Sentymentalno-humorystyczne konkluzje 'Kwestii tchórzenia'. Świat po Bożym Narodzeniu. Bagatelka dla zmniejszenia napięcia. Niepoważne.

*#*

- Czyżbyś wpadł na drzwi, chłopcze? Powinieneś bardziej uważać.

- A, nie. Ta śliwa to... Siostra mnie zbiła.

- Widocznie nie umiesz się obchodzić ze swoimi siostrami. Oczywiście.

- No jasne, ty się ze swoją znacznie lepiej obchodzisz!

- Ja dostałem na Gwiazdkę pluszową małpkę. Ty – dostałeś w oko. Czyż moja wyższość nad twoją nędzną osobą nie jest zupełnie oczywista?

- Ta, ta, ta. Szlag, jeszcze mnie piecze.

- Czymże jej się naraziłeś?

- A, to takie... Tata nie chciał sobie mną brudzić rąk, więc go zastąpiła.

- Fascynujące. I przyszedłeś mi o tym opowiedzieć?

- Nie, ja... Emmm... Pomyślałem sobie... Jezu, ja nie umiem z tobą rozmawiać, Byakuya.

- Pozwól, że udzielę ci wskazówek, chłopcze. Na początek, zacznij od zarzucenia tego bezczelnego nawyku, który każe ci zwracać się do mnie po imieniu.

- Odwal się!

- Przyszedłeś mi TO powiedzieć?

- Nie, ja... No... Posłuchaj mnie spokojnie, dobrze? Pomyślałem sobie... Ty przynajmniej nie rozgadasz tego po całym Seireitei. Gdybym zapytał chłopaków z Jedenastego, rozeszło by się w pięć minut i wszystkie Oddziały by padły ze śmiechu.

- Kusząca perspektywa, aczkolwiek niepożądana dla sprawnego funkcjonowania Gotei. Czego ty chcesz, Kurosaki Ichigo?

- Zgubiłem Hollowa.

- Zaniedbujesz swoje obowiązki. Znowu.

- Znaczy, no, tak naprawdę, to zgubiłem Arrankara.

- Wprawiasz mnie w zdumienie, chłopcze. Nawet dziecko z Rukongai nie przegapiłoby Arrankara, a ty zdołałeś jednego zagubić?

- To był Espada!

- I cóż?

- No, poszedł sobie i nie wiem gdzie.

- Ach.

- No, i właśnie chciałem zapytać, czy go gdzieś tutaj nie było.

- W moim gabinecie? Ostatni raz w poprzedni czwartek.

- Grimmjow tu był?

- Nie obrażaj mnie, Kurosaki Ichigo. Nie sprowadzam kotów do swoich kwater.

- Co ty masz z kotami?

- Co ty masz z szukaniem Espady w moim gabinecie? Twoje poczynania wprawiają mnie w niesmak, chłopcze. Godny tego tytułu Shinigami nie szuka Hollowów wypytując o nie sąsiadów.

- Byakuya!

- Nie chcę nawet na ciebie patrzeć, Kurosaki Ichigo. Twoje istnienie mnie mierzi. Powiem ci, a potem idź precz. Ulquiorra-san bawił u mnie na herbacie, pożegnał się i wrócił do domu. To dobrze wychowany Arrankar, w odróżnieniu od ciebie.

- On mnie nie obchodzi! Mój Arrankar mnie obchodzi!

- Jeśli cię obchodzi, to dlaczego go zgubiłeś?

- Bo byłem idiotą!

- Nadal jesteś idiotą, Kurosaki Ichigo.

- Do cholery, Byakuya, muszę znaleźć Grimmjowa!

- U mnie?

- Gdziekolwiek!

- Tu go nie ma.

- Szlag!

- Wyjdź, Kurosaki Ichigo, i nie wracaj, póki nie nauczysz się przynajmniej odrobiny manier, tak dla zachowania pozorów posiadania intelektu.

- Nie chcę posiadać intelektu, chcę posiadać mojego Espadę!

- Trzeba go było przywiązać.

- Wyobraź sobie, że niektórzy nie reagują najlepiej na przywiązywanie!

- Widocznie nie próbowałeś wstążeczki we właściwym kolorze.

- ...

- Wyjdź. Idź precz. Przeproś swoją rodzinę.

- Taaa...

- Z uwagi na mój szacunek dla honoru Espady, zastanowię się, co powinienem uczynić w tej sprawie.

- Byakuya!

- I może cię powiadomię o swojej decyzji.

- Nie chcę, żebyś podejmował decyzje, tylko działania!

- A ja chcę, żebyś wyszedł. A ponieważ to mój gabinet, wypada, żebyś to ty uczynił to, czego ja chcę. Zadziw mnie i zrób to, co wypada.

- A żeby cię. Masz to w nosie, prawda? Nic cię to nie obchodzi!

- Gdyby ciebie obchodził twój Arrankar, nie gubiłbyś go.

- Obchodzi mnie!

- Więc idź do domu i zapal w oknie świecę, nadstaw siostrze drugi policzek i czekaj na zmiłowanie losu.

- Taa, jasne, drugi policzek. Czy kiedykolwiek nadstawiłeś Rukii drugi policzek?

- Nadstawiłem żebra, chłopcze.

- I to niby ma wystarczyć?

- Od czegoś trzeba zacząć. Ty zacznij od zamknięcia za sobą drzwi od mojego gabinetu.

- Ale nie powiesz nikomu?

- Nie obrażaj mnie, Kurosaki Ichigo. Nie konwersuję ze znajomymi na tak prymitywne tematy. A poza tym – nie obchodzisz mnie.

- Ha. Wiedziałem...

- Więc dlaczego tu przyszedłeś?

- Bo ja już nie wiem, co robić.

- Wyjdź.

- Wesołych Świąt, Kuchiki-sama.

- Twój język, chłopcze, obraża mnie niezależnie od treści.

- Pozdrów Rukię, Byakuya. Pa.

*#*

- Abarai.

- Tak, kapitanie?

- Nie musiałeś podsłuchiwać.

- Eeem... Ja...

- Mogłeś wejść i usiąść z nami. Mój gabinet jest twoim gabinetem.

- Tak jest, kapitanie!

- Jest Boże Narodzenie.

- Tak jest, kapitanie!

- Wypełnisz misję dobroczynną.

- Eeeem...?

- Udasz się w moim imieniu do Oddziału Czwartego i poprosisz o wywar na migrenę spowodowaną niewłaściwym dawkowaniem napojów energetyzujących.

- Znaczy, w sensie... Aaa, ten wywar...?

- Kiedy go już będziesz miał, zanieś go jakiejś cierpiącej duszy i ulżyj jej w cierpieniach.

- I...?

- Ja zaręczyłem, że nic nie rozpowiem. Ty niczego nie zaręczałeś. Powiedz mu, żeby prędko zebrał w sobie miłosierdzie, bo jeśli Kurosaki Ichigo będzie mnie tak nadal nachodził, skończę z nim definitywnie.

- Tak jest, kapitanie!

- Abarai?

- Tak?

- Wstążeczka ci się przekrzywiła.

- Aaa... Czy... Zechciałby pan...

- O, proszę.

- Dziękuję, panie kapitanie!

- Wesołych Świąt, Abarai.

koniec