Po powrocie, Esme poszła zamrozić resztki niedźwiedziego mięsa, a reszta rodziny powróciła do swoich codziennych czynności. Emmet wolał spędzić czas przed telewizorem w salonie, chociaż dobrze wiedział, że nawet telewizja satelitarna mogła go tylko zanudzić na śmierć. Szkoda wypowiadać się o programach zapaśniczych, gdzie ludzie pokładali się na macie po paru minutach albo boksie, z którego zawodnicy wychodzili z niewielkimi obrażeniami. Ale w końcu to byli ludzie, co Emmet szanował. Aż dziwne, można by rzec. Chwilami odbierałem go za pozbawionego kilku chromosomów mięśniaka, ale rozumiał, że pewne istoty mają swoje kategorie siłowe, a on swoje. Ludzi natomiast postrzegał mniej swobodnie, niż zwierzęta. Jak się go nie powstrzyma, rozszaleje się jak podczas dzisiejszego polowania. Chociaż może ma uraz do niedźwiedzi po własnych przeżyciach. Ten chłopak ma jakiś uszczerbek na empatii, więc wszyscy musieliśmy trzymać go dosyć krótko, jak niesfornego buldoga.
Przysiadłem się do niego, a on odbił się na sofie, oddając mi kawałek miejsca. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech i chytra iskra w oczach, już mu przeszło po tamtym. Oparłem się wygodnie i obydwaj rozstawiliśmy leniwie nogi. W takiej pozycji nie widziałem chyba jedynie Carslisle'a. Zawsze zaplatał nogę na nogę. Czasem zaskakiwało mnie jego perfekcyjnie dobre wychowanie.
– Co, Edziu, też się nudzisz? – zagadał, choć wesołość z niego nie ulatywała. Nawet, jeśli był śmiertelnie zmęczony telewizyjnymi bzdurami, mistrzowsko umiał się przestawić na wesołego cwaniaka. Posłałem mu porozumiewawczy uśmiech, dając do zrozumienia, że owszem, ciekawsze byłoby odcięcie własnej nogi i obserwowanie, jak odrasta. Przełączał kanał po kanale, a ja stwierdziłem, że wygląda z pilotem w ręku jak król. Co chwila migały jakieś zagraniczne programy. Emmet, niewiele z nich rozumiejąc, krzywił się i wywracał oczami na widok ruskich znaków, sepleniącej francuszczyzny i innych bzdur, których nawet nie kwapił się pojąć.
Chciało mi się z niego zażartować. Nie miałem większych problemów z językami, skoro przez całą wieczność widziałem dla siebie jedynie perspektywy ciągłego uczenia się. On natomiast, choćby i milion lat miał do przeżycia, nie wetknąłby nosa do książki.
Pewnie sam nie zdawał sobie sprawy, ilokrotnie okrążył cały pakiet, ale nasz wzrok wbił się w reportaż z wiadomości w Forks.
– To oto właśnie, są ślady niezidentyfikowanego dzikiego zwierzęcia. Jego odcisk wynosi około ośmiu cali, a głębokość nacisku półtora, do dwóch. Nie wiemy, co za ssak pozostawia takiego kształtu odcisk. Szeryf i grupa leśnicza polemizują pomiędzy niedźwiedziem a wilkiem, na którego nigdy wcześniej żaden mieszkaniec Forks się tutaj nie natrafił. Badacze twierdzą, że siła decybeli, pochodząca z ruchu ulicznego dociera w dużej skali do tego terenu, zatem powyżej wymienione zwierzęta nie powinny zbliżać się do tej strefy zasięgu. Zwłaszcza niedźwiedzie, kiedy wiemy, że mamy okres późnowiosenny, czyli czas, w którym zwierzęta te parują się i płodzą potomstwo. Niedźwiedź występujący w rejonach górskich Forks, to niedźwiedź brunatny, ale jak informują leśnicy, są trudno osiągalne dla ludzi, gdyż żyją w strefach wysokogórskich. Nie znamy zatem powodu, dla którego miałby on zapuszczać się tak nisko. – Emmet i ja, wyczuliśmy, że coś jest nie tak. Reporterka zasłaniała plecami krzątających się z tyłu leśniczych i policjantów, reportaż zamaskował fakt, że odcisków jest znacznie więcej. Ten niedźwiedź nie ma aż tak masywnych łap. To było coś innego.
– Myślisz, że zaczynają zbliżać się do naszej granicy? – zagaił brunet, choć przyznam, że miałem przez chwilę zastój.
– Sądzisz, że to zmiennokształtni? Spodziewałem się, że ich krew wsiąkła już w piach.
– Widać nie, trzymali się na tyle daleko, że nie czuliśmy ich woni. Albo nowe pokolenie się przebudziło.
Emmet mógł mieć rację, ale teraz jego twarz stężała kamieniem, a oczy błyszczały powstrzymywanym, jak rozgrzane złoto, podnieceniem. Chciał ruszyć na zwiad. Dziwiło mnie tylko, czemu Alice nie przybiegła do nas z tą informacją o wilkach pierwsza.
– Poinformuj Esme, Rose i Carlisle'a, ja skoczę szybko do Alice. – Podyktowałem, a Emmet wybił się z siedzenia i popędził do rodziny. Na chwilę jeszcze przyjrzałem się niewyraźnemu nagraniu, a dokładnie niechlujnie rozrzuconym fragmentom ziemi. Te wilki dokądś pędziły.
