Niespieszne, ale pewne kroki odbijały się echem w długim korytarzu. Tym bardziej dojmująco, że fioletowego marmuru, którym wyłożona była podłoga i ściany, nie zdobiło nic poza kryształami energetycznymi zalewającymi wszystko chłodnym światłem. W korytarzu nie było również okien, ani innych drzwi, poza znajdującymi się na jego końcu, teraz delikatnie uchylonymi. Wielu z odwiedzających siedzibę lorda Mordreda zaczynało się czuć nieswojo, gdy było zmuszonych iść tym korytarzem jedynie w towarzystwie dźwięku własnych kroków. Wielu później przyznawało, że czuli się stale obserwowani - słusznie zresztą. Do samego gabinetu docierali co najmniej zaniepokojeni.

Blaster Dark zbyt wiele razy przemierzał tę drogę i zbyt dobrze znał jej tajemnice, by się przejmować. Co najwyżej odrobinę zastanawiały go uchylone drzwi, Mordred zbyt cenił sobie swoją prywatność by tak je zostawiać. Jednak zagadka rozwiązała się zanim doszedł do końca korytarza. Drzwi otworzyły się bardziej i stanęła w nich postać, jeszcze powiedziała coś wgłąb pomieszczenia i w końcu odwróciła się, by stanąć twarzą w twarz... albo raczej twarzą w tors z Rycerzem. Dark uśmiechnął, widząc Tartu w swoim nieodłącznym ciemno karminowym płaszczu, miała na sobie pancerz bojowy i miecz przy pasie - pewnie sama wróciła z jakiegoś pola bitwy i składała raport lordowi. Może wyglądałaby pociesznie, zważywszy na jej niski wzrost i nieco dziecięcą urodę, gdyby nie fakt, że była jedną z ważniejszych dowódców Rycerzy Cienia i było naprawdę niewiele osób, które mogły z nią zadzierać, nie tracąc życia.

- Jak tam na froncie, mała? - przywitał się Dark.

Spojrzała na niego bez humoru.

- Nazwij mnie tak jeszcze raz, Dark, a urwę ci jaja - warknęła, mijając mężczyznę i zupełnie olewając jego pytanie.

Coś musiało pójść mocno nie tak, skoro była aż tak w nie sosie. Znaczy, Dark zawsze ją tak witał, a ona zawsze mu groziła, że jeszcze raz, a mu coś zrobi, ale zazwyczaj wysilała się na bardziej wymyślne tortury. Chyba ich sytuacja przedstawiała się gorzej niż myślał.

- Będziesz tak stał, czy wejdziesz, Dark? - dobiegł z gabinetu zmęczony głos.

- Już, już, aż tak się stęskniłeś? - powiedział Dark, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie na plecy Tartu i wchodząc do środka. Zamknął za sobą drzwi.

Gabinet Mordreda niewiele różnił się od samego korytarza, równie ascetyczny i może nawet odrobinę bardziej niepokojący przez luminacje dziesiątek ekranów widmowych, na których przewijały się obrazy z różnych zakątków zarówno miast zajmowanych przez Rycerzy Cienia, jak również pozostałych strategicznych regionów United Sanctuary. Gabinet tonął w migotliwym świetle. Tak samo jak lord, który stał pośrodku pomieszczenia otoczony ekranami. Miał na sobie luźną, prostą szatę, zaplecione w warkocz srebrne włosy sięgały mu do pasa. Stał bokiem, tak że doskonale widoczne było spiczaste ucho, jak również karminowe oko, w których odbijały się obrazy i symbole z ekranów.

- I? - zapytał elf, zerkając tylko na swojego gościa.

Dark wzruszył ramionami i nie krępując się, usiadł na jedynym dostępnym w pokoju fotelu. Czuł się jak u siebie, co w sumie nie mijało się wiele z prawdą. W końcu to kiedyś był jego gabinet, chociaż za czasów jego urzędowania wyglądał nieco inaczej. Oddał go Mordredowi razem z dowództwem nad Mścicielami. Wiedział, że wielu z jego ludzi do tej pory nie było pewnych słuszności tej decyzji, ale powoli przekonywali się do lorda, widząc jakim zaufaniem darzy go ich bohater.

- Tak jak przewidywałem - powiedział, spoglądając przez okno na podziemną bazę Mścicieli skąpaną w migotliwym, chłodnym świetle kryształów energetycznych. - Luquier nie jest jedyna, mamy jeszcze Vowing Dragona do kolekcji. OTT ustaliło, że to to samo gówno, co u Joker'ów. Daliśmy im nasze informacje, co z nimi zrobią to już ich sprawa. Nie chciało mi się zostawać do końca, bo więcej by było z tego gadania, niż działania. Może Złoci coś się szybciej zbiorą, ale Genesis nie ruszą się dopóki OTT tego nie zrobi, a zanim decyzje w OTT zostaną podjęte, to też trochę minie. Na aniołki bym też zbytnio nie liczył, pewnie i tak siedziałyby na drugiej linii. Za to możemy liczyć na większą swobodę w działaniu, więc tyle dobrego.

Przez dłuższą chwilę panowała cisza, aż Dark odwrócił się i spojrzał na lorda, który stał bez ruchu, wpatrując się w jeden z ekranów.

- Mordred? - zawołał lekko zaniepokojony.

Elf spojrzał na niego, unosząc pytająco brew.

- Tak tylko sprawdzam - wyjaśnił Dark, przyglądając się uważnie dowódcy.

Mordred uśmiechnął się delikatnie.

- Nie martw się, rozmyślałem nad teraźniejszością, nie nad przeszłością - powiedział spokojnie. Odszedł od ekranów i podszedł do okna. - Czyli cel naszego istnienia się nie zmienił. Odeprzeć najeźdźców. Na swój sposób pocieszające, nie uważasz? - spojrzał na Darka, który sam dla odmiany się zamyślił, kręcąc się na fotelu.

- Tylko tym razem jest nas jeszcze mniej - odpowiedział, zatrzymując się twarzą w stronę Mordreda. - Brakuje nam przede wszystkim doświadczonych dowódców, którzy mogliby poprowadzić główny atak. Jesteś ty...

- Nazywasz mnie doświadczonym dowódcą? - wszedł mu w słowo z nutką zdziwienia. - Pragnę przypomnieć, że wielu twoich ludzi wciąż wątpi w moje umiejętności.

- Ale ja nie. Wystarczająco się wykazałeś przy okazji poprzedniej inwazji, żebym ufał twoim umiejętnościom.

- Takie słowa pochwały od wielkiego bohatera, zaszczyconym - powiedział i zaraz uśmiechnął się lekko, widząc grymas niezadowolenia u mężczyzny. Dark nie znosił, gdy robiono z niego wielkiego bohatera i zawsze się irytował, gdy ktoś o tym wspominał. - A Arawn? - zapytał już poważnie.

- Za młoda, ma potencjał, ale niewiele więcej - odpowiedział Dark, znowu obracając się na fotelu.

- Smoki? Venomous, Raging Form?

- Szczerze, nie ufam smokom. Moją swoją własną logikę, według której działają i mam wrażenie, że mają w tym wszystkim jakiś swój cel, niekoniecznie zgodny z naszym.

- To, czy może przemawia przez ciebie zwykła trauma. W końcu to smok Link Jokerów cię uwięził? - Zerknął przez ramię na Darka, który prychnął lekceważąco i wstał z fotela, podszedł do ekranów i zamilkł.

Rycerz nigdy nie opowiedział, jak było, gdy razem ze swoim bratem i dowódcą Kagero, został uwięziony i zapieczętowany przez Schwarzschild Dragona. Można było jedynie przypuszczać, że nie było to przyjemne przeżycie.

Mordred już nic nie mówił, odwrócił się do okna, skrzyżował ramiona na piersi i zapatrzył się na rozciągającą się w dole bazę. Doskonale widział stąd ćwiczące na placu oddziały. Pomiędzy budynkami przemykały pojazdy i bestie. I czy dobrze widział Tartu wyjeżdżającą na swoim wierzchowcu przez wschodnią bramę? Ciekawe, czy miała zamiar złamać jego rozkaz, którym zabronił gonić jej za plotkami i duchami, chociaż wiedział, jak kobiecie zależało, żeby je sprawdzić, bo może tym razem okazałaby się prawdziwie i może w końcu miałaby możliwość spotkania swojej bohaterki Machy. Zabronił jej jechać, żeby nie marnowała sił i czasu na mrzonki, ale z drugiej strony łatwo było mu mówić, nie mając żadnych wspomnień poza mglistymi, niezrozumiałymi obrazami. W jego pamięci nie zachowała się żadna istotna osoba, z którą chciałby się spotkać, czy porozmawiać. Czasami zastanawiał się, czy faktycznie powinien być dowódcą tych ludzi, gdy każdy z nich miał powód by tutaj być, on nie miał żadnego.

- Znowu to robisz - odezwał się Dark.

Nie spojrzał na niego, słyszał tylko jak mężczyzna podszedł do niego i stanął tuż za nim.

- Dokąd może doprowadzić swoich ludzi dowódca, nie wiedzący nawet, skąd sam pochodzi? - powiedział na głos pytanie, które nie pierwszy raz pojawiło się w jego głowie. Sam wątpił w słuszność decyzji Darka, by oddać mu dowództwo. Kim on sam był w porównaniu z bohaterem, o którym słyszeli wszyscy i za którym szli do boju, nie zważając na niebezpieczeństwo.

Dark zrobił jeszcze krok do przodu, stając obok elfa, spojrzał na niego poważnie.

- Mam wrażenie, że już o tym rozmawialiśmy - powiedział rycerz nieco zmęczonym głosem. - Nie musisz nas nigdzie prowadzić, nam jest dobrze tu gdzie jesteśmy. Twoim zadaniem jest utrzymać nas na pozycji bez względu na wszystko. Jesteśmy tarczą tego kraju, jak my pękniemy będzie już tylko gorzej. Spróbuj więc tylko cofnąć się chociażby o krok - pochylił się w stronę dowódcy i spojrzał w jego karminowe oczy. - A osobiście cię zabiję - szepnął z drapieżnym uśmiechem.

Mordred nic nie powiedział, nie potrzebował tych słów, by być pewnym swoich postanowień. Jakakolwiek była jego przeszłość miał jasny cel - ochrona tego kraju i planety.

- Jakby co mogę przejąć dowodzenia nad strażą boczną - mówił już normalnym tonem Dark, kierując się w stronę drzwi. - Zastanów się, kogo ewentualnie wyznaczyć na głównodowodzącego na innych odcinkach.

- Wciąż mam wrażenie, Dark, że wiesz o mnie coś, czego nie chcesz mi powiedzieć.

Rycerz zatrzymał się przy drzwiach, zerknął na elfa i uśmiechnął się lekko.

- Może. Daj znać jak już będziesz coś wiedział. Wiesz, gdzie mnie szukać - rzucił jeszcze i wyszedł, zostawiając swojego dowódcę w migotliwym świetle ekranów.

Zamknął za sobą drzwi - cichy dźwięk zwielokrotnił się w pustym korytarzu - i westchnął zwyczajnie zmęczony, w końcu też miał do tego prawo. Przetarł dłońmi twarz i odgarnął z czoła kilka kosmyków czerwonych włosów, które wymknęły się z ciasnego warkocza. W takich momentach rozważał, czy nie podzielić się z Mordredem swoimi podejrzeniami, co do jego natury. Ale w tym tkwił cały problem, że były to jedynie podejrzenia nie poparte żadną wiedzą, a wynikające jedynie z pewnego zbiegu okoliczności. Obawiał się, czy jakby się nimi z nim podzielił, to czy nie wywołało by to efektu gorszego od samej niewiedzy. Jak zareagowałby Mordred, gdyby dowiedział się, że może być ucieleśnieniem Phantom Blaster Dragona, jednego z bardziej okrutnych dowódców Rycerzy Cienia? Phantom Dragon teoretycznie zginął, jednak Dark wątpił by tak potężna istota, tak przepełniona nienawiścią, rozpaczą, strachem, dała się po prostu zabić.

To właśnie Phantom Dragon, a nie smok Link Jokerów, który go uwięził, był powodem, dla którego Dark nie ufał smokom. Teoretycznie były strażniczymi duchami, w praktyce używały innych ras jako zabawki w swoich własnych gierkach. Phantom Dragon nie był wyjątkiem, pomimo tego, że był ich dowódcą, Rycerze Cienia niewiele dla niego znaczyli, byli jedynie narzędziami, porzucanymi, gdy już przestawały być potrzebne. Dark sam został przez niego zmanipulowany i wykorzystany w walce pełnej nienawiści i zazdrości przeciwko własnemu bratu. To cud, że się z tego wybudził, chociaż i tak było już wtedy za późno na powrót do światła. Zresztą nie odczuwał takiej potrzeby - sposób działania Rycerzy Cienia bardziej mu odpowiadał. Czemu więc, pomimo takich podejrzeń, uczynił Mordreda dowódcą? Wielu dziwiło się zaufaniu ich bohatera do lorda i słusznie. Dark mu nie ufał, dlatego właśnie postawił go na pozycji, gdzie mógł go uważnie obserwować - zwłaszcza jego podejście do podwładnych - żeby zdecydować, czy jego podejrzenia są słuszne. Czy faktycznie jest ucieleśnieniem Phantom Dragona, a jeżeli tak to jaką część jego natury odziedziczył. A w najgorszym przypadku być na tyle blisko, by móc go jeszcze raz zabić. Chociaż gdyby miał być szczery, to wolałby uniknąć takiej sytuacji. Zdążył polubić tego elfa.

Wyszedł z siedziby lorda i myślał, że będzie musiał się wydrzeć, gdy zobaczył drugi motor obok swojego i opartą o niego postać, teraz stojąca plecami do niego. Przecież kazał Dorintowi zwijać się do siebie. Dopiero jak podszedł bliżej, zorientował się w pomyłce, o którą nietrudno w przypadku tych dwóch mężczyzn, zwłaszcza jak noszą hełmy.

- A ty tu czego, Claudas? - przywitał się, podchodząc i odbezpieczając swój motor.

- Ta, ciebie też miło widzieć, Dark - odezwał się młodszy brat Dorinta, wyłączając ekran widmowy na przedramieniu i odwracając się do swojego przełożonego.

- Aż tak się za mną stęskniłeś? To urocze - powiedział słodkim głosikiem.

- Jak smok za biczem Luquier - mruknął Claudas, na co Dark tylko zaśmiał się pod nosem.

Claudas i Dorint, dla osób którzy nie przebywali z nimi codziennie, byli praktycznie nierozróżnialni z wyglądu - co najwyżej długość purpurowych włosów mogła być podpowiedzą. Za to z charakteru byli dokładnie tak jak sam Dark i jego brat. Dorint był poważny i nie odzywał się niepytany, za to Claudas potrafił być równie złośliwy co Dark i nie obawiał się odszczekiwać swojemu przełożonemu. Uwielbiał mieć tych gości obok siebie, zwłaszcza jak zaczynali się kłócić, paradni wtedy byli.

- A tak serio - odezwał się Claudas. - To przyjechałem powiedzieć do widzenia, nie płacz, kiedy odjadę te sprawy.

- A gdzie się wybierasz? - zdziwił się Dark.

- Jak to gdzie, wyście z Dorintem byli w stolicy, teraz moja kolej na wycieczkę. Smaczne żarcie, piękne kobiety. Taaa marzenia... - Westchnął ciężko. - Mam wziąć niewielki oddział zwiadowczy i wybrać się do wschodniej stanicy - wyjaśnił już poważnym tonem. - Ostatnie raporty mówią, że dzieje się tam coś niepokojącego.

- Nie ma to jak precyzyjny raport, co?

Claudas wzruszył tylko ramionami.

- Pewnie jacyś Irregularsi zrobili wypad dla zabawy, ale sprawdzić trzeba, a jak dobrze pójdzie, może będzie z tego przynajmniej jakaś dobra bitka.

Dark pokiwał tylko głową i zastanawiał się, czy będzie to na tyle dobra bitka, że zostaną tam wysłane większe siły.

- Cóż... Majtki na zmianę masz w lewej sakwie, nie gwałć za dużo - powiedział Dark.

- A jak już to tylko z twoim imieniem na ustach, by wszyscy wiedzieli, kto jest ich bohaterem.

Dark spojrzał tylko ponuro na drugiego mężczyznę.

- Kiedyś się doigrasz, Claudas - mruknął i pokręcił głową.

Były najemnik zaśmiał się niezbyt przejęty groźbą, nie pierwszy raz ją słyszał.

Jego zwyczaj opowiadania wszystkim o Blaster Darku i jego wielkich czynach, jak również ruszanie do walki z jego imieniem na ustach, wziął się z jego początkowego uwielbienia dla bohatera, a samo uwielbienie z faktu, że zawdzięczał mu życie. Jednak w miarę jak poznawał Darka, dowiedział się, że rycerz nie lubił, gdy traktowano go, czy mówiono o nim, jako bohaterze, że nie dla sławy walczy. Teraz Claudas nadal potrafi ruszyć do walki z imieniem Darka na ustach, ale w tym momencie bardziej z przyjacielskiej złośliwości.

- Obiecanki, cacanki - rzucił z uśmiechem Claudas. - Ale my tu gadu, gadu a bitwa sama się nie wygra. Nie tęsknij za bardzo, wrócę.

- Ja myślę, mój pancerz bojowy wymaga polerowania - powiedział. - Nie cofnij się o krok - dodał tradycyjne niemalże pożegnanie Mścicieli przy takich okazjach.

- A umierając zabierz wroga ze sobą - dopowiedział Claudas.

Chwycili się pod łokcie i klepnęli po plecach. Już nic więcej nie było do powiedzenia, więc Claudas wskoczył na swój motor i po prostu odjechał.

Dark jeszcze odprowadził go wzrokiem i zaraz przymknął oczy, krzywiąc się i aż podparł się o motor. To by było na tyle, jeżeli chodzi o zaklęcia przeciwbólowe - niestety te najsilniejsze działały rewelacyjnie, tylko przestawały działać w jednej chwili. Sam był sobie winien, źle wyliczył czas działania. Starał się nie oddychać zbyt głęboko, bo wtedy cały bok odzywał się kującym bólem. Metatron była bliższa prawdy, niż sam chciałby to przyznać. Ale teraz i tak było za późno, żeby się nad sobą użalać. Zagryzł zęby, wskoczył na motor i pojechał do swojej obecnej siedziby, mieszczącej się na obrzeżu bazy.

Błogosławił technologię, która pozwalała pozbyć się pancerza w mgnieniu oka, zmniejszając ją do czterech bransolet. Ostatnie segmenty schowały się, na chwilę nim upadł na łóżko. Chyba zemdlał, bo o zaśnięciu w tym stanie nie mogło być mowy. Nie przeszkadzało to gorączkowym koszmarom, chaotycznym wizjom pól bitew ciemnych i cichych, pachnących śmiercią.

Jednak nie koszmary go obudziły, a ten dobrze wyćwiczony instynkt, to on krzyczał, że nie jest sam, że jest obserwowany. To on kazał mu się poderwać na równe nogi ze sztyletem spod poduszki w ręce. Dopiero, gdy już stał na równych nogach i rozglądał się dookoła, zdał sobie sprawę z tego, że znowu go nic nie boli. Uspokoił się również, widząc kto właściwie złożył mu wizytę.

Stała tyłem do niego przy gablocie, w której stał jeden z jego pancerzy bojowych, ten starszy w którym jeszcze walczył przed założeniem Mścicieli. Ubrana w czarną suknię, która zasłaniała na tyle, by pozostawić niespełnioną obietnicę pokazania. Jasne włosy nosiła krótko obcięte - tak jak pamiętał ze starych czasów - dzięki czemu doskonale widoczne były elfie uszy.

- Chyba źle ze mną, skoro mam takie zwidy - mruknął, podchodząc do stoliczka, na której stała kryształowa czaszka, bynajmniej nie należąca do niego.

Dopiero wtedy odwróciła się w jego stronę, piękna jak zwykle, równie wiele obiecującym co strój uśmiechem, wiedźma Nemain. Również walczyła pod Phantom Dragonem, po jego upadku zniknęła, ale widać plotki, jakoby umarła, były przesadzone. Chociaż pytaniem pozostawało, co robiła w bazie Mścicieli.

- Nie radzę - powiedziała zmysłowym głosem, gdy Dark chciał dotknął czaszki, nie żeby była zupełną nowością dla niego, ale zazwyczaj nie miał okazji przyjrzeć się jej z bliska. - Chyba, że chcesz wrócić z powrotem do łóżka.

Spojrzał na Nemain, a potem na czaszkę, coś w jej wnętrzu się zakotłowało i mógłby przysiąc, że widział tam czyjąś wykrzywioną w bólu twarz. Cóż, nigdy nie miał złudzeń, dlaczego Nemain została przepędzona ze świetlistej części United Sanctuary. Dlatego serio potraktował jej ostrzeżenie. Uśmiechnęła się złośliwie, gdy opuścił dłoń, pewnie chciała już rzucić jakąś kąśliwą uwagę, że przestraszył się kawałka kryształu, ale zamiast tego sama zrobiła przerażoną minę i krok w jego stronę z wyciągniętą dłoń, gdy Dark podniósł sztylet.

Wbił go w stolik obok czaszki, śmiejąc się przy tym.

- Żebyś widziała swoją minę, Nem.

Aż musiał przytrzymać się stolika, żeby się nie przewrócić od śmiechu. Wiedźma patrzyła na rycerza z urażoną miną. Zmrużyła oczy i wykonała oszczędny ruch dłonią. Z kryształowej czaszki wystrzeliły błyskawice, godząc w dłoń Darka.

- Szlag - mruknął, zabierając dłoń. - Kto to widział, mnie, bohatera prądem?

Uśmiechnęła się tylko niewinnie.

- Ale tak poza tym, rozumiem, że czujesz się dobrze? - zapytała wciąż uśmiechnięta, przyglądając mu się uważnie.

- Taaa - powiedział ostrożnie. - To ty mnie znieczuliłaś?

Prychnęła urażona.

- Nie znieczuliłam, poskładałam do kupy, na tyle na ile się dało oczywiście. Dawno już tego nie robiłam, mogłam poprzestawiać to i owo.

Uniósł brew zaskoczony. Nemain zniżająca się do uprawiania tak niskiej sztuki, jaką było uzdrawianie. Raczej podejrzane.

- Czy mam się czuć zaszczycony? - zapytał.

Machnęła dłonią.

- Oh nie myśl sobie zbyt wiele. Zrobiłam to na prośbę przyjaciółki.

Chciał już pytać jakiej przyjaciółki, nie przypominał sobie nikogo, kogo ta elfka tak by nazywała. W tym momencie jednak rozdzwonił się alarm prywatnego połączenia. Sięgnął po bransolety pancerza bojowego i je aktywował, zanim jeszcze na ekranie pojawił się obraz. Wiedział, kto próbował się z nim skontaktować. Tylko dwie osoby miały możliwość komunikacji z nim w jego prywatnej siedzibie - Claudas i Mordred - i żadna z nich nie korzystałaby z niej, by sobie pogadać. Spojrzał jeszcze na Nemain, która jak gdyby nigdy nic stała oparta o stolik i gładziła kryształową czaszkę. Uśmiechała się lekko, jakby znała jakąś tajemnicę.

- Jeszcze porozmawiamy - rzucił chłodno. Nie miał czasu na pogaduszki, ale nie podobało mu się, że ta wiedźma miała jakieś informacje, którymi się nie dzieliła.

- Obiecanki, cacanki - powiedziała niskim, sugestywnym głosem.

Może nawet, by rozważył na pewno przyjemną sugestię, gdyby nie obraz jaki pojawił się widmowym ekranie zasłaniającym okna. Zgrzytnął zębami, widząc w jakim stanie był jego przyboczny. Krew zalewała prawe oko. Włosy wypadły spod hełmu i przykleiły się do mokrej od potu twarzy. Pancerz na lewym ramieniu zupełnie odpadł. W błękitnych oczach było widoczne zmęczenie. Od jakiego czasu trwała walka? Jak długo on sam był nieprzytomny? Czuł narastający w nim gniew.

- Cholera - rozległ się głos Claudasa. - Muszę uważać na przyszłość czego sobie życzę... - Dopiero teraz rycerz zorientował się, że to nawet nie jest połączenie, tylko wysłany już jakiś czas temu komunikat. - Mam nadzieję, że dostaniesz tą wiadomość, gdy jeszcze nie będzie za późno... Podaję współrzędne. - Dark zapamiętał dane, wyliczając ile czasu mu zajmie dotarcie na miejsce. Gdzieś w oddali rozległ się wybuch, ktoś krzyknął. Ryk, na który Claudas odwrócił spojrzenie od rekordera i uśmiechnął się krzywo. - A i jeszcze jedna rzecz, Dark. To nie Irregularsi. To Link Jokerzy.

W tym samym momencie ostatni segment zbroi wskoczył na swoje miejsce, przykrywając kark Darka, a sam rycerz poczuł czystą, niczym nieskrępowaną furię.


Tekst mi już od dłuższego czasu wisiał i tak naprawdę potrzebował tylko kilku zdań do dokończenia, więc wzięłam i je napisałam.