To już drugi rozdział tego świrniętego opowiadania. Jest trochę krótszy i... nadal za wiele się nie dzieje. No, ale nie potrafię aż tak czegoś sztucznie przyspieszać. Za powtórzenia, zryty humor, błędy różnego rodzaju i mój sztywny styl pisania przepraszam.

Chciałam jeszcze podziękować Megg97 za motywacje.

_

Rozdział 2: Wyjazd

Zgodnie z rozkazem, któremu nie można się sprzeciwiać Edward spakował się i wsiadł do porannego pociągu, który miał go zawieźć co Central City. Wkurzało go to, że Mustang wykorzystuje swoją pozycję i prawie ciągle wydawał mu bezsensowne rozkazy głupio się przy tym uśmiechając. Zastanawiał się czemu tak jest i doszedł do wniosku, że Płomiennego znacznie bardziej bawią jego pełne energii reakcje na jego pomysły. Alphonse niewiele mówił. Możliwe, że podejrzewał, że te "wakacje" to tak naprawdę jakaś nowa misja. Trochę bał się o brata, ale Ed ciągle zapewniał go, że to na pewno nie jest nic strasznego. Państwowy Alchemik starał się widzieć zalety. Jedną z nich było to, że oddali się od tego diabelskiego kota, zaś sokół Sagittae siedział obok wzbudzając spore zainteresowanie wśród pasażerów. Elric postanowił się chwile przespać, bo co innego miał do roboty poza kolejnym oglądaniem tych samych krajobrazów za oknem? Nic.

Lokomotywa wtoczyła się na stację w Central City wzniecając obłoki pary, oraz dymu. Młody alchemik wyszedł z pierwszego wagonu taszcząc ze sobą walizkę i mając sokoła na prawym barku. Generał kazał mu rozglądać się po dworcu. Powiedział, że spotka kolejnego uczestnika tej wyprawy. Tak właśnie wczoraj powiedział- wyprawy. Edward chciał jak najszybciej się dowiedzieć o co chodzi i właśnie usłyszał dobrze znany mu głos:

- Stalowy, tutaj!- koło ławki stał Havoc i machał do niego ręką. Jeszcze nie widział go tak ubranego. Szorty, oraz zwiewna zielona koszula zapinana na guziki to był niespotykany strój u tego palacza.

- Kapitan też?!- zdziwił się blondyn szybko do niego podchodząc.

- Tylko bez "kapitanów' mi tu! Są wakacje więc wrzuć na luz!- Jean klepnął w ramię Elrica. Nie zwracał uwagi na to, że młodzieniec zakrztusił się tytoniowym smrodkiem.

- W takim razie Havoc skoro mowa o rozdziale pracy od wakacji to może odpocząłbyś od palenia, co?!- Stalowy Alchemik zaczął machać ręką, żeby pozbyć się dymu, który jak na złość pchał się do niego.

- Nie ma mowy Stalowy! Palenie jest moją drugą miłością!- powiedział z czułością poklepując paczkę papierosów.

- A pierwszą miłością co jest?

- Dziewczyny!- jęknął. Ed popatrzył się wymownie w górę. Brak dziewczyny był jedynym problemem Havoca, lecz jasne było to, że dopóki spalać będzie tony tytoniu tygodniowo to żadna kobieta go nie zechce.

- A możesz mi wyjaśnić co Mustangowi do łba strzeliło?!-młody alchemik wygodnie rozsiadł się na ławce. Popatrzył na Jeana, który widocznie wahał się czy jemu ma cokolwiek powiedzieć.

- Bo jak nie to zaraz wrócę do domu!-zagroził młodzieniec, a złote oczy zabłysły dziwnie.

- Eee... widzisz... sam do końca nie wiem Stalowy. Sam Mustang więcej nam powie, ale sądzę, że zabierze nas nad wodę.

- Nad wodę?! A skąd taki pomysł?

- Bo widziałem jak wychodził z wędkarskiego z zakupami.- zaśmiał się kapitan. Również Elricowi udzieliła się wyobraźnia i ujrzał Roya w samych gatkach drzemiącego na kładce, podczas gdy żyłka zaczyna drgać i z wody wyskakuje rekin, który go pożera. Parsknął śmiechem, ale zaraz się opanował. Przecież był zirytowany tym głupim pomysłem Płomiennego. Gdyby nie to, to zapewne wylegiwałby się w hamaku i popijał zimną colę. Chwilę porozmawiali, po czym wyszli z dworca, żeby spotkać się z generałem. Edward powoli doszedł do wniosku, że może nie będzie tak źle. Skoro sprawy służbowe mają zostawić tutaj, to powinno być ciekawie z ludźmi wyluzowanymi i chcącymi wypocząć. Żal mu było Alphonse'a no, ale jego brat nie był Państwowym Alchemikiem. Pocieszył się myślą, że Al szczerze wyznał iż wolałby zostać w Resembool. Wytłumaczył to mówiąc, że po to kilka lat wędrowali, aby mógł wreszcie odpocząć w domu. Również zastanawiał się nad tym gdzie Winry mogła się podziać i czy wróci wcześniej niż on. Jean zakomunikował mu, że mają czekać koło głównej kwatery. "Napatoczymy się na wielu znajomych! Żeby to nie był czasami Armstrong!" Stwierdził w myślach Elric. Havoc musiał iść po swoje bagaże, które zostawił w budynku. Edward na chwilę został z Sagittae.

- Na co się gapisz? To tylko taka papuga!- naskoczył na jednego z przechodniów, który wlepiał oczy w sokoła. Przestraszony reakcją chłopaka przyspieszył kroku, żeby dłużej go nie drażnić. Sagittae zaś nie został dłużny i ugryzł blondyna w ucho, po czym błyskawicznie uciekł na latarnię.

- Jeszcze raz tak zrobisz to ugotuję z ciebie rosół!- Wrzasnął. Już za dorosły był na śmieszne podskakiwanie i wymachiwanie pięścią podczas napadu wściekłości. Nawet nie zauważył kiedy przy chodniku zaparkowało czarne eleganckie auto. Z pojazdu wyszedł Roy, który udając znudzenie obserwował młodszego alchemika.

- Stalowy jeśli to zrobisz trafisz do pierdla.- powiedział spokojnie. Ed natychmiast się obrócił. Salutować przed Parzyłapą nie miał zamiaru. Szybko do niego podszedł.

- Ty!...

- Stalowy po pierwsze te sokoły są pod ochroną, a po drugie gdy spotykasz kogoś znajomego na powitanie nie wrzeszczy się "ty!".- rzekł przecierając przeciwsłoneczne okulary. Jego opanowanie trochę uspokoiło Elrica (skoro nie robi to żadnego wrażenia to po co jeszcze bardziej się wściekać?) ale ten i tak nie zwracał uwagi na to co mówi do niego jego przełożony.

- Możesz mi wszystko wyjaśnić?- Starał się już nie krzyczeć. Zauważył jeszcze pewną rzecz, która sprawiła, że lepiej się poczuł. Dotyczyła tego, że był prawie tak wysoki jak Roy! "Prawie" akurat tutaj nie robiło wielkiej różnicy. Mustang tylko uśmiechnął się łobuzersko.

- Jasne! Lecz nie ma za wiele do wyjaśniania. Jedziemy na wakacje.

- A skąd taka głupia myśl, żeby Havoca i mnie brać, co?- Edward wpatrywał się podejrzliwie w generała, jak na razie ignorując fakt, że również on ma na sobie szorty i koszule w kwiaty.

- Nie tylko was. Zapraszałem Maesa, ale on wolał z rodziną siedzieć. Również Fuery'ego, Brede, Falmana i Armstronga, ale oni mieli swoje plany....

- ... A Riza?

- Też, ale jej raczej bym nie zapraszał na chłopski wypad.- Odparł. Ed nieco się zdziwił, ale w sumie Płomienny miał rację.

- Uprzedzając kolejne twoje pytania Stalowy bo jak zwykle nie masz ich dość- zauważył zgryźliwie starszy alchemik- chciałem po prostu rozluźnić się z ludźmi z którymi pracuję i pogadać o innych rzeczach niż sprawy związane z wojskiem. Otoczenie też jest ważne, dlatego spędzimy te dni pływając jachtem...

- Jachtem?! Gdzie?....

- Po jeziorach Stalowy, bo piasek niestety się do tego nie nadaje.- rzekł ironicznie Roy, którego trochę zaskoczyło to, że takie traktowanie Elrica nie rozjuszyło.

- No wiem! Ale dokładniej to gdzie się wybieramy?

- Ech, ale jesteś męczący! Jednak jeśli chcesz wiedzieć to daleko, a dokładniej na południowy zachód na tamtejsze pojezierza.- to wyjaśnienie starczyło młodzieńcowi. Kiedyś tam był razem z Alem do dziś pamięta olbrzymie jeziora połączone ciekami wodnymi, dzięki temu można było swobodnie przemieszczać się między akwenami. Pomysł Mustanga coraz bardziej mu się podobał. Nie mógł się powstrzymać przed cudowną wizją wylegiwania się na jachcie w przestrzeni wolnej od wrzasków i innych nieprzyjemnych hałasów. O tak! To Stalowemu Alchemikowi bardzo odpowiadało! Zaraz przyszedł Havoc ze swoim bagażem, który razem z walizką Elrica został rzucony na tylne siedzenie samochodu, po czym cała trójka wsiadła do pojazdu. Ed usiadł z przodu koło Roya, a Havocowi zabroniono palenia. Nie poczuł się z tego powodu szczęśliwy, ale w zamian Płomienny rzucił mu "Gołe babki", aby przestał marudzić. Kapitan dostał ślinotoku na widok ładnych, nagich panienek i jedyne co musieli znosić to jego komentarze na temat kolejnych stron. Generałowi to nie przeszkadzało, ale najmłodszy uczestnik wycieczki również chciał sobie pooglądać.

- Stalowy jednak jesteś facetem!- Zaśmiał się głośno kierowca. Edward popatrzył się na niego ze złością i zaraz jego uwagę przykuły różowe klapki Roya. Nie zamierzał tego zostawić bez komentarza.

- A ty pięcioletnią dziewczynką!- Zadrwił sobie wskazując na klapki. Mustang posłał mu mordercze spojrzenie, co jednak Elric zignorował i ryknął śmiechem.

- Wiesz Stalowy, tylko twardziele nie boją się różowego koloru.- Chłopak nie dawał za wygraną i próbował się bronić mówiąc, że w takim razie chyba nie jest zbytnio pewny swojej siły skoro musi ją udowadniać. Ta gwałtowna wymiana zdań trwała przez dłuższy czas, a Jean miał to gdzieś. Grunt, że się nie rozbili, bo jeszcze tego samego dnia dotarli na miejsce.