"Miłość cierpliwa jest
łaskawa jest..."
~Hymn o Miłości
...
-Czyż to nie jest piękny dzień!- Ekscytowała się księżniczka Anna biegając po obecnie pustej sali balowej. Pchnęła drzwi po czym znalazła się w sali tronowej, gdzie jej starsza siostra, królowa siedziała na tronie otoczona grupą doradców. Anna minęła strażników, wbiegła po schodach pokrytych czerwonym dywanem na podwyższenie gdzie znajdował się tron siostry.
-Elsa! Popatrz tylko jaka jest piękna pogoda! Chodź na dwór! Kristoff, Olaf i Sven już na nas czekają!
-Bardzo mi przykro, kochana -posłała jej dobroduszny uśmiech- Ale niestety jestem potrzebna tutaj- wskazała ręką zacienioną salę oraz otaczających ją ludzi - Wiesz, że mam swoje obowiązki...
-Elsa, proszęęęę...
Królowa westchnęła- Niech ci będzie...ale pierwsze muszę tu skończyć, potem do was dołączę. -Uśmiechnęła się znowu po czym zwróciła się do stojących obok niej mężczyzn. Gdyby tylko jej mała siostra wiedziała jak ważne sprawy ma teraz na głowie...
Anna tymczasem biegła już w stronę bramy, kierując się ku ogrodom królewskim, po drodze wyminęła kilku ludzi uśmiechając się do nich przepraszająco po czym wypadła na zewnątrz w ciepłe światło dnia. Od razu przytłoczyła ją ilość światła, kolorów i dźwięków, dziewczyna nasyciła się nimi, biorąc głęboki oddech, nigdy nie mając dość ,po czym pobiegła przed siebie. Lato było jej ukochaną porą roku, pełno kwiatów, ciepła, życia, w powietrzu czuć było energię. Przebiegła po miękkiej trawie kierując się w stronę małego zagajnika gdzie ustawiona była altanka, jej ulubione miejsce w całym ogrodzie, kochała w tym miejscu wszystko a najbardziej popołudnia spędzone razem z siostrą gdy piły razem herbatę, jadły czekoladki a Elsa do tego zazwyczaj czytała jakąś książkę. Już z daleka dostrzegła znajomą masywną sylwetkę.
-Kristofffff!-Zawołała radośnie rzucając się na szyję blond włosemu mężczyźnie ubranemu w wygodny ale jednocześnie elegancki strój. Był to Hrabia Kristoff dla niej po prostu Kristoff lub "jej Kristoff" jej obecny narzeczony. Odkąd się poznali minął ponad rok, a ona wiedziała, że tym razem trafiła na prawdziwą miłość, już po kilku tygodniach zaczęła układać sobie w głowie scenariusze co powinna zrobić gdy dostanie od niego zaręczynowy pierścionek, po następnych kilku tygodniach zaczęła się niecierpliwić, potem niepokoić a w końcu zapomniała. Oświadczył jej się jednak w walentynki, ona była zupełnie nieprzygotowana a jednak z radością krzyknęła tak, tym razem nie miała pożałować swojej decyzji. Na razie nie śpieszyli się za ślubem, Kristoff ciągle dokuczał jej, że się jeszcze może rozmyślić, na co ona szturchała go złośliwie łokciem, a on wybuchał śmiechem. Jego śmiech był cudowny, jego cały uśmiech był cudowny, nawet jego oczy się uśmiechały, może dlatego kochała go tak bardzo?
-Już myślałem, że nie przyjdziesz-powiedział cmokając ją delikatnie w usta.
-Jakżebym mogła!- Uśmiechnęła się szczerze, biorąc go jednocześnie za rękę. Ich twarze owiał ciepły letni wiatr zapowiadający rychłe przybycie jesieni, obydwoje wyszli z altany i ruszyli nieśpiesznym krokiem ścieżką prowadzącą nad sadzawkę.
-Rozumem, że Elsa nie mogła do nas dołączyć, czyżby znowu odprawiała zalotników?-zaczął chłopak, na co Anna tylko machnęła ręką.
-Raczej układa swoją strategię bojową, czyli co ma uczynić aby sami się wynieśli...Ale wiesz co, jednak jestem szczęśliwa! Już nie pamiętam kiedy ostatni raz w naszym zamku było tyle ludzi!
-Heh kto by pomyślał, że dwór Królowej Śniegu będzie cieszył się taką popularnością...
-Haha przecież wiesz jak popularne są nasze kanapki!
Księżniczka nigdy nie czuła się bardziej szczęśliwa niż przez ostatni rok, otoczona przez kochających ją ludzi a bramy królestwa wreszcie zostały otwarte, wreszcie świat wydał się jej naprawdę pięknym a wszystkie problemy nagle znikły. Mogła spacerować godzinami rozmawiając z Kristoffem i niczym się nie martwiąc. Siedziała na kamiennym mostku nad jeziorkiem, wpatrując się w swoje odbicie i wysłuchując opowieści swojego ukochanego o trollach gdy zauważyła, że zmarszczki na wodzie nagle się wygładziły. Tafla wody w jednej chwili pokryła się cienką warstwą lodu, doskonale wiedziała co to oznacza. Kristoff również odwrócił się wypatrując królowej. Elsa już dawno zapanowała nad swoimi mocami jednak niekiedy ujawniały się bez jej kontroli, gdy była zdenerwowana lub po prostu miała dużo na głowie. Również teraz przeszywający chłód stanowił sygnał jej przybycia, po chwili pojawiła się również sama władczyni wkraczając na mostek i siadając obok siostry. Widać, że obecność przyjaciół wyraźnie ją rozluźniła.
-Kłopoty w pracy?-zapytała nieśmiało Anna wpatrując się intensywnie w siostrę, dobrze wiedziała co trapi Elsę jednak nie chciała na razie poruszać tego tematu.
-Aż tak widać?-Zmartwiła się blondynka
-Wasza wysokość zamroziła cały staw!-Zawołał Kristoff
-Och-Odparła zdziwiona, rozglądając się wokół siebie - Cóż po prostu martwię cię tymi przepisami...Kto by pomyślał, że Królowa po upłynięciu półtora roku od swojej koronacji ma obowiązek wyjść za mąż...
-Zgaduję, że jesteś tak zmartwiona wyborem odpowiedniego kandydata?-ciągnął chłopak
-Nie!-Oburzyła się, patrząc na niego jak na idiotę- Dzisiaj cały dzień rozmawiałam z moimi doradcami nad sposobem ominięcia tego artykułu! Dla dobra kraju oczywiście...
-Chyba jednak wiem co ci bardziej ciąży na sercu- uśmiechnął się chytrze.
-Kristoff!-Oburzyła się Anna
-...Zgaduję, że obawiasz się jutrzejszej wizyty Księcia Wysp Południowych?-Tym razem zapytał marszcząc brwi z nieukrytym zmartwieniem w głosie- No co? Nie możemy dłużej omijać tego tematu!-Anna westchnęła aprobując jego decyzję - ...Nie martw się Elsa, nie będziesz sama, pamiętaj, że będziemy przy tobie...- zawahał się-...Zawsze powtarzałem, że z Wyspo Południowych nie przybyło jeszcze nigdy nic dobrego!-Uderzył się o pierś na potwierdzenie swoich słów.
-Tak zawsze, czyli od jakiegoś roku...-odparła sarkastycznie Anna unosząc jedną brew.
-Hej! Przecież wcześniej mnie nie znałaś, skąd masz niby wiedzieć czy...
-Anna, Kristoff, dziękuję wam obojgu, bez was nie poradziłabym sobie - Odpowiedzieli jej na to płomienistymi uśmiechami zadowoleni z siebie, że udało im się poprawić jej humor.
-Hej zagrajmy w grę!-Wykrzyknęła nagle uradowana Księżniczka
-...Co powiecie na "Jak tym razem Królowa Elsa umknęła swoim strażnikom"?
Elsa tylko wywróciła oczyma, wiedziała, że to ulubiona gry tej dwójki, doskonale bawiło ich to, że non stop była pilnowana, nie mając możliwości spędzić ani chwili sama, była to dla niej wielka odmiana po latach samotnie spędzonych we własnym pokoju. Była to jedna ze zmian które pojawiły się w jej królestwie. Po dwóch nieudanych zamachach przeprowadzonych na jej życie lud zaapelował aby wyznaczono dla niej specjalnych ochroniarzy, Monarchini śmiała się, że to jeden z najgłupszych pomysłów na marnowanie pieniędzy podatników jaki kiedykolwiek słyszała ale najwyraźniej spodobał się Radzie Ministrów. Na nic zdały się tłumaczenia, że przecież może bronić się sama, niebawem na zamek przybyła grupa specjalnie wykwalifikowanych strażników mających dbać o jej życie. Ono jednak od tej pory zmieniło się w koszmar. Zawsze miała ich za plecami, stali pod drzwiami gdy korzystała z łazienki, czuwali u progu jej sypialni gdy kładła się spać, obserwowali gdy jadła obiad... nieraz nosiła się z myślą czy czasem nie powinna ich zamrozić dla własnego spokoju.
-Tym razem...-zaczęła- oznajmiłam im, że mam ochotę na przejażdżkę konną, pobiegli osiodłać konie...
-Serio? Haha używasz tej samej sztuczki już chyba dziesiąty raz!
-Najwyraźniej potrafię być bardzo przekonująca- wzruszyła tylko ramionami- Ale coś mi się zdaję, że odkryli prawdę!-zmarszczyła brwi-O nie! Pewnie mnie już szukają! Muszę się schować!-Zawołała z udawanym dramatyzmem w głosie, wznosząc dłoń ku głowie i przybierając postawę damy w opałach.
-O nie! Musimy się schować! Proponuję kuchnię albo jadalnię!-Kristoff z rozmarzeniem pogładził się po brzuchu po czym cała trójka wybuchła śmiechem.
Już od kilku tygodni zamek Arendelle pękał od natłoku gości, po najróżniejszych królestwach rozniosła się już nowina, że Królowa Śniegu jest zmuszona wybrać sobie męża. Czy tego chciała czy nie. Słudzy pałacowi zmuszenie byli wnieść do jadalni nowy stół aby wszyscy goście pomieścili się na wieczerzy, ale również i tym razem o mały włos nie zabrakło miejsca. U szczytu jakże już długiego stołu zasiadała królowa Elsa, po jej prawej stronie miejsce zajęła jej siostra ze swoim przyszłym mężem, za jej plecami stało dwóch gwardzistów a po lewej stronie umieściła Olafa i kilku dworskich dostojników aby maksymalnie zwiększyć odległość między sobą a grupą młodzieńców zajmujących resztę sali. Było to zbiorowisko książąt i młodych królów wszelakiego gatunku i maści. Elsa czuła się przez nich nieco przytłoczona i osaczona, desperacko szukała wyjścia z tej sytuacji, pragnęła aby jej dom znów należał do niej i nie musiała się martwić tą bandą. Zaśmiała się w duchu zauważając jak nazwała najwymyślniejszych młodzieńców stąpających po tym świecie i kontynuowała swoje obserwacje jej nowych "domowników". Większość z nich była ubrana w najmodniejsze stroje, mieli marynarki i apaszki poprzeszywane złotą nicią, uszyte według mody panującej w tym sezonie, modne również stały się peruki, toteż kilku z nich faktycznie takowe nosiło a kilku biegało w panice pytając gdzie w tym mieście można było je kupić. Nosili również pierścienie i sygnety oraz ciasne rajstopy, zgadywała, że pod stołem znajdowały się ich trzewiki oczywiście na obcasie i z ozdobnymi klamrami. Cóż już przyzwyczaiła się do widoku umalowanych mężczyzn. Drugą grupę stanowili mężczyźni noszący wygodne ubrania ze skór oraz nierozstający się z mieczami tkwiącymi w pochwie zawieszonej u ich pasa, nazywała ich żartobliwie "Nieustraszonymi Wojami" Nosili dziwaczne fryzury lub brodę co było ich cechą charakterystyczną, urządzali sobie zawody w siłowaniu na rękę prężąc muskuły nad talerzami patrzących na to z niesmakiem książątek z pierwszej grupy lub opowiadali historię ile to smoków oni nie zabili, ale najbardziej charakterystyczny dla nich był zapach, bynajmniej nie perfum, mimo tego kilka dam dworu oszalało na ich punkcie. Do ostatniej grupy Elsa zaliczała wszystkie resztki, czyli tych zwykłych, najmniej wyróżniających się, nie noszących blizn bitewnych ani koszul dorównujących wartościom całej wsi...Spośród tej grupy Królowa upatrzyła sobie pewnego młodego blond włosego króla, który i tym razem złapał ją na przyglądaniu mu się, zarumieniła się po czym posłała mu promienisty uśmiech jednocześnie machając mu ręką. Ze zdziwieniem odkryła, że cała lewa strona stołu, po której siedział ów król, niczym jeden mąż odmachała jej, prawa strona natomiast prawie zaczęła warczeć na towarzyszy siedzących naprzeciwko niej. Kristoff z Anną widząc to ledwie powstrzymali się od śmiechu. Cała sala wróciła do kontynuowania swojego posiłku a Elsa nachyliła się w stronę Anny.
-Chciałam udać się do mojej komnaty, byłabym zaszczycona, gdybyś zechciała mi towarzyszyć...-Wstała od stołu, czemu towarzyszył blask sukni, gdy od drobnych kryształków lody odbiło się światło świec.
-Jasne!-Wymamrotała wpychając sobie do ust czekoladę podaną właśnie na deser. Wybiegła za siostrą na korytarz gdzie poślizgnęła się z rozpędu i wpadła na jednego ze strażników o czarnych włosach, zielonych oczach i omal nie przewracając go- Oj wybacz...-zachichotała podbiegając do siostry. Gwardzista natomiast pogromił wzrokiem również chichoczącego towarzysza o brązowych włosach i przenikliwie niebieskich oczach.
-A więc o czym chciałaś ze mną porozmawiać?-Zapytała nie kryjąc entuzjazmu w głosie.
-Myślałam o tym aby urządzić jutro bal po przybyciu naszego ostatniego gościa. Ech księcia Wysp Południowych- Powiedziała z taką odrazą, że słowa ledwie przeszły jej przez usta -Zastanawiałam się czy nie chciałabyś zostać główną organizatorką balu?
-Ależ oczywiście!-ucieszyła się jej młodsza siostra- Wiem, na środku sali będzie stała wielka fontanna...Z czekoladą!
-Widzę, że powierzyłam to zadanie odpowiedniej osobie-Zaśmiała się.
-A co potem?
-Potem, z czym? Fontanną?-Elsa uniosła brew.
-Noooo z nimi!-Anna wyrzuciła ręce wskazując jadalnię.
-Ach fakt. Zamierzam uchwalić odpowiedni dekret nad którym właśnie pracuję i za jakieś dwa tygodnie powiem tym biedakom, że przybyli tu na próżno gdyż nie mam zamiaru wychodzić za mąż...
-Ile sobie wywalczysz?
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jakieś pięć lat. Ach pięć lat spokoju- westchnęła z zadowoleniem- może przez ten czas znajdę jakiegoś dobrego partnera handlowego dla Arendelle i z którego monarchą połączymy unią nasze państwa poprzez małżeństwo...
-Jak słodko moja siostra zamierza szukać prawdziwej miłości!
-Nazywaj to jak chcesz- machnęła ze zniechęcenia ręką - Państwo jest dla mnie najważniejsze, pogodziłam się już z faktem, że nigdy nie będzie mi pisane kogoś z kim połączy mnie miłość taka jak to co łączy ciebie i Kristoffa.-Zatrzymała się zauważając, że jest już pod drzwiami swojego pokoju.
-Mówisz tak, bo jej nie szukasz, mogłabyś się zdziwić jak łatwo jest znaleźć tego jedynego- Kontynuowała rozmarzona Anna.
-Wystarczy mi, że mam was...
-Naprawdę powinnaś chociaż spróbować, jeszcze nigdy nie widziałam w jednym miejscu tyle książąt z bajki! Kilku z nich jest naprawdę uroczych!
-Ale nie dla mnie!-Zawołała myśląc o tajemniczym blondynie. Gwardziści tymczasem wymienili spanikowane spojrzenia, wiedząc, że siostry zupełnie zapomniały o ich obecności.
-Jak już chcesz Elsa, dobranoc!-Rzuciła młodsza z nich kierując się znowu w stronę jadalni.
-Dobranoc Anno-Westchnęła posyłając jej tęskne spojrzenie po czym wślizgnęła się do swojej sypialni, zostawiając ochroniarzy przyjmujących pozycję na baczność przed drzwiami.
Położyła się na łóżku, przebiegając ręką po pustej i zimnej pościeli. Anna nawet nie wyobrażała sobie jak bardzo Elsa jej zazdrościła.
...
...
Ok mam nadzieję,że kolejny rozdział się wam podobał, na razie akcja będzie w miarę "spokojna". Czekam na wasze opinie:)
