Zapomniałam ostatnio dodać, że Kazuki i Kyoko należą do Sa-chin, która wykreowała tego genialnego (i cholernie seksownego, i w ogóle w moim typie) dzieciaka tęczy. Z Kyoko w bonusie dla cizi Kise. c':
Poprzednie scenki zdecydowanie za bardzo poskracałam, dlatego teraz myślę, że będę się brała za jedną naraz. Tak będzie lepiej, nawet jeśli moje tęczowe komórki mówią coś innego.
I, wow, co to za czary, że zajrzeli tu ludzie ze Stanów, Chin, Indonezji i Austrii? Czyżby pomyłka? :'D
I czemu Europa jest osobnym państwem? :'D


Kiedy ktoś mnie pyta, jaka randka wywarła na mnie największe wrażenie, milczę i próbuję ogarnąć swoją twarz. Żeby się nie rumienić, rzecz jasna, bo wtedy przypominam sobie moją pierwszą randkę z Tetsuyą, który po raz kolejny mnie upewnił, że nie posiada żadnych skrupułów czy ograniczeń.

Co, swoją drogą, nie jest takie złe.


Byliśmy umówieni w McDonaldzie o pierwszej; co z tego, że obudziłem się dopiero o dwunastej? Jestem taki zajebisty, że spóźniłem się tylko czterdzieści minut... a potem kolejne dwadzieścia stałem jak ta lama na środku lokalu i szukałem wzrokiem Tetsu, który siedział nie dalej niż pięć metrów przede mną.

Myślałem, że padnę z zażenowania.

Zostawiłem swoje rzeczy przy stoliku i, nic nie mówiąc, zabrałem jedynie portfel, by stanąć na końcu dziesięciometrowej kolejki. Idiotycznie to rozplanowali - czynna była tylko jedna kasa, a ludzi tłum. A ja byłem głodny, bo za bardzo się wcześniej stresowałem, żeby chociaż zmusić się do zjedzenia czegokolwiek. Szlag.

Czekanie dłużyło się i dłużyło, zwłaszcza, że starałem się nie odwracać w stronę Kuroko. Chyba wciąż się denerwowałem; nie miałem pojęcia, czy - zważając na fakt, iż nasze relacje właśnie ulegają zmianie - powinienem zachowywać się inaczej niż wcześniej, czy nadal zabiegać o jego uwagę w każdej sekundzie. Druga opcja wydawała się na tyle głupia, że od razu ją odrzuciłem - przecież już tę uwagę miałem.

W końcu nadeszła ta chwila!... Takiego wała, zamawiała osoba przede mną. Wprawdzie miałem już nadzieję, że dopisze mi szczęście i będę mógł się nareszcie nawpierdalać, jednak zostałem jej pozbawiony jednym prostym zdaniem:

- A mógłby pan szerzej rozwinąć wytłumaczenie, czym różni się McChicken od kurczakburgera?

Myślałem, że tam pierdolnę.

- Już pani powiedziałem, sosy są inn-

- Nie chcę już słuchać o sosach! Czemu jest tak różna cena, jeśli tylko o to chodzi, co?!

Wytrzymałem jeszcze chwilę jej wrzasków i nieudolnych prób wybrnięcia z tej sytuacji przez kasjera. Jeden. Przeliczyłem pieniądze. Dwa. Pobawiłem się rzemykami z bransoletki. Trzy. Zapiąłem guzik w swetrze. Cztery. Jeszcze raz przemyślałem zamówienie. Pięć.

Więcej już nie zniosłem.

- WEŹ OBA TE PIERDOLONE BURGERY I DAJ INNYM LUDZIOM, KTÓRZY SĄ GŁODNI NA SWOJEJ WYCZEKIWANEJ PIERWSZEJ RANDCE, COŚ ZAMÓWIĆ, DO KURWY NĘDZY!

Odprowadzany zszokowanymi spojrzeniami wszystkich naokoło, podszedłem do drugiej kasy, gdzie właśnie zaczęła obsługiwać klientów dziewczyna z włosami zaplecionymi w dwa długie warkocze. Popatrzyła na mnie i, rozejrzawszy się, czy nikt nie widzi, uśmiechnęła się, pokazując mi uniesione do góry kciuki.

- Poproszę hamburgera, duże frytki, sałatkę i dwa szejki waniliowe - powiedziałem, starając się nie wyglądać na zdziwionego jej reakcją. Szybko (nawet powiedziałbym, że aż za szybko) przyniosła mi zamówienie i zażądała należnej sumy. Uniosłem brew, słysząc o połowę mniej niż to sobie wykalkulowałem - tak, mimo wszystko umiem wykonać proste dodawanie; z trudniejszym już gorzej. Otworzyłem już usta, by o to zapytać, jednak zostałem uciszony przez palec dziewczyny na moich ustach. Nachyliła się w moją stronę i wyszeptała tak, by nikt tego nie słyszał:

- Zniżka pracownicza w podzięce za uratowanie mojego kolegi. - Urwała rachunek i szybko coś napisała na odwrocie, po czym wcisnęła mi to w rękę. Udało mi się zauważyć, że ma piękne oczy i gładkie dłonie. - A to mój numer, jakby ci nie wyszło przez tę randkę - dodała i puściła mi oczko.

Zapłaciłem i jak najszybciej stamtąd odszedłem.


W sumie zrealizowałem swój plan - wpierdalałem, jakbym przez tydzień nie jadł. Trzy razy prawie się zakrztusiłem, jednak za każdym magicznie pojawiał się za mną Tetsu i klepał mnie po plecach niezwykle (jak na jego budowę) mocno. W pierwszej chwili się tym nie przejąłem, jednak gdy w końcu prawie wykaszlałem płuca, zerknąłem na niego gniewnie, krzywiąc się z bólu.

- Tetsu-chan, ja naprawdę jestem delikatny. Mógłbyś wziąć to pod uwagę?

- Przepraszam, Shiori-kun - odparł jakoś tak... bez życia. Chciałem go złapać za dłoń, jednak szybko znalazł się z powrotem na swoim krześle. - O czym chcesz rozmawiać?

Popatrzyłem na niego tępo.

- Czy ty się złościsz o coś? - Nawet nie drgnął. - Nosz kurwa, jak mam wiedzieć, co zrobiłem źle, jeśli mi tego nie powiesz?

Wziął do ręki opróżniony do połowy kubek i znów patrzył na mnie bez wyrazu, tym razem siorbiąc szejka. Jak z kobietą, pomyślałem, wzdychając cierpiętniczo. Przeanalizowałem swoje zachowanie od czasu pojawienia się w Maku i chyba już wiedziałem, o co chodzi.

- Masz mi za złe, że cię nie zauważyłem na początku, tak? No jasne, jaki ja jestem głupi! Przepraszam, Tetsu-chan, to się nie powtó-

- Naprawdę jesteś kretynem, Shiori-kun - przerwał mi cicho. Odstawił szejka i oparł usta o splecione dłonie, zastanawiając się nad czymś. - Nie mam doświadczenia w randkowaniu, ale czy to normalne, by przyjmować numery od dziewczyn, gdy się jest na jednej z nich?


*mroczna muzyczka*