No więc tak. Poprzedni rozdział poprawiłam w miarę możliwości, chociaż nie ukrywam, że dalej moje umiejętności translatorskie leżą i kwiczą, a historia za pierwszym razem wyglądająca na w miarę łatwą, okazała się uciążliwa jak łajnobomba na nowym dywanie.
Szukam również bety. Chociaż staram się wyłapać wszystkie błędy (w tłumaczeniu i gramatyce) nie zawsze mi się to udaje.
Snape zszedł z platformy peronu i ruszył ścieżką, która odbiegała od stacji. Sklepy po obu stronach dopiero co zostały zamknięte, a ich właściciele byli widoczni za zakurzonymi szybami i witrynami. Skręcił na rozwidleniu w długi, żwirowany podjazd, gdzie wysoki żywopłot rósł po obu stronach drogi przerzedzając światło padające od strony horyzontu. Po kilku chwilach, Severus doszedł do drewnianej bramy, widząc za nią biały, gospodarczy dom, w którym światło biło z obu okien.
Trzeba było uczciwie przyznać, że Tobias urządził się całkiem nieźle.
Snape przystanął sztywno na ganku, poprawił krawat i zadzwonił. Było kwestią sekund, by drzwi stanęły otworem ukazując, sporą, promienną kobietę.
- Och, witaj kochanie, musisz być Severus!
Skinął krótko, starając się przyzwyczaić do jej ogromnej, pomarszczonej twarzy. Kobieta nosiła okulary na grubym sznurku zawieszonym na szyi. Niebieska sukienka podkreślała kolor jej oczu, a szare włosy spięła w nieładzie, w kok. Sprawiała wrażenie dziwnego połączenia Molly Weaslay i Minerwy McGonagall. Miejmy nadzieję, że będzie podobna do tej drugiej, z którą Severus umiał postępować o wiele lepiej.
- Cudownie jest w końcu cie poznać, kochanie! Tobias tyle nam o tobie opowiadał! - uśmiechnęła się do Snape'a, który skrzywił się w duchu. - Proszę, wejdź! - zrobiła miejsce, by mógł wejść do środka. - Jestem Diana.
Zaoferował jej dłoń na powitanie, bojąc się, że ta weźmie go w uścisk. Diana uśmiechnęła się i uścisnęła ją entuzjastycznie. - Chodź, poznasz resztę!
O boże, pomyślał Snape, poznać resztę? Kiedy Tobias wspominał o rodzinie, Severus nie sądził, że będzie liczniejsza niż co najwyżej jedna lub dwie osoby. Przecież nie może być aż tak wielu ludzi, którzy tolerowaliby tego człowieka..
Najwyraźniej był w błędzie.
W salonie rodzina Snape'ów zebrała się wokół długiego stołu. Na widok Severusa szybko wstali i zaczęli się przedstawiać, jeden przez drugiego.
- Cześć Severus, jestem Derek – pierwszy odezwał się młody, ciemnowłosy mężczyzna, najprawdopodobniej dobiegający trzydziestu lat.
- Lucas - powiedział blondyn, możliwe, że tylko kilka lat młodszy od niego.
- A ja Hibiscus! - uśmiechnęła się młoda dziewczyna, niemalże wierna kopia Diany.
Kolejny, duży, mężczyzna wstał, by uścisnąć mu dłoń i przedstawić się jako Duncan, z nieśmiałym uśmiechem małego chłopca.
- Severus - rozległ się gburowaty głos od strony szczytu stołu. Mężczyzna wstał, by uścisnąć dłoń. Było strasznie dziwne, spoglądać na własnego ojca pierwszy raz od tak długiego czasu. Włosy Mugola były teraz białe, a słaby zarost upstrzony siwizną. Jego twarz, kiedyś bystra i szydercza, teraz była pomarszczona i wyblakła. Jednak jego oczy wciąż były takie same; czarne, błyszczące z ostrą, inteligentną praktycznością jak u kruka.
- Tobias.
- Co u ciebie?
- Dobrze. - dobiegła go automatyczna odpowiedź syna.. Tobias skinął głową, a wszyscy usiedli na swoich miejscach, sadzając Severusa na wolnym miejscu pomiędzy Hibiscus, a Ducanem.
- Severusie, zanim zaczniemy obiad, zawsze odmawiamy modlitwę. -oznajmiła radośnie Diana. Wokół niego, członkowie rodziny ujęli się za dłonie nad stołem. Duncan wyciągnął rękę w kierunku Severusa, jednak ten pokręcił głową, na co duże, niebieskie oczy mężczyzny smętnie zwróciły się w kierunku talerza.
Severus kątem oka widział jak Diana wręcz promienieje w jego kierunku. Wywrócił oczami w duchu i ujął ponad gabarytową łapę Duncana w swoją prawą dłoń, a Hibiskus w lewą. Obserwował jak twarz Duncana rozszerza się w nieprawdopodobnym uśmiechu, gdy Diana odmawiała modlitwę. Powieki mężczyzny były mocno zaciśnięte od koncentracji, by utrzymać je zamkniętymi.
Modlitwa została zakończona, niedzielny obiad rozpoczęty, a Snape pozbył się dłoni obojga sąsiadów najszybciej jak było to możliwe.
- Więc, Severusie – zagadnęła Diana wycierając usta - czym zajmujesz się w pracy?
Severus spojrzał jej w oczy. - Nie mam żadnej w tym momencie.
- Więc jak zarabiasz na życie? - spytał Lucas. Severus zagryzł zęby.
- Nie zarabiam. Otrzymuję rentę.
Tobias chrząknął. - Po co?
- Świadczenia socjalne.
- Masz na myśli zasiłek. - stwierdził Lucas.
- Mam na myśli rentę wojenną. - Snape mocniej zazgrzytał zębami.
- Więc jesteś żołnierzem? - wtrąciła Diana. - Chłopak Hibiskus jest żołnierzem w Afganistanie, uroczy chłopak. Musisz być bardzo odważny?
- Niektórzy mogą tak twierdzić. - mruknął ponuro.
- Więc jak to jest? - Hibiscus wtrąciła pogodnym tonem.
Snape odwrócił się do niej i posłał jej zimne, twarde spojrzenie. "To nie jest temat do dyskusji" odparł szorstko Tobias. Severus był zdziwiony ratunkiem, jaki by on nie był, ale tylko skrzywił się uznając to za kpinę.
Diana skorzystała z okazji, aby zapytać – Robiłeś coś przed tym?
- Uczyłem w szkole z internatem przez kilkanaście lat.
- Jaki przedmiot? - zainteresował się Derek.
- Podstawy chemii.
- W twojej starej szkole? - Tobias zapytał ostro, zezując na niego.
- Tak – Severus mógł sobie wyobrazić jak to zabrzmiało. Nigdy właściwie nie opuścił szkoły, miał „elastyczną" wojskową pracę – Nie brzmiało to na zbyt interesujące życie. Poza tym, kiedy w równaniu opuściłeś Magię, gdzie go to zostawiało?
Przesunął się niezręcznie, nie za bardzo wiedząc jak powinien postąpić. Wreszcie odważył się zapytać – Czym wy się zajmujecie?
- Więc – rozpoczęła Diana; najwidoczniej, jak zawsze - Tobias, Duncan prowadzą gospodarstwo, pomaga im kilku chłopców znad przeciwka. Derek również, ale tylko w weekendy lub, gdy pozwala mu na to czas poza praktyką.
- Jesteś lekarzem? - Severus spytał młodszego mężczyznę.
- Weterynarzem. Prowadzę praktykę w mieście.
- Jest to bardzo zajmująca praca?
- Tak, szczególnie, koło sezonu na owce, ale oprócz tego okresu jest to spokojne zajęcie.
- Jak więc mówiłam – kontynuowała Diana, - Derek prowadzi praktykę, Lucas jest prawnikiem – wskazała dumnie na najstarszego syna. - Pracuje dla firmy w mieście. Hibiscus pracuje w małym, salonie piękności, na końcu ulicy i pomaga mi w domu.
- Lubisz zwierzęta, Severusie? - wtrącił się Duncan.
Snape zamyślił się na moment. - Nie szczególnie, nigdy nie miałem z nimi zbyt wiele do czynienia, nie licząc jednego ze współpracowników, który uwielbiał trzymać niebezpieczne gatunki.
- Jakie na przykład? - spytała Hibiscus.
- Na przykład takie, jak gigantyczne pająki, lub złośliwe, trójgłowe psy. - odparł beznamiętnie, zaskarbiając sobie tym stwierdzeniem śmiech wszystkich zebranych wokół stołu. Wszystkich, oprócz Tobiasa.
I na koniec:
Polskim odpowiednikiem imienia Hibiscus powinna być Hibiscynia lub Malwina (Hibiscyn → żeńska forma Hibiscynia). Jako, że i Hibiscynia i Malwina brzmią strasznie drętwo, po wielu bojach i podbojach doszłam do wniosku, że nie będę stosować spolszczonych imion.
W oryginalnie Hibiscus brzmi fajnie, natomiast w polskim tłumaczeniu kompletnie nie pasuje. Malwina również jakoś.. Po prostu nie pasuje mi do tłumaczenia. Brzmi zbyt po polsku. Wybrałam więc oryginalne imiona. Chociaż tak czy siak brzmi to okropnie, jak dla mnie.
Jak macie własne pomysły, chętnie je poznam. Może wymyślicie lepsze rozwiązanie niż moje. :)
