Rozdział 1

23: A gdy nastał czas pokoju, Demiurg zstąpił do świata ludzi i dotknął Nienazwanego. 24: A Nienazwane stało się Wielką Światłością. 25: Z energii Wielkiej Światłości stworzył Demiurg jedenastu. 26: I stali się Posłannikami Jego. 27: I posłał Ich między ludy Ziemi, aby ludziom służyli. 28: I odtąd służyli ludziom całą swoją wiedzą. 29: Lecz gdy pokłonić się ludom Ziemi Demiurg rozkazał, jeden z jedenastu sprzeciwił się woli Jego. 30: I rzekł, że nikt zrodzony z ognia Wielkiej Światłości nie będzie się kłaniał istotom, które stworzone zostały. 31: I został ów jeden Potępiony i strącony w najgłębsze Otchłanie, gdzie odtąd męki z rąk demonów cierpi. 32: Ci zaś, co pokłonili się ludom Ziemi, walkę ze Złem prowadzą, gdziekolwiek się ono pojawi. 33: Albowiem przepowiedziane jest, że Zło pradawne do Końca Świata doprowadzi. 34: A gdy Koniec Świata nastanie, wyjdzie z najgłębszych Otchłani Potępiony.

Księga Demiurga

Uniwersum #27, Wielka Brytania, Szkocja, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Gabinet Dyrektora, 13.06.1996, czwartek, godzina 22:43

W gabinecie dyrektora trwało spotkanie obecnych na miejscu członków i sympatyków, jak Minerwa McGonagall na własny użytek określała Pottera i jego przyjaciół, Zakonu Feniksa. Dyrektor zwołał posiedzenie – po powrocie ze spotkania śmierciożerców – swoich szpiegów, Lucjusza Malfoya i Severusa Snape' a. Obydwaj zostali już opatrzeni przez panią Pomfrey i właśnie składali raport. Oprócz nich, w gabinecie znajdowali się Minerwa McGonagall, Remus Lupin, Syriusz Black, niedawno przyjęty do Zakonu Filius Flitwick, Tonks oraz Harry wraz z Ronem i Hermioną. Nieobecny był za to Bill Weasley, który wraz z profesor Sprout pełnił tego wieczoru dyżur na szkolnych korytarzach.

– Mamy olbrzymi problem, Albusie – Malfoy nie był zwolennikiem owijania w bawełnę i przemilczania złych wiadomości. Zresztą nie takie było jego zadanie. – Czarny Pan zwariował. Któryś idiota dostarczył mu Księgę Wezwań i teraz nie robi nic innego, tylko przyzywa kolejne bestie. Obstawiam, że zapanowanie nad nimi i wezwanie wszystkich, których potrzebuje, zajmie mu jeszcze dwa, może trzy miesiące, ale już teraz ma kilka sztuk, które wysyła na mugoli.

– Zgadzam się z Lucjuszem, dzisiaj pokazał jedno ze swoich zwierzątek. Wpuścił do labiryntu kilkoro mugoli i charłaków, a potem pozwolił mu zapolować. Albusie, widziałem już naprawdę dużo, ale nawet dla mnie to była rzeź. Ten cholerny zwierzak dosłownie rozrywał ofiary na kawałki – Snape postanowił dodać kolejne informacje. Każdy z obecnych wiedział, czym jest labirynt, zarówno Malfoy, jak i Snape opowiadali o tym miejscu już kilka miesięcy temu, zaraz po tym, jak Voldemort pokazał je swoim śmierciożercom po raz pierwszy. Była to stosunkowo niewielka część dziedzińca, zajmująca może dwieście metrów kwadratowych, ukryta w jednej z kryjówek Voldemorta, Czarnym Dworze. Ściany labiryntu miały po około trzy metry wysokości, a w niektórych korytarzach ukryte były różne śmiertelnie niebezpieczne rośliny i zwierzęta. Voldemort traktował to miejsce jako sąd Merlina i skazywał na przejście przez labirynt każdego śmierciożercę, którego o coś podejrzewał lub chciał ukarać za błędy w wykonywaniu poleceń. Jeśli taka osoba dochodziła do końca labiryntu, oznaczało to, że Merlin chciał, aby przeżyła, jeśli nie dochodziła, to znaczyło, że Merlin chciał, aby umarła. Zgodnie z informacjami od Lucjusza i Severusa, jeszcze nikomu nie udało się dotrzeć do końca labiryntu.

– Tak, a poza tym jest coś jeszcze, Albusie – Lucjusz zamyślił się, patrząc w okno, aby po chwili spojrzeć znów na dyrektora Hogwartu. – Zwierzę, które pokazał nam Czarny Pan, nie zachowywało się jak zwierzę. Chyba najbliżej będę, jeśli powiem, że ono bawiło się swoimi ofiarami.

– Zwierzęta tego nie robią. – Zdziwienie walczyło z obawą w głosie Hermiony, gdy wypowiadała te słowa.

– Zgadza się, panno Granger. Zwierzęta nie, ale kiedy spojrzałem w jego oczy, zauważyłem błysk inteligencji. Zupełnie jakby potrafił myśleć. – Malfoy wydawał się zmartwiony.

– Bo zapewne potrafi, Lucjuszu. – W ciągu ostatniego roku, odkąd zaczął uczyć młodzież, Syriusz Black bardzo spoważniał. Ten stary Syriusz zamiast zastanawiać się jak można pokonać bestię wygłosiłby tylko jakiś głupi komentarz, dlatego też jego dalsza wypowiedź wprowadziła Hermionę, która najgorzej przystosowywała się do nowej wersji Syriusza, w konsternację. – Przecież i ty, i ja wiemy, jakiego rodzaju istoty można przyzwać, wykorzystując Księgę Wezwań.

– Zgadza się, Syriuszu – odpowiedział natychmiast Malfoy. – Wiemy, jakie to mniej więcej istoty i dlaczego Księga Wezwań była ukryta. A jak dziś mogliśmy się z Severusem przekonać, na tę akurat konkretną magia nie działała.

– Dlaczego tak mówisz, Lucjuszu? – spytał zdezorientowany Albus Dumbledore.

– Ponieważ, Albusie, jeden z nowicjuszy był na tyle głupi, że rzucił Avadę na dziewczynę, mugolkę. Mogła mieć piętnaście, może szesnaście lat – Lucjusz nie zamierzał mówić, że sam miał ochotę to zrobić. Dziewczyna była w wieku Draco, Lucjusz nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego Voldemort, podobno najsilniejszy czarnoksiężnik wszechczasów, jako ofiary zawsze wybierał bezbronne osoby, mugoli, dzieciaki lub starców. – Voldemort rzucił na niego Crucio, a potem Avery i Nott wrzucili go do labiryntu. To był wnuk starego Petroniusza. Dziadek nauczył go naprawdę dużego kawałka czarnej magii. Ale na tego zwierzaka nie działało nic, nawet Avada!

Hermiona Granger przestała słuchać. Wróciła myślami do dokumentów, które dał jej kilka miesięcy wcześniej Syriusz. Nie przetłumaczyła jeszcze całości, ale to, co znalazła do tej pory, mogło pomóc. Postanowiła się odezwać.

– Dyrektorze, wydaje mi się, że mam pomysł. W dokumentach z biblioteki Syriusza, które udało mi się odszyfrować i przetłumaczyć, jest mowa o światach równoległych. W jednym z nich, podobno zamieszkałym wyłącznie przez czarodziejów, istnieje jakaś organizacja, określana w dokumentach Radą, która pomaga zwalczać zło. Zdaje mi się, że w jednym z nieprzetłumaczonych jeszcze pergaminów jest opis rytuału, którego trzeba dokonać, aby przedostać się do tamtego świata.

– Panno Granger, czy zdaje pani sobie sprawę z tego, co mówi? – wzburzył się Snape – Nawet jeśli uda nam się tam dotrzeć, co nie jest wcale pewne, nie wydaje mi się, aby ktoś ot tak sobie nam pomógł.

– Spokojnie, Severusie. – Dyrektor próbował mitygować swojego podwładnego.

– Albusie, ten pomysł jest niedorzeczny. Mamy udać się gdzieś, bliżej niewiadomo gdzie, a może znajdzie się ktoś, kto będzie miał ochotę nam pomóc. Czy tobie wydaje się, że to takie proste?

– Severusie! Uspokój się, Albus ma rację, musimy próbować wszędzie szukać pomocy. – Lucjusz pomału zaczynał mieć serdecznie dość oporów przyjaciela. – Czarny Pan przywołuje te bestie z Otchłani Demonów. Chyba tylko ja i Syriusz jesteśmy w stanie je odesłać, ale potrzebujemy na to czasu.

– Lucjuszu, czemu tylko ty i Syriusz? – spytał znów zdezorientowany dyrektor.

– Dlatego, że to może zrobić wyłącznie lord, głowa Rodu – odpowiedział szybko Lucjusz. – Z tych, których masz w Zakonie, to będę ja jako głowa Rodu Malfoy, Syriusz jako głowa Rodu Black i Potter, jeśli zdołamy go nauczyć w najbliższym czasie odpowiednich rytuałów. Więcej lordów nie ma w Zakonie. I zanim powiesz, że Minerwa jest lady, odpowiem, że niestety kobieta nie może odprawić tych rytuałów, bo skończy widowiskowo rozrzucona po ścianach pomieszczenia, w którym będzie to robić.

– Zatem…

– Zatem, Albusie – udzielił odpowiedzi Malfoy – musimy po pierwsze sprawdzić, jakie rodziny czystej krwi są po naszej stronie albo zachowują neutralność, następnie w bibliotece sprawdzić ich księgi rodowe, a na koniec zachęcić je do wsparcia naszej działalności. Mój syn oraz panna Granger mogą to zrobić, Draco zna rody czystej krwi, które mogą spełniać warunki początkowe, a wraz z panną Granger szybko sprawdzą ich księgi, które mamy w Hogwarcie – podsumował Lucjusz.

– Dobrze. Panno Granger – zwrócił się do Hermiony dyrektor – proszę ustalić z panem Malfoyem zakres poszukiwań. Proszę też przetłumaczyć pergamin z opisem rytuału. Spotkamy się w poniedziałek i ustalimy, czy skorzystamy z tego rytuału – Dumbledore zakończył spotkanie.

Po chwili Harry, wraz z Ronem i Hermioną opuścili gabinet dyrektora. Po nich to samo zrobili McGonagall z Flitwickiem

– Remusie, Severusie, muszę was prosić o opuszczenie gabinetu. Syriusz oraz Lucjusz niedługo do was dołączą – Dumbledore spojrzał na swoich byłych uczniów zza swoich okularów połówek. Mężczyźni wstali i wyszli z gabinetu bez pożegnania.

– Lucjuszu, czy jesteście w stanie nauczyć Harry'ego niezbędnych rytuałów?

– To może być trudne, Albusie. Młody pan Potter nie był przygotowywany od swojego urodzenia do przeprowadzenia tych rytuałów, jego umysł może nie wytrzymać obciążenia.

– Zgadzam się z Lucjuszem. W rodzinach czystej krwi nauczanie najstarszego syna zaczyna się, gdy skończy on sześć lat. Nauka wstępna trwa do czasu, gdy idzie on do Hogwartu. Następne etapy odbywają się w wakacje pomiędzy poszczególnymi latami nauki. Ostatni etap odbywa się w wakacje, po tym, jak chłopak skończy siedemnaście lat. Obawiam się, że Harry nie da rady, ale spróbujemy.

– Dobrze, dziękuję wam. Spróbujcie.

– Do widzenie, Albusie.

– Do widzenia, chłopcy.

Lucjusz z Syriuszem opuścili gabinet dyrektora, po czym skierowali się do kwatery Severusa Snape'a. Nadszedł czas na naradę w gronie Wewnętrznego Kręgu Zakonu Feniksa, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy nawet Albus Dumbledore.

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Sala Narad, 15.06.7504[7], sobota, godzina 12:11

Królestwo Słowiańskie obejmuje dużą część największego kontynentu tego uniwersum, od Mare Suebicum[8] na północy, aż po Mare Nostrum[9] na południu, na zachodzie sięga do rzeki Rein[10], zaś na wschodzie terytorium państwa kończy się na niedostępnych górach Ural, które stanowią naturalną barierę przed napływowymi ludami koczowniczymi ze wschodu. W ciągu tysiącleci swojego istnienia, Królestwo podbiło tereny na zachód, wchłaniając Państwo Franków, terytoria powstałe po rozpadzie Rzymu, a z krajem Celtów podpisało szereg umów i paktów korzystnych dla obu stron. Król Słowian wyciągnął wnioski z walk prowadzonych z Celtami przez Rzymian i nie zamierzał powtarzać ich błędów. Na terenie właściwego Królestwa istniały dwie enklawy zamieszkałe przez ugrofiński lud Madziarów, który dostarczał świetnych żołnierzy najemnych, służących na dworach wielmożów, szczególnie na południu kraju. Oprócz tego na zachodzie istniało, pozostające w stanie zależności lennej, państwo Helwetów.

Geografia Królestwa Słowiańskiego, krótki kurs, wyd. XXIII, 7499 r.

Posłaniec wszedł do sali narad, niosąc kopertę z pieczęcią Świątyni. Z ukłonem podał przesyłkę stojącemu przy oknie młodemu mężczyźnie, który również wykonał formalny ukłon w stronę kuriera. Przez chwilę śledził wzrokiem wychodzącego posłańca, po czym z westchnieniem przełamał pieczęć i wyciągnął krótki list. A więc ON już wiedział, że niedługo pojawią się tutaj proszący o pomoc wysłannicy Dumbledore'a. Być może również sam dyrektor się tu zjawi. Lekki uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny, kiedy przeczytał ostatnie zdanie listu: Rada udzieli pomocy delegacji, która się pojawi, jednakże przedstawiciele Rady nie mogą odstąpić od powszechnie obowiązujących zasad. Szykowała się dobra zabawa. Odkąd pierwszy raz usłyszał o dyrektorze Hogwartu, miał ochotę zagrać na nosie jemu i podporządkowanym mu pieskom, ponieważ Michael van der Erst organicznie nie lubił ludzi czyniących wyższe dobro. Z roztargnieniem potarł blizny na rękach. Tak, bardzo dobrze pamiętał to wyższe dobro, kiedy poprzedni przewodniczący Rady postanowił poświęcić jego i ludzi mu podległych dla wyższego dobra, aby możliwe było pokonanie Malacha, jak się wyraził przed pojedynkiem. Obecny lider Rady nie szafował tak hojnie życiem ludzkim, dzięki czemu w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat udało się odbudować jej autorytet i zaprowadzić w miarę trwały pokój na obszarze państwa. Pokój, który niedługo miał zostać zburzony, ponieważ ON chciał, aby pomogli w walce z Voldemortem.

– Eris – rzucił w przestrzeń. – Powiadom członków Rady o spotkaniu, które odbędzie się o godzinie czternastej.

– Tak, panie – kobiecy głos zdawał się płynąć z każdej strony.

Mężczyzna skierował swoje kroki do archiwum. Przed spotkaniem z pozostałymi członkami Rady musiał zebrać materiały dotyczące wojny z Voldemortem, osób w nią zaangażowanych i potencjalnych zagrożeń, które trzeba było rozważyć przed podjęciem decyzji. Wiedział, że jeśli zagrożenie będzie zbyt duże, ON może zmienić zdanie w sprawie pomocy. Zdarzało się to już w przeszłości. A Michael wolałby, aby do tej pomocy nie doszło, ponieważ w grupie Petera Flowersa, obecnego lidera Rady, znajdowała się jego żona, która na pewno pójdzie walczyć i to raczej w pierwszym szeregu. A w takiej sytuacji miałby do wyboru trzy możliwości – pozwolić żonie walczyć, starając się dostarczać wystarczające informacje, aby zapewnić jej bezpieczeństwo; zabronić jej walczyć, co mogło doprowadzić do rozwodu, ponieważ jeśli idzie o udział w walkach, jego żona była książkowym przypadkiem bohatera idącego do ataku na bagnety przez pole minowe; lub ujawnić się i zabrać żonę do ich świata. Ostatniej rzeczy nie chciał robić, gdyż uważał, że jako dowódca ludzi z mgły i mroku był tutaj potrzebny. Tak rozmyślając, mężczyzna dotarł do pomieszczeń archiwum.

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Archiwum Mgły i Mroku, 15.06.7504, sobota, godzina 12:23

– Masławie, potrzebuję wszystkiego, co mamy na temat pierwszej i drugiej wojny z Voldemortem, prowadzonych działań, potyczek, dowódców obu stron, możliwych zagrożeń dla nas, gdybyśmy postanowili włączyć się do wojny… – Masław już kiwał głową. Michael bardzo lubił starego archiwistę, bo potrafił on w pół zdania zrozumieć, czego potrzebuje druga osoba i wyjść naprzeciw oczekiwaniom.

– Panie, wszystkie dane prześlę za chwilę na twojego pada.

– Oczywiście, poproszę jeszcze listę naszych ludzi w otoczeniu przywódców obu stron. Jeśli możesz, to sprawdź też inne archiwa, może będą tam informacje, których nie ma u nas.

– Tak, panie.

Michael wyciągnął pada i na bieżąco starał się przeglądać materiały. Zdecydowaną większość z nich znał, agentka Rowling doskonale się sprawdziła, a jej opracowanie sytuacji społeczno-politycznej w uniwersum #27, pomimo pewnych niedociągnięć, było jednym z lepszych. Grono agentów rozpracowujących ten świat skupiało się na pojedynczych osobach, czasami wyciągając zupełnie nieprawdopodobne wnioski, jak chociażby wampir uczący w Hogwarcie czy – pojawiające się po każdym skoku mocy którejkolwiek z osób zaangażowanych w wojnę – nieprawdopodobne historie o szkoleniach u Wymarłych Ras. Czasami raporty czytało się lepiej niż książkę sensacyjną, a niektóre wręcz mogły stanowić, bez wielkich przeróbek, kanwę scenariusza filmu. Tak, nie chciał na razie rzucać tej pracy. Chciał zobaczyć, co się stanie i jakie raporty do niego spłyną, gdy kontakt zostanie nawiązany.

Masław uśmiechnął się, rzadko widział komendanta w takim humorze. Plany akcji „Hogwart" były gotowe od czasów pierwszej wojny, a ich duża część mogła być wykorzystana nawet teraz. W przeciwieństwie do większości ludzi, Masław wiedział też, kim w rzeczywistości jest i skąd pochodzi komendant van der Erst.

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Sala Narad, 15.06.7504, sobota, godzina 13:55

Sala Narad zapełniała się powoli ubranymi w odświętne kolorowe szaty członkami Rady, którym towarzyszyli asystenci i doradcy w szarych strojach. Mężczyźni i kobiety zajmowali swoje miejsca zastanawiając się, dlaczego odbywa się to zebranie. Ich asystenci również usiedli na przeznaczonych dla nich miejscach. Tylko przy oknie stał samotnie mężczyzna. Słoneczne światło odbijało się od srebrzystych nitek siwizny, prześwitujących przez czarną do niedawna czuprynę. Jako jedyny nie miał na sobie czarodziejskich szat. Już dawno stwierdził, że jako osoba nie będąca czarodziejem, nie będzie ich nosił. Postawił na funkcjonalność i wygodę, z czego czasem podśmiewali się niektórzy członkowie Rady. No bo jak traktować człowieka, który na co dzień ubiera się w turystyczne buty, luźne spodnie z dużą ilością kieszeni i flanelowe koszule lub kamizelki, najczęściej narzucone na ciemne T-shirty? Szczególnie w zestawieniu z wyjściowymi szatami, pod którymi królowały garnitury.

Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca, mężczyzna westchnął i powoli skierował się do swojego krzesła. Kiedy tylko usiadł, Peter Flowers stuknął knykciami w blat, rozpoczynając zebranie.

– Drodzy, zebraliśmy się tutaj na wezwanie Michaela. Proszę, abyś przybliżył nam powód tego spotkania.

– Dostałem wiadomość od NIEGO, przekazaną mi przez JEGO kapłanów. Zgodnie z informacjami tam zawartymi, w ciągu dziesięciu dni zwróci się do nas po pomoc Albus Dumbledore z uniwersum dwudziestego siódmego. Potrzebują wsparcia w walce z Voldemortem. Przygotowałem krótkie opracowanie na temat poprzedniej i obecnie trwającej wojny oraz najważniejszych osób biorących w niej udział. Proszę ustawić swoje pady, a prześlę je do wszystkich – przez chwilę na sali panował szum, gdy zarówno członkowie Rady, jak i asystenci konfigurowali pady.

– Proszę zapoznać się z materiałami. ON prosił, abyśmy im pomogli, ale oczywiście ostateczną decyzję pozostawił nam. Moi informatorzy donoszą, że najprawdopodobniej skorzystają z portalu w Zielonym Lesie, który znajduje się tuż obok Hogwartu i który oni niewiadomo dlaczego nazywają Zakazanym Lasem. Ponieważ przybysze nie będą mieli zezwolenia na skorzystanie z portalu, zostaną zatrzymani przez nasze straże. Zatem musimy poinformować Strażników, aby zamiast odesłać naszych niefortunnych podróżników, dostarczyli ich do naszej siedziby.

– Czy podjąłeś już decyzję, jak ich przyjmiemy? – spytał ubrany w zieloną szatę mężczyzna. Obydwaj panowie mieli podobne poczucie humoru i obaj byli bardzo złośliwi, zatem Christian Tailor słusznie mógł się spodziewać, że powitanie grupy z Hogwartu nie zostanie przeprowadzone w sposób społecznie akceptowalny. Zresztą mężczyzna świetnie zdawał sobie sprawę, że Michael van der Erst nie lubi zarówno osób działających dla wyższego dobra, jak i bezmyślnych, czyli Gryfonów, których w otoczeniu dyrektora Hogwartu było całkiem sporo.

– Oczywiście – w tym momencie Flowers wywrócił oczami. Znał obydwu mężczyzn bardzo długo, ponieważ obaj w przeszłości należeli do jego grupy i wiedział, czego ma się spodziewać.

– ON napisał, żebyśmy nie odstępowali od powszechnie obowiązujących zasad. Zatem zrobimy tak…

Przechodzący pod Salą Narad oficerowie usłyszeli szyderczy śmiech. Niedługo ktoś miał się przekonać, że pomimo iż – w teorii – jest to Biała Rada, to jednak jej pomoc drogo kosztuje.

Wyjaśnienia:

[7] - 7504 rok od stworzenia świata to wg kalendarza bizantyjskiego 1996 rok po narodzeniu Jezusa. Zatem jest to ten sam rok, co w uniwersum Harry'ego Pottera. Ponieważ w uniwersum drugim Jezus nigdy się nie narodził, mieszkańcy tego świata nie wierzą w Jednego Boga, jak można się zorientować z cytatów ze świętych ksiąg zamieszczonych na początku każdego rozdziału. Szerzej wierzenia religijne zostaną przedstawione w kolejnych rozdziałach.

[8] - Mare Suebicum (łac.), Morze Swebów, I w. n.e., określenie Tacyta na Morze Bałtyckie.

[9] - Mare Nostrum (łac.), dosłownie nasze morze, określenie Morza Śródziemnego używane przez mieszkańców starożytnego Rzymu.

[10] - Rein - (ret.) Ren