Na początek parę słów ode mnie :) Bardzo dziękuję za te kilka komentarzy :)

Mimi - niestety wiem, że nieco schematyczne, po prostu tak jakoś mnie natchnęło. Mam nadzieję, że w moich dalszych fanfiction będzie lepiej. Założenie bloga - myślałam nad nim, jednak na pewno nie teraz, może w czerwcu, może początek wakacji? Na razie brak czasu mi to uniemożliwia. Dziękuję bardzo za szczerą opinię :)

Nie przedłużając - część druga, ostatnia :)

Ukrywając się za maskami cz. 2

Serce Hermiony wyrywało się z piersi, odkąd jej partner zerwał maskę. To był Draco! Tańczyła z nim, jakby od zawsze razem to robili, rozmawiała jak z najlepszym przyjacielem, całowała się z nim i to zdecydowanie więcej niż jeden raz. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ten, który ją niegdyś zostawił, zaprzepaścił prawie rok ich przyjaźni, wyjechał, a po ponownym spotkaniu, mimo bliskiego towarzystwa nie zwracał na nią uwagi, teraz był dla niej jeszcze bardziej pociągający i kuszący. Kochała go, kochała go całym sercem, nieprzerwalnie od ponad 5 lat, a dzisiejszy wieczór obudził ukryte uczucia. Nie wiedziała co zrobić...

Kobieta po nieprzespanej nocy odwiedziła swoich rodziców, których odnalazła dwa lata po bitwie o Hogwart i przywróciła im pamięć. Na resztę okresu świąt również została u państwa Grangerów. Nie wiedziała jeszcze, że powrót do Paryża okaże się tak zaskakujący!

Dwudziestego siódmego grudnia panna Granger aportowała się na ulicę Merlina w Paryżu i oniemiała. Wzdłuż całej ulicy porozklejane były zdjęcia jej postaci z Paryskiego Balu Bożonarodzeniowego i krótkie ogłoszenie, z którego dowiedziała się, że Dracon Malfoy pilnie poszukuje tej kobiety, gdyż ma coś, co należy do niej... Zamyśliła się... No tak, to na pewno moja bransoletka! - pomyślała. Wieczorem pojawiła się w pracy, a jej koleżanki nie mówiły o niczym innym, jak o tym, że ich przystojnego ordynatora uwiodła jakaś pseudo-piękność. Jedna z nich nawet starała się wymyślić jak się pod nią podszyć... Zrobiło jej się nieco przykro, ale w tym momencie do ich dyżurki wszedł, nie kto inny, jak Dracon Malfoy.

- Elodie, możesz już o tym zapomnieć. Wiem, ze to nie byłaś ty, a twoje słowa tylko mnie w tym upewniły. - Panna Granger przesunęła się tak, aby ordynator nie mógł dostrzec jej twarzy, gdyby pojawiły się na niej jakieś nieodpowiednie uczucia. - Hermiono, bardzo proszę musisz ze mną dzisiaj pracować. Musimy wynaleźć przeciwurok na jakąś paskudną klątwę, którą dostał nasz nowy pacjent. Ty, Gabrielle, razem z Edouert'em musicie utrzymać go skutecznie przy życiu, dopóki czegoś nie wymyślimy. Elodie zrób obchód za Hermionę. Szybko! - Nie mając innego wyboru, Granger ruszyła za Draconem do jego gabinetu.

Gdy ostatnio była w gabinecie Dracona wyglądał on zupełnie inaczej, tak surowo. Teraz ściany miały kolor szmaragdowej zieleni, koło wielkiego okna stało czarne, długie, nowoczesne biurko, a przed nim dwa fotele. Po drugiej stronie gabinetu znajdował się komplet wypoczynkowy - zielono-czarna kanapa i fotele - oraz mała, szklana ława. Na czarnych półkach, porozwieszanych tu i ówdzie, piętrzyły się cenne księgi i dekoracje nadające wnętrzu miłą atmosferę. Malfoy w tym czasie podszedł do jednej z półek, wziął z niej kilka książek i następnie położył je na ławie, zdjął marynarkę i usadowił się wygodnie w fotelu. Gestem wskazał dziewczynie aby do niego dołączyła, więc Hermiona rozsiadła się na kanapie.

- Chłopak, którego do nas przywieźli dostał jakąś paskudną, nową klątwą. Zbadałem jej właściwości i skutki, wszystko wskazuje na to, że jest to jakieś połączenie klątwy tnącej, puchnącej i parzącej, a być może jeszcze żądlącej i szatkującej. Skutki są opłakane. Tutaj - kontynuował wskazując na mały zwój pergaminu - jest spisane wszystko co wiemy. Musimy coś wymyślić, bo inaczej nas pacjent pożegna się z tym światem...

Granger chwyciła zwój i zaczęła go studiować, to paskudne zaklęcie, prawie zabiło ich pacjenta. Kolejnym ich krokiem było wymienienie proponowanych rozwiązań i sugestii, a następnym rozpoczęcie studiowania książek. Wreszcie po wielu godzinach pracy, kilku kawach i jednej małej sprzeczce, Hermiona wpadła na genialny pomysł, który Draco szybko przestudiował i uznał za najsłuszniejsze postępowanie. Rzuciła mu półuśmiech i zmęczona powlekła się za nim do sali pacjenta.

Gabrielle i Edourt wciąż krzątali się przy łóżku młodego mężczyzny, podtrzymując jego funkcje życiowe i tamując krwotoki. Na widok Dracona delikatnie się odsunęli, ten jednak poprosił, aby to Granger rzuciła zaklęcie. Zdziwiła się, ale podeszła do szpitalnego łóżka, wyciągnęła różdżkę i wykonując wiele zawiłych ruchów nadgarstka, szeptała leczące inkantacje. Po kilku minutach pacjent ustabilizował się, rany zasklepiły się, a obrzęk ciała się zmniejszał. Udało się! - pomyślała Hermiona. Jej pierwsze tak poważne wyzwanie zakończyło się sukcesem. Reszta magomedyków pogratulowała ordynatorowi i Mionce sukcesu.

Wkrótce w sali pozostała tylko Hermiona i Draco. Wtedy stało się coś dziwnego i niespodziewanego. Dracon wychodząc z sali zatrzymał się przy niej, pochylił i szepnął do ucha: "Wiedziałem, że dasz sobie z tym radę. To twoja zasługa." i zniknął z pola jej widzenia. Dziewczyna była wstrząśnięta tak bliskim kontaktem z tym oszałamiającym mężczyzną. W jej sercu wciąż pozostawało wspomnienie tych wspaniałych pocałunków z balu...

Najmłodszy Malfoy miał problem. Nadal szukał swojej partnerki z Bożonarodzeniowego Balu. A dzisiaj... Dzisiaj gdy pochylił się nad Hermioną, miał wrażenie, że to była ona. Ten sam kształt obojczyka, ten sam zapach... Ale to chyba tylko przypadek? - myślał i sam nie wiedział co o tym sądzić. Nagle, zorientował się co może zrobić. Przyda się jego spadek po dziadku i kilka znajomości. Dracon Malfoy miał plan - Dracon Malfoy zorganizuje Noworoczny Bal. Był pewien, że jeśli tylko ona się tam zjawi - rozpozna ją. To była jego szansa, jego szansa na szczęście. Mężczyzna miał niewiele czasu, ale dla Malfoyów nie było rzeczy niemożliwych. Zaangażował kilkadziesiąt osób w przygotowania, nawet jego matka i ojciec pomagali, gdy ich w to wtajemniczył!

Hermiona patrzyła zszokowana na wielki plakat zapraszający wszystkich pracowników szpitala na Noworoczny Bal. Był już trzydziesty grudnia i nie miała szans, aby tam się wybrać, nie skompletuje stroju sylwestrowego w jeden dzień. Ginny namawiała ją do pójścia na to wydarzenie, jednak Miona była sceptycznie nastawiona. Jej zdanie drastycznie się zmieniło, gdy wracając do domu wieczorem, zobaczyła na wystawie piękną balową suknię. Nie mogła oderwać od niej wzroku, dlatego postanowiła wejść do środka i ją przymierzyć. Pasowała idealnie! Obcisła u góry, z zielonoczarnymi zdobieniami, z jednym grubszym ramiączkiem, zwieńczona delikatnym, lecz szerokim czarnym paskiem w talii i rozszerzana ku dołowi, wykonana z setek warstw, różnej długości kawałków czarnego, zwiewnego tiulu, dawała lekki i piorunujący efekt. Mimo dość wygórowanej ceny sukni, Granger wróciła do domu z nowym zakupem. Hermiona przejrzała kolekcje swoich butów i biżuterii. Tym razem postanowiła wybrać delikatny srebrny zestaw złożony z długich, przyciągających wzrok kolczyków i bransoletki z delikatnymi szmaragdowozielonymi oczkami i klasyczne, czarne czółenka.

Następnego dnia w pracy, jej koleżanki nie rozmawiały o niczym innym, jak o balu. Hermiona szczerze mówiąc, cieszyła się, że wyjdzie gdzieś na sylwestra. Jedyne co ją denerwowało to to, że miał to być znowu bal maskowy. Było już za późno na to, aby mogła zamówić nową maskę u projektanta, dlatego, postanowiła przerobić nieco swoją maskę balową z czasów Hogwartu. Była to czarna, koronkowa maska, którą Miona dodatkowo ozdobiła delikatnymi szmaragdowymi i hebanowymi kryształkami Swarovski'ego, wspaniale dopasowywała się do osobowości i stroju Hermiony. Gryfonka po skończonym dyżurze kolejny raz zaczęła szykować się na wyjście. Po szybkiej kąpieli, uczesała swoje włosy do tyłu, upinając je w zgrabnego, wytwornego koka, wpięła w uszy kolczyki i zabrała się za zrobienie pasującego makijażu. Nie chciała przesadzić, ale dopasować się do delikatnej maski. Podkreśliła powieki czarną kreską i wykonała mały smoky-eyes. Była zadowolona z efektu. Już chwilę później była gotowa, aby aportować się pod restaurację, w której miał odbyć się bal.

Draco Malfoy już od popołudnia siedział na sali romantycznej restauracji "La fin de la vie". Martwił się, że coś może się nie udać. Już koło godziny dziewiętnastej zaczęli schodzić się pierwsi goście, mimo, że bal miał zacząć się o dwudziestej. Ślizgon siedział i obserwował schody wejściowe z coraz większym napięciem. Tuż przed godziną dwudziestą pierwszą, po białym marmurze zaczęła schodzić bogini, we wspaniałej czarnej sukni i masce. Wiedział, że to ona. Widział to po stylu jej poruszania się i po tych błyszczących włosach. Szybko podszedł do niej.

- Znowu się spotykamy, moja droga - wymruczał wprost do jej ucha, łapiąc ją od tyłu w talii. - Nie ładnie postąpiłaś przy naszym ostatnim spotkaniu, jednak dzisiejszego wieczoru nic nam go nie zepsuje. Zechciałabyś mi towarzyszyć i uprzyjemnić swoim towarzystwem mój czas, kochana?

Nie wiedząc co odpowiedzieć, kobieta z wahaniem lekko skinęła głową. Draco zaoferował jej ramię, więc wsparła się na nim i podążyli ku małemu stolikowi. Napili się ponczu, po czym mężczyzna wytłumaczył jej, że tradycją jest, aby główny organizator zatańczył taniec ze swoją partnerką. Zawstydzona nie chciała wyjść na parkiet, ale ostatecznie pojawiła się na nim. Rozbrzmiały pierwszy nuty walca wiedeńskiego. Para zaczęła wirować, wykonując coraz trudniejsze kroki tego tańca. Kolejny raz patrzyli sobie głęboko w oczy, jakby w ten sposób mogli ujrzeć własne dusze. Tłum wpatrywał się w tańczącą parę i, gdy tylko skończyli, rozległy się ogromne oklaski. Zawstydzona dziewczyna chciała zejść z parkietu, jednak Draco przytrzymał ją, w tym samym momencie rozległy się dźwięki i Hermiona rozpoznała w nich "Valentine's dance tango".

- Proszę... To ostatnie tango... Zatańcz ze mną... - wyszeptał ponownie wprost do jej ucha. Rzuciła na niego czułe spojrzenie i wykonała pierwszy krok. To tango rozbudziło w niej wspomnienie ich pierwszego tańca na Paryskim Balu Bożonarodzeniowym. Łzy napłynęły jej do oczu - wiedziała, że po tym tańcu musi go opuścić, że musi żyć obok niego, kochając go.

Panna Granger nie wiedziała jednak, że Malfoy widząc w jej oczach zrezygnowanie i chęć ucieczki zrozumiał, że chce go opuścić. Nie wiedziała też o tym, że on nie pozwoli jej odejść, że musi dowiedzieć się kim jest ta dziewczyna, ta wspaniała kobieta, która przypominała mu jego miłość - Hermionę. Dlatego nikt nie mógłby sobie wyobrazić jej szoku, gdy w chwili, kiedy trwała w ramionach Draco, tuż po ostatniej figurze tanga, mężczyzna nagle zerwał z jej twarzy maskę. Jego źrenice rozszerzyły się tak, że ledwo widziała zarys stalowobłękitnych tęczówek.

Cała sala umilkła widząc Granger w ramionach Dracona. "To była ona? Jakim cudem?" - myśleli goście. Każdy z nich wiedział o poszukiwaniach Malfoya, nikt jednak nie pomyślał o tym, że tą pięknością mogłaby być Hermiona, przyjaciółka Harry'ego Potter'a - Chłopca-który-przeżył, Chłopca-który-pokonał-Sam-wiesz-kogo - była, naczelna kujonica Hogwartu, Wiem-to-wszystko, Granger. Dla wszystkich, oprócz Ginny Potter i jej męża, był to olbrzymi szok.

Kobieta nadal tkwiła w ramionach Dracona, wreszcie do jej świadomości dotarło to co się stało. Wiedziała, że nie powinna tu przychodzić. Złapała za poły swojej sukni, delikatnie ją podwijając i wybiegła z sali do ogrodu, pozostawiając tam osłupiałego Malfoya i gości.

- Hermiona, zaczekaj! - krzyknął Draco, jednak dziewczyna już go nie słyszała. Pobiegł, więc w kierunku w którym odeszła. - Hermiona! - nawoływał przeszukując rozległy park. Po kilku bezowocnych minutach poszukiwań, blondyn uderzył się ręką w czoło. - Przecież jestem czarodziejem! - Wyciągnął różdżkę, machnął nią, jakby od niechcenia i dodał: - Wskaż mi!

W ten sposób, już po paru sekundach zauważył cień kobiety skulonej na ziemi, pod małą fontanną. Podszedł do niej bezgłośnie, zauważając, że dziewczyna cicho szlocha. Kucnął przy niej, pogłaskał jej ramię i powiedział:

- Hermiono... Proszę cię nie płacz... Ja... Ja przepraszam, że tak zareagowałem... Nie spodziewałem się, że to możesz być ty... Proszę cię, kochanie, uspokój się... - mówiąc cały czas uspokajająco gładził ją po głowie. Zdumiona spojrzała na niego zapłakanymi oczami. - Proszę... Nie płacz przeze mnie... I... - zawahał się. - Wytłumacz mi to wszystko.

- Dobrze. Powiem to tylko raz i potem pozwolisz mi odejść, zapominając o tym... Na Paryskim Balu Bożonarodzeniowym, nie wiedziałam, że to ty... To był szok, gdy zerwałeś swoją maskę... A moje działania, cóż... To jest skomplikowane... Draco... Nie mogłam pozwolić ci zobaczyć kim jestem, nie mogłam pozwolić związać ci się z kimś od kogo uciekłeś. Uświadomiłam sobie, że jeszcze w Hogwarcie stałeś się kimś ważnym dla mnie... Ale skoro mnie odtrąciłeś, nie dawałeś znaku życia przez tyle lat, nie mogłam wejść do twojego życia. Byłbyś rozczarowany... Zniesmaczony... Widząc cię później w pracy, zrozumiałam, że to uczucie wciąż we mnie jest... Że nie wyleczyłam się z niego. Na początku nie chciałam przyjść tutaj dzisiaj, wiem, że to był błąd. Przepraszam cię za to... Wiem, że pewnie teraz jesteś ośmieszony przed innymi... Wiem, że cię zawiodłam... - zamilkła, wsłuchując się w ryk tłumu który właśnie zaczął odliczać ostatnie dziesięć sekund roku.

- Jesteś głupia, Hermiono, ale i tak cię kocham - powiedział Draco, po czym namiętnie wpił się w usta zszokowanej dziewczyny. W tym samym momencie, kilkaset metrów dalej, grupka ludzi wykrzyknęła "Nowy rok!", a nad ich głowami rozbłysły setki różnokolorowych fajerwerków. Jednak żadne z pary go nie widziało, pogrążeni byli w czułym pocałunku. Gdy wreszcie się od siebie oderwali, Draco wytłumaczył całą sytuację kobiecie. - Hermiono... - rozpoczął gładząc jej zaróżowiony policzek. - Wtedy, tuż po ukończeniu Hogwartu uciekłem, bo cię pokochałem. Myślałem, że z twojej strony to tylko przyjaźń, a dłużej nie mogłem być z tobą, a jednak osobno. Byłem tchórzem, byłem głupim, bezmyślnym tchórzem. Nigdy jednak nie przestałem cię kochać, słodka Gryfonko. Próbowałem, wielokrotnie próbowałem być z innymi kobietami, na całe szczęście bezskutecznie! Gdy pojawiłaś się u mnie na oddziale... Z pełną premedytacją odsuwałem cię, jak najdalej od siebie. Twoja obecność była dla mnie rozdzierająca. Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy ta kobieta z balu stała się dla mnie kimś tak samo wyjątkowym jak ty. Czułem, że jest podobna, że jest kimś kto mógłby być chociażby marną, jednakże pewną imitacją ciebie. Szalałem, myśląc, że utraciłem drugą szansę na szczęście. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem szczęśliwy, że to ty... Tyle na ciebie czekałem...

- Kocham cię Draco - powiedziała ze łzami w oczach.

Dwudziestego czwartego grudnia 2005 roku Hermiona od południa szykowała się na kolejny Paryski Bal Bożonarodzeniowy. Wykonała mocno podkreślający oczy szaro-czarny makijaż, włosy rozpuściła i zakręciła w piękne fale, wpinając tylko gdzieniegdzie małe, połyskujące diamentowe spinki. Założyła na siebie delikatną, srebrną kreacją. Suknia, dokładnie tak jak lubiła Hermiona, opinała się na górnych partiach ciała i była bez ramiączek, natomiast poniżej bioder rozszerzała się, zapewniając swobodę ruchów. Na lewym udzie miała dodatkowo, wspaniałe, kwiatowe zdobienie, do którego Granger dobrała pasującą kolię i kolczyki. Kobieta uwielbiała takie okazje!

Wyszła z pokoju i wpadła wprost w ramiona swojego chłopaka, który na jej widok zaniemówił, po czym schylił się pocałował ją czule i wyszeptał, że wygląda olśniewająco. W tym roku czuła takie samo podekscytowanie, jak w roku ubiegłym, gdy wchodziła do "Chant Amour". Jedyne co się zmieniło to, to, że tym razem nie musiała mieć ze sobą maski, za to mogła wesprzeć się na ramieniu swojego mężczyzny.

Popatrzyła na Dracona i jej serce zalała fala miłości, byli ze sobą od pamiętnego Noworocznego Balu. Kochała go codziennie coraz mocniej, poznając na nowo. Na początku byli ostrożni w swoim związku, co prawda i tak wszyscy się o nim wiedzieli, jednak para postanowiła zachować wstrzemięźliwość. Zaczęli od początku. On zaprosił ją na randkę do restauracji, później na wernisaż, następnie do teatru, opery i kina. Jedyne na co sobie pozwalali to pocałunki. W walentynki po raz pierwszy spędzili ze sobą noc, tak namiętną i cudowną, jak z nikim innym. Dwa miesiące później zamieszkali ze sobą.

Ich rodzice zaakceptowali ich związek, co więcej! Hermiona stała się wręcz ulubienicą pani Malfoy. Często spędzały ze sobą popołudnia, rozmawiając oraz dzieląc się pasjami. Hermiona nauczyła Narcyzę gotować, ona zaś pokazała Granger wiele tradycji i rozrywek czarodziejów. Podzieliła się z nią sekretami czystokrwistych rodzin. Jednym słowem, Narcyza pokochała Hermioną jak córkę, której nigdy nie miała. Na początku jej rodzice nie mogli się pogodzić z tym, że Malfoy'owie byli Śmierciożercami, jednak krótka wizyta w myślodsiewni Dracona zmieniła ich przekonania. Wszystko cudownie się układało.

Tuż, po tradycyjnym tangu nuevo singli, który Granger oglądała z sentymentem, zastanawiając się ile nowych par powstanie, dzięki temu tańcu, Draco zniknął, po czym nagle Hermiona usłyszała jego głos dobiegający ze sceny. Zaprosił ją do tańca. Z głośników popłynęła muzyka, w której rozpoznałam utwór "It will rain" w wykonaniu Bruno Mars'a. Kochała z nim tańczyć, jednak tym razem miałam wrażenie, że to coś więcej.

"...Cause there'll be no sunlight

if I lose you, baby

There'll be no clear skies

if I lose you, baby

Just like the clouds

My eyes will do the same if you walk away

Everyday, it will rain, rain, rain..."

Czuła jakby te słowa miały być obietnicą, prośbą i pragnieniem. Utwierdziło ją w tym to, że jej chłopak wyszeptał ostatnią strofę wprost do jej ucha. Gdy muzyka ucichła, Draco klęknął przed nią i wyciągnął pudełeczko z kieszeni marynarki. Gdy je otworzył Hermiona ujrzała piękny pierścionek z białego srebra, ozdobiony delikatnymi szmaragdami. Łzy pojawiły się w jej oczach, gdy głos mężczyzny rozległ się na całej sali.

- Hermiono Jean Granger, jesteś moim życiem, moim sercem i moją duszą. Nie wyobrażam sobie przyszłości bez ciebie. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?

Spojrzała na niego wzruszona, wykrzyknęła tak i została porwana w ramiona przez Malfoya. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, a już po chwili pierścionek zaręczynowy widniał na serdecznym palcu lewej dłoni panny Granger. Wszyscy goście bardzo im gratulowali, a państwo Malfoy, obecni również na balu, nie kryli dumy z syna i jego wybranki. Resztę nocy Hermiona spędziła tańcząc w ramionach Draco, ciesząc się każdą chwilą spędzoną razem.

Paryż, 31 grudnia 2006 roku.

- Ginny, proszę powiedz, mi, że kwiaty już dotarły... - mówiła coraz bardziej zdenerwowana Hermiona, jeszcze, Granger. - O Boże! Ja się martwię o kwiaty, a jeśli on nie przyjdzie? Jeśli się nie pojawi... Albo jeśli ja się potknę, pomylę, połamię... - rozpaczała dalej. Na szczęście dzięki przyjaciółce zebrała się w sobie i zajęła przygotowaniami...

Dziś był wyjątkowy dzień. W ogrodach "Chant Amour" został umieszczony wielki namiot, a w nim setki krzeseł oraz ołtarz. W tej chwili na krzesłach zasiadali goście, przy ołtarzu stał urzędnik Ministerstwa Magii, a obok niego Dracon Malfoy, jego najlepszy przyjaciel - Blaise Zabini i Harry Potter. Na dróżce prowadzącej do białej altanki pojawiły się dwie piękne dziewczyny, narzeczona Diabła - Pansy Parkinson i żona Pottera, Ginny. Ich nadejście zwiastowało pojawienie się tej najpiękniejszej i najważniejszej dla Dracona. Rozległy się pierwsze nuty Marsza Weselnego, gdy ją zobaczył. Wyglądała idealnie. Miała na sobie białą suknię na jednym ramiączku z kokardką - której gorset wykończony był srebrno-kryształową ozdobą - i lejącą się warstwami białego tiulu ku ziemi. Nie była bardzo strojna, ale Hermiona wyglądała w niej jak prawdziwa księżniczka. Gdy podeszła bliżej zauważył w jej upiętych włosach delikatny diadem, pasujące do całości kolczyki i podkreślający oczy, jasny makijaż.

Gdy złapał ją za rękę uśmiechnęła się uroczo, natomiast gdy złożyli wzajemną przysięgę, z jej oczu wyleciały łzy szczęścia. Przytuliła mocno Dracona, a potem ku zadowoleniu gości pocałowali się. Po niekończących się gratulacjach, życzeniach i prezentach, wszyscy przenieśli się do sali balowej "Chant Amour", sali w której wszystko się zaczęło. Hermiona i Draco po raz kolejny witali Nowy Rok pocałunkiem - jedyną zmianą było to, że nie była już Granger, była panią Malfoy.

Paryż, sierpień 2018 roku.

- Mamo, co to jest?! - zawołała podekscytowana ośmioletnia Rose, machając Hermionie dwoma maskami tuż przed oczami. Obok niej stał równie ciekawy dziesięciolatek, Scorpius. Oboje byli słodkimi blondynami, jednak Rose miała czekoladowe oczy, tak jak ona, a Scorpius stalowobłękitne tęczówki ojca. Nie mając wyboru Hermiona opowiedziała dzieciom historie masek, czyli historie miłości jej i Dracona, który dołączył do niej, w chwili, gdy opowiadała o Noworocznym Balu w 2004 roku. Na powitanie pocałował żonę w policzek i usiadł obok niej, przytulając ją.

Rose i Scorpius byli zadowoleni, gdyż wreszcie odkryli prawdę o rodzicach. - To było takie urocze! - wykrzyknęła wzruszona Rose. Jej rodzice przeżyli zdarzenia, niczym z mugolskich komedii romantycznych. - Muszę o tym opowiedzieć Lily i Emily!

- Tato dobrze, że tak walczyłeś o mamę - dodał Scorpius i przybił z ojcem piątkę. - Chodźmy polatać na miotłach, Rose!

Hermiona uśmiechnęła się, patrząc na wybiegające do ogrodu dzieci i całując męża. Lily Potter i Emily Zabini były w wieku Rose. Scorpius natomiast miał iść do szkoły razem z córką Luny i Nevilla Longbottomów, Alice, oraz synem Potterów, Albusem. Przyjaciele idealnie "zgrali się" w czasie i ich dzieci pójdą razem do Hogwartu. Tak, pomimo, ze nadal mieszkali we Francji i pracowali w paryskim św. Mungu, już niedługo mieli powrócić do Londynu, gdyż Scorpius miał iść do szkoły, a nie chcieli, aby ich dzieci chodziły do Beauxbatons. Dracon załatwił dla nich bezproblemowe przeniesienie do londyńskiej siedziby św. Munga. W końcu byli jednymi z najlepszych magomedyków na świecie.

Życie byłej panny Granger ułożyło się wspaniałe, miała kochającego męża, dwójkę uroczych dzieciaków, cudownych przyjaciół i wspierającą rodzinę. Cieszyła się, że jej historia z Draconem potoczyła się tak, a nie inaczej, dzięki temu bardziej doceniali każdą wspólną chwilę i cieszyli się tym co mają...

KONIEC

Kolejny raz proszę o szczere opinie :) Jest to moje pierwsze fanfiction i jakiekolwiek opowiadanie, więc chciałabym wiedzieć nad czym pracować, aby lepiej pisać. Co wam się podobało, a co nie? :) Z góry dziękuję! :)

PS. Koniec to happy end :) Akurat byłam w takim humorze, że wszystko wyszło słodkie :/