2. Ze mną nie wygrasz!
Wrzesień w Hogwarcie był bardzo męczącym miesiącem - dla wszystkich. Uczniowie nie ustawali w wysiłkach, by zdobyć jak najwyższe oceny i zrobić jak najlepsze wrażenie, a ich profesorowie nie mieli wolnej chwili. Zawsze znalazł się jakiś młody czarodziej, który albo miał jakieś bardzo istotne - dla niego - pytania albo chciał się czymś pochwalić.
Na tym tle wyróżniał się mały Ślizgon Tom Riddle, niezwykle spokojny, zawsze idealnie przygotowany, uśmiechnięty i co teraz robiło na gronie profesorskim najlepsze wrażenie - nie zawracający nikomu głowy.
No może poza jedną małą prośbą - już przed śniadaniem następnego dnia po powitalnej uczcie chłopiec zwrócił się do Opiekuna Domu a za jego pośrednictwem do dyrektora o zgodę na dodatkowe prywatne korepetycje poza Hogwartem.
Mistrzowi Eliksirów trudno było zgadnąć w czym jego mały geniusz może potrzebować pomocy - profesjonalnej pomocy. Zawstydzony chłopiec z ujmującym uśmiechem wyjaśnił, że pragnie doskonalić swój talent, wyglądał na speszonego i nawet lekko się zarumienił, zatem profesor Slughorn nie naciskał.
Przedstawił tę prośbę dyrektorowi i bez problemu przekonał go, by wyraził na to zgodę.
Tom Riddle otrzymał swoje pozwolenie i już od tego samego popołudnia, codziennie - także w weekendy punktualnie półtorej godziny przed kolacją stawiał się w komnatach swego Opiekuna, by przez jego kominek udać się na ulicę Pokątną, skąd wracał po godzinie, wyraźnie zaaferowany, mrucząc coś pod nosem.
Z tym swoim uroczym, nieśmiałym uśmiechem kłaniał się, dziękując na pomoc i szybciutko znikał, nie wymagając więcej uwagi i nie chcąc sprawiać żadnych dodatkowych kłopotów.
Gdyby tylko inni uczniowie byli tacy sami...
Mistrz Slughorn był z niego niewiarygodnie dumny i nie miał wątpliwości, że w przyszłości jego mały Ślizgon zajdzie naprawdę wysoko. Dzieciak był niewiarygodnie ambitny i pracowity, nie przyjmował prostych tłumaczeń i wszystko chciał sam dokładnie sprawdzić i naprawdę zrozumieć. Miał talent i moc, a jego zasób zaklęć wykraczał poza program szkolny.
Na pewno zasługiwał na jego pomoc i wsparcie, nie żeby tego potrzebował - profesor był przekonany, że jego ulubieniec konkurencję zostawi daleko w tyle.
A ten jego tajemniczy talent... - jako sumienny Opiekun Domu sprawdził oczywiście jego korepetytora, był to może mało znany ale bardzo dobry nauczyciel śpiewu, dawny artysta, którego obiecująca kariera załamała się wskutek wypadku na miotle, nieodwracalnie niszczącego jego krtań.
Dzięki zaklęciom znowu mógł mówić ale o prawdziwym, naturalnym śpiewie nie było mowy.
Jeżeli ten człowiek zdecydował się uczyć jego podopiecznego profesor nie miał wątpliwości, że mały rzeczywiście miał do śpiewu talent a jego występ na pewno wbije ich w podłogę.
Mały Tom wydawał się niepozorny i skromny a jednak przyciągał uwagę wszystkich, ten chłopiec w każdej dziedzinie jaką się zajął - był najlepszy.
Pomimo tego, że dyrektor omawiając warunki uczestnictwa w programie wymiany jako pierwsze kryterium wymienił oceny, a nawet bardzo konkretnie: Wybitne oceny, swoje formularze u Opiekunów Domu poskładali także ci, którym nie udało się tego poziomu osiągnąć, zgodnie ze starą zasadą - a nuż się uda? Kto nie próbuje, ten nie ma szans na wygraną.
Zgromadzenie profesorów niestety ten warunek potraktowało poważniej niż uczniowie i dzięki temu już na samym początku odrzucili 3/4 chętnych.
Kolejna spora część odpadła, gdy przyszła kolej na ocenę ich postawy i zachowania. Kiedy zaczęli porównywać pochwały i uwagi a potem także odejmowane i otrzymywane przez kandydatów punkty, w każdej grupie wiekowej zostało już zaledwie około dziesięciu chętnych.
Ponieważ w Hogwarcie ich nie nauczano, zadeklarowaną przez uczniów znajomość języków obcych należało jeszcze sprawdzić w praktyce i tak samo, a nawet tym bardziej ich zgłoszone talenty sportowe i artystyczne.
To, że wśród najlepszych zgłoszeń najwięcej było Ślizgonów nikogo nie zdziwiło, nawet powszechnie znana pasja naukowa Krukonów bladła przy ślizgońskiej ambicji i zawziętości. Ale Krukonów też było sporo jak i Gryfonów a nawet (co prawda zaledwie kilku z tych najstarszych) Puchonów.
Najbardziej liczna była grupa najmłodsza a raczej grupa drugorocznych bo tegoroczne pierwszaki nie skorzystały z oferty, a ta garstka, która się zgłosiła nie miała wystarczająco dobrych wyników i nie zwróciła jeszcze na siebie uwagi grona profesorskiego.
Po podzieleniu formularzy według zadeklarowanej przez uczniów szkoły, do której chcieliby trafić, profesorowie przez dłuższą chwilę tylko mrugali, autentycznie zdziwieni.
O ile w obu starszych grupach podział był klasyczny: Slytherin wybierał Durmstrang, Gryffindor - Beauxbatons a Ravenclaw obie szkoły, ze wskazaniem na Skandynawię, w tej najmłodszej czekało ich prawdziwe zaskoczenie.
Pomimo, że ich Dom zwykle uważano za zbiór wielbicieli ciemniejszej strony magii małe węże niemal wszystkie chciały udać się do Akademii Beauxbatons. Niemal, bo jeden Ślizgon jednak wybrał Durmstarng, poza nim tylko dwóch Krukonów ale za to zgłosił się tam jedyny pozostały Gryfon.
Profesorowie w zadziwieniu kręcili głowami. Zdecydowanie, w tej grupie rywalizacja będzie najciekawsza. Ale, nie było nad czym dalej debatować, przygotowali listy uczniów, którzy przechodzą do etapu przesłuchań przed Radą Szkoły i na tym ich rola się zakończyła.
Nikt, a już szczególnie sam Tom Riddle, nie miał najmniejszych wątpliwości, że wstępną selekcję przejdzie śpiewająco. Jednak drugiego października razem z innymi Ślizgonami idąc na śniadanie skręcił w bok, by przeczytać listy wywieszone na tablicy, przy drzwiach do Wielkiej Sali.
Pergaminy były trzy, a na każdym z nich dwie kolumny. Ten z wynikami najmłodszych był najdłuższy, bo o ile na pozostałych obie kolumny miały po cztery- pięć pozycji, tutaj też jedna liczyła cztery nazwiska ale za to druga aż osiem.
Tom bez zaskoczenia ujrzał swoje nazwisko na pierwszej pozycji w tej krótszej grupie - pod nazwą Durmstrangu. Zdziwiło go za to nazwisko jedno z pozostałych chętnych.
Przeniósł wzrok z listy na stojących obok uczniów i napotkał wyzywające spojrzenie. Poznał je przez cały ubiegły rok aż nazbyt dobrze. Przemądrzały, czystokrwisty, arystokratyczny i jasny do obrzydzenia...
- Potter! - Najchętniej splunąłby wymawiając to nazwisko, ale był na to za mądry. Uczeń idealny nie zachowuje się w ten sposób, zachował zatem martwą, obojętną minę, a nawet lekko pochylił głowę pozdrawiając "kolegę".
Charlus Potter, najbardziej gryfoński z Gryfonów, odpowiedziawszy krótko.
- Riddle. - Również bez okazywania emocji skinął mu głową i wszedł do Wielkiej Sali a za nim jego mali, wpatrzeni w niego kamraci.
Tom jeszcze raz spojrzał na listę i szybkim krokiem podążył na śniadanie, po drodze rozmyślając o konkurencji.
Motywacje Krukonów dla zgłoszenia się na wyjazd do Durmstrangu były oczywiste: pasja do uczenia się wciąż czegoś nowego, często wykraczająca poza powszechnie dozwolone normy.
Krukoni spędzali wiele czasu w bibliotece, we wszystkich sektorach, a w tym zakazanym byli przyłapywani częściej niż pozostałe Domy łącznie - bowiem co prawda Ślizgoni gościli tam równie często, jednak byli lepsi w ukrywaniu tych wizyt.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego do Durmstrangu chciał dostać się Gryfon wbrew pozorom, w przypadku tego Gryfona także była prosta - Potterowie należeli do czarodziejów otwarcie nazywających Grindelwalda Czarnym Panem i próbujących zorganizować oficjalny front przeciw niemu.
Pewno chłopak wyobrażał sobie, że zdoła wykraść jakieś tajemnice z gniazda wroga, a może nawet planował jakiś sabotaż? Tom uśmiechnął się drwiąco - zabawny mały gryfonek. Nawet pozwoliłby mu na tę głupotę, gdyby nie to, że sam tak bardzo chciał - musiał się tam dostać.
Nie miał rodziny ani pieniędzy na naukę za granicą, dlatego ten program był jego jedyną szansą, by zobaczyć na własne oczy, czym tak naprawdę jest czarna magia i jak należy ją poznawać. Do tej pory sam dobrze sobie radził, ale w niektórych sprawach potrzebował przewodnika - w końcu po to wymyślono szkoły.
Nie będzie miał innej szansy, odpuszczenie sprawy, nawet dla najlepszej zabawy nie wchodziło w grę. Patrząc prosto w oczy siedzącego naprzeciw niego Gryfona wyartykułował bezgłośnie.
- Ze mną nie wygrasz, Potter!
