Złota Trójca siedziała w pokoju wspólnym, chłopcy dyskutowali o dzisiejszej wyprawie Harry'ego z Dumbledore'm, a Hermiona siedziała pogrążona w swoich myślach. Cały czas miała przed oczyma Mistrz Eliksirów mówiącego, że ma zabić dyrektora. Nawet w nocy słyszała te słowa, jakby ktoś puszczał je na okrągło.
- Hermiona pytam się ciebie kolejny raz, myślisz że dyrektor wie gdzie jest ten horkruks? – niecierpliwie dopytywał się Ronald, Hermiona westchnęła w duchu. Na samą myśl o ich przywódcy poczuła gulę w gardle, ale nie mogła im przecież pokazać tego.
- Oczywiście, że tak. Dumbledore zawsze wie co robi. – odpowiedziała im ze sztucznym uśmiechem. – Musicie mu zaufać. – Cholera! Zaufać komuś, kto jest zdolny ukartować własną śmierć?
- No masz rację Miona, musimy mu zaufać. – uśmiechnął się do niej Harry.
- Wiecie co muszę coś sprawdzić idę do…
- Biblioteki. – dokończyli za nią przyjaciele. Puściła im oczko i wyszła z pokoju wspólnego. Miała już dość chłopaków, od obiadu cały dzień truli o tej wyprawie. Co prawda nie potrzebowała nic sprawdzić w bibliotece, ale zawsze lubiła tam chodzić. Ta cisza i spokój przywracały jej dobry humor. Nie udało jej się jednak daleko zajść, czerwcowe słońce, które przedzierało się przez wielkie okna zachęciło ją do wyjścia na błonia. Nie zastanawiała się długo, skierowała się na dwór.
Właśnie miała zamiar usiąść pod ulubionym drzewem, gdy zobaczyła w oddali wysokiego, ubranego na czarno mężczyznę. Snape? Przeszło jej przez myśl, co on robi na błoniach? Zaczęła się zastanawiać, ale w miarę przybliżania się postaci, stwierdziła, że to nie jej nauczyciel. Chociaż był do niego bardzo podobny, ta sama aparycja, niemalże identyczna sylwetka, nawet z twarzy był podobny. Zauważyła, że macha do niej. Nie wahając się ani chwili wstała, otrzepała się i ruszyła w jego kierunku.
- Dzień dobry jestem Lafcadio Prince, szukam… - przedstawił się grzecznie.
- Profesora Snape'a. – dokończyła gryfonka z filuternym błyskiem w oku. A więc to jest ten Laf, o który wczoraj rozmawiali. Zastanawiała się jak blisko był spokrewniony z Mistrzem Eliksirów. Sądząc po wyglądzie, musiało to być dość bliskie pokrewieństwo. Laf miał takie same czarne włosy, choć odrobinę krótsze i lśniące, jego oczy były brązowe, a nie czarne jak u Snape'a, nos tak samo długi, usta odrobinę pełniejsze i taka sama ziemista cera. No i oczywiście, nie był ubrany w szkolną togę Mistrza Eliksirów, chociaż strój ( koszulkę z krótkim rękawem i spodnie ) jak i pelerynę miał w ulubionym kolorze nauczyciela.
- Zgadza się. – uśmiechnął się. Hermiona stwierdziła, że gdyby ich profesor zaczął się uśmiechać byłby nawet znośny. – Z kim mam przyjemność?
- Hermiona Granger proszę pana. – ukłoniła lekko głowę na znak szacunku.
- Mów mi Laf. Mogłabyś zaprowadzić mnie do Severusa? – spojrzał na nią poważnie.
- Oczywiście. – uśmiechnęła się. – Laf mogę cię o coś spytać? – postanowiła grać w otwarte karty. Co jej szkodzi?
W odpowiedzi kiwnął jej głową.
- Wiesz jakie zadanie ma profesor Snape, prawda? – mężczyzna raptownie się zatrzymał, dziewczyna czuła, że próbuje dostać się jej do umysłu, ale z niewinnym uśmieszkiem zablokowała go.
- Dlaczego o to pytasz? – spytał ostro, krzyżując ręce na piersi. Hermiona parsknęła śmiechem, wypisz wymaluj Snape.
- Bo jestem pewna, że wiesz. Ale z czystej ciekawości chcę się upewnić. – miała ochotę pokazać mu język, ale się powstrzymała. To przecież dorosły facet, a jeśli jest rodziną Mistrza Eliksirów, to może mieć podobny charakterek, lepiej więc nie przesadzać.
- Czy chciałabyś mi coś powiedzieć? – wpatrywał się w nią uważnie, nadal szturmując jej myśli.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie Laf.
- Uparta dziewucha! – syknął pod nosem. – Ale tak masz rację, wiem jakie Severus ma zadanie.
- Tak jak myślałam. – na jej twarzy pojawił się iście ślizgoński uśmieszek. – Profesor jest z tobą spokrewniony w jakiś sposób?
- A to co jakieś przesłuchanie czy co? – prychnął mężczyzna, ale usłyszała w jego głosie wyraźne rozbawienie.
- Skoro chcesz to tak nazwać, więc?
- Severus jest moim kuzynem, jego matka i mój ojciec to rodzeństwo. – wyjaśnił jej. – Jeszcze coś?
- Dlaczego profesor zgodził się wykonać to zadanie? – Laf po raz kolejny się zatrzymał.
- Skąd to wiesz?
- A czy to ważne? – uśmiechnęła się wrednie.
- Myślę, że tak.
- A ja uważam, że to mało istotne. – zaczęła iść, skoro Laf nie ma zamiaru jej odpowiedzieć, to jego sprawa. Będzie musiał sam znaleźć sobie pracownię swojego kuzyna.
- Hermiono, dlaczego tak się o niego wypytujesz? – usłyszała głos Prince'a koło swojego ucha, prawie podskoczyła z wrażenie. Jak to możliwe, że pogrążyła się tak bardzo w myślach, że nawet go nie usłyszała?
- Tak jakoś. – wzruszyła ramionami.
- Lubisz go?
- Co? – krzyknęła zdziwiona.
- Pytam czy lubisz Severusa Hermiono. – uśmiechnął się cynicznie.
- To mój nauczyciel. – odpowiedziała mu cierpko.
- Co nie zmienia faktu, że nauczyciela można lubić.
- Szczerze? Nie wiem, szanuję go na pewno. Imponuje mi jego wiedza i moc, ale czy go lubię? Równie dobrze mogłabym lubić tylnowybuchową sklątkę Hagrida. – stwierdziła krzywiąc się.
- Wiesz jakie ma zadanie prawda? Co musi zrobić? – tym razem Lafcadio pytał.
- Tak – odpowiedziała bardzo cicho, właściwie mężczyzna odczytał to bardziej z jej ruchu warg, niż z dźwięku który wydała.
- Chcesz mu pomóc? – mężczyzna machnął różdżką dookoła nich, rzucił zaklęcie antypodsłuchowe, które tylko czarodziej rzucający może zdjąć.
- Nie sądzę, żeby to było możliwe. – uśmiechnęła się smutno.
- To jest możliwe. Ale wymagałoby od ciebie b a r d z o dużego poświęcenia. Myślę, że z użyciem czarnej magii nie miałabyś problemu. – Hermiona wpatrywała się w niego z dużym zdziwieniem, skąd on…? No tak, zdjęła Maskę. Wiedziała, że bez niej siny czarodziej wykryje wokół niej aurę jaką roztacza czarna magia. Maska, którą zakładała na co dzień maskowała tą aurę i pozwalała jej być idealną. Swoją drogą, to też jedno z milszych zaklęć, które musiała na siebie rzucić. Ale nie żałowała jednak.
- Jakiego poświęcenia? – czuła, że głos jej lekko drżał.
- Pójdziesz do biblioteki i znajdziesz książkę „Magia, przysięga i poświęcenie". Na pewno jest w Dziale Ksiąg Zakazanych, musisz ją przeczytać całą, żeby zrozumieć o czym mówię.
- Ale co będzie jeśli mi się nie uda pomóc profesorowi, jeśli coś pójdzie nie tak przeze mnie? – czuła jak idealna Hermiona odzywa się w niej, ta Hermiona nie lubiła ryzyka.
- Uda ci się tego jestem pewien. Masz wielką moc i dobrze o tym wiesz. Ale pamiętaj, jak zaczniesz czytać to już nie będzie drogi odwrotu, będziesz MUSIAŁA pomóc Severusowi.
- Ale dlaczego?
- Zrozumiesz jak przeczytasz, a teraz idź do biblioteki. – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Przyślę ci patronusa z instrukcjami jak będziesz mi potrzebna. Rozumiemy się?
- Tak. – dalej patrzyła na niego zdumiona. Dlaczego wybrał właśnie ją? Co spowodowało, że jej zaufał. Nie znała odpowiedzi na to pytanie, miała jednak nadzieję, że kiedyś się to wyjaśni,
- Powodzenia. – poklepał ją po ramieniu starając jej się dodać otuchy i odszedł, zdjąwszy uprzednio zaklęcie antypodsłuchowe.
Severus siedział ze szklanką Ognistej w ręce. Dzisiejszy wieczór nie zapowiadał się dobrze, Dumbledore miał wyruszyć ze Złotym Idiotą na jakąś pewnie jeszcze bardziej idiotyczną, ale jakże zbawienną misję. A później on miał wykonać swoje zadanie, które na samą myśl o nim przyprawiało go o czarną rozpacz. Na domiar złego czuł, że młody Malfoy, ten arogancki dzieciak coś kombinuje. Czyżby wiedział, coś o wyprawie Dyrektora i Jakże – Złotego – Idioty? Nie, z pewnością nie. To byłoby nie możliwe. Przecież to ściśle tajne. Mimo to był pewien, że ta Irytująca – Najlepsza – Najbardziej – Idealna – Wiem – To – Wszystko – Granger i Głupkowaty – Zidiociały – Wieprzlej wiedzą o wszystkim. Westchnął w duchu i wypił łyk złocistego płynu, poczuł jak przyjemnie piecze go w gardło. Nie przyniosło mu to jednak ulgi, upił drugi i trzeci łyk, aż poczuł jak zbawienny spokój rozpływa się po jego ciele. Zapatrzył się w ogień, który wesoło migotał w kominku. Usłyszał ciche pukanie.
- Wejść! – warknął szorstko. Jak to Dumbledore, to przysiągł sobie, że zrobi mu krzywdę, nie miał zamiar widzieć tego starca przed tym co ma się stać. Nie mógłby patrzeć w jego jasnoniebieskie, wesołe oczy, które były mu tak bliskie. Nie mógł widzieć tych przeklętych iskierek w jego spojrzeniu, których jeszcze dziś prawdopodobnie go pozbawi. Wypił kolejny łyk, otworzyły się drzwi.
- Witaj Severusie. – usłyszał poważny głos. Głos, którego się nie spodziewał, szklanka wypadła mu z dłoni i zbiła się rozlewając płyn na czarnym dywanie. Złociste kropelki zaczęły mienić się w świetle ognia, ale mężczyzna nie zwracał na to uwagi poderwał się z krzesła i podszedł do przybysza.
- Lafcadio! Co ty tutaj robisz? – spytał, emocje buzowały w jego czarnych tęczówkach, choć na twarzy była zwyczajna Maska.
- Myślę, że wiesz Severusie co tu robię. – uśmiechnął się, miał zamiar uścisnąć kuzyna, ale już lekki ruch w jego stronę spowodował, że Mistrz Eliksirów wyciągnął różdżkę. – Żadnych czułości Laf! – syknął przez zęby i podszedł do krzesła, na którym wcześniej siedział. Opadł na nie z impetem, po czym machnął różdżką a na małym stoliku pojawiły się dwie szklanki.
- Dziękuję Sever. – puścił mu oczko i zajął miejsce naprzeciw niego, słyszał, jak mężczyzna prycha słysząc zdrobnienie swojego imienia.
- Po co tu przyjechałeś? – spytał szorstko Mistrz Eliksirów, chociaż w głębi duszy cieszył się na przybycie kuzyna.
- Też się cieszę z twojej radości Severusie. – uśmiechnął się ciepło Laf i napełnił obie szklanki Ognistą. – Naprawdę miło zobaczyć jak raduje cię moja wizyta.
- Chciałbyś. – parsknął Mistrz Eliksirów.
- Nie muszę, ja to wiem Sever. W każdym razie jak się czujesz?
- Biorąc pod uwagę, że za jakieś kilka godzin mam zabić największego jasnego czarodzieja na świecie, który na dodatek jest moim przyjacielem, to super. – jad wprost ociekał z jego słów. Lafowi zrobiło się szkoda Severusa, ale miał cichą nadzieję, że jego plan się powiedzie i wszystko potoczy się inaczej.
- Sever ty nie wierzysz w cuda, prawda? – zaczął z innej beczki.
- Czyś ty zdurniał do reszty? – krzyknął.
- Nie. – wyszczerzył się niewinnie. – Po prostu mam plan.
- Jaki? – spytał na pozór obojętnym tonem Mistrz Eliksirów.
- A tego ci nie powiem. – pokazał mu język.
- Laaaaaaaaaaaaaaf!
Odpowiedział mu radosny śmiech kuzyna.
