Loki pozostał nieprzytomny przez cały czas trwania podróży do bazy. Prawdę mówiąc ocknął się dopiero dobrych kilka godzin po tym, jak umieszczono go w całkiem nieźle zabezpieczonej celi mieszczącej się głęboko w budynku. Nawet wtedy zbudził się tylko po to, żeby pośpiesznie zeskoczyć z pryczy, na której go położono, i pobiec do ubikacji, gdzie zwymiotował mizerną zawartość żołądka. Najwyraźniej nordyccy bogowie nie są odporni na poranne mdłości. Bo to były poranne mdłości. Naukowcom Tarczy udało się pobrać próbkę jego krwi i potwierdzić to, co powiedział im Thor. Loki był w odmiennym stanie. Nieco później Thor na prośbę Fury'ego objaśnił im wszystkim szczegóły poprzednich ciąż jego brata. Zgadzały się plus minus z opowieściami Wikingów, więc były mniej szokujące dla Tony'ego i każdej innej osoby, która już wcześniej je znała. Ale na przykład Steve z wrażenia prawie spadał z krzesła.
Po tym, jak zwymiotował, Loki nie odszedł daleko od ubikacji. Usiadł na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, plecami oparł się o ścianę, a skute ręce położył sobie na kolanach. Nie odezwał się ani słowem, nawet wtedy, kiedy odwiedził go Thor, żeby powiedzieć mu, że gdy tylko Tarcza wyrazi zgodę, zabierze Lokiego do Asgardu, żeby rosnące w nim stworzenie, czymkolwiek się okaże, mogło urodzić się w domu. Siedział tak w milczeniu godzinami, aż w końcu po cichu oznajmił pustemu pomieszczeniu, że ma dla Tarczy informacje.
I tam się teraz właśnie znajdowali – stali po drugiej stronie fałszywego lustra i patrzyli, jak Loki jest wprowadzany do pokoju przesłuchań. Było ich tylko czworo: Steve, Bruce, Natasza i on. Thor nie został poinformowany o tej pogawędce, a Clint prawdopodobnie próbował w tym czasie sprawdzić doświadczalnie, ile alkoholu potrzeba, żeby pozbyć się z umysłu wizji Lokiego rodzącego ośmionogie źrebię.
Loki wyglądał gównianie. Tony słyszał kiedyś, że ciężarne kobiety bywają często określane jako „pełne blasku", ale akurat w tej chwili jakoś wcale tego nie widział. Ich wróg był blady i wymizerowany, a pod oczami miał czarne sińce. Ale pomimo bardzo niezdrowego wyglądu jego twarz pozbawiona była jakichkolwiek emocji. Z obiema rękami na stole Loki cierpliwie czekał, aż dołączy do niego Coulson.
Kiedy agent Tarczy wreszcie się zjawił, usiadł naprzeciwko osłabionego boga i splótł palce, a złączone dłonie położył przed sobą na stole. Wyraz jego twarzy był całkowicie neutralny.
- Powiedziano mi, że masz dla nas jakieś informacje – stwierdził w ramach zdania otwierającego rozmowę.
Loki skinął głową, a jego palce drgnęły nieznacznie.
- Chciałbym zaproponować wymianę usług – odparł cicho. – Znajduję się w posiadaniu dużej ilości informacji dotyczących wielu spośród waszych wrogów. Jestem skłonny udzielić ich wam w zamian za drobną przysługę ze strony waszej organizacji.
- Raczej nie mamy w zwyczaju układać się z terrorystami – stwierdził Coulson beznamiętnie, ani nie przyjmując oferty, ani jej nie odrzucając. – O jaką przysługę zamierzasz prosić?
Loki prawie niezauważalnie zerknął na lustro, ale zaraz wrócił spojrzeniem do mężczyzny siedzącego naprzeciwko.
- Rozumiem, że Thor zdążył już was poinformować o moim... stanie?
- Powiedział nam, że jesteś w ciąży.
- W rzeczy samej. – Loki przez chwilę milczał, zanim odezwał się ponownie: - Przysługą, o którą zamierzam prosić, jest dokonanie aborcji.
Tony usłyszał, jak stojący obok niego Steve wydaje cichy okrzyk protestu, ale nawet na niego nie spojrzał.
- Chcesz przerwać swoją ciążę? – spytał Coulson wciąż tym samym spokojnym i obojętnym tonem.
Gdyby oceniać ją po emocjach, jakie sobą przedstawiała, twarz Lokiego równie dobrze mogłaby być wykuta z zimnego kamienia. Asgardczyk krótko skinął głową, a potem w milczeniu czekał na odpowiedź.
- Dlaczego?
Loki zamrugał – najwyraźniej nie spodziewał się, że będzie musiał złożyć jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia.
- Dlaczego? – powtórzył i po raz pierwszy od chwili, kiedy trafiła go usypiająca strzałka Tony'ego, okazał choć cień uczucia. Frustrację.
- Dlaczego? Oczywiście poza faktem, że bez dziecka znowu miałbyś pełen dostęp do swojej magii.
Minęła cała minuta, zanim Loki odpowiedział, i tym razem jego głos niespodziewanie okazał się grubszy i jakby prawdziwszy:
- Dlatego, że byłby to dla niego dużo lepszy los, niż to, co je czeka ze strony Wszechojca.
Thor wściekałby się, że znieważono mu ojca, Fury uznałby, że Loki próbuje wywieść ich w pole. Coulson tylko lekko przechylił głowę w bok i spytał:
- Jak to?
Kiedy Loki uważnie mierzył wzrokiem mężczyznę siedzącego naprzeciwko, Tony zauważył, że bóg zaczyna przejawiać fizyczne oznaki cierpienia, choć nadal przez cały czas usiłował zachować spokój. Jego oddech wyraźnie przyśpieszył, a palce zaczęły wykonywać trochę nieskoordynowane, powtarzające się ruchy.
- Podejrzewam, że całkiem bezpiecznie mogę założyć, że Thor opowiedział wam o moich dzieciach? – spytał Loki tonem, który miał być swobodny, ale zdradzał zupełnie co innego.
- Dał nam ogólny pogląd, w którym jednak nie było niczego, czego nie wiedzielibyśmy dzięki zapisom w mitologii nordyckiej.
- Ach, tak. Czyli powinniście wiedzieć, że najpewniej w waszym najlepszym interesie będzie zabić bestię zanim się jeszcze narodzi. Odyn ma brzydki zwyczaj wysyłania moich dzieci do innych światów. – Loki uśmiechnął się krzywo, ale jego uśmiech był pusty. Każde wymówione przez niego słowo było puste. Kłamał w jakiejś kwestii, zorientował się Tony.
Na szczęście Coulson najwyraźniej też to wychwycił.
- Ile miały lat? – spytał z lekkim zaciekawieniem. – Kiedy Odyn je odesłał?
Loki wydawał się zaskoczony tym pytaniem. Odruchowo schował dłonie pod stołem.
- Jakie to ma znaczenie?
- Może po prostu martwi mnie perspektywa pojawienia się na Ziemi kolejnych gigantycznych zwierząt – odparł Coulson, wzruszając ramionami. – Ale skoro mamy cię wysłać z powrotem do Asgardu, jestem zwyczajnie ciekawy, ile czasu spędzisz ze swoim dzieckiem.
Loki gapił się na agenta Tarczy, jakby widział go pierwszy raz w życiu; nawet nie pomyślał, żeby ponownie choćby zerknąć w lustro. Kiedy wreszcie się odezwał, jego głos nadal był pusty, ale Tony wiedział, że Asgardczyk tym razem mówi prawdę.
- Sleipnira miałem przez prawie pięć lat, zanim Odyn nas znalazł. Jorgumanda przez niemal cztery lata, Fenrisa krócej niż dwa. – Trochę jakby niepewnie wciągnął powietrze i opuścił wzrok na dłonie, które niespokojnie trzymał na kolanach. – Hela jeszcze się nawet nie urodziła, kiedy mnie znalazł. Zabrał ją zaraz po przecięciu pępowiny. Prawie rok straciłem na poszukiwaniach, zanim ją znalazłem, ale wtedy było już za późno.
- Co masz na myśli?
- Żadne żywe stworzenie nie jest w stanie przetrwać na Niflheimie. Do czasu, kiedy ją odnalazłem, jej ciało było na wpół martwe i marniało dalej – wyjaśnił Loki bezbarwnym tonem.
Coulson wyraźnie zastanawiał się nad jego słowami.
- Więc nie była taka, kiedy się urodziła? To jest efekt powstały na skutek warunków środowiskowych?
Loki gwałtownie uniósł głowę i wbił spojrzenie pełnych gniewu, mokrych oczu w mężczyznę naprzeciwko.
- Była doskonała – powiedział ze złością. – Wszystkie były, zanim on... – przerwał, ale odrobinę za późno: odpowiednie słowa zostały już wymówione.
Coulson dał Lokiemu chwilę na dojście do siebie, po czym naciskał dalej:
- Jak wyglądał Sleipnir? Kiedy miał prawie pięć lat?
Twarz Lokiego zapadła się nieco na dźwięk imienia jego syna i Tony poczuł nagle kłujące współczucie.
- Był wysoki jak na swój wiek. Miał włosy czarne niczym węgiel i moje oczy, choć odrobinę ciemniejsze. – Usta wygięły mu się lekko, a oczy zamgliły wspomnienia. – Ale uśmiech miał po ojcu, tak samo jak śmiech. Był bardzo bystry i bardzo miły.
- Jakim sposobem koń może się uśmiechać? – rzucił Steve cicho w powietrze wypełniające ciemny pokoik, choć wzroku nadal nie odrywał od załamanej postaci, która była Lokim.
- Nie był koniem – odezwał się Tony głosem, który brzmiał dziwnie nawet w jego uszach. – Nie na początku.
Coulson najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku.
- Był człowiekiem – stwierdził i choć nie było to pytanie, Loki przytaknął powolnym skinieniem. – Czy tak samo było z pozostałymi?
- Tak. – Nordycki bóg wziął głęboki wdech i postarał się uspokoić, zanim odezwał się ponownie: - Kiedy Odyn nas znalazł, powiedział, że tak będzie najlepiej. Że jeśli ludzie na Asgardzie się dowiedzą... Sleipnira zmienił w ośmionogiego konia, któremu potem nałożył uzdę i jeździł na nim, jakby to było zwyczajne zwierzę. Jorgumanda przemienił w węża i przepędził go w morza Midgardu. Fenrisa uczynił wilkiem, którego zakuł w łańcuchy. Nadal jest skuty i w samotności spędza kolejne lata głęboko pod Asgardem. Helę... jej nic nie zrobił. Po prostu wysłał ją na pewną śmierć. – Spojrzał Coulsonowi w oczy, a jego głos stał się lodowaty. – Jaki mam wybór, poza możliwością zabicia tego dziecka zanim Odyn je też dostanie? Żeby zmienić je w potwora i ukarać na całą wieczność, choć jego jedyną zbrodnią jest bycie moim?
Coulson przyglądał się Lokiemu przez długą chwilę, po czym niespodziewanie wstał.
- Rozważymy twoją ofertę – powiedział gładko. – Do tego czasu spędzisz czas w swojej celi. Odprowadzą cię do niej obecni tu strażnicy. – Po tych słowach odwrócił się i wyszedł.
W przyległym pokoiku nikt się nie poruszył. Wszyscy patrzyli, jak Loki tępo gapi się na drzwi, którymi przed chwilą wyszedł agent Tarczy. Opamiętał się, kiedy podeszli do niego strażnicy – bez robienia awantury wstał i pozwolił się im zabrać z powrotem do więzienia.
Tony odkaszlnął.
- No cóż. To było bardzo kształcące.
- O ile jest to prawda – dodała Natasza, choć nawet jej mina była odrobinę mniej surowa niż zwykle. – To przecież bóg kłamstw, a nie ma żadnego sposobu, żeby udowodnić, że mówi prawdę. Dla niego to może być jakaś kolejna wielka gra.
- Miałby nas oszukać, żebyśmy przeprowadzili na nim aborcję? Naprawdę?
- Nawet Thor wierzy, że wszystkie dzieciaki Lokiego urodziły się w ciałach potworów. Jeśli Loki powiedział nam prawdę, to tylko on sam i Odyn wiedzą na pewno, co się faktycznie zdarzyło – mruknął w zadumie Bruce. – I jeśli Loki powiedział prawdę, to Odyn jej zaprzeczy choćby tylko po to, żeby zachować tajemnicę. Tak czy owak nie ma żadnego sposobu, żeby potwierdzić jego historię.
Steve nie odezwał się ani razu podczas tej wymiany zdań i chwilę później pożegnał się z nimi. Tony patrzył krytycznym okiem, jak ich dowódca odchodzi, ale nie powiedział nic, żeby go zatrzymać.
...
Steve nie spał tej nocy. Przez cały następny dzień miał kompletny mętlik w głowie, aż wreszcie udało mu się zdrzemnąć w wygodnym fotelu w pokoju wspólnym. Nie był świadkiem tego, jak Thorowi pokazano nagranie przesłuchania ani późniejszego ataku złości jasnowłosego boga. Obudził się jednak, kiedy Thor z hukiem wpadł do pokoju wspólnego i prawie wyrzucił przez okno kanapę z czystej frustracji.
- Przepraszam, przyjacielu – powiedział krótko, kiedy Steve zamrugał na jego widok jak sowa. Ustawił mebel na swoim miejscu, po czym dodał: - Nie zauważyłem cię.
- W porządku – stwierdził Steve automatycznie przyglądając się Thorowi. – Więc powiedzieli ci o wczorajszym wieczorze?
Potężny mężczyzna przytaknął z krzywą miną.
- Mój brat zawsze potrafił posługiwać się słowami, manipulował w ten sposób nami wszystkimi, ale to... to nazbyt wiele. Że też może oskarżać ojca o taką zbrodnię, a wszystko po to, żeby zmusić nas do zabicia jego własnego dziecka zanim jeszcze zaczerpnie pierwszy oddech... Wiedziałem, że mój brat się stoczył, ale to szaleństwo jest wręcz niewyobrażalne. – Bóg piorunów opadł na sofę i przeczesał palcami włosy.
Steve przez chwilę rozmyślał nad jego słowami, po czym spytał niepewnie:
- Czy naprawdę możemy być pewni, że to wszystko jest zwykłym kłamstwem? – Spojrzenie, jakim zmierzył go Thor, człowiekowi mniejszego kalibru kazałoby natychmiast uciec z pomieszczenia, ale Steve nigdy nie należał do tych, którzy uciekają. – Nie próbuję oskarżyć twojego ojca o cokolwiek, mówię tylko, że powinniśmy rozważyć wszystkie możliwe opcje.
- Mój ojciec nie byłby tak okrutny – stwierdził Thor stanowczo.
- A jeśli nie uważał tego za okrucieństwo? – podsunął Steve. – Skoro Loki zaszedł w ciążę, to znaczy, że musiał spać z innym mężczyzną, prawda? Wiem, że takie rzeczy są teraz w porządku, ale w miejscu, z którego pochodzę, a raczej w czasach, z których pochodzę, to nie było nic dobrego. Czy twój tato nie miałby nic przeciwko temu, że Loki jest z innym mężczyzną?
To wydało się w jakiś sposób trafić do Thora, bo widać było, że zastanowił się, zanim odpowiedział:
- Nie. W Asgardzie mężczyźni nie kładą się z innymi mężczyznami. To haniebne i przynosi wstyd dla nich i ich rodzin.
- Może więc Odyn próbował po prostu chronić Lokiego – teoretyzował Steve. – Sam nie wiem, Thorze, naprawdę nie wiem, czy on mówił prawdę, czy nie. Wiem jednak, że naszym zadaniem jest bronić niewinnych. Dziecko Lokiego, czy jest potworem, czy nie, jest niewinne. To o nie najbardziej się w tej chwili martwię.
Po tych słowach wstał z fotela i wyszedł. Musiał porozmawiać z Furym, zanim cokolwiek zostanie postanowione. Ale przedtem musiał znaleźć czysty papier.
...
Kiedy Steve wszedł do jego gabinetu, Fury stał plecami do drzwi i wyglądał przez okno na błyszczące milionami świateł miasto. Kapitan zamknął więc drzwi za sobą i spokojnie czekał, aż głównodowodzący Tarczy odezwie się do niego. Nie musiał czekać długo.
- Czym zaprzątasz sobie umysł, Rogers? – spytał Fury nie patrząc na niego.
- Zastanawiałem się, jakie zajmujemy stanowisko w sprawie Lokiego – odparł. Za plecami trzymał w rękach kopertę.
- Na razie takie samo jak dotychczas.
- Czy bierze pan pod uwagę zgodzenie się na jego propozycję? – rzucił Steve zuchwale.
Głównodowodzący odwrócił głowę na tyle, żeby spojrzeć na niego kątem oka.
- Dlaczego odnoszę wrażenie, że masz na ten temat wyrobioną opinię?
- Prawdopodobnie dlatego, że mam.
- Ty i każdy jeden członek twojej drużyny. – Fury w końcu zostawił okno i skierował całą swoją uwagę na Steve'a, choć minę nadal miał beznamiętną. – Cóż, posłuchajmy więc, co masz do powiedzenia.
- Nie może pan przyjąć jego oferty, pułkowniku. To niewłaściwe.
- Synu, ludzie debatują nad tym, czy aborcja jest właściwa, czy nie, od dnia, kiedy zaczęto ją wykonywać. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do tego samego: to był pomysł Lokiego, wybór należy do niego.
- Ale to zły wybór – kłócił się Steve. – Podjęty tylko dlatego, że on nie ma żadnych innych opcji. Sam to powiedział, dla niego wszystko sprowadza się do decyzji, czy zabić dziecko teraz, czy pozwolić Odynowi zrobić z nim co mu się podoba. Loki wybiera mniejsze zło, a to nie sprawia, że będzie to właściwe.
- Co więc chciałbyś, żebyśmy zrobili? – Fury sprawiał wrażenie zainteresowanego odpowiedzią.
Steve głęboko zaczerpnął powietrza.
- Dać mu trzecią opcję.
Głównodowodzący skrzyżował ramiona na piersi i zmierzył rozmówcę wzrokiem.
- A konkretnie?
- Według mojego rozeznania, nikt nie może mieć pewności, czy Loki kłamie, że jego dzieci zostały zamienione w potwory, i wygląda na to, że nie jesteśmy w stanie udowodnić prawdziwości ani fałszu tego twierdzenia w inny sposób, niż po prostu czekając. Uważam, że powinniśmy wstrzymać jego ekstradycję do Asgardu do czasu, kiedy urodzi. Jeśli okaże się, że jest to dziecko, będziemy wiedzieć, że mówił prawdę. Jeśli to będzie potwór, cóż, radzimy sobie z takimi rzeczami praktycznie każdego dnia. Myślę, że nie sprawiłoby nam to problemu. – Skończył swoje krótkie przemówienie z cierpkim uśmiechem, którego Fury nie odwzajemnił, czego zresztą Steve się nie spodziewał. Wyciągnął zza pleców ręce i położył trzymaną w nich dotychczas kopertę na stole. – Nie chcę pana do niczego zmuszać, pułkowniku, ale powinien pan wiedzieć, że jeśli przyjmie pan ofertę Lokiego bez dania mu innej możliwości wybrnięcia z tej sytuacji, będę musiał złożyć rezygnację i wycofać się z Avengersów. Wiem, że Loki jest naszym wrogiem i nie jesteśmy mu winni żadnych przysług, ale jego dziecko nic złego nie zrobiło.
Fury rzucił okiem na pismo leżące na jego biurku, po czym ponownie spojrzał na Steve'a.
- Wezmę to pod rozwagę, kapitanie. Pod warunkiem, że do czasu podjęcia ostatecznej decyzji pozostanie pan na stanowisku. Już teraz brakuje nam jednego z członków pana drużyny.
Steve zmarszczył brwi.
- Kogo?
- Thora. Wrócił do Asgardu na małą pogawędkę między ojcem a synem. Najwyraźniej ktoś przekonał go, że Odyn faktycznie może być winny tego, o co oskarża go Loki, więc wyruszył, żeby porozmawiać z ojcem twarzą w twarz.
Wzrok, jakim szef Tarczy patrzył na niego, sprawiał wrażenie, jakby zdaniem Fury'ego to Steve ponosił winę za nieobecność Thora.
- Czy to wszystko, Rogers?
- Tak jest.
