Ostatnie część będzie ostatnia. Miłego czytania :)
„Magiczny Krab Pustelnik to stworzenie preferujące samotność oraz nocny tryb życia. Podróżuje pojedynczo i nie znajduje przyjemności w towarzystwie. Reaguje obronną agresją, gdy jest niepokojony lub dotykany.
Nie nadaje się na zwierzątko domowe dla dzieci, ze względu na naturalną nieśmiałość, którapowoduje, że chowa się do swojej skorupy przez większość czasu i unika jakichkolwiek interakcji z właścicielem.
Gdy zostaje zmuszony do opuszczenia swojej bezpiecznej kryjówki, Magiczny Krab Pustelnik głośno cyka w niezadowoleniu i złości. Może brutalnie złapać palec osoby trzymającej go i szczypaćmocno, dopóki nie pojawi się krew lub zwierzę nie zostanie uwolnione.
Magiczny Krab Pustelnik nigdy nie powinien być trzymany wbrew swojej woli. Powinien przywiązać się dzięki powolnemu procesowi aklimatyzacji i czuć się bezpiecznie w towarzystwie właściciela lub opiekuna. Oswajanie Magicznego Kraba Pustelnika wymaga zarówno cierpliwości jak i delikatności. Wyjątkowa łagodność jest kluczem do pokonania naturalnych obaw tych źle rozumianych i pięknych stworzeń. Ci, którym udało się oswoić swoje Kraby, opowiadają historie o trwającym całe życie przywiązaniu i uczuciu między właścicielem, a krabem.
Prawdziwą tragedią dla tych stworzeń jest fakt, że bardzo często oswajanie zostaje przerwane w wyniku niecierpliwości, co z kolei powoduje, że nie zacieśnia się związek z krabem, ale także nastawia zwierzę przeciwko każdej następnej osobie, próbującej tych samych technik.
Im więcej razykrab został odrzucony lub oszukany i porzucony, zanim prawidłowe oswajanie mogło mieć miejsce, tym trudniejszy staje się ten proces. Każdego roku setki Magicznych Krabów Pustelników zostają zwrócone do sklepówprzez porywczych właścicieli, którzy nie poradzili sobie ze stworzeniem właściwej relacji z nimi.
Słowa, które przeczytał poprzedniej nocy, rozbrzmiewały w niecierpliwej głowie Harry'ego, gdy czekał aż Severus pojawi się na śniadaniu. W zamku, w okresie letnim, pozostali tylko trzej inni nauczyciele i żaden z nich nie przychodził tak wcześnie rano.
Sybilla zwykle pozostawała w swojej wieży, chyba że chciała przepowiedzieć czyjąś zgubę. Hagrid przychodził tylko na lunch, a Minerva… Harry nie miał pojęcia kiedy dokładnie jadła śniadanie, bo według niego, kobieta chyba nigdy nie sypiała.
Pozostali pracownicy porzucili Hogwart, gdy tylko pociąg zabrał stąd dzieci. To był jeden z powodów, dla których Harry zdecydował się pozostać w szkole przez dwa lata z rzędu. Mężnie odrzucał zaproszenia coraz bardziej zaintrygowanej Molly, do spędzenia tego okresu z resztą rodziny, by zostawać i… próbować… stworzyć pewną bliskość, która nigdy nie powstała pomiędzy nim, a nieosiągalną głową domu Slytherina.
Severus wreszcie przyszedł, wciąż z tą samą książką. Teraz, gdy Harry wiedział, że musi porównywać tą okropną, zakurzoną rzecz do ochronnego pancerza, to stwierdził, ze gruby tom jest właściwie dość uroczy. Tylko Severus mógł wybrać coś tak… kujońskiego… jako osłonę bezpieczeństwa przed resztą świata. Jego szybko drżące serce już zdążyło się w połowie rozpuścić w pełnym skruchy uwielbieniu, zanim mistrz eliksirów usiadł sztywno obok, nawet się nie witając.
Sekunda lub dwie minęły w ciężkiej ciszy, nim Harry lekko się odwrócił i zaczął rozmowę neutralnym:
- Dzień dobry, profesorze Snape. Mam nadzieję, że otrzymałeś moją notkę z podziękowaniem za eliksir na kaca, który mi wysłałeś. To było bardzo miłe z twojej strony i doceniam twój gest. Od razu poczułem się lepiej.
Książka ani drgnęła, ale wyraźnie usłyszał słaby głos dochodzący zza grubej bariery:
- Nie ma za co, Potter.
- Myślałem trochę o twoim problemie z eliksirami dla skrzydła szpitalnego… Dlaczego szkoła nie zleca dostarczania ich z zewnątrz? Czy twoje podwójne zobowiązania jako pełnoetatowy profesor i Głowa Domu nie sprawiają, że niemożliwym staje się wzięcie kolejnej, tak wielkiej odpowiedzialności?
Pełne szoku niedowierzanie było najwyraźniej sposobem na pozbycie się tej durnej ksiażki-osłony, bo obniżyła się ona zupełnie i upadła na stół, gdy Ślizgon odwrócił się gwałtownie, jakby ktoś dźgnął go prętem, by na niego spojrzeć.
-Myślałeś o moich problemach?
W tych czterech, łamiących serce słowach, brzmiało coś tak zbliżonego do oszołomienia, że Harry poczuł, jakby ktoś przeciągnął ostrym nożem po jego sumieniu. Ile osób zignorowało położenie mężczyzny? Jak wielu uważało za coś oczywistego, że jest tu, w Hogwarcie, każdego dnia? Ilu sądziło, ze jest niedostępny i złośliwy? Jak samotny był Severus?
Odsuwając od siebie te martwiące go myśli ze zdecydowanym mentalnym pchnięciem, Harry potrząsnął ramionami ostrożnie, starając się zachować obojętność. Trudno mu było powstrzymać własną, niecierpliwą potrzebę, by wybiec i uratować swojego mężczyznę, ale wiedział, że warto czekać.
Przeczytał książkę. Wiedział, że związek trzeba zapoczątkować ostrożnie. Kojąco. Żadnych zbyt życzliwych albo podekscytowanych gestów. Żadnych gwałtownych ruchów ani emocjonalnego załamywania się głosu, które mogłoby przestraszyć jego kraba i sprawić, że wycofa się defensywnie. Musiał pozwolić pustelnikowi na to, by sam wystawił swoje czułki.
- Tak naprawdę profesorze, to nie są tylko twoje problemy. Są nasze. Za skrzydło szpitalne odpowiada szkoła, czyż nie? Zapewnienie zaopatrzenia nie powinno spoczywać tylko na twoich barkach. Cały personel powinien dowiedzieć się o tej sytuacji i ustalić jaki jest najlepszy sposób na poradzenie sobie z nią. Może należy stworzyć jakiś system zmian w warzeniu zapasów, jeśli nie można zlecać ich dostaw z zewnątrz.
Severus zamrugał w niemym zaskoczeniu, a Harry poczuł ulgę, gdy książka pozostała zapomniana na stole, jednak musiał stoczyć ze sobą walkę, by jego wargi nie rozciągnęły się w uśmiechu, który tak bardzo chciał rozkwitnąć na jego twarzy.
- Mistrz Eliksirów zawsze warzył zapasy dla szkoły. Tak było od czasu założycieli. To pierwszy raz w historii tej instytucji, gdy Mistrz Eliksirów jest również Głową Domu. Taki mój fart. Nic nie da się z tym zrobić Potter.
Harry mógł usłyszeć lekkie zniecierpliwienie w tym ponurym tonie. To oznaczało, że jego krab był gotów do wycofania się i ukrycia za bezpieczną, niedostępną skorupką i lizania swoich ran w samotnej niedoli. Musiał być teraz bardzo ostrożny. Czas zaproponować najbardziej zachęcający z wabików w swoim arsenale, by przekonać się czy uda mu się… skusić… kraba do pozostania na zewnątrz przez kilka sekund dłużej.
- Jeżeli to nie zdarzyło się nigdy wcześniej, to nie ma żadnych zasad wiążących cię do tego systemu. Nie możesz pracować jak niewolnik na korzyść szkoły, bez jakiejkolwiek pomocy albo uznania dla tego, co robisz, profesorze. To po prostu niesprawiedliwe. Mogę zaoferować swoje usługi jako twój asystent przez resztę tego lata.
Severus był tak zakłopotany, że po prostu się w niego wgapiał. Dziwne spojrzenie, które zdawało się utknąć gdzieś pomiędzy pełną przerażenia odmową na sam pomysł, a desperacką potrzebą zdobycia jakiejkolwiek pomocy, zdawało się walczyć ze sobą w pogmatwanej i krwawej bitwie w umyśle mężczyzny, jeśli sądzić po jego oczywistym niezdecydowaniu.
Harry pozwolił sobie na trzy zszokowane mrugnięcia oczami zanim ruszył, by dobić ofiarę. Musiał zabezpieczyć swoją pozycję w nowym środowisku kraba, gdy ten wciąż miotał się zaniepokojony zmianą w swoim codziennym otoczeniu.
Nie pozwól, by twój Magiczny Krab Pustelnik stworzył sobie nową rutynę bez ciebie, bo uzna cię za zupełnie zbędnego do swojego przetrwania.
Książka była bardzo pewna w tej kwestii. Niezbędne było zagwarantowanie sobie od teraz miejsca w codziennym życiu Snape'a. Jeśli nie dałby rady tego zrobić, to wszystko stracone.
- Sądzę, że wiem o czym myślisz. Przypominasz sobie jaki okropny byłem z eliksirów, gdy się tu uczyłem, prawda? Nie mówię, że będę cokolwiek warzył, chyba że o to poprosisz. Mógłbym jednak przygotowywać składniki czy coś takiego. W końcu większość czasu spędzanego w pracowni związane jest z przygotowaniami do warzenia. Niewiele mogę zepsuć, a pomogę ci zaoszczędzić czas…
Jego krab złapał się na haczyk. Mógł to zobaczyć w nagłym zwężeniu się tych pięknych, ciemnych oczu. Zmusił swoje niespokojne kończyny do niezwykłego dla nich bezruchu, by wydawać się dla starszego mężczyzny tak niegroźnym, jak tylko się da.
- Nie jestem pewien, profesorze Potter. Ile będzie mnie kosztowała twoje pomoc? Obawiam się, że nie mogę ci zapłacić za twój czas.
- Ja też tu pracuję, wiesz? Teraz, gdy zdałem sobie sprawę co się dzieje, czuje się odpowiedzialny. Żadna zapłata nie będzie konieczna, profesorze. Czasami chodzi o to, by zrobić to, co się powinno, nie dbając o osobiste korzyści.
Blada dłoń uniosła się, by potrzeć ten wspaniały nos uspokajającym gestem, a Harry musiał stłumić nagły dreszcz pożądania. To było szalone, ale tak bardzo chciał polizać nos mężczyzny za każdym razem, gdy się na nim skupiał.
- Mówisz poważnie Potter? Naprawdę zrezygnujesz ze swoich planów na lato, by spędzić bardzo długą część dnia zamknięty w lochach ze mną?
Harry nawet nie chciał zaczynać myśleć o wszystkich tych rzeczach, z których chętnie by zrezygnował dla przyjemności bycia zamkniętym na zawsze w lochach z tym mężczyzną. Jeśli zacznie się nad tym zastanawiać, to może skoczyć na Ślizgona tutaj, przy stole w Wielkiej Sali, a to zniszczyłoby kompletnie jego szanse z pustelnikiem.
- Chcę pomóc profesorze. Ciężka praca na rzecz szkoły to dla mnie nie problem. Zrobienie czegoś dobrego dla ciebie mi nie zaszkodzi. Złagodzi moje wyrzuty sumienia i zapełni czas wolny czymś innym niż picie i kac następnego dnia.
Piękne, ciemne oczy Snape'a zniżyły się i wpatrzyły w stół. Długi palec wskazujący ostrożnie przeciągnął po eleganckich, złotych literach wygrawerowanych na starej skórze okładki, gdy mężczyzna zamyślił się.
Harry wiedział, że musi dać mu czas. Musiał być cierpliwy i zapewnić kojące wrażenie spokoju. Wiedział, że aluzje dotyczące jego własnych, samolubnych potrzeb uspokoją najgorsze z obaw w podejrzliwym umyśle Ślizgona. Jednak zdał sobie także sprawę, że jeśli teraz pospieszy Snape'a, to straci kraba na zawsze.
Jednak czekanie było nie do zniesienia. Cisza była gęsta i ciężka. Palec Severusa wodził po tytule książki przez tak długi czas, że Harry miał ochotę krzyczeć. Wszystkie z jego instynktów mówiły mu, że powinien ruszyć się i żądać cholernej odpowiedzi, ale przygryzł mocno język aż do krwi i czekał. A potem czekał dłużej. I jeszcze dłużej. Zdawało się, że czeka przez całą wieczność.
Jego długa i bolesna podróż do świata cierpliwości świętych opłaciła się. Po jakimś milionie sekund gryzienia się w język, Severus wreszcie znów się odwrócił. Spojrzał wprost na Harry'ego z powagą mężczyzny ryzykującego bezpieczeństwem wszechświata i warknął pojedyncze, ale bardzo zachęcając zdanie:
- Potter, zaczynam dokładnie o dziesiątej trzydzieści każdego ranka i nie będę na ciebie czekał.
Harry pozwolił sobie na uśmiech, ale było to tylko słabe uniesienie warg. Byłoby katastrofą, gdyby teraz przedobrzył.
- Będę tam profesorze.
Obserwowanie, jak Severus warzy eliksiry, było niesamowitym doświadczeniem. Jakby zupełnie inny człowiek zastąpił tego zwykle niechętnego ludziom mężczyznę, a jego ruchy stały się płynną poezją. Nie było w nim niecierpliwości. Żadne niezadowolenie nie było widoczne na bladej twarzy. Nie było drwiących ani złośliwych słów. Delikatnie obchodził się ze sprzętami i ostrożnie ze wszystkimi mieszkankami. Był spokojny tutaj, z tymi wszystkimi chochlami i kociołkami, to było wyraźnie widoczne na jego twarzy, w jego postawie i nastawieniu.
Teraz, gdy się nad tym zastanowił, Harry zdał sobie sprawę, że przez siedem lat lekcji eliksirów nigdy nie widział tego wspaniałego spektaklu. Ani razu.
- Profesorze, dlaczego nie warzysz eliksirów w czasie lekcji? Czasami taka wzrokowa pomoc pokazuje co robić tym mniej uzdolnionym uczniom i zapobiega najgorszym katastrofom.
Długie włosy opadające na ostry profil Ślizgona i zupełnie zasłaniające Harry'emu widok ostrych rysów twarzy przesunęły się, gdy starszy mężczyzna uniósł głowę i spojrzał wprost na niego.
- Sztuka warzenia jest bardzo wymagająca, panie Potter, eliksiry wymagają ciągłej uwagi. Gdyby mój umysł zajęty był warzeniem własnej mikstury, to niemożliwe byłoby skupienie się na żałosnych wyczynach uczniów. Nie mogę dla korzyści tak niewielu ryzykować w taki sposób bezpieczeństwa.
- Wielka szkoda. Teraz, gdy mogę zobaczyć jak ty to robisz, zaczynam rozumieć kilka spraw, o które zawsze na mnie krzyczałeś. Te wszystkie wykłady o przerwach w rytmie mieszania albo o właściwym sposobie przejścia z mieszania zgodnie ze wskazówkami zegara na przeciwny ruch. Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego to miałoby mieć jakieś znaczenie ani skąd wiedziałeś co robimy siedząc na przodzie klasy, ale teraz, obserwując cię, nawet ja mogę powiedzieć, że to wszystko wygląda… gładko. Założę się, że mniej męczysz ramię.
Ciemne oczy wyrażały namysł.
- Być może masz trochę racji. Może powinienem raz w tygodniu poświęcać czas na lekcję z demonstracją albo czymś podobnym. Uczniowie mogliby zobaczyć i zapytać o poprawną technikę. To by było jak lekcja z powtórką, bardzo praktyczne.
Znów nastała pomiędzy nimi cisza, a Harry pozwolił, by ten zamyślony komentarz pozostał bez odpowiedzi. Chciał kontynuować tę rozmowę tak bardzo, że całą jego energie pochłaniało poskramianie swojego instynktu, chcącego wciąż rozwijać dalej ten temat. Jednak genialne porady z książki do tej pory działały bardzo dobrze, nie chciał więc ryzykować, robiąc coś z własnej inicjatywy.
Nie reaguj natychmiastowo na każde wyjście kraba. Jeżeli za każdym razem zapewnisz mu uwagę, której tak naprawdę pragnie, to nie będzie widział sensu w wyłanianiu się ze skorupki i zabieganiu o nią.
Powtarzał sobie te słowa w kółko, a chwila przeciągała się tak długo, aż w końcu prysnęła, pozostawiając po sobie nierozwiązaną w żaden sposób nicość. Szansa przeszła mu koła nosa. Stracona.
Czuł się tak, jakby ta pojedyncza decyzja kosztowała go o wiele więcej, niż tylko kilka minut rozmowy z obiektem jego uczuć. Zamknął oczy i westchnął, po raz pierwszy mając wątpliwości co do swojego planu. Walczył ze sobą, usiłując zdecydować, czy powinien po prostu zapomnieć o książce i kierować się od teraz instynktami, czy może poczekać i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja.
- Potter, nie uważasz, że dzieci znudzą się takimi lekcjami? - To pytanie zaskoczyło go i uniósł głowę tak gwałtownie, że wystraszył mężczyznę, który zamarł i przestał mieszać eliksir. Pojedyncza bańka opalizującego płynu uniosła się ponad powierzchnią i pękła z ostrzegawczym trzaskiem, który na powrót zwrócił uwagę mistrza eliksirów na miksturę.
Harry wpatrywał się w pochyloną, ciemną głowę z mdlącym uczuciem niepokoju, skręcającym mu żołądek w węzełki. Zdał sobie sprawę jak bliski był zniszczenia tego całego projektu z oswajaniem. Musiał wyciszyć swoje reakcje. Musiał stać się spokojniejszą, łagodniejszą wersją samego siebie albo straci jedyną szansę, jaką mężczyzna mu dał…
- Proszę mi wybaczyć, jeśli cię wystraszyłem, profesorze – wyszeptał ze skruchą w ciszę, ale głowa, do której kierował swoje słowa, nie uniosła się. Jego serce zamarło w czystej panice, a jego umysł wirował w pełnym niepokoju poruszeniu.
Mózg kazał mu mówić dalej, kontynuować wyjaśnienia i przeprosiny, ale książka była stanowcza co do traktowania krabów, podchodzenia do nich powoli i delikatnie.
Bądź łagodny. Bądź wierny. Bądź przy nim. Ale nie nalegaj na bycie zauważonym.
To była konkluzja znajdująca się na końcu rozdziału, która ciągle chodziła mu po głowie, niczym głośna mantra.
Spokój był według niego okropnym słowem. Powodował najgorsze z uczuć znane ludzkości. To była lekcja, której nauczył się stojąc w tym ponurym lochu i gapiąc się na pochyloną, ciemną głowę, czując się nieszczęśliwie. Nie mógł zrobić nic poza dręczeniem się czy podjął dobrą decyzję, gdy cisza rozciągała się bez żadnego widocznego znaku od Ślizgona.
Kociołek uspokoił się i dostosował ulegle do oczekiwań eliksirowara, jednak Severus wciąż pozostał przy swoim stanowisku. Zamilkł zupełnie i zamarł. Daleki. Obojętny… Schował się z powrotem w swojej skorupce, chłodny i oficjalny, a Harry nie miał wątpliwości, że na dziś stracił z nim kontakt.
Ustalenie niezawodnej rutyny jest niezbędne, by zapewnić sobie sukces w oswojeniu Magicznego Kraba Pustelnika. Musi wiedzieć, że może oczekiwać twojej obecności w swoim życiu o konkretnych porach w ciągu dnia, a także musi nauczyć się wierzyć w to, że będziesz obecny w czasie, gdy będzie się ciebie spodziewał. Rozczarowanie tego wyobrażenie kraba o tobie, jako o osobie wiarygodnej, spowoduje utratę jego zaufania na zawsze.
Poświęcanie każdego dnia na przygotowywanie składników było tak nudne, jak Harry sobie wyobrażał. Było także frustrujące ponad wszelkie wyobrażenia, bo Severus zdawał się powrócić do swojej skorupy. Próby zainteresowania mężczyzny choćby najkrótszą z konwersacji stały się uciążliwą walką, którą przygnębiająco regularnie przegrywał. Jednak… Harry przetrwał to wszystko, ciągle mając nadzieję, że jego wytrwała praca zostanie odebrana jako wiarygodność.
Pewnego pięknego dnia, prawie trzy tygodnie od chwili, gdy zaczęli razem pracować, Severus podniósł czarne oczy znad bulgocącego kociołka i spojrzał na niego z zastanowieniem po raz pierwszy od dłuższego czasu.
Pospieszanie kraba, by się zaangażował, zaowocuje stresującą konfrontacją, z którą twój pustelnik sobie nie poradzi. Spowoduje tylko wycofanie się do skorupy i krok w tył w waszych relacjach na dłuższy czas. Gdy zajmujesz się krabem, to musisz pamiętać, że natychmiastowa satysfakcja nie jest twoim celem. Walczysz o stworzenie realnego i długiego związku. Bardzo ważne jest zapewnienie krabowi bezstresowej szansy zainicjowania coraz intymniejszych faz waszej więzi w jego własnym tempie.
Palce Harry'ego drgnęły, ale pozostały na miejscu. Wiązka paproci * została zgnieciona w jego napiętej, spoconej dłoni, ale prawa ręka siekała ją równo, choć kosztowało go to wiele wysiłku. Rytmiczny dźwięk noża poruszającego się wśród poddających mu się liści był jedynym odgłosem w pokoju przez tak długi czas, że zdawało się, że na zawsze wyryje mu się w umyśle.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytane Potter. Wciąż nie wiem czy uważasz, że lekcja z demonstracją znudzi uczniów, czy nie.
Tym razem Harry nie odważył się choćby szybciej mrugnąć. Przełknął ślinę kilka razy, usiłując pozbyć się węzełka pełnego ulgi, który siedział w jego gardle, nim w końcu uniósł wzrok i pozwolił sobie na spojrzenie w zamyśleniu na starszego mężczyznę.
- Mogę tylko powiedzieć, że ja chętnie bym coś takiego zobaczył. Wiele się nauczyłem obserwując cię przez kilka ostatnich tygodni. Sprawiasz, że warzenie wydaje się tak łatwe, że po prostu… w końcu to zrozumiałem, wiesz? Eliksiry nie są aż tak skomplikowane. To nie zawiłe lekcje gotowania tylko dla geniuszy. Mogą być proste, przejrzyste, uspokajające… zastanawiam się ilu z nas zabrałoby się za nie na poważnie, gdybyśmy tylko to dostrzegli. Ja zapewne tak i sądzę, że strach Neville'a też by się zmniejszył. Teraz już nigdy się nie dowiemy.
Ciemna głowa Severusa odwróciła się na bok i mężczyzna zapatrzył się w ścianę za Harry'm, pozwalając powrócić ciszy, która zwykle ich otaczała. Myślał o Merlin wie czym w swojej przerażająco inteligentnej głowie.
- Zastanawiałem się nad możliwością… przetestowania… twojej niezwykłej teorii, Potter. Wciąż nie jestem pewien na ile zainteresuje to klasę. A ja… niechętnie przerywam mój ściśle rozplanowany harmonogram nauki, by zrobić coś, co właściwie jest korepetycjami.
Przerwał swoją myśl, a wszystkie mięśnie Harry'ego zesztywniały w chęci podejścia do Ślizgona i objęcia go. Chciał powiedzieć mu, że mogą razem usiąść gdzieś, gdzie jest wygodnie i wymienić się pomysłami. Jednak nie mógł tego zrobić. Książka nakazywała czekać. Zobaczyć, czy pustelnik otworzy się i… zaakceptować jego wyjście. Docenić je. Zachęcić kraba pozytywną reakcją na jego pierwsze, ostrożne wynurzenie się w nieznane mu wcześniej obszary bycia razem z opiekunem.
- Potter, chciałbym poprosić cię o przysługę.
Umysł Harry'ego zamarł, pełen nadziei i wiary, że to byłoto. Wreszcie, po raz pierwszy, zostanie zaproszony do pokojów Severusa. Przez jakieś pół godziny porozmawiają o pracy, potem wypiją trochę wina siedząc razem na kanapie. A potem… wszystko, dosłownie wszystko może się stać. Weźmie każdy okruszek, który Ślizgon mu rzuci, ale… bogowie! Miał nadzieję na jakąś skandaliczną sesję całowania.
- Warzyłem kilka razy dość skomplikowany eliksir zmniejszający gorączkę, który niewielu uczniów siódmego roku potrafiło odtworzyć. Chciałabym się przekonać, czy zrozumiałeś wystarczająco dużo z podstawowych ruchów, by powtórzyć kilka z bazowych kroków. Obserwowałeś mnie dość uważnie ostatnio, tak więc… jeżeli twoja teoria jest prawidłowa, powinieneś być w stanie uwarzyć chociaż część.
Depresja opadła na Harry'ego. Został zdruzgotany. Był tak rozczarowany, że miał ochotę wyjść z pracowni, krzycząc na tego potwora bez serca, by wsadził sobie te swoje eliksiry w… Moment. Moment. To było właściwie… Snape zaufał mu z eliksirem? Naprawdę? Zamrugał niemądrze i zdusił z trudem histeryczny śmiech, wypuszczając zza zaskoczonych warg tylko pół oddechu, który zdążył mu się wyrwać.
- Chętnie profesorze – odpowiedział neutralnym, uprzejmym głosem. Miał nadzieję, że mężczyzna nie potrzebował ogromnego entuzjazmu, by zrozumieć jego zaangażowanie w ich związek, bo w tej chwili czuł się zupełnie niezdolny do wyrażenia czegoś choćby podobnego.
Porzucił swoje stanowisko pracy i podszedł ostrożnie do Ślizgona. Miał szeroko otwarte oczy, pełne trwogi , gdy patrzył na pieczołowicie ułożony rząd składników, oczekujących groźnie przy pustym kociołku.
Miał cholerną nadzieję, że jego krab doceni poświęcenie, na które się dla niego narażał. Miał nadzieję, że nie zrobi z siebie idioty w uroczych oczach mężczyzny. Ale przede wszystkim miał nadzieję na jakąkolwiek… fizyczną… nagrodę za swoje wysiłki. Coś cudownego, mokrego i ciepłego, co usunie z jego głowy to okropne wspomnienie warzenia śmierdzących mikstur. Coś jak całowanie. Tak… całowanie byłoby idealne.
* Pamparial Ferns
