„Dromeda"

Nigdy nie byłam wystarczająco dobra. Przez pierwsze lata było tylko: „ a Bella to", „a Bella tamto" i „och, Andromedo, dlaczego nie możesz być taka jak Bella?".

Tak, bo Bellatrix zawsze była tą lepszą. Jej włosy były ciemniejsze, oczy bardziej szare, a skóra jaśniejsza. Najlepiej pasowała do rodziny Blacków.

Nigdy nie splamiła też naszego czystokrwistego nazwiska. Co jeszcze mogę dodać? Zawsze jej się udawało uniknąć kary. Przykładowo - Bella „przypadkowo" złamała nogę drugiej dziewczynce: „mała, plugawa półkrwista dziewczyna, najwyraźniej zasłużyła sobie na to, prawda, kochanie?". Gdy natomiast ja popchnęłam jakąś koleżankę na ulicy: „bijatyka nie jest odpowiednią rozrywką dla dziewczynek, Andromedo!".

Nie ważne, co zrobiła Bella, ale rodzice zawsze mieli dla niej wytłumaczenie. Kiedy ja zrobiłam to samo, była tylko awantura. Tak, ona była jedynym oczkiem w głowie mamy i taty. Uwielbiali ją.

W sumie... ja też ją lubiłam. Swego czasu była najlepszą starszą siostrą na świecie. Choć nigdy nie traktowała mnie jak dziecko, jak inni członkowie rodziny, i sporą część swojego wolnego czasu spędzała na „umilaniu" mi życia docinkami i bolesnymi kuksańcami, ale nie obchodziło mnie to zbytnio. Odpłacałam jej tym samym. Chociaż nigdy nie wygrałam z nią żadnej walki na pięści, to skóra Belli była w takim samym stopniu poharatana bliznami jak moja.

W końcu pojawiła się Narcyza. Kompletne przeciwieństwo Bellatrix. Jej malutka twarz wręcz promieniała. Jaśniutkie włosy, niebieskie oczka... Tak – pomyślałam – wreszcie ktoś młodszy i jeszcze mniej blackowaty ode mnie. Teraz nie będę jedyną, na którą zwala się całą winę.

Przeoczyłam jedną rzecz. Narcyza była piękniejsza ode mnie. Nawet od Bellatrix. Jedno spojrzenie tych niewinnych oczu i wszystko zdawało się być mniej ważne. Ojciec powtarzał: „nigdy nie można odmówić niczego Narcyzie". Była idealna. Najlepsza młodsza siostra na świecie. Nawet Bella tak myślała.

Widziałam zazdrość na jej twarzy, kiedy brała Narcyzę z kołyski. Ale była zauroczona. Wprost nie mogła oderwać wzroku od tej małej istoty, leżącej na jej rękach. Wtedy nie liczyło się nic. Była tylko ona i Cyzia.

Ale to także była moja młodsza siostra.

- Pozwól mi ją potrzymać, Bella! No pozwól!

Obrzuciła mnie swoim groźnym spojrzeniem. Jakby znowu stała się tą codzienną Bellatrix. Ale jak powiedziałam – byłam twarda i się nie ugięłam pod jej wzrokiem.

- Nie, jesteś za mała. Mogłabyś ją upuścić.

Byłam za mała. Za mała? Bellatrix trzymała mnie, kiedy byłam niemowlęciem, a nawet upuściła kilka razy – mogłam odparować. Ale nie. Byłam za mała.

Kiedy przestałam się już borykać z tym problemem, spostrzegłam jak Bella oddaje Narcyzę matce, która po chwili rzekła zdziwiona:

- Wiesz, Bello, myślę, że stajesz się coraz bardziej delikatna.

To stwierdzenie nie mogło ujść uwadze mojej siostry i po chwili poczułam bolesny cios jej reki na twarzy. Zaczęłam popłakiwać cicho z bólu i usłyszałam tylko jej „nie, NIE jestem delikatna!" zanim wybiegła z pokoju.

Cały ten hałas, obudził Cyzię, która zaczęła płakać, wcale nie ciszej ode mnie.

Matka westchnęła tylko i posadziła mnie na łóżku. Wzięła następnie Narcyzę i mruczała jej do ucha. Posłuszna dziewczynka po chwili przestała płakać. Ja natomiast do takich się nie zaliczałam i szlochałam nadal.

- To boli, mamo! Boli...

- Wiem, córeczko, ale uspokój się.

- Nienawidzę Belii, chcę, żeby umarła!

- Andromedo! Zabraniam ci mówić w taki sposób o twojej siostrze!

- Ale...

- Dość!

Skrzywiłam się. A więc Belli się upiekło. Znowu!

- Chcesz potrzymać swoją siostrę przez chwilę, Dromedo?

W końcu z pomocą matki, objęłam kocyk, w który zawinięta była Narcyza. I nagle zrozumiałam, dlaczego Bellatrix była jak zahipnotyzowana.

Cyzia była idealna. Tak delikatna. Tak krucha.

Przecież każdy mógł ją zranić. Wiedziałam już, że gdy ktokolwiek odważy się ją tknąć będzie miał ze mną do czynienia. Po prostu rozerwę go na strzępy – pomyślałam, kiedy mała istotka ziewnęła i wtuliła się w swój kocyk, żeby zasnąć. – Rozerwę...