Po powrocie do domu pierwsze, co decyduję się zrobić, to rzucenie kością. Powinienem się umyć i coś zjeść, ale nie mam do tego głowy. Muszę pilnie wybrać mentora. Nie bardzo umiem się zdecydować. Przemawia do mnie ten cały.. jak mu tam było.. Kouki, ty i twoja pamięć do nazwisk.. A, tak, Akashi. Mógłbym dzięki niemu zajść naprawdę daleko, ale nieco przeszkadza mi fakt, że jest sadystą. Strach się bać, jeszcze się gdzieś pomylę, powiem coś nie tak i oberwę pejczem po tyłku. Nigdy mi się to nie przytrafiło, ale wątpię, żeby to było przyjemne doświadczenie. A jeśli mało tego będzie mi kazał nie wiem, liczyć do dziesięciu? Będę miał traumę na całe życie i wynajmę przyjaciela za pieniądze, bo nie będę w stanie normalnie żyć? Mamo, ja nie chcę! Aczkolwiek nie wątpię, że Akashi to ciekawa osoba. Coś musiał mieć w sobie, skoro zaszedł tak daleko.
Ogólnie rzecz biorąc wychodzi na to, że moja nauka stałaby się prosta i przyjemna, gdybym wybrał Kise. Z opowieści szefa nie wygląda na złego człowieka, chociaż.. jego rozwód z żoną trochę mnie martwi. Nie powinien, to nie moja sprawa. Ale niestety gdy słyszę o cudzym rozwodzie, to włącza mi się trochę tryb detektywa-psychologa i zaczynam się zastanawiać nad powodami, dla których dochodzi do tak przykrego aktu. Może zrobił swojej żonie coś gorszego niż to, że zdecydował się wykonywać taką pracę? Tak naprawdę jest psychiczny i odetnie mi penisa gdy będę spał? Albo ma inną orientację i to ten fakt tak boli jego żonę?! Tyle możliwości.. No i poza rozwodem, to jak zerknąłem na jego zdjęcie, to mnie oślepiło. Przysięgam, Moriyama może się przy nim schować i udawać, że nie istnieje. Czy klientki przy nim będą mnie w ogóle zauważać? Czaruje samą twarzą, do cholery. Ja nigdy nie będę tak umiał.
.. Albo może kupię białą maskę i na nią przykleję jego gigantyczną fotografię? Kise nr. 2 i te sprawy, co dwóch to nie jeden w końcu. Tylko czy nikt nie pomyśli, że do reszty mi odbiło? Chciałbym jednak zachować swoje resztki zdrowego rozsądku.
Aomine nie wchodzi w grę. Nie poddaję w wątpliwość jego samczości ani tego, że zapewne jest władcą stada i bogiem seksu (albo może poddaję? Nie mogę tego jednogłośnie stwierdzić, nie spaliśmy ze sobą przecież), tylko.. ja nie mam aż tak luźnego podejścia do spraw seksu. Nie wyobrażam sobie po prostu nie tylko sypiania z obcą babą, ale jeszcze brania od niej za to kasy. Faktycznie jestem biednym i poniekąd zdesperowanym studentem, ale posiadam jeszcze jakieś granice. Mizerne, ale posiadam. Na dodatek staram się myśleć głową, a nie penisem.
Nie ma na co czekać. Rzucam. Jak wypadnie 1-2, to biorę sadystę, jak 3-4, to pięknego rozwodnika który sprawi, że będę przy nim znikał, jak 5-6, to biorę prawdopodobnego seksoholika który nawet nie chcę wiedzieć czego konkretnie mnie nauczy.
Nie muszę długo oczekiwać wyniku. Wgapiam się przez chwilę w kość do gry i już wiem. Teraz tylko czas ogłosić szefowi 'moją' decyzję. Poniekąd to zawstydzające, że o moim życiu decyduje kawałek białego plastiku z kropeczkami.
Jest inaczej niż wczoraj. Idę spokojnie. Już wiem, gdzie iść, co powiedzieć..
..Pewnie, że nie wiem! Nogi trzęsą mi się jeszcze bardziej, to teraz są jakieś kompletne galaretki. Nawet nie umiem się cieszyć z wejścia dla personelu, bo cały czas myślę, czy podjąłem dobrą decyzję. Bo co, jeśli wybrałem beznadziejną osobę tylko dlatego, że kość mi tak kazała, a ja sam bardzo pochopnie oceniłem pozostałe dwie? Grażynko, gdybyś tylko mogła mi teraz polać moje standardowe pięć kieliszków!
Dobra, dobra, Kouki, uspokój się, klata plecy barki wszystko prosto, nie boimy się, nic nam nie zrobią, a nasz starszy brat okaże się niespotykanie miłą osobą. Mam nadzieję, że nie jestem spóźniony – zapomniałem telefonu. Wiem mniej więcej, która jest godzina, bo starsze panie po drodze mi powiedziały. Nie zapominając poprosić o przeprowadzenie ich przez ulicę.
Nigdy nie odmawiam. Mogę być męską.. nie wymówię tego nawet.. wróć, mogę być panem do towarzystwa, która stracił swoją dawną dumę i planuje sprzedawać swój urok osobisty zdesperowanym paniom, ale nigdy nie będę chamem.
Tym razem do drzwi mojego przepraszającego szefuńcia pukam stanowczo. Niech wie, że już się nie boję.
- Przepraszam, panowie, to chyba nasz, przepraszam, nowy nabytek. Wejść!
Panowie?! Jacy panowie? To jakaś jego mafia, czy co? Goryle? Zleją mnie? Zaraz ja sam się zleję ze strachu!
Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Po tym, co widzę, mam ochotę wyjść. Nie wspomniałem, że mój szefunio ma obok biurka przeuroczą, wielką kanapę. Sam nie zwróciłem na to zbyt dużej uwagi.
Dzisiaj o tym wspominam, bo na tej wielkiej, przeuroczej kanapie, siedzi trzech niebywale przystojnych facetów i mój szef. Chryste. Muszę ogłosić swoją decyzję przy nich?! Nie omieszkam wspomnieć, że na żywo naprawdę wyglądają zabójczo.
Mój szef otwiera usta. Początkowo, by coś powiedzieć, a potem już ze zdziwienia. Od razu podbiega do mnie wysoki blondyn, chwyta moją dłoń i zaczyna nią wymachiwać. Chyba w jego ocenie ma to być uścisk ręki.
- Furihatacchi, prawda?! Miło cię poznać! Nazywam się Kise i liczę, że zostanę twoim starszym bratem! Obyś wytrwał tutaj dłużej niż ten poprzedni. Jakbyś potrzebował kiedykolwiek pomocy, przytulenia, alkoholu, czegokolwiek to pamiętaj, na mnie zawsze możesz liczyć, a z tym przytuleniem to już w ogól..
- Ryouta, nie strasz go. Teraz to już na pewno cię nie wybierze. – niski, ostry głos przynależący do numeru jeden (nie dziwię się, że wśród jego klientek jest tyle masochistek – facet poważnie wygląda, jakby miał ochotę przełożyć kogoś przez kolano. Może ma?) przerywa wywód i upomina jednego z moich kandydatów na 'starszego brata'. Swojemu szefowi muszę przyznać jedno – prawdomówność. Nie kłamał, gdy mówił, że Kise jest bardzo energiczny.
- Eeeech? A Akashicchi to jak zwykle wredny!
Uśmiecham się słabo.
- Nic się nie stało. I tak już jestem przerażony.
Numer jeden wstaje i sam ściska moją dłoń. Trzeba przyznać, że jak na osobę niewiele wyższą ode mnie ma niebywale mocny uścisk.
- Nie masz czego się bać. Dopilnuję, by nigdy nie stała ci się żadna krzywda. Nie możemy sobie pozwolić na utratę kolejnego pracownika. I nie łudź się, młodszy bracie – wybierzesz mnie. – spojrzenie Akashiego mnie przeszywa. Przeraża. Zastanawia. Przepełnia niepokojem. To właśnie lubią w nim jego klientki? No i ta pewność siebie.. Trochę mnie to irytuje, bo decyzja powinna należeć do mnie.
Ostatnią osobą, która decyduje się na pokaz kultury osobistej oraz wstanie i przywitanie się, jest numer trzeci. Już sam jego wzrost mnie przeraża – jest o głowę wyższy ode mnie. Nie ściska mi ręki – po prostu ziewa i spogląda na mnie ze znudzeniem. No i gdzie w nim ta boskość i sam seks? Nie rozumiem.
- Mów mi Aomine, a ich nie słuchaj. To dom wariatów i wszyscy są zdrowo pierdolnięci. Poza mną, oczywiście – ja jestem po prostu zajebisty. Nie będę cię prowadził za rączkę, ale nauczę cię, jak zadowalać kobiety. BARDZO zadowalać. Grać w kosza też cię mogę nauczyć, choć w tej pracy raczej ci się to nie przyda.
Cofam com powiedział o pokazie kultury osobistej.
Szef, Kise i Akashi spoglądają na niego z irytacją. Mamusiu, oni wszyscy się tu zaraz pozabijają!
- Aominecchi, chyba będziemy musieli porozmawiać..
- Dołączę się do tej rozmowy. Kultura twojego języka napawa mnie odrazą. – spokojnie, acz chłodno upomina go Akashi.
Aomine już wygląda na przerażonego, ale czarę goryczy przelewają słowa szefa.
- Masz szlaban na seks przez tydzień, i jedziesz, przepraszam, na dwa wesela.
- Sakurai, oszalałeś?!
- Jeszcze słowo i, przepraszam, pojadę ci po pensji.
Cichnie i tylko mruczy pod nosem ,,A matka gadała, że zawsze trzeba mówić prawdę.."
Szef odpala cygaro i zaciąga się głęboko. Chciałbym się roześmiać, bo moi trzej przyszli 'starsi bracia', to naprawdę ciekawa gromadka, ale raczej mi nie wypada.
I w końcu dostaję pytanie, którego tak się bałem.
- To, przepraszam cię bardzo, który?
By zyskać trochę na czasie decyduję się grać nierozgarniętego idiotę.
- Ale co 'który'?
Widzę pulsującą żyłkę na czole mojego szefa. Nie jest dobrze.
- Nie mamy czasu na twoje, przepraszam, gierki. Mów mi teraz, w tej chwili, kogo wybierasz. Albo, przepraszam, zgaszę ci to cygaro na czole. Wiesz, jacy jesteśmy, przepraszam, zajęci?! Jeszcze muszę zadzwonić do twojego akademika i przetransportować tu twoje rzeczy, a oni muszą iść do pracy!
- Eeee.. Yyyy.. – niedobrze, przestaję być komunikatywny. I jak to – przetransportować moje rzeczy? Niby gdzie mam mieszkać? I nie będę mógł nawet pożegnać się z Fukudą? Ale ja chcę! To mój brat, sztama na wieczność! Nie mogę go tak bez słowa zostawić!
- Zlituj się, przepraszam! No który, do cholery?! – zaczyna krzyczeć. Jeszcze gorzej.
- A.. K.. K.. K..
- Akashi?
Tracę rozum, nerwowo kręcę głową i mówię w jeszcze większych nerwach:
- A.. A Kise wybieram, hahaha! To chciałem powiedzieć!
Szef kiwa głową, zaciąga się po raz kolejny i składa mojemu wybranemu przez nerwy starszemu bratu gratulacje. Ten z kolei nie wytrzymuje, rzuca mi się na szyję i zaczyna mi dziękować, że wybrałem akurat jego.
Numer jeden prycha z niezadowoleniem. Numer trzy wzdycha, mówiąc, iż 'przynajmniej jeden wrzód na dupie mniej, a w ogóle to współczuje'.
Jak się okazuje, pierwszym zadaniem mojego 'starszego brata' jest oprowadzenie mnie po budynku i zaprowadzenie do służbowego mieszkania. Tak – nawet nie zacząłem obsługiwać klientek, a już mam gdzie mieszkać. Pierwszy krok do lepszego życia. Wiem też, dlaczego Akashiemu i Kise tak zależało na otrzymaniu ucznia – ich pensja w momencie pozyskania 'młodszego brata' jest podwojona. Czuję się jak pionek w świecie biznesu.
To wszystko dzieje się za szybko. W tej chwili chcę tylko rzucić się na byle jakie łóżko i zapomnieć, że istnieję.
Ale nie mogę. Bo czeka mnie zwiedzanie wszystkiego z Kise. Mam nadzieję, że pokaże mi drogę do jakiegoś firmowego baru. Albo łóżka. Bez dwuznaczności proszę – w żadnym razie nie planuję się odnajdywać w tymże łóżku razem z nim.
Muszę przyznać, że to miejsce jest.. wielkie. Łatwo się tu pogubić. Kise żartuje, że jakbym miał problemy z nawigacją, to może mi założyć obrożę i smycz, i, że słodko bym wyglądał.
Miejsce, w którym przyjmuje się klientki, wygląda jak typowe, hotelowe lobby. Pełno tu kanap, leci klasyczna muzyka, jest nawet pianino. Czuję, jakbym trafił do zupełnie innego świata. Świata bogactwa, przepychu, atrakcyjności. Po prostu.. jak patrzę na to wszystko, to myślę, że nigdzie nie znalazłbym lepszego miejsca na randkę z dziewczyną. Dowiaduję się od mojego starszego brata, że cała ich 'siódemka wspaniałych' ma swoje własne miejsca. Pokazuje mi jego, czy też raczej – nasze. Bo jak się okazało, przez kilka dni będę go obserwował w pracy. Nie powstrzymam się od picia – nasza kanapa i nasz stoliczek mieszczą się tuż przy barku.
- A twojej.. ym.. pani nie będzie to przeszkadzało? – powinienem ją określić jako klientkę, ale jakoś mi dziwnie. Nie wyobrażam sobie traktować kobiety tak.. przedmiotowo. Chyba będę do tego zmuszony.
- Hahaha, pewnie, że nie! Wręcz punktujemy w ich oczach, jeśli przyjmujemy uczniów. Uważają, że to urocze, jak siedzi sobie taki niewinny chłopaczek i robi notatki. Pobudzają ich.. no.. jakby to ująć.. rozumiesz, dają takie poczucie matki, chęci opieki.
- Masz na myśli instynkty macierzyńskie? – pomogę mu i wyręczę go intelektualnie. Przydam się przynajmniej w ten sposób.
- O, to, to! Furicchi, jesteś całkiem bystry, a nie wyglądasz! To znaczy, jak tak na ciebie patrzę, to nic, tylko bym cię tulił, bo jesteś tak przerażony i uroczy jednocześnie. Chodź do wujaszka! – wyciąga ramiona przed siebie.
Grzecznie odmawiam, przypominam, że nie jest moim wujaszkiem, tylko starszym bratem, i proszę, by oprowadził mnie dalej. Nie ukrywam, troszkę się jąkam – jego też zaczynam się bać. Nie opuszcza mnie wrażenie, że jestem przez niego podrywany. Dowiaduję się, że jestem nudny.
Ale mój starszy brat nie zwalnia kroku i prowadzi mnie do drzwi niedaleko barku. To wygląda jak.. zaplecze?
Nie jest nim. To bardziej garderoba. Od razu przypomniały mi się ,, showgirls" – toaletki, perfumy, pełno ubrań. I.. m-m-m-mało tego.. – pełno facetów! Pełno patrzących na mnie, przebierających się albo perfumujących facetów! Chcę do domu, od tego natłoku spojrzeń już mi niedobrze.
- Cześć wszystkim! Przywitajcie mojego braciszka, Furicchiego. No, Furicchi, przedstaw się! – Kise wchodzi do środka jak gdyby nigdy nic. Pewnie, nie ma czym się przejmować. Ale JA mam.
- Widzę, że dobrze się bawisz oprowadzając swojego ucznia. Ciesz się, póki możesz – w końcu wybrał cię tylko przez nerwy, Ryouta. To tylko kwestia czasu, nim twoje życie stanie się nieustającą symfonią bólu, twój braciszek od ciebie odejdzie i pójdzie tam, gdzie jego miejsce było od początku – przy mnie.
Kise nie przestaje się uśmiechać. Nie przeraziło go to?
- Akashicchi, nie umiesz przegrywać.
- A ty po dzisiejszej nocy nie będziesz miał jąder. Osobiście ci je odetnę.
- Ale za coooo?
- Za życie.
- Ale jak mi odetniesz jądra to moja żona na rozwodzie wszystkim powie, że jestem impotentem! Jak ja będę z tym żył?! Media się dowiedzą! – jęczy Kise.
- Ryouta, co mnie obchodzi twój rozwód?
Zrobiło się groźnie. Ale zostawiłem ich samych sobie i zacząłem witać się z resztą. Przedstawili mi się prawie wszyscy, nie wiem jednak, czy będę w stanie zapamiętać ich nazwiska.
- Kundelku, nie ruszaj moich pornosików albo się policzymy. – grozi Aomine.
- Nie będę, obiecuję.
- Jesteś strasznie niski, Fari-chin ~ Mógłbym cię tak o, wziąć i zgnieść. Chcesz ciasteczko? – pyta ten dwumetrowy koleś.. Murasakibara mu tam chyba było. Biorę ciasteczko i przypominam, że nazywam się Furihata. Nie reaguje, skupia się na wiązaniu krawata. Właśnie, wspomniałem już, że mówiąc 'pełno ubrań' miałem na myśli garniaki? Poważnie. Oni tu wszyscy chodzą w garniakach. Przeróżnych. Strasznie drogich. I wyglądają jak bogaci biznesmeni.
- Jaki jest twój znak zodiaku, nowy? I to nie tak, że mnie to obchodzi. – ua, wyczuwam typowe tsundere.
- Skorpion.
- Jesteśmy niekompatybilni. – Eee, to nie zostaniemy kumplami od kieliszka, na śmierć i życie? A tak bardzo na to liczyłem! - Nie podchodź do mnie i nie ruszaj moich szczęśliwych przedmiotów. Ale przy okazji – twoim lucky itemem na dzisiaj jest piwo. Tylko sobie nie myśl, że cię ostrzegam – nie dbam o to, czy coś ci się stanie.
Tak, tak. Ale z tym lucky itemem mnie zainteresował – zupełnie jakby Oha-Asa wiedziała, czego potrzebuję na odstresowanie. To potem.
Kolejną osobą, która decyduje się poświęcić mi minutę uwagi, jest.. przepraszam, przełknę ślinę.. ten wysoki facet, ma podwójne brwi.. Podchodzi do mnie.. Wygląda, jakby chciał mi spuścić manto..
Mamo, tato, kocham was.. Kawahara, Fukuda, zostawiam wam moją kolekcję mang Naruto.. Czytajcie sobie do woli..
Ku mojemu zdziwieniu jednak uśmiecha się i wyciąga rękę. Jeśli dobrze pamiętam, nazywa się Kagami. Grzecznie ściskam jego rękę, nie przestając się bać. Nie ufam niczemu, co ma nienaturalne brwi. Moja była malowała swoje, miała dwie czarne krechy i nie była zbytnio normalna. Ani wierna.
- Nowy, sprawuj się dobrze! Wszyscy tu na Ciebie liczymy.
Odetchnąłem z ulgą jak jeszcze nigdy w życiu.
- Dobry wieczór, Furihata-kun. Miło cię poznać.
.. To głos w mojej głowie? Rozejrzałem się, ale nikogo nie zobaczyłem.
- Furihata-kun, stoję za tobą.
Obróciłem się i zamarłem na chwilę. Ten facet chyba znika na zawołanie.
- A.. haha.. Ciebie też, yy.. yym.. – no, Furi, dajesz, zabłyśnij, przecież wiesz, jak się nazywa! Jego nazwisko chyba brzmiało jakoś.. Na K.. Kur.. Furi, nie przeklinaj! Kar.. Już wiem.
- Karuko-kun! – wołam z dumą, że mi się udało.
Mój chwilowy rozmówca przechyla głowę i spogląda na mnie z niespotykanym smutkiem. Co zrobiłem nie tak?
- Nazywam się Kuroko, już ci się przedstawiałem..
- Karuko, ahahahahahhahahaha, dobre! – rechocze Aomine.
- Hmpf. Banda idiotów. – poprawia okulary na nosie miłośnik horoskopów i mój niedoszły przyjaciel.
- K-Karuko.. Dowaliłeś, nowy! – 'chwali' mnie Kagami.
- Zróbcie cooś, bo Aka-chin zaraz zabije Kise-china.. Ale upierdliwi..
Obrazek jest całkiem komiczny. Tak bardzo, jak tylko komiczne może być oglądanie, jak jedna osoba wysłuchuje reprymendy od drugiej. Ratuję swojego starszego brata, przypominając mu, że musi mi jeszcze pokazać drogę do mojego moje mieszkania. Akashi puszcza go, sycząc 'Policzymy się później'. Nawet ja zaczynam się bać. Mój 'starszy brat' wygląda, jakby miał mi się rzucić na szyję po raz kolejny tego dnia.
Żegnamy się z całą resztą i opuszczamy tą.. garderobę. Nie wiem, jak inaczej to określić. Nadal przypominają mi się 'showgirls'.
Jedno muszę powiedzieć – nie dziwię się, że są tacy popularni wśród dziewczyn. Uświadomiłem sobie, że zawsze chciałem być przystojnym, pewnym siebie facetem. Oby mi się udało to osiągnąć..
Kompletnie wykończony odbieram klucze od Kise i dowiaduję się, że 'widzimy się później'. Pewnie chodzi mu o obserwacje. Promienieję szczęściem, że będę oglądał, jak niebywale przystojny facet podrywa jakąś niespełnioną kobietę po czterdziestce.
Nie. Nie promienieję. Znowu popadnę w kompleksy, już to widzę.
Wchodzę do swojego tymczasowego lokum i jednak promienieję. Wykańczająca zmienność nastrojów godna niejednej kobiety, co? Ale nieważne. Mieszkam w luksusach! To już nie jest jeden ciasny pokoik w akademiku – to apartament! Najprawdziwszy!
W jednej chwili zapominam o swoim wykończeniu, i nie zważając na pudła z akademika, które muszę rozpakować, biegam po mieszkaniu jak oszalały i napawam się pięknym widokiem.
Nie mogłem prosić o więcej – mam wielką wannę, pełną lodówkę która nie płacze ani nie krzyczy z powodu swojej zawartości, plazmę, cudownie miękką kanapę, wszystko o czym marzą biedni studenci mojego pokroju.
Wiem, jaką cenę będę musiał za to zapłacić i ile się napocić przy udawaniu kogoś kompletnie innego i zmianie wyglądu, ale nie czas teraz o tym myśleć. Skupię się na pozytywach zaistniałej sytuacji – w końcu to od zawsze pomagało mi przetrwać.
Gdy troszkę ochłonąłem, wziąłem się za rozpakowywanie swoich klamotów. Całkiem sporo tego mam, muszę przyznać – trochę mi to zajmie..
Mój szef musi być wielką szychą, by w ciągu kilku godzin przeprowadzić mnie z akademika. Kurczę, nawet nie wiem w jakich godzinach miałbym pracować. Mam nadzieję, że wieczornych – nie mogę olać studiów tylko dlatego, że muszę podrywać desperatki.
Po półtorej godziny kończę i rzucam się na łóżko. Nazwę je Bożenka. Będziemy mieli długi i wyczerpujący romans. Tylko ja i Bożenka oraz noc, a zaczniemy już od dzisiaj..
Chciałbym zacząć już teraz, ale nie mogę. Wygląda na to, że ktoś dobija się do moich drzwi.
