Rozdział 2
Loki chętnie korzystał z wielu prymitywnych midgardzkich technologii, ponieważ miały one w sobie pewien urok. Telewizory z dużymi ekranami, wieże stereo, iPody — lubił je wszystkie. Nigdy nie był natomiast fanem poczty elektronicznej — manipulowanie ludźmi przy pomocy słowa drukowanego, a nie mówionego, wymagało znacznie więcej wysiłku. Poza tym tak naprawdę w głębi serca był osobą towarzyską, zdecydowanie preferującą tę atmosferę spotkania twarzą w twarz, gdzie w razie potrzeby można było zaaplikować rozmówcy małe pchnięcie sztyletem4.
Nauczył się już jednak, że samozwańczy szaleni geniusze z Midgardu uwielbiali ten swój Internet i zdecydowanie woleli kontakt mailowy od spotkań osobistych. Prawdopodobnie miało to jakiś związek z tymi ich śmiesznymi sporami, przez które nieustannie usiłowali zamordować się nawzajem przy pomocy bomby, kwasu czy też kwiatów emitujących zmodyfikowane wersje wirusa Eboli. Loki zaś z łatwością przystosowywał się do nowych sytuacji, założył więc kilka kont e-mailowych i zadbał o ich koordynację oraz zabezpieczenie przy pomocy odrobiny nieskomplikowanej magii.
E-mail — jak zauważył — był także przydatny, kiedy Loki miał ochotę na bardziej subtelną rozgrywkę.
Przeglądał właśnie poranną pocztę, czekając, aż śniadanie skończy się przygotowywać. Na mailu miał cotygodniowy newsletter od Doktora Dooma oraz kilka nadmiernie poufałych i pełnych literówek ofert z metodami na powiększenie penisa5. Co ciekawe, była tam także wiadomość przekazana dalej z konta, którego od dawna już nie używał, należącego do jego przykrywki nazwiskiem Lawrence Laufson.
Gofrownica wydała ciche, nerwowe piknięcie6. Loki leniwie zgiął palec, a urządzenie samo przewróciło gofry, podczas gdy on otworzył e-maila i czytał:
Szanowny Panie Laufson, witam, co słychać? U mnie wszystko w porządku. Mamy tu bardzo ładną pogodę. Czasem świeci słońce, a czasem nie świeci. Choć zdaję sobie sprawę, że nasza wcześniejsza współpraca nie skończyła się najlepiej przynajmniej dla jednego z nas, wyszedłem już z więzienia i mam nowe pomysły, które chciałbym z panem przedyskutować. Mam nadzieję, że jest pan nadal zainteresowany robotami obronnymi, bo ja jak najbardziej jestem. Dziękuję bardzo. Życzę miłego dnia. Pozdrawiam Daniel Sorres PS. Byłbym wdzięczny, gdyby nie przesyłał pan tego e-maila do mojego kuratora sądowego, jako że mam zakaz zbliżania się do jakichkolwiek robotów oraz komputerów, na których zainstalowany jest AutoCAD.
Loki bez trudu przywołał w pamięci szczegóły dotyczące swojej uprzedniej współpracy z Danielem — był w końcu geniuszem.
— Cóż — mruknął. — Musieli zrobić mu w tym więzieniu jakąś terapię. Brzmi niemalże jak nędzna kopia normalnego człowieka. Miło z ich strony.
Istniała możliwość, że Danielowi chodziło o zemstę — to zdarzało się nieraz, kiedy do ludzi docierało, że oni skończyli za kratkami, a Loki nie. Rozumiał ich nawet. Potrafił sobie wyobrazić, że nie było miło siedzieć w więzieniu, kiedy osoba, która pomogła ci się tam znaleźć, popijała martini, słuchając Bacha na głośnikach, które gdyby ustawić maksymalną głośność, byłyby w stanie pozbawić najbliższe drzewo wszystkich liści. Zresztą dzień, w którym przynajmniej troje żałosnych śmiertelników usiłowało zabić go w zemście, Loki uznawał zwykle za udany. Stanowiło to wszak miłą rozrywkę pomiędzy śniadaniem a lekcjami akwareli, na które postanowił zapisać się na próbę.
Ale nie, instynkt podpowiadał mu, że coś takiego nie było w stylu Daniela. Sorres nie posiadał dostatecznej wyobraźni ani też głębi emocjonalnej niezbędnych do wypracowania naprawdę porządnej wściekłości7. Wyglądało na to, że jego propozycja była poważna, co mogło okazać się znacznie bardziej interesujące. Loki nie bawił się w wielkie mordercze roboty, od kiedy wpakował Daniela w kłopoty, więc nadszedł najwyższy czas, by znów się trochę rozerwać.
W pomieszczeniu rozległo się ponowne nerwowe piknięcie gofrownicy, po czym gofr wystrzelił z urządzenia wprost na pobliski talerz, który z kolei sam przejechał po stole do miejsca, gdzie stał Loki ze swoim iPadem. Dla zasady bóg psot zajrzał do kalendarza.
— Jutro mam sporo czasu, mogę wpaść do niego i zobaczyć, jak mu idzie, a potem zacznę planować drugą stronę zabawy. — Bo oczywiście żeby było naprawdę wesoło, należało jednocześnie pociągać też za sznurki Avengersów.
Gofrownica, niepewna, czy Loki mówi do niej, w obawie, że rozzłości właściciela, piknęła jeszcze raz, tak zgodnie, jak tylko potrafiła.
4 Ale tylko ludziom, którzy byli zbyt ograniczeni na tak subtelne metody, jak szeroka gama kompetencji interpersonalnych Lokiego, które wahały się od słodkich słówek, poprzez manipulację i szantaż, aż do bezpośrednich gróźb.
5 Istnienie spamu jest uniwersalną zasadą świata, taką jak grawitacja — żadne ilości magii nie są w stanie jej złamać ani nawet nagiąć.
6 Gofrownica była obecnie najstarszym z urządzeń kuchennych Lokiego i zarazem ostatnim ocalałym świadkiem tragicznego losu ekspresu do kawy, który dokonał się w Sądnym Dniu, Gdy Sygnał Gorącej Wody Włączył Się Odrobinę Zbyt Głośno.
7 Loki niemal zawsze był w stanie ocenić to już po pierwszym spotkaniu dzięki uniwersalnej zasadzie pod tytułem „Trafił Swój Na Swego".
