Itachi jęknął ponieważ otworzył oczy i nic nie dostrzegł. Próbował dostosować się do ciemności.
-A niech to. – wymamrotał. Po jaką cholerę jest w tym pomieszczeniu. Próbował się ruszyć tylko po to by odkryć, że jest skuty łańcuchem do ściany. Ostatnia rzecz którą pamiętał to sparing z Kakuzu. Reszta była niewyraźną plamą. Usłyszał jak ktoś śmiał się i spojrzał w górę na swojego przywódcę stojącego nad nim.
-Uchiha, pomyślałem, że nauczysz się dyscypliny. Nie masz szacunku dla tych, którzy nad tobą panują.
Szkarłatnym sharinganem spiorunował starszego mężczyznę.
-Lider-sama co to ma znaczyć? – Uchiha nie potrafił zamaskować wściekłości w głosie.
-Od naszej pierwsze, małej lekcji dostawałeś sporo druku z byciem nieposłusznym mojej władzy.
Kruczowłosy zarumienił się i zdecydował wpatrywać się w podłogę niż w te dokuczające oczy jego kochanka.
-I postanowiłem dać ci lekarstwo.
-Co do...
Zarumienił się bardziej i o mało nie umarł gdy zauważył w co jest ubrany.
-Mógłbyś mieć na tyle poczucia przyzwoitości i dać mi jakąś bieliznę? – warknął.
Pein wzruszył ramionami.
-Pogniotła by skórę i byłaby to tylko niedogodność podczas zabawy. – uśmiechnął się chytrze.
-Jesteś jeszcze bardziej obłąkany niż myślałem. – powiedział mrużąc oczy.
-Tak Itachi, jestem okrutny. Niestety dla ciebie, nie biorę jeńców...poświęcam ich.
Jego uśmiech poszerzył się.
-Ty... – Itachi nie mógł dokończyć swojego wyroku gdy jego wargi zostały zakatowane przez inne.
Pein wprowadził swój język w głąb gardła podwładnego, zanim ten mógł odmówić mu dostępu przez zamykanie ust. Jedną ręką trzymał szczękę Itachiego tak by perłowo białe żeby, które gładził językiem nie mogły go ugryźć. Unieruchomiony użytkownik sharingana kontynuował walkę. Jego ramiona bezskutecznie szarpały łańcuch naokoło jego nadgarstków. Jego ciało wyginało się próbując rozbić pocałunek. Starszy mężczyzna przerwał pocałunek i patrzył na Itachiego z irytacją.
-Dlaczego tak bardzo walczysz Uchiha? Zazwyczaj się nie bronisz, a kiedy to robisz nie utrudniasz mi wszystkiego tak bardzo.
-Ponieważ, nie lubię być w takiej niepewnej pozycji... z... – zawahał się przez kilka sekund. -... z kimś komu nie mogę ufać.
Wzdrygnął się gdy jego przywódca popatrzył na niego z nieznanym uczuciem.
-Niby dlaczego mi nie ufasz Itachi?
Kruczowłosy zesztywniał gdy poczuł jak Pein rozwiązuje mu spodnie.
-P-ponieważ-agh! – Gwałtowny wdech uszedł z jego warg kiedy skóra została zdarta z jego nóg powodując nieprzyjemne tarcie. Spiorunował wzrokiem swojego przywódcę i wziął wdech.
-Ponieważ to rok odkąd dołączyłem do Akatsuki i zobaczyłem twoją twarz.-gah!
Tym razem został podniesiony do pozycji siedzącej co spowodowało dziwne poskręcanie rak które miał za plecami.
-Gdybym nie był tak odporny na ból, ta pozycja pewnie sprawiła by taki ból jak ta suka.
Pein udzielił mu dziwnego spojrzenia.
-Suki zadają ból?
Westchnienie uszło z nadużytych warg.
-Nie wiem nic o tobie, o twojej przeszłości, o twoim imieniu. Nie wiem o żadnej twojej umiejętności jako shinobi. Jesteś nieznaną częścią w moim życiu i jako shinobi wiem, że lepiej nie ufać nieznanym osobom.
Przed końcem tego oskarżenia pomarańczo włosy zdjął swoje własne spodnie.
-To całkiem logiczne wyjaśnienie Uchiha, a jednak bardziej mi się podoba gdy jęczysz.
Z tym wyrokiem wprowadził swojego członka do nieprzygotowanego mężczyzny.
Itachi jęknął głośno i walnął się w głowę o kamienny mur za nim. Pein wzdrygnął się na dźwięk, który spowodował i wplątał swoje palce we włosy kochanka uniemożliwiając jego głowie uderzyć w ścianę innym razem.
-To, że nie boli nie oznacza, że nie będzie uszkodzeń.
Uchiha ciężko dyszał.
-To twoja wina.
Starszy zachichotał.
-Chyba tak, ale Uchiha odpowiedz mi...nawet jeżeli nie może mi zaufać...to oznacza, że mnie nie kochasz?
Onyksowe oczy popatrzyły na niego w górę ze smutkiem.
-Można kochać nieznajomego?
Jego usta rozchyliły się w niemym krzyku gdy jego dowódca bezlitośnie zaczął się przedzierać przez jego wlot.
-Ach! L-Lider-sama! – Itachi narzekał głośno co było trudnym zadaniem bez powietrza.
-W-więcej Lider-sama! – zapłakał podczas gdy walczył na duża skale by złapać cuchnące stęchlizną powietrze wokół niego. Pein był posłuszny żądaniu. Jego ręce zacisnęły się wokół pasa jego kochanka i próbował przyspieszyć ruchy. Uchiha zwinął się i krzyczał. Nie zauważył, że krew pochlapał jego uda, a kajdany zaczęły przecinać skórę na nadgarstkach. Itachi czuł, że łzy tłoczą się w kącikach jego oczu gdy jego przywódca bezlitośnie pieprzy go o zimny, kamienny mur.
Nagle fala przyjemności zatrzymała się, nie było żadnych zębów przy jego szyi, ręka, która wcześniej pieściła jego przyrodzenie głaskała jego policzek, a plecy nie uderzały już o ścianę.
-L-lider-sama? – szepnął bez tchu.
-Pein.
Jego oczy napełniły się zdziwieniem.
-Co?
Poczuł na swoim uchu miękki pocałunek.
-Mam na imię Pein. Nie chce byś mówił na mnie Lider-sama, chyba, że przed innymi. Więc, proszę...pokochaj mnie Itachi Uchiha.
Oczy młodszego powiększyły się i zachował milczenie na moment.
-Będę cię kochał jeśli obiecasz odwzajemnić, to uczucie, Pein.
Uśmiechnął się z wyższością gdy poczuł jak ciało większego zadrżało. Pein nie wypowiedział ani słowa i zaczął wchodzić w Uchihe jeszcze raz. Gęsty oddech uszedł z jego warg gdy usłyszał jak jego kochanek wyszeptał jego imię. Itachi wił się i popiskiwał gdy prawie dochodził.
-O boże, PEIN! – krzyczał na zewnątrz ponieważ zwolnił, ale mężczyzna powrócił do stałej prędkości by Itachi za szybko nie doszedł.
Co do reszty dnia, kontynuował to. Pein trzymając takie samo tempo sprawiał, że Itachi nie dochodził dopóki nie był utysfakcjonowany. Zanim sierp księżyca został wyeliminowany, przywódca Akatsuki niósł zmęczonego kochanka do jego pokoju.
