Witam w kolejnym rozdziale mojej wakacyjnej opowieści. Mam nadzieje że się wam podoba zostawcie recenzje jak wam się podoba. No dobra koniec gadania. Jedziemy z powieścią.
Nagisa nie wiedział co powiedzieć, zrobić. Nic. Jego głowa stała się pustką tak wielką jak kosmos który ich otacza. Wielka, bezkresna pustka w której była ciemność. Nagisa patrzał na Karasume z oczami wielkimi jak talerz, niemogący pojąć co się zdarzyło.
Nagisa starał się coś powiedzieć ale nie mógł. Głos utknął mu w gardle, nie mógł go wydobyć, jakby jakaś nie widzialna siła więziła go aby nie mógł odpowiedzieć. W głowie zaczęło mu szumieć jak zepsuty telewizor, który stracił sygnał i tylko biało czarne kropi latały po ekranie.
Karasuma też nie miał łatwo. Czuł jak w jego głowie robił się mętlik myśli. 'Czemu to zaproponowałem? Dlaczego? W jakim celu?'. Karasuma odwrócił wzrok w kierunku kucharza który mył naczynia. Wiedział ze to usłyszał i zapytał go.
„Rozumiem że nie będzie pan tego rozpowiadał o czym tu rozmawiamy?"-Nie był pewien czy mu zaufać. Z resztą kto by zaufał człowiekowi pytającego dziecka czy chce być zabójcą. Nikt. Żaden zdrowy człowiek by nie zaufał. Kucharz odwrócił się i powiedział.
„Nie moja to sprawa, dopóki płacicie za jedzenie i nie niszczycie mojego miejsca pracy nic mnie to nie obchodzi. Siedzę w tym interesie dość długo i wiem kiedy mam trzymać gębę na kłódkę."-Kucharz powiedział bez emocji i wrócił do zmywania naczyń. Karasuma zmarszczył brwi i z powrotem spojrzał na Nagise, który nadal się nie otrząsnął. Westchnął i powiedział machając ręką bez ładu.
„Nie ważne, Nagisa. Zapomnij."-Karasuma powiedział i chciał odejść ale nagłe szarpnięcie za rękaw zatrzymało go. Odwrócił się i spojrzał na Nagisę który trzymał jego rękaw kurczowo jakby nie chciał aby odszedł. Jakby jego obecność była konieczna.
Spojrzał na oczy jego byłego ucznia. Źrenice były małe, jakby przerażone. Nie patrzały na jeden punkt. Nie, patrzały za punktem który cały czas umykał. Jak Koro-sensei przed ciosami nożem lub pociskami. Cała ta zabawa w kotka i myszkę miał przed sobą Nagisa. Tym razem był to pojedynek pomiędzy Nagisą a swoją kontrolą. Nagisa który chciał odzyskać kontrolę po tym co usłyszał a utratą jej.
Karasuma powrócił na swoje miejsce i cały czas patrzał na Nagise. Karasuma spojrzał tylko ułamek sekundy na horyzont. Słońca nie było już prawie widać. Niebo zaczęło przybrać ciemną purpurę. Zaczynał robić się chłodniej. Ale nie na tyle aby normalny człowiek mógł zauważyć. Karasuma wrócił wzrokiem na Nagise. Nagisa powoli odzyskiwał kontrole. Po chwili przemówił.
„Co ma Karasume-sensei na myśli? Jak to…?"-Nagisa powiedział powoli. Był pełen wątpliwości. Szok, zaskoczenie, niedowierzanie, zagubienie. To teraz czuł, jego oczy wyraźnie to ukazywały. Karasume powiedział.
„To co mam namyśli. Czy nie chciałbyś pracować jako zabójca?"-Karasuma powtórzył. Miał czas mógł porozmawiać z nim ta ten temat, ale ciągle nie był pewien czy powinien. Nagisa odpowiedział.
„Ale…? Jak to? Czemu pan mnie o to zapytał?"-Nagisa puścił rękaw i opuścił głowę ale nadal był zwrócony w stronę Karasumy. Zaczął się powoli trząść. Strach. Nie to nie było to. To było coś innego. Wątpliwości. To było lepsze słowo. Miał wątpliwości. Co powiedzieć. Co zrobić. Co wybrać.
Karasuma schylił się lekko do Nagisy i pogłaskał go lekko mówiąc.
„Wybacz że o to zapytałem. Mehhh." Westchnął. "Po prostu widząc jak się męczysz w szkolę z twoich słów wnioskuję że nie tak wyobrażałeś sobie dalszą naukę. Myślałem że jak to zaproponuje to że poczujesz się lepiej."-Karasuma powiedział. Nagisa spojrzał na Karasume-sensei zaskoczony. Ten spojrzał na niego z podniesiona brwią. Nie przez zachowanie Nagisy ale jego ciało. Przestał się trząść.
„Ale…"-Nagisa opuścił głowę. „Czy będę w stanie… wykonywać tą… pracę. Jestem w końcu jeszcze dzieckiem."-Nagisa powiedział z pochyloną głową. Kuramasa powiedział.
„Na pewno nie."-Kuramasa powiedział co zaskoczyło Nagise kompletnie. Jak to. Malowało się na twarzy Nagisy.
„A przynajmniej nie teraz. Masz rację. Jesteś dzieckiem. Dziecko takie jak ty nie powinno parać się taką robotą. Powinno się uczyć, zakochać, żyć beztroskim życiem jakie ma teraz. Jednak."- Karasuma spojrzał głęboko w oczy Nagisy. „Tobie takie życie chyba nie odpowiada."-Karasuma przestał patrzeć i się wyprostował.
Wziął swoją marynarkę i założył ją na siebie. Potem wstał i wyszedł. Nagisa na początku patrzał tylko na odchodzącego, byłego nauczyciela od W-f'u. Nauczyciela który nauczył ich jak walczyć, strzelać, i zabijać. Po chwili dotarło to do niego i wyskoczył z baru i krzyknął za Kurasumą.
„Sensei! Proszę zaczekać!"-Nagisa stał pośrodku alei lekko dysząc po krzyku. Karasume spojrzał na Nagise swoim nic nie mówiącym spojrzeniem i kamienną twarzą. Patrzał na niego czekając na słowa Nagisy. Chłopak wziął głęboki wdech i wyprostował się patrząc prosto na Karasume. Ten z kolei był lekko zdziwiony postawą ale nie zmienił wyrazu twarzy.
„Karasume-sensei. Nie jestem wstanie odpowiedzieć na to pytanie. Mam pełno wątpliwości. Na dodatek nie chce być sam. Nie chce opuszczać przyjaciół z Gimnazjum zwłaszcza Karmy, Okumi i Kayano. Po prostu sam na pewno bym nie dał rady."-Nagisa mówił jednocześnie ściskając pięść.
Karasume patrzał na Nagise i w środku czuł się zadowolony.'Martwisz się o przyjaciół zamiast o siebie, co? Cały ty, Nagisa-kun.' Karasume uśmiechnął się mentalnie i zaczął grzebać w marynarce.
Nagisa patrzał uważnie czego Karasuma-sensei szukał. Po chwili czekania znalazł to co chciał i rzucił tym w Nagise. On instynktownie złapał i spojrzał co to był za przedmiot. Był zaskoczony co zobaczył.
Był to ten sam nóż. Ten sam którym każdy ćwiczył podczas treningu z Karasume-sensei na w-f'ie. Ten sam którym zadał śmiertelny cios Koro-sensei. Ten sam, sztuczny, zielony nóż bojowy, który Nagisa pamiętał dobrze. Spojrzał w kierunku gdzie stał Karasume-sensei ale jego już tam nie było.
Nagisa spojrzał jeszcze raz na nóż u uśmiechnął się lekko. Dotyk sztucznego materiału z którego nóż był zrobiony, przypomniał mu wszystkie miłe wspomnienia. Jednak nie przypomniało mu żadnych złych wspomnień. Zastanawiał się dlaczego, ale przestał. Nie było mu to potrzebne. Schował więc nóż za koszule i poszedł w kierunku domu.
Zaczynało robić się ciemno i światła od lamp ulicznych zaczynało się pojawiać. Nagisa zgadywał że była to godzina siódma wieczorem może wpół do ósmej. Nagisa w głowie nadal miał twarz Karasume-sensei który mówił w kółko to samo pytanie. 'Czy chcesz być zabójcą?'
Nagisa mógł się zgodzić. Nie miałby z tym problemu. Gdyby nie kilka rzeczy. Pierwsze, co powiedzieć matce. Bo chyba nie podejdzie do niej i powie „Mamo chce być zabójcą." To była by głupota najwyższych lotów. Po drugie przyjaciele. Nie chce zostawić reszty. Karma, Kayany i reszty z klasy 3-E. Nie mógłby. Razem byli od ponad roku i nie chciał być samolubny. Nie dałby rady ich zostawić.
Nagisa dotarł do domu po jakiś dwudziestu minutach i wszedł do środka. Rozejrzał się i zauważył światło w salonie. Wszedł do niego i zauważył matkę oglądającą program telewizyjny który emitował jakiś serial.
„Wróciłem."-Nagisa powiedział. Matka nie odwróciła głowy ale odpowiedziała nieco ponurym głosem.
„Gdzie byłeś?"-Nagisa nie lubił kiedy tak do niego mówiła. Przypominało mu się zachowanie matki przed spotkaniem z Koro-sensei. Nagisa odpowiedział starając się brzmieć przekonująco.
„Spotkałem się z nauczycielem, nie planowanie."-Tym razem matka się odwróciła z wzrokiem mówiącym 'wytłumacz'. Nagisa przełknął ślinę i powiedział.
„Spotkałem Karasume-sensei w barze. Kiedy wracałem ze szkoły. Nie zauważyłem kiedy czas zleciał jak rozmawialiśmy."-Nagisa powiedział starając ukryć się zmartwienie które nadal go dręczy od usłyszenia pytania. Matka podniosła brew ale szybko przestała i odwróciła się w kierunku telewizora.
„Idź się umyć. Jeśli najpierw chcesz zjeść to w kuchni jest obiad, musisz sobie go podgrzać."-powiedziała obojętnym tonem. Nagisa nie miał ochoty jeść. Poszedł na górę do swojego pokoju, rzucił torbę w kąt i położył się na łóżko. Musiał coś zrobić ale co. Nie wiedział co zrobić. Wyciągnął telefon i spojrzał na godzinę. Dochodziła 8 wieczorem. Nagisa westchnął i postanowił zadzwonić do Kayano. Wyszukał numer i zadzwonił. Dźwięk oczekiwania sprawiał że denerwował się bardzo. Jakby sekunda zamieniała się w minute a ta w godzinę.
„Halo? Kto mówi?"-z telefonu dobiegł głos Kayany. Nagisa odpowiedział.
„Cześć, tu Nagisa, słuchaj… mam mała prośbe."-Nagisa powiedział nie pewnie. Kayane wyczuła to i zapytała lekko zmartwiona.
„O co chodzi? Coś się stało?"
„Stać , coś się stało. Ale spokojnie to nic wielkiego. Posłuchaj mogłabyś poprosić aby wszyscy się zebrali tam gdzie ostatnio?"-Nagisa zapytał. Musiał im to powiedzieć ale nie chciał powtarzać tego samego każdemu po kolei. To była według niego najlepsza decyzja.
„Mogę to zrobić, ale powiesz o co chodzi. Martwię się o ciebie."-Kayame brzmiała naprawdę jakby się martwiła. Nagisa odpowiedział spokojnie z lekkim śmiechem.
„Naprawdę. To nic poważnego. Właściwie to coś poważnego ale nie w tym sensie. Dowiesz się wszystkiego na zebraniu. Do zobaczenia."-Nagisa odpowiedział. Kayame długo nie odpowiadała.
...Do zobaczenia."-I się rozłączyła. Nagisa westchnął. Nie chciał tego ukrywać ale tak było najlepiej. Wyciągnął nóż który dostał od Karasumy i obróciwszy się podniósł go nad siebie. Patrzac na niego na tle sufitu Nagisa czuł jak wspomnienia napływają mu do głowy. Wzdychając, ręka opadła na łóżko z nożem w dłoni. Nagisa jeszcze raz spojrzał na niego i postanowił go schować do torby od szkoły. Przebrawszy się w piżamę i umyty Nagisa poszedł spać.
Następny dzień szkoła, przerwa na lunch
Nagisa siedział w swojej ławce w klasie jedząc swoje drugie śniadanie. Karma pił sok a Kayane i Okumi rozmawiały. Nagisa cały czas rozmyślał jak to powiedzieć innym, co oni pomyślą, czy się zgodzą. Katem oka spojrzał na resztę. Narazie udało mu się uniknąć pytań na ten temat ale nie wiedział na jak długo.
Karma skończył pić, zgniótł pusty kartonik po soku i uderzył zaciśniętą pięścią z kartonikiem w stół. Nagisa podskoczył z zaskoczenia, Kayane i Okumi przerwali by spojrzeć o co chodziło. Jak i cała klasa. Wszyscy obecni w klasie spojrzeli w kierunku czwórki która siedziała pod oknem.
Karma spojrzał na Nagise który wzdrygnął się na jego wzrok. Był zły, bardzo. Karma powoli wziął dłoń do góry i rzucił karton trafiając prosto w kosz, nie patrząc nawet gdzie rzucał. Cały czas patrzał na Nagise. Ten przełknął ślinę ze zdenerwowania. Bał się co Karma odwali.
„Nagisa."-zaczął powoli patrząc obojętna twarzą ale ze złością w oczach. „Masz zamiar powiedzieć, o co chodzi. Cały dzień jesteś jakiś nijaki. Bardziej niż zwykle."-Karma powiedział osuwając się bardziej na krzesło. Nagisa odwrócił wzrok i spuścił głowę, zaciskając wargi. Karma warknął lekko pod nosem.
„Cholera jasna, aleś ty uparty."-Powiedział i zaczął myśleć. Nagisa spojrzał na Karme. Po chwili na Karmie twarzy zaczął malować się złowrogi uśmiech. Nagisa podskoczył, jak zobaczył ten uśmiech. Ciarki przeszły mu po plecach. Były tak zimne że przeszły drugi raz.
„Skoro nie chcesz po dobroci, będzie po złości."-Karmy uśmiech przeobraził się jeszcze bardziej w złowieszczy uśmiech. Nagisa zaczynał się bać. Nagle Karma nie wiadomo z skąd wyciągnął dziewczęce ubranie. Nagisa zbladł. Nagle jedna z dziewczyn z klasy krzyknęła.
„HEY, To mój strój!"-Dziewczyna podbiegła do nich, wyszarpała strój z rąk Karmy i spoliczkowała że miejsce było tak czerwone jak jego włosy. Nagisa, Okami i Kayane zamurowało. Dwie myśli przebiegły im przez głowę.
„Co się tu przed chwilą stało? I skąd Karma miał ten strój?" Trójka patrzała na Karme z mieszanym wyrazem twarzy. Karma pomasował miejsce gdzie dostał i powiedział.
„Ajajaj, zdaje się że to nie wypali. No cóż."-Wyciągnął inny strój. „Mam jeszcze kilka w zanadrzu."-Karma znów dał swój demoniczny uśmiech. Nagisa miał ochotę się zapaść pod ziemie. Chce aby ta szkoła się już skończyła.
Wieczorem tego samego dnia, miejsce spotkania klasy 3-E
Nagisa szedł leśną drogą do miejsca spotkania. Każdy udawał się tam sam. Duża grupa zwykle przyciąga wzrok, zwłaszcza licealistów. Drzewa cicho szumiały, przez wiatr potęgując uczucie niepewności, strachu i tajemniczości.
Jednak Nagisa nie odczuwał żadnych z tym rzeczy. Przechodził tędy dużą ilość razy. Nic się nie wydarzyło. Nikt nie zaatakował, nikt się nie pojawił z nieznanych osób. Zawsze to samo, pusta droga to miejsca spotkania.
Kiedy Nagisa wyszedł z linii drzew zobaczył swój cel. Wspomnienia wracają. Stary budynek klasy E-3. Ciągle w takim samym stanie, nic się nie zmieniło. Nadal taki sam, w swojej ponurej chwale.
Nagisa podszedł i otworzył drzwi. Te zaskrzypiały i z trudem się otworzyły. Wszedł do środka. Wszędzie ciemno i pusto. Jak zwykle. Nie używany budynek. Dyrektor postanowił zbudować nowy budynek bliżej szkoły, ale ciągle te same zasady. Po za położeniem nic się nie zmieniło.
Nagisa szedł korytarzem, do klasy. Tej samej klasy. Gdzie wszystko się zaczęło. Pojawienie się Koro-sensei z Karasume. W ciągu kilku chwil ich życie obróciło się o 180 stopni. Zanim pojawił się Koro-sensei byli uważani za wyrzutków, słabych i nic nie znaczących. Po tym jak się pojawił byli w centrum świata. Wszyscy którzy wiedzieli o tym co się może stać patrzeli na nich.
Nagisa stanął przed drzwiami klasy i westchnął. Uśmiechnął się lekko i otworzył drzwi. Te zaskrzypiały i stawiając opór otworzyły się. Nagisa wszedł do środka i rozejrzał się. Nic sienie zmieniło. Na podłodze ciągle było kilka kul anty-sensei'owych. Ławki nadal były w swoim opłakanym stanie tak samo jak krzesła. Niektóre okna miały potłuczone szyby. Nic sienie zmieniło.
Nagisa zauważył że prawie wszyscy byli. Brakowało tylko Kanzaki, Hary, Takebayashi i Karmy. Nagisa spojrzał po twarzach. Byli lekko zirytowani. Terasaka zauważył Nagise i krzyknął.
„Patrzcie. Przyszedł ten co zwołał zebranie."-Wszyscy przerwali to co robili i spojrzeli na Nagise. Ten przełknął ślinę i odpowiedział.
„Cześć Terasaka. Chciałbym aby wszyscy byli abym się nie powtarzał."-Nagisa powiedział niepewnie. Terasaka parsknął i powiedział.
„Hara na pewno sienie pojawi. Ma coś ważnego do załatwienia. Kanzaki może się troche spóźnić. Praktyki w szpitalu trochę się przeciągnęły. Takebayashi tak samo. W końcu chodzą na ten sam profil. Karma..."-Kaede powiedziała ale ponowne otwarcie drzwi przerwało jej. Kiedy wszyscy spojrzeli zauważyli Karme, Kanzaki i Takebayashi'ego.
„Sorrry. Korki na drodze."-Karma powiedział i poszedł do swojego miejsca. Kanzaki i Takebayashi się przywitali ze wszystkimi i usiedli na swoich miejscach. Kiedy wszyscy się uspokoili Nagisa poszedł na środek klasy, na miejsce nauczyciela i zaczął.
„Cieszę się że wszyscy już są. Jeśli ktoś by mógł później by przekazać Hara to co się tu odbyło byłbym wdzięczny."-Nagisa powiedział.
„Ja jej przekaże."-Yada powiedziała. Nagisa skinął głową i powiedział.
„Dziękuje. Teraz najważniejsza sprawa. Chciałbym się zapytać. Jak się czujecie?"-Nagisa zapytał. Terasaka uderzył pięścią w ławkę.
„Nagisa! Skończ pierdolić! Nie zwołałeś nas chyba z zapytaniem z jakim teraz wyskoczyłeś!?"-Terazaka być zły. Mimura powiedział.
„Zgadzam się z Terasaka choć nie chętnie. Co to ma do rzeczy?"
„Dajcie mu skończyć. Jak będziemy sobie przeszkadzać to nic dobrego z tego nie wyniknie."- powiedział Isogai.
„Isogai ma rację. Nagisa może ma powód aby o to zapytać."-Sugino poparł Isogai'ego. Kilka osób zgodziło się. Rin powiedziała.
„Dobra. Jeśli chodzi o pytanie Nagisa odpowiem pierwsza. Czuć się czuje dobrze, choć..."-Rin przerwała. Wszyscy spojrzeli na nią. Nagisa również. Rin westchnęła i powiedziała.
„czuje się znudzona. Każda lekcja jest nudna. Czuję się jak bym była w klasie 3-E zanim pojawił się Koro-sensei."-Rin przyznała się.
„Też się tak czuję."-Kanzaki powiedziała ze swoim uśmiechem, szczerym ale także teraz smutnym uśmiechem. Kilka osób zgodziło się z Rin, prawie wszyscy. Terasaka powiedział.
„Cóż Rin ma rację. Nie chetnie to przyznaję ale ma rację. Ale co to ma do rzeczy?"-Terasaka zapytał. Nagisa powiedział.
„Jak zauważyliście, każdy z nas czuje się nie spełniony z powodu braku Koro-sensei. Wczoraj spotkałem Karasume-sensei."-Angisa powiedział. Wszyscy byli zaskoczeni.
„Mówisz serio?!"-Sugaya krzyknął.
„Serio?"-Okana była zaskoczona.
„Nagisa, jak go spotkałeś"- Kayano zapytała.
„Spotkałem go w barze kiedy wracałem okrężna drogą do domu. Po rozmowie doszedłem do tego samego wniosku co wy."-Nagisa powiedział. Wszyscy zrozumieli co miał na myśli. Tą pustkę w sercu który każdy przyznał.
„Po rozmowie z nim, Karasuma-sensei przedstawił mi propozycje. Było to pytanie kótre raz zadałem Koro-sensei kiedy mieliśmy wybrać karierę którą będziemy podążać. Kiedy rozmawiałem z Koro-sensei zapytałem się 'Czy było by w porządku czy zostałbym zabójcą?' „-Nagisa powiedział. Wszystkich zamurowało z zaskoczenia. Wszyscy patrzeli na Nagisa zaskoczeni. Terasak krzyknął przerywając cisze.
„Hey, Hey, Hey!O czym ty gadasz teraz Nagisa! Żartujesz sobie?"-Tarasaka był zły ale także zaskoczony.
„Nagisa-kun..."-Kayano była zmartwiona. Tak samo jak Kanzaki Isoagi, Sugino i kilka innych osób. Wszyscy byli albo podejrzliwi, zaskoczeni albo zmartwieni. Nagisa kontynuował.
„Wtedy nie wiedziałem co odpowiedzieć. Byłem nie pewny i nadal jestem. Karasume zapytał mnie czy nie chciałbym być zabójcą. I od tamtej pory ciągle się zastanawiam. Nie powiem jest to kusząca oferta. Ale nie chciałbym was zostawiać."-Nagisa powiedział ze smutnym uśmiechem. Wszyscy umilkli. Nie spodziewali się tego.
Po minutach ciszy Karma powiedział.
„Ale co to ma wspólnego z nami?"-Karma brzmiał trochę obojętnie ale dobre ucho mogło wyczuć nutkę irytacji albo smutku. Chociaż gdyby, ktoś wyczuł nutkę smutku u Karmy to pewnie by nie uwierzył.
„Chciałbym się was zapytać, czy wy również nie chcielibyście znów poczuć siejak podczas naszego czasu z Koro-sensei. Ponieważ jak powiedział on sam 'Nieważne jaką drogę wybierzesz, jako twój nauczyciel dać ci moje pełne wsparcie'."-Nagis usmiechnął się szczerze. Klasa zaczęła robić się głośna od rozmów. Po piętnastu minutach Nagisa powiedział.
„Wszyscy którzy chcą dołączyć niech podniosą dłoń."-Nagisa podniósł swoją i spojrzał na klasę. Kiedy zobaczył jak jego klasa zagłosowała łza poleciała mu po policzku.
„Rozumiem."-Nagisa powiedział z uśmiechem.
O to drugi rozdział. Mam nadzieję że się podoba. Piszcie komentarze co o tym sądzicie.
