Rozdział 2 — Koniec
Time will help you through
But it doesn't have the time
To give you all the answers to the never—ending why*
The never ending why – Coldplay
W Instytucie Jeffersona od samego rana było tłoczno. Doktor Camile Saroyan z trudem opanowywała rozgardiasz, który spowodowała ekipa z National Geographic. Niespodziewana wizyta zaskoczyła szefową laboratorium, ale jej profesjonalizm dał o sobie znać. Nim reszta zezulców pojawiła się w Jeffersonian wszystko było już zorganizowane, a Cam siedziała w swoim gabinecie pijąc mocną czarną kawę, która była istnym błogosławieństwem.
Chwila spokoju i relaksu nie trwała jednak długo, gdyż kiedy kubek z parującym napojem był opróżniony do połowy, do gabinetu wszedł doktor Hodgins z miną iście zdezorientowaną.
— Czy ta mumia na stole laboratoryjnym to jakaś starożytna ofiara morderstwa? — zapytał spoglądając za siebie i zerkając na platformę.
— Prawie pan zgadł, doktorze Hodgins — odparła z uśmiechem Camille, który znany był jako „nie denerwuj mnie, bo mam ciężki dzień".
— Jak wiesz, prawie robi wielką różnicę. — Jack nie dawał za wygraną. Zapewne stałby tak jeszcze dłużej, gdyby nie podniesione głosy, które słychać było niedaleko gabinetu doktor Saroyan. — A to co znowu?
Wyszedł z biura swojej szefowej, która zaraz do niego dołączyła. Na odpowiedź nie musieli długo czekać. Do swojego gabinetu zmierzała Brennan, a za nią, z miną nie wróżącą dobrze, kroczył Booth.
— Co ty mówisz?! — Grzmiał agent, ale antropolog zdawała się nie reagować na jego słowa. — Bones!
Pięć sekund później zatrzasnęły się za nimi drzwi i nastała cisza.
— Czy ktoś mi raczy wyjaśnić, co to do cholery było? — Jack nie krył swojego zdziwienia.
— Nie mam zielonego pojęcia — odparła Camille, która również była w lekkim szoku.
— Wróżę kłopoty. — Do dwójki dołączyła Angela, która nie miała wesołej miny. — Wczoraj byli zadowoleni, a dziś... Nie jest dobrze — zacmokała i spojrzała na swojego męża, który mógł tylko przytaknąć.
.::.
Kiedy zezulcy zastanawiali się co się stało co Boothem i Bones, oni prowadzili dyskusję w gabinecie antropolog. Rozmowa nie była przyjemna dla żadnego z nich.
— To absurdalne! Chcesz o tym zapomnieć? — Seeley był wyraźnie poruszony tym co usłyszał od swojej partnerki. — Chcesz?
— Tak. Uważam, że to najlepsze rozwiązanie. Przejdźmy nad tym do porządku dziennego i znów bądźmy tylko partnerami.
— Nie wierzę w to co słyszę. Ty chyba sobie żartujesz! — Seeley uniósł ręce w geście bezradności.
— Dobrze wiesz, że nie mam w zwyczaju żartować. Zwłaszcza z takiej sprawy. — Ton głosu Brennan był chłodny i rzeczowy. Zupełnie jakby tłumaczyła coś studentom.
— Widzisz, Bones, sama wiesz, że to co się wczoraj stało nie było błahe. Ja nie potrafię tak po prostu o tym zapomnieć. Nie chcę zapomnieć!
— Booth, to nie ma sensu...
— Nie mów mi co ma sens a co nie! Jestem twój. Cały twój od chwili gdy Cię pierwszy raz ujrzałem. Świata poza tobą nie widzę, Temperance. — Agent już nie krzyczał. Teraz stał blisko swojej partnerki i słowa wypowiadał prawie szeptem. Jego oczy przepełnione były bólem. Nie mógł pozwolić, by go znowu odtrąciła, bo nie zniósłby tego. Zaprzepaściliby swoją szansę. Który to już raz?
— Seeley proszę... Nie utrudniaj tego. I tak jest mi ciężko... — Cichy szept dotarł do uszu agenta.
— Nie, Bones. Tobie jest ciężko? A ja? Pomyślałaś o mnie i moich uczuciach? Ty po prostu nie chcesz uwierzyć, że może nam się udać. Że możemy być szczęśliwi... Razem. Daj nam szansę.
Booth spojrzał w szaroniebieskie oczy Tempe, w których czaił się smutek ale i zdecydowanie. Dobrze wiedział, że jego partnerka już podjęła decyzję i nie zmieni jej. Ale mimo to, aż do teraz miał nadzieję, że ją przekona.
Jadąc dziś rano po nią czuł, że coś jest nie tak. Gdyby wszystko było dobrze, najprawdopodobniej teraz jedliby razem śniadanie i zastanawiali się jak powiedzą o wszystkim swoim przyjaciołom. Ale rzeczywistość była zupełnie inna. Tempe wyszła w środku nocy nic mu nie mówiąc. Wymknęła się i zostawiła go. Teraz też miała postąpić tak samo.
— Nie mogę Booth. Nie mogę... — Nie patrzyła mu w oczy, kiedy szeptem wypowiedziała te słowa. Nie usłyszała żadnej odpowiedzi, tylko odgłos zamykanych drzwi. I dopiero wtedy samotna łza spłynęła po jej policzku.
.::.
Całemu zajściu przyglądali sie Jack, Angela i Cam. Nie słyszeli o czym rozmawiają ich przyjaciele, ale mina Bootha opuszczającego gabinet Brennan mówiła aż nazbyt wiele.
Ból, złość, smutek. Tylko tyle i aż tyle. Angela wiedziała, że Seeley w życiu wiele przeszedł i potrafił dużo znieść. Ale kiedy chodziło o jej przyjaciółkę stawał się słaby. To Angela pierwsza zauważyła uczucie, które zaczęło być między Boothem a Bren. Kibicowała im i miała nadzieję, że się uda. Jej nadzieja zgasła kiedy zauważyła Seeleya, a umarła niecałą godzinę później, kiedy spojrzała na swoją przyjaciółkę.
— Coś się musiało stać — szepnął Hodgins, kobiety przytaknęły. — Coś naprawdę poważnego. I nie mówię tego tylko dlatego, że uwielbiam teorie spiskowe.
— W tym wypadku muszę się zgodzić — przytaknęła Camille, która wydawał się być zmartwiona tym, co przed chwilą zobaczyła.
Angela nic nie powiedziała tylko smutno się uśmiechnęła, a przez myśl jej przeszło, że życie jest zaskakujące. Wczoraj byli na dobrej drodze, by kiedyś być ze sobą. Dziś każde poszło w swoją stronę.
.::.
Bones weszła na platformę, na której stała już doktor Saroyan a towarzyszyła jej Daisy. Asystentka skupiona była na szczątkach leżących na stole laboratoryjnym – tych samych, o które rano pytał doktor Hodgins. Antropolog podeszła do kobiet, a jej wzrok – pusty i mętny spoczął na szkielecie.
— Kto dostarczył te szczątki? — zapytała i spojrzała na Cam, która nadzorowała pracę młodej kobiety.
Szefowa instytutu nie zdążyła jednak odpowiedzieć, gdyż z wyjaśnieniem pospieszyła Daisy.
— To Aztek! A przynajmniej był nim kiedyś. National Geographic odkryło nowego zikuratta i dziś dostarczyli jednego Azteka do nas. Chcą byśmy potwierdzili autentyczność! — Wszystko to zostało wypowiedziane na jednym wydechu.
— Dziękuję, panno Wick. — Camille przerwała swojej podwładnej nie chcąc, by ta piszczała dłużej nad jej uchem. W tym samym momencie na platformę weszła Angela niosąc w ręku szkicownik.
— Wszystko dobrze, Bren? — zapytała swoją przyjaciółkę.
Bones wyglądała na zmartwioną, wyglądała dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy myślała, że Booth nie żyje. Gdyby artystka słyszała całą rozmowę jaka odbyła się między partnerami, mogłaby porównać obie sytuacje. Teraz Booth też nie istniał, miał być tylko agent Booth.
— Tak — odpowiedziała krótko, po czym przeniosła swój wzrok na Cam, szukając potwierdzenia słów Daisy. — To prawda? — Tempe podeszła do szczątek i uważnie im się przyjrzała. — Nie ulega wątpliwości, mężczyzna, około 35 lat... Te kości mają więcej niż 600 lat. Chciałabym zobaczyć resztę.
— Być może twoje życzenie się spełni. Ale to zależy już od ciebie — powiedziała cicho doktor Saroyan, jakby chcąc, by Bones tego nie usłyszała. Daisy stała z promiennym uśmiechem na ustach chcąc już wyjaśnić o chodzi, ale ostry wzrok przełożonej powstrzymał ją. Natomiast Angela nie miała wesołej miny i wcale jej się nie podobało to, co powiedziała Cam.
— Nie wypowiedziałam życzenia, więc nic się nie spełni. Poza tym nie wierzę w coś takiego — odparła antropolog nie odrywając oczu od szczątek.
— Może jednak... mogłabym prosić cię na chwilę do mojego gabinetu? — dodała doktor Saroyan i popatrzyła na Bones, która również jej się przyglądała.
Chwilę potem za kobietami zamknęły się drzwi, za którymi ważyły się przyszłe losy doktor Brennan.
.::.
Booth wszedł do budynku J. E. Hoovera w iście kiepskim nastroju. Niczym tornado przeszedł przez biuro, a agenci widząc co się dzieje szybko schodzili mu z drogi. Ledwo doszedł do swojego gabinetu zamknął za sobą drzwi i usiadł za biurkiem. A raczej opadł z westchnieniem na fotel.
Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Wczoraj wszystko było dobrze, a dziś nastąpił koniec. Znów go odrzuciła, nie dała mu szansy. Ale to ostatni raz. Chce zwykłego partnerstwa? On da jej zwykłe partnerstwo. Koniec z Bones. Od dziś jest tylko doktor Brennan – światowej sławy antropologiem i autorką bestsellerowych książek. Nie będzie już Bootha i Bones. Nie będzie niczego, co przybliżałoby ich do siebie. Tylko sprawy kryminalne do rozwiązania. Żadnych spoufaleń i wieczornych wypadów na drinka.
Jedno było jasne – Booth już nie chciał cierpieć. Nie chciał się zadręczać. Chciał zacząć żyć. Chciał znaleźć osobę, z którą mógłby dzielić radości i smutki, z którą mógłby mieć dzieci i wreszcie spokojnie się zestarzeć. I chociaż wiedział, że z Bones przy boku taka wizja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, to nie miałby nic przeciwko temu. Był jednak mały szkopuł. Taka sytuacja już nigdy nie miała mieć miejsca.
To były twarde postanowienia agenta. Być może nieprzemyślane. Być może podjęte pod wpływem chwili, ale od dziś miały wyznaczać rytm jego stosunków z doktor Brennan. Jednak tak postanawiając nie wiedział jak trudne okaże się to zadanie, biorąc pod uwagę, że nie będzie już kolejnej wspólnej sprawy. Ale o tym agent Seeley Booth jeszcze nie wiedział.
* Czas pomoże ci przejść
Ale nie ma na to czasu
By dać ci odpowiedzi na nieskończone "dlaczego".
