mordowani, bez litości-
-Feliks…-
-Cóż skoro wszystko jest już jasne, nie będę was więcej niepokoił, ale zapamiętaj moje słowa- powiedział Feliks biorąc głęboki wdech -Nie mam zamiaru się poddać, moi ludzie się nie poddadzą… nawet jeśli zostaliśmy zdradzeni i pozostawieni sami sobie, będziemy walczyć do końca. Myślicie, że jeśli będziecie trzymać się z daleka to unikniecie wojny, ale się mylicie. My jesteśmy pierwsi, ale nie będziemy ostatni, nie chcecie wojny i to mnie nie dziwi, ale wojna do was przyjdzie czy wam się to podoba czy nie, a wtedy nie będzie miejsca na negocjacje. Jeszcze przyjdzie czas, że gorzko pożałujecie, tego, że nie działaliście, kiedy mieliście najlepszą okazję, będziecie żałować zdrady-
-Czy ty nam grozisz?- tym razem po drugiej stronie słuchawki zabrzmiał głos Francji -Jakiej zdrady mamy pożałować?-Feliks tylko wybuchnął śmiechem, ta sytuacja była tak niedorzeczna, że nie dał rady się powstrzymać
-JA? JA wam grożę? Zostałem zaatakowany, robię co mogę żeby obronić swój kraj, moi ludzie umierają, ale to JA wam grożę? A co do zdrady… to niedotrzymywanie warunków sojuszu uważam za nic innego jak zdradę.-
-Nie złamaliśmy warunków sojuszu- powiedział Francis nieco rozdrażniony
-Jak tam sobie chcecie- stwierdził zniecierpliwiony Feliks -Ta rozmowa zmierza donikąd, mam lepsze rzeczy do roboty więc… cóż żegnam- rozłączył się zanim Anglia lub Francja zdążyli się odezwać, cisnął słuchawką czując jak wzbierają w nim emocje, które tłumił w sobie podczas rozmowy.
Został sam, zupełnie sam wobec siły z którą nie miał najmniejszej szansy.
-Kurwa!- zaklął głośno mając szczerą ochotę na wyrzucenie, bogu ducha winnego telefonu przez okno, oparł ciężko głowę na rękach przytłoczony wszystkim co się działo
-Znowu- szepnął -To się znowu dzieje, czemu za każdym razem kiedy potrzebuję pomocy, wszyscy odwracają się plecami?-
Wyciągnął spod marynarki swój medalion i otworzył go
-Chociaż… patrząc z innej perspektywy chyba nie mam prawa do narzekania co?- zapytał patrząc na znajdujące się w środku zdjęcie -Nie jestem zupełnie bez winy, ty wiesz o tym najlepiej Liet-
Drgnął słysząc głos wołający go z dołu, zamknął pośpiesznie medalion i schował go pod ubraniem
-Już idę!- krzyknął zrywając się z miejsca i wychodząc pośpiesznie z pokoju
-Weź się w końcu w garść Litwo!- mruknął do siebie Toris wpatrując się w telefon jak w odbezpieczony granat -To tylko głupi telefon! Nie odgryzie ci ręki jak go użyjesz!-
Pomimo swojego wcześniejszego postanowienia, nie potrafił się przełamać żeby zadzwonić do Polski, za każdym razem kiedy już wykręcał numer, odkładał słuchawkę w nagłym przypływie paniki.
-Okej jeszcze jedna próba- westchnął powoli podnosząc słuchawkę, drżąca ręką zaczął wykręcać numer -Spokojnie… tylko spokojnie…- mruczał do siebie unosząc słuchawkę do ucha i z mocno bijącym sercem wsłuchując się w sygnał próby nawiązania połączenia, czekał i czekał coraz bardziej zdenerwowany, ale nikt nie odbierał. Po długich minutach wyczekiwania odłożył słuchawkę, nie wiedział czy bardziej mu ulżyło czy sfrustrowało to, że nikt nie odebrał.
-Nie ma go w domu?- mruknął Toris odchodząc od telefonu -Czy to możliwe żeby dalej spał?-
Nie miał pojęcia co ze sobą teraz zrobić, miał jeszcze cały dzień wolny, a jedyne co przychodziło mu do głowy to była praca
Daj spokój Liet, ileż można pracować? Zluzuj raz na jakiś czas~!
Nie pamiętał ile razy słyszał te słowa od Polski, uśmiechnął się do własnych wspomnień.
Od jakiegoś czasu bardzo często myślał o Feliksie i o przeszłości jaką razem przeżyli, o tym jak dostawał szału od samego zachowania swojego przyjaciela, blondyn był arogancki, bezczelny, egoistyczny i impulsywny, dokładne przeciwieństwo niego samego.
-''Może to dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy?''- Toris zaczął się zastanawiać -''Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają...''-
-Dlaczego ja właściwie o tym myślę?- mruknął Litwa zaczynając krążyć po pokoju -Powinienem być na niego zły… jestem na niego zły, ale jednocześnie… tęsknie za nim tak bardzo-
Jeszcze kilka razy przemknęło mu przez myśl, żeby spróbować zadzwonić drugi raz, ale cała odwaga i samozaparcie, które zebrał w sobie żeby w ogóle skorzystać z telefonu, wyparowały i nie wyglądało na to żeby szybko miały wrócić.
-Idę na spacer- zadecydował w końcu po kolejnym okrążeniu wokół własnego pokoju -Muszę przewietrzyć myśli… tak spacer to zdecydowanie dobry pomysł- mijając wieszak zabrał ze sobą kurtkę i złapał za klamkę.
Kiedy znalazł się na zewnątrz, wziął głęboki wdech, napływ świeżego powietrza od razu sprawił, że lepiej się poczuł, ruszył w losowym kierunku, czując, że to będzie dość długi spacer.
Feliks bez zbytniego zainteresowania słuchał debatujących ze sobą ludzi, właściwie docierało do niego co trzecie słowo wypowiadane przez członków rządu, siedział z głową opartą na stole i wpatrywał się tępo w przestrzeń, mając nadzieje, że zebranie długo nie potrwa. Nigdy za specjalnie nie interesowały go te wszystkie nudne zebrania, dyskusje o ekonomii i innych ważnych sprawach o których jako państwo powinien mieć pojęcie. Robił co mógł żeby skupić się słuchaniu bo tym razem sprawa była śmiertelnie poważna, ale za nic nie potrafił unieść głowy chociaż odrobinę i chociaż spojrzeć kto akurat się teraz wypowiadał. Problem leżał w tym, że czuł się tak cholernie słaby, nieprzespane noce dawały mu ostro w kość, apetyt ostatnio też mu zbytnio nie dopisywał, więc do zawrotów głowy dołączały też mdłości. Jednak nie to było najgorsze. Był uosobieniem państwa polskiego, ludzkie potrzeby takie jak spanie i jedzenie, miały na niego wpływ, ale niedobór tych rzeczy nie był w stanie doprowadzić go do tego stanu w którym teraz się znajdował. Państwa takie jak on czerpały swoja siłę ze swojego terytorium, ze swoich granic, ale przede wszystkim ze swojego narodu, z każdego pojedynczego człowieka, który czuł się obywatelem danego kraju. A to wszystko było mu teraz odbierane, nie dbał zbytnio o terytorium, nie było aż tak istotne, w końcu po rozbiorach, kiedy jego kraj zniknął z mapy Europy, radził sobie całkiem nieźle, tułał się po świecie, korzystając z gościnności innych państw, był cieniem siebie samego, ale dawał radę i to całkiem dobrze, tym bardziej, że jego naród był niesłychanie uparty. Ledwie się powstrzymywał od wycia z bólu, każda śmierć była jak nóż przeszywający jego ciało, jego ludzie umierali, a jakby tego było mało to najeźdźcy chyba mocno zależało na zrównaniu z ziemią jego dziedzictwa. Zamknął oczy, obrazy natychmiast zaczęły gromadzić się pod powiekami, samoloty bombardujące miasta…
-''Wieluń, Kraków, Częstochowa, Tczew, Lublin, Warszawa…''- wyliczał w myślach czując jak jego ciało drży od każdej eksplozji, odbija się echem w jego kościach, walące się budynki, umierający ludzie…
Zerwał się nagle i usiadł prosto, otwierając oczy, czując, że jego świadomość zaczyna niebezpiecznie odpływać, musiał się cały czas pilnować, żeby utrzymać jasność myślenia i nie pozwolić obrazom i bólowi, przejąć nad nim kontroli, musiał być twardy, tak samo jak jego ludzie.
-Musimy utrzymać się jak najdłużej, do czasu póki nasi sojusznicy nie przybędą z odsieczą- powiedział jeden z posłów
-Nie przybędą- powiedział cicho Feliks, sprawiając, że wszyscy obecni na sali spojrzeli na niego, przełknął ślinę starając się opanować chęć ucieczki, nienawidził być w centrum uwagi
-Nasi sojusznicy nas olali- powiedział tym razem głośniej, patrząc gdzieś w bok -Nie chcą mieszać się w kolejny konflikt, mają nadzieje, że Trzecia Rzesza zadowoli się nami-
-Czy inne nacje tak właśnie się wyraziły?- zapytał prezydent patrząc uważnie na Polskę
-Nie- powiedział Feliks z westchnieniem -Właściwie to nie powiedzieli nic, poza tym, że jeszcze nie zdążyli się zmobilizować… i właśnie dlatego uważam, że moje słowa są słuszne… to i fakt, że mimo to, że konflikt trwa już co najmniej dwa tygodnie, to wciąż walczymy sami-
Po jego słowach zapadła przytłaczająca cisza, każdy ze zgromadzonych analizował słowa blond nacji, Feliks w duchu zaczął przeklinać to, że znów nie pomyślał nad tym zanim się odezwał
-''Właśnie dlatego to Litwa zazwyczaj brał się za gadanie, albo przynajmniej był obok, żeby kontrolować mój niewyparzony język… tak… właśnie o to chodziło, nie to że jestem nieśmiały… co to to nie!''- pomyślał Polska czując jak jego policzki zaczęły lekko piec, gdy jego myśli niespodziewanie odpłynęły w zupełnie niespodziewanym kierunku.
-Czyli… zostaliśmy sami… czy to oznacza… że się poddajemy?- zapytał w końcu jeden z posłów, przerywając tą okropną ciszę
-No chyba kur… cze nie!- krzyknął Feliks wracając na ziemię -Czy my Polacy, kiedykolwiek się poddaliśmy?! Gdyby tak było, to by nas tu nie było… to znaczy…- zamilkł na chwilę, starając się wyrazić nieco bardziej zrozumiale i walcząc z własną nieśmiałością -Nawet po rozbiorach się nie poddaliśmy co nie? Gdybyśmy się poddali to po wojnie, nasze państwo by nie istniało, wciąż bylibyśmy popychadłami Rosji, Prusów i Austrii. Mnie totalnie nie pasuje coś takiego jak ''poddanie się''- im dłużej wszyscy się w niego wpatrywali, tym większą miał ochotę schować się pod stołem, chciał już wrócić do swojego pokoju.
-Masz rację- powiedział w końcu prezydent z uśmiechem
-Ja mam zawsze rację- stwierdził Feliks pusząc się z dumy
-Nie możemy się poddać, musimy walczyć i wierzyć, że pokonamy wroga, Państwo Polskie nie będzie tym, które się podda, nawet wobec przeciwnika który ma nad nami miażdżącą przewagę- powiedział któryś z posłów kiwając głową.
-Musimy się zreorganizować i umocnić pozycje, nie możemy pozwolić żeby wróg dotarł dalej…- po chwili rozgorzała kolejna dyskusja na temat możliwości obrony przed Niemcami
-Feliks… możesz iść do siebie- powiedział prezydent poklepując blondyna po ramieniu -Coś mi mówi, że i tak nasza debata zbytnio cię nie zainteresuje-
-Nah, wolę już grać w bierki sam ze sobą- stwierdził Feliks podnosząc się szybko z miejsca -Dzięki szefie- powiedział z wdzięcznością i czym prędzej opuścił salę obrad.
Tak szybko jak tylko zdołał wrócił do swojego domu, wpadł do swojego pokoju i rzucił się na łóżko , musiał odpocząć, chociaż odrobinę, musiał zebrać chociaż odrobinę sił, miał niejasne przeczucie, że najgorsze jeszcze przed nim.
-Tego właśnie było mi trzeba- mruknął pod nosem Toris -Odrobiny świeżego powietrza! I jakiegoś zajęcia, żeby uspokoić myśli-
-''Chociaż partia szachów byłaby chyba lepsza jeśli chodzi o myślenie''- stwierdził w myślach, idąc w stronę swojego mieszkania -''Tylko z kim? Łotwa nie umie grać w szachy, Estonia pewnie znowu siedzi przed jakąś nowinką technologiczną, Rosja… o nie ta opcja odpada sama z siebie''- wzdrygnął się na samo wspomnienie byłego ''szefa'' -''Zresztą ściąganie ich tutaj dla jednej partii szachów to chyba przesada… Feliks pewnie nie miałby nic przeciwko...''-
Tego akurat był pewny, Polska z pewnością dałby się namówić, nawet jeśli miałby przejechać pół świata, zwłaszcza gdyby mu się nudziło, a nudziło mu się nadzwyczaj często. W sumie był całkiem wymagającym przeciwnikiem, nawet jeśli nie sprawiał takiego wrażenia.
-''Gorzej z tym gdyby zaczął przegrywać...''- pomyślał Litwa robiąc zbolałą minę, to zawsze kończyło się ''aktywacją prawa polskiego'' i figurami szachowymi latającymi po pokoju.
-Skończony kretyn- stwierdził Toris mimowolnie się uśmiechając, z Polską nie dało się nudzić, w żadnym wypadku, w dzień miał miliony zwariowanych pomysłów, a w nocy…
Litwa poczuł jak jego twarz robi się czerwona po czubki uszu
-Dievas! Skąd ci do głowy przychodzą takie myśli Toris?!- mruknął Litwa wachlując się dłonią, żeby pozbyć się nagłego uczucia gorąca
Ktoś tu ma chyba brudne myśli~ praktycznie słyszał radosny głos Feliksa i widział jego cwany uśmieszek Dobry Boże Litwo nie wiedziałem, że jesteś takim zboczeńcem~
-''Wcale nie jestem! Nie mam pojęcia dlaczego o tym pomyślałem!''- bronił się myślach Toris, czując jak uszy mu płoną
Mam ci z tym pomóc? Wiesz, że świetnie całuje~ zamruczał głos
-''Wiem… to znaczy skończ ten temat w tej chwili!''- krzyknął Toris, teraz już będąc barwy dojrzałego pomidora
Ale znając ciebie to zwykłe całowanie by ci nie wystarczyło~ Mały Litwa ma duże potrzeby~ głos nie dawał za wygraną
-''Jestem wyższy od ciebie!''- zaperzył się brunet
Oooo~! Czyli nie zaprzeczasz, że z ciebie chutliwa bestia~! stwierdził tryumfalnie głos
-''To nie… ja nie… czy ja naprawdę kłócę się z wyimaginowanym głosem Feliksa w mojej głowie?!''- pomyślał Toris pocierając dłonią czoło
Zbo-cze-niec~! zaśpiewał głos
-ZAMKNIJ SIĘ!- wrzasnął Toris na głos, przechodnie na ulicy spojrzeli na niego ze zdziwieniem i lekkim strachem
-''Och świetnie, teraz ludzie patrzą na mnie jak na wariata''- pomyślał Litwa płonąc ze wstydu, przyspieszył kroku chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu, zaczynał podejrzewać Polskę o posiadanie jakichś magiczno-telepatycznych mocy, będących w stanie wyprowadzić go z równowagi w każdym miejscu, czasie i na każdą odległość. Szedł szybkim krokiem, wciąż czerwony na twarzy, poważnie rozważając pomysł zawrócenia i wskoczenia do rzeki.
-Wojna w Polsce…- Torisa zmroziło po usłyszeniu tych słów, przystanął i odwrócił się żeby przekonać się kto je wypowiedział, cofnął się dyskretnie kilka kroków w stronę grupki ludzi którzy z zapałem o czymś dyskutowali, będąc pewnym, że to stamtąd dobiegły te niepokojące wieści
-Poważnie?- zapytał jeden z mężczyzn
-Piszą o tym od jakiegoś czasu w gazetach- odparł inny, to jego słowa usłyszał Toris chwilę temu
-Też o tym słyszałam, podobno jakieś dwa tygodnie temu Niemcy zaatakowali Polskę i to bez oficjalnego wypowiedzenia wojny!- powiedziała młoda dziewczyna z przejęciem
-Jak myślicie kto wygra?- zapytał jeszcze ktoś inny
-To chyba oczywiste, że Polska nie ma szans- stwierdził któryś -Ten kraj dopiero co wrócił na mapę Europy, wątpię żeby zdążyli się pozbierać, a słyszałem, że Niemcy to teraz potęga…-
Dalszego przebiegu konwersacji Toris nie słuchał, ruszył biegiem do swojego mieszkania, blady na twarzy, musiał zadzwonić… upewnić się…
-To żart… to na pewno żart, nie ma żadnej wojny… Feliksowi na pewno nic nie grozi- powtarzał sobie słabym głosem.
Drzwi z hukiem uderzyły o ścianę, kiedy z impetem wpadł do mieszkania, nie zdjął butów ani kurtki, tylko z miejsca rzucił się do telefonu, podniósł słuchawkę i drżącymi rękami zaczął wykręcać numer.
-''Proszę… błagam odbierz''- Toris błagał w myślach wsłuchując się w sygnał w słuchawce -''Proszę… podnieś słuchawkę i powiedz mi, że wszystko jest w porządku!''-
Feliks jęknął z irytacją słysząc głośny warkot dzwoniącego telefonu, uniósł głowę z poduszki, patrząc ze złością na aparat, który wyrwał go ze snu.
-Do kurwy nędzy… dajcie się człowiekowi wyspać!- warknął jednym szarpnięciem wyrywając kabel telefoniczny z gniazdka i uciszając telefon
Opadł z powrotem na poduszkę próbując powrócić do niespokojnego snu w który udało mu się zapaść, był tak zmęczony, że nie dręczyły go żadne sny, więc miał zamiar to wykorzystać. Rozmowa telefoniczna była ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę, zwłaszcza, że ostatnio jedyne osoby które do niego dzwoniły, to członkowie rządu, proszący go o przybycie na kolejne obrady, a jeśli to był Anglia lub Francja, to mogli się wypchać.
-Chcę tylko chwilę odpocząć… może przez parę godzin świat się nie zawali... co gorszego może się stać od tego co już się dzieje?- mruknął blondyn powoli odpływając.
Toris poczuł, że robi mu się słabo, kiedy nagle sygnał się urwał, próbował dzwonić jeszcze kilka razy, ale za każdym razem osiągał ten sam rezultat.
-Może to tylko burza, albo jakaś awaria- próbował się uspokoić -Spokojnie tylko spokojnie… to zapewne tylko kolejna drobna potyczka, a nie żadna wojna. przecież wiesz, że Feliks ostatnio często wdaje się w bójki-
Wciąż pełen niepokoju odłożył słuchawkę na miejsce, ściągnął w końcu kurtkę i buty, po czym rzucił się na łóżko, czując jak z nerwów zaczyna boleć go brzuch. Odwrócił głowę w stronę okna patrząc jak dzień powoli przechodzi w noc, pełen jak najgorszych przeczuć.
-Mmm niemal zapomniałem jak tu jest ciepło i przyjemnie- powiedział z uśmiechem wysoki mężczyzna o popielato blond włosach i fiołkowych oczach, siedział rozluźniony na wieżyczce czołgu, rozglądając się wokół.
-Panie… Россия...- powiedział jeden z żołnierzy, wynurzając się z wnętrza czołgu
-Hm? O co chodzi towarzyszu?- zapytał pogodnie Rosja
-Jak jest nasz cel?- zapytał ostrożnie mężczyzna -Armia Czerwona jest już w pełni gotowa-
-Cel? Варшава oczywiście, idziemy odwiedzić maleńkiego Feliksa- odparł Ivan wciąż radośnie się uśmiechając -W końcu tego oczekuje od nas nasz sojusznik, da?-
-Da- odparł żołnierz -Kiedy ruszamy?-
-Kiedy? Hmm… na przykład teraz?- powiedział Rosja uśmiechając się jeszcze szerzej -Nie mogę się już doczekać kiedy zobaczę mojego małego przyjaciela, rozumiesz mnie towarzyszu, da?-
-O-oczywiście- mruknął żołnierz roztrzęsionym głosem, uśmiech Rosji go przerażał -Nie będę już panu przeszkadzał- dodał pośpiesznie wracając do wnętrza czołgu
-Dobrze, dobrze- powiedział zadowolony Ivan, dając znak dowódcy armii, żeby wydał odpowiedni rozkaz -Nie traćmy już więcej czasu! Na przód, na przód~ Польша na pewno się ucieszy jak mnie zobaczy~!-
Drobna notka autorska: Mmm... jeśli chodzi o inne języki, to zdecydowanie nie ufam translatorowi Google, więc ograniczyłam się tylko do pojedynczych słów, a i tak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że coś z nimi jest nie tak...
Россия- Rosja
Варшава- Warszawa
Da- tak
Польша- Polska
