Prolog jest drastycznie krótki, dlatego wrzucam również rozdział pierwszy.
Rozdział 1 - Bezradność
Bezradność,
nawet dorosłego człowieka,
zamienia w płaczące niemowlę
autor nieznay
x x x x
Gdy świadomość powróciła do niego ponownie, czuł się dużo silniejszy. Powoli otwierając oczy, mrugał, starając się przyzwyczaić do jaskrawych promieni, wpadającego przez okna słońca. Powoli wodząc wzrokiem do okoła, bez problemu rozpoznał białe ściany skrzydła szpitalnego.
- Obudziłeś się? - słysząc skierowane do siebie pytanie, powoli odwrócił się w kierunku głosu i spojrzał wprost na stojącego tuż przy łóżku, Dumbledore'a. Mimowolnie mrugając ponownie, zaczął się zastanawiać, czy jeszcze nie doszedł do siebie, czy też jego postać wydaje mu się wyższa niż do tej pory? - Czy poznajesz mnie Harry? - zaskoczony kolejnym pytaniem, otworzył usta, by odpowiedzieć, jednak spomiędzy jego warg nie wydobył się żaden dźwięk.
Co się dzieje? Dlaczego nie mogę nic powiedzieć?! - W panice ponownie spojrzał na dyrektora. Spróbował się podnieść, nim jednak zdołał, silny uścisk na ramieniu, zmusił go do ponownego ułożenia się na posłaniu.
- Spokojnie Harry. Wszystko jest w porządku. Nie wstawaj. Poppy zaraz coś poradzi na twoje gardło.
Gdy niespodziewanie gdzieś z tyłu rozległy się pospieszne kroki, mimowolnie odwrócił głowę w tamtą stronę. Dostrzegając zmierzającą do nich Pomfrey, liczył na to, że ona rzeczywiście mu pomoże. Miał tysiące pytań w głowie i niemożliwość ich zadania, wzbudzała w nim frustrację:
Co się właściwie stało? Dlaczego jestem w skrzydle szpitalnym? Czemu nie mogę się odezwać? Czemu wszystko w okół wydaje się takie wielkie?! I dlaczego widzę wyraźnie, chociaż jestem pewien, że nie mam na sobie okularów?
- Co z nim Albusie? Czy rozumie?
Czy rozumiem? O czym oni u licha mówią?
- Nie jestem pewien Poppy. Mam jednak taką nadzieję. Nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że jego umysł, cofnął się w rozwoju razem z ciałem.
Cofnąłem się w rozwoju? Co Dumbleodre przez to ma na myśli? Jak mój umysł miał się cofnąć razem z ciałem?! Przecież nic mi nie jest! I dlaczego w ogóle z moim ciałem miałoby... - urwał, podnosząc lewą dłoń na wysokość oczu.
Co jest? To... to niemożliwe! - przerażony przeniósł wzrok na swoją drugą rękę i ponownie spróbował się podnieść, jednak i tym razem, starsi czarodzieje mu to uniemożliwili. Szarpnął się, starając uwolnić z ich uścisku, byli jednak od niego dużo silniejsi.
Puście mnie! Puśćcie!
- Uspokój się, Harry. Rozumiesz co do ciebie mówię? Harry? Harry!
Czując przy wargach chłodne szkło, posłusznie rozchylił wargi, pozwalając wlać w siebie gorzkawy płyn. Gdy tylko substancja rozeszła się po jego ciele, opadł na łóżko, nieco oszołomiony działaniem eliksiru uspokajającego.
Wodząc wzrokiem od Pomfrey do Dumbledore'a i spowrotem, czekał, aż któreś łaskawie wyjaśni mu co się z nim stało. Niestety jednak, żadne z nich nie spieszyło się z odpowiedzią. Wreszcie jednak, po chwili która zdawała mu się wiecznością, usłyszał zrezygnowany głos dyrektora:
- Znaleźliśmy cię w Zakazanym Lesie Harry. Ciało Voldemorta spoczywało tuż obok ciebie. Wciąż nie wiemy jak udało ci się tego dokonać, ale faktem pozostaje to, że jest on martwy. Nigdy więcej już nikomu nie zaszkodzi. Niestety jednak, ty nie wyszedłeś z tej potyczki bez szwanku. Nie wiemy dlaczego twój organizm przeszedł tak niewyobrażalną przemianę. W chwili obecnej masz ciało dwuletniego dziecka, Harry. Mam jednak nadzieję, że to tylko zewnętrzna zmiana i wewnątrz wciąż jesteś tym samym chłopcem, którego tak dobrze znam.
Po tej przemowie, zacisnął powieki, bezradnie starając się jakoś ogarnąć to, co dopiero usłyszał:
Mam ciało dwuletniego dziecka? Czy to w ogóle jest możliwe? Ale jak? Jak coś takiego mogło się stać? I o co chodzi z Voldemortem? Naprawdę go pokonałem? Kiedy? Nie pamiętam żadnej walki... Byłem w parku na Privet Drive, a potem... potem obudziłem się tutaj.
Co się wydarzyło?
- Harry... Czy możesz dać nam jakiś znak? Możesz pokazać, że rozumiesz co do ciebie mówimy? - gdy zmęczony głos dyrektora przywrócił go do rzeczywistości, otworzył oczy i krzyżując wzrok z błękitnymi tęczówkami Dumbledore'a, przez moment nic nie robił, a potem powoli skinął mu głową.
- Panie Potter, czy ty... - gdy Pomfrey się wtrąciła, odwrócił się do niej i ponownie przytaknął, uśmiechając się przy tym niepewnie. - Merlinowi niech będą dzięki!
Nieco zaskoczony jej okrzykiem, tym razem uśmiechnął się dużo bardziej otwarcie, po czym wskazując ręką na swoje gardło, pytająco spojrzał w jej oczy.
- Pańskie struny głosowe są uszkodzone. Większość urazów zdołaliśmy już uleczyć, jednak jeszcze przez jakiś czas nie będzie pan w stanie mówić. Proszę więc nawet nie próbować.
Przytakując jej posłusznie, ponownie spróbował usiąść. Tym razem mu na to pozwolono, lecz Pomfrey tak ułożyła mu poduszki za plecami, że właściwie na wpół leżał. Zastanawiając się, w jaki sposób zadać kolejne pytanie, już chciał poprosić o coś do pisania, lecz wtedy zauważył swoją różdżkę na szafce nocnej. Momentalnie sięgnął po nią i przypominając sobie, co kiedyś zrobił Voldemort, ostrożnie nakreślił świecące litery w powietrzu:
Kiedy moje ciało wróci do normy? - gdy po jego pytaniu, szkolna pielęgniarka widocznie się zmieszała, przeniósł wzrok na dyrektora i ponownie zapytał:
Kiedy?
Przez kilka nieznoście przeciągających się sekund panowała w pomieszczeniu cisza, wreszcie jednak usłyszał:
- Harry... Obawiam się, że na obecną chwilę, nie istnieje żadna magia mogąca przywrócić ci wygląd piętnastolatka.
Nie istnieje? Ale jak to! To się nie dzieje... Przecież musi być jakiś sposób! Ja nie mogę być dwulatkiem! Jak niby mam się dalej uczyć! Jak mogę pójść gdziekolwiek, wyglądając jak małe dziecko!
Nie!
To nie może być prawda...
Nie może!
Nie może... - nawet nie zauważył, kiedy po jego policzkach potoczyły się pierwsze łzy, nie poczuł też kolejnych.
x x x x
Koniec rozdziału 1
