Rozdział 2.
Riko z trudem panowała nad sobą. Wszystko dookoła niej działo się tak szybko, że nie nadążała z połączeniem wszystkich faktów. Zaledwie kilka godzin temu wraz ze swoją świtą podróżowała traktem, a teraz siedziała w siodle obcego, wrogiego jej rycerza, i wywożona była coraz dalej, w głąb Cesarstwa Seirin. Nawet gdyby podjęła próbę ucieczki, skazana była na porażkę. Owszem, rycerz rozwiązał jej ręce, ale tylko po to, by mogła się trzymać końskiej grzywy. Jednocześnie obejmował ją od tyłu i zabezpieczał prze upadkiem.
Ciężko jej było to przyznać, ale na razie zrobił wszystko, aby ją chronić. Gdy w czasie jazdy kaptur przypadkowo zsunął jej się z głowy, drużyna wzięła ją za chłopaka i nikt nie zadawał pytań. Mimo to, rycerz szybko założył jej kaptur na głowę, dodatkowo, tak naciągnął swoją opończe, aby ją nią okryć.
-Możesz się zrelaksować, moja pani – szepnął jej na ucho. –Do stolicy zostało jeszcze kilka godzin drogi.
-Prędzej umrę nim zrelaksuję się w twoim towarzystwie – odparła, ale w jej głosie zabrakło ostrego tonu.
Była tak przerażona i zmęczona, że wkrótce zapadła w lekki sen. Jej głowa opadła na jego pierś i chociaż słyszała wszystko, co działo się dookoła niej, miała wrażenie, że od świata oddziela ją gruba kotara.
-Izuki, dajesz sobie radę? – zapytał jej rycerz.
-Dostałem w ramię, a nie w tyłek – zażartował tamten. –Ten dzieciak ma cela. I musi przewozić naprawdę cenną informację, skoro nie pozwoliłeś nam zjeść kolacji.
-Każdy by trafił z takiej odległości – prychnął Hyuuga. –Jeśli poczujesz, że nie dasz rady jechać dalej, daj mi znać, jasne? Zrobimy przerwę.
-Dzięki – Izuki zasalutował mu lekko zdrową ręką, przy okazji omal nie spadając z konia.
Zachichotał tylko, prostując się w siodle, kiedy Hyuuga szybko wyciągnął rękę, by go złapać. Przy okazji odsłonił swojego dodatkowego pasażera.
Izuki przyjrzał się temu, co wystawało spod kaptura. Jak na chłopaka, dzieciak miał naprawdę długie rzęsy, a drobne usteczka lekko rozchylił. Wyglądał, jakby spał. Izuki ocenił go na góra szesnaście lat i, mimowolnie, poczuł smutek. Kagetora naprawdę musiał być zrozpaczony, skoro posyłał na misję tak młode osoby. Z drugiej strony mu się nie dziwił. Riori było małym państewkiem, utrzymującym się głównie dzięki handlowi. Jeśli granice zamknięto przez wojnę, to od kilku miesięcy mieli problemy nie tylko z finansami, ale również z zasobami ludzkimi.
-Ładne to dziecko – zauważył, jakby chciał zmienić tok własnego myślenia.
-Nie wiem, nie przyglądałem mu się – skłamał Hyuuga. Znów osłonił pasażera swoją opończą, chowając go przed wzrokiem przyjaciela. –Do stolicy zostały jeszcze dwie godziny drogi. Dasz radę?
-Już pytałeś. Dam!
Stukot kopyt na głównej drodze wzbudził ruch wśród mieszkańców stolicy. Patrolujący granicę miasta strażnicy przesłali szybką wiadomość do pałacu, gdzie gwardziści poinformowali Cesarza i jego rodzinę o powrocie drużyny Księcia.
Wyszli im na spotkanie, zbierając się na dziedzińcu. Kiedy podniesiono blokadę wrót i otworzono je, wpadli na teren pałacu niczym burza. Ayane roześmiała się, klaszcząc w dłonie.
-Tyle razy mówiłem mu, żeby nie szalał – jęknął Cesarz, a jego żona zachichotała.
-Junpei ma dwadzieścia lat, nie jest już dzieckiem, a martwisz się o niego każdego dnia tak samo, jak o Shuna czy Ayane.
-Tatuś uważa, że zawsze będziemy mali – Asuna wsunęła ojcu rękę w zagięcie ramienia. –Junpei kogoś wiezie – dodała, mrużąc oczy. Shun złapał ją za rękę, więc uspokoiła go uśmiechem. –To na pewno jakaś niespodzianka.
Po chwili zatrzymał się kawałek od nich. Chłopcy stajenni podbiegli do koni, by zabrać je do stajni, a Hyuuga spokojnie ściągnął swojego pasażera z grzbietu. Bawiło go to, że pomimo buńczucznej miny i zadartego czoła, a także hardego ducha, dziewczyna nie obudziła się do tej pory. Dlatego delikatnie wziął ją na ręce i uniósł, zaskoczony tym, że wydawała mu się jeszcze lżejsza niż wcześniej.
-Mamo, tato – lekko pochylił głowę. –Musimy porozmawiać. Asuna tez powinna przy tym być.
Poprosił ich, by spotkali się w jego komnacie. On sam skierował swoje kroki tam, świadom, że to jedyne miejsce, gdzie mogli porozmawiać bez obaw, ze ktokolwiek podsłucha ich rozmowę.
Położył księżniczkę na swoim łóżku i rozpiął opończę. Rzucił ją byle jak na krzesło przy biurku i zaczął rozpinać zbroję. Dopiero teraz zaczął zastanawiać się nad konsekwencjami tego, co zrobił.
Jego rodzice i Asuna przyszli tak szybko, jak tylko zdołali przekonać najmłodszych członków rodziny, że Junpei przyjdzie do nich później i opowie im ciekawe historyjki, które tak uwielbiali. Cała trójka wpadła do jego komnaty niczym tajfun.
-Junpei, o co chodzi? Jesteś ranny? – jego matka podbiegła do niego i ujęła jego twarz w dłonie. Poczuł lekki, magiczny impuls, jaki wysłała ku niemy, sondując jego ciało.
-Nie, mamo. Nikomu nic się nie stało, tylko Izuki nadział się na strzałę, ale to przeżyje. Posłuchajcie, sprawa jest poważna.
Cesarzowa, by uspokoić ręce, zaczęła wygładzać i składać jego opończę.
-Powiedz, o co chodzi – rozkazał mu ojciec – zamiast nas trzymać w niepewności!
-Cii, obudzisz ją – nakrył palcem usta.
-Ją? – powtórzyła Asuna, podchodząc do łóżka. Nachyliła się i spojrzała na leżącą osobę, po czym odsunęła się z lekkim piskiem. –Junpei przywiózł do domu narzeczonego!
-Narzeczonego?!
-Ją? Narzeczoną chyba!
-Cała trójka SPOKÓJ! – ryknął Junpei. Czasami miał wrażenie, że to on musi panować nad swoimi rodzicami i siostrą, a nie oni nad nim. Zachowywali się jak dzieci, zawsze, kiedy coś ich podekscytowało. Często zastanawiał się, jakim cudem oni we dwoje poprowadzili Seirin do rozwoju, a nie do stania się Cesarstwem Śmiechu albo Kabaretów.
Leżąca na łóżku dziewczyna poruszyła się i usiadła. Przetarła zaspane oczy i dopiero kiedy zauważyła Cesarza i jego rodzinę, wrzasnęła. Cofnęła się na materacu w stronę ściany. Przestała być czujna i teraz znalazła się w obcym jej miejscu, otoczona obcymi ludźmi. Wszyscy tutaj byli jej wrogami.
-Junpei, nie mów…
-…że to jest…
-Mamo, tato, Asuna… To księżniczka Riko, dziedziczka tronu Riori.
To, co rozpętało się chwilę później, przypominało burzę. Cesarzowa zaczęła machać rękoma, krzycząc coś do męża i syna, podczas gdy Cesarz dumnie objął Junpei'a i poczochrał mu włosy. Asuna również coś krzyczała do członków swojej rodziny, ale kiedy zrozumiała, że nikt nie zwraca na nią uwagi, zerknęła na Riko. Księżniczka wyglądała tak, jakby za chwilę miała dostać zawału.
-Musisz być przerażona – usiadła na brzegu łóżka. –Nie bój się. Nikt tutaj nie chce twojej krzywdy.
W tym samym momencie jej matka wyczarowała kulę wody, którą uderzyła w Cesarza i księcia. Obaj, zamiast przejąć się tą „naganą", zaczęli coś szybko omawiać, chociaż obaj byli przemoczeni do suchej nitki. Cesarzowa rzuciła więc w nich opończą Hyuugi, którą ten złapał bez trudu, nawet nie przerywając rozmowy.
-Nie przejmuj się. Nie są do końca normalni. Nigdy nie byli. Cała nasza rodzina jest dziwna.
Asuna szybko kojarzyła. Wiedziała, po co Junpei przywiózł księżniczkę do pałacu, nawet jeśli nie wiedziała (i chyba tak wolała), w jaki sposób udało mu się ją uprowadzić. Jeśli ona poślubi jej brata, a Asuna wyjdzie za Aomine (na samą myśl jej żołądek zacisnął się w supeł), wtedy zakończą wojnę.
-Czy mogę – Riko chrząknęła. –Wody.
-Och. No tak. Mój głupi brat pewnie znów gnał na złamanie karku i nie pomyślał o niczym.
Asuna sięgnęła do dzbana, który stał na stoliku i nalała wody do prostego, metalowego kubka, który podała Riko. Ta objęła go dłońmi i przyłożyła do ust, szybko wypijając jego zawartość. Jednocześnie nie odrywała wzroku od rycerza, który okazał się być księciem Hyuugą. No pięknie, nie dosyć, że dała się porwać, to właśnie jemu.
Przyglądała mu się intensywnie, odnotowując najdrobniejsze szczegóły. Jego czarne włosy były teraz rozczochrane, a na policzkach miał wciąż rumieniec. W koszuli nie wydawał się być tak barczysty jak w zbroi, ale widać było, że nie należy do słabeuszy. Miał prosty nos, zielone oczy (pod jednym z nich, na policzku, miał małą bliznę). Kiedy poruszał się, w jego ruchach dało się zauważyć wojskowy dryl.
-Junpei, czy ty – jego matka zerknęła szybko na dziewczynę na łóżku, a potem na syna.
-Nie. Nie tknąłem jej. Uznałem, ze decyzja o tym, co trzeba z nią zrobić, należy do taty.
Cesarz podrapał się w potylicę. Jego syn był jego wierną kopią, jeśli chodzi o wygląd i charakter. Dlatego nie musiał prosić go, by wyjaśniał tok swojego rozumowania. Logiczne było, że to Cesarz powinien zawrzeć polityczne małżeństwo.
-Jestem za stary, by mieć drugą żonę – powiedział cicho. –Na razie wyślijmy posłańca do Kagetory, by wiedział, że jego córka jest hmm, cała, zdrowa i jej życiu nic nie zagraża.
-Świetnie! – Asuna klasnęła w dłonie. –Wy zajmijcie się polityką, a ja zaopiekuję się naszym gościem!
Riko nawet nie wiedziała, kiedy i jak znalazła się w komnacie Asuny. Ten pokój urządzony był po dziewczęcemu. W rogu stało ogromne łóżko z baldachimem, a na nim leżało wiele poduszek. Na ścianie wisiało kilka obrazów, w tym jeden wyglądający, jakby namalowało go dziecko. W kącie pokoju znajdował się ogromny kufer, z którego na ziemię wysypywały się ubrania. Obok nich, w nieładzie, leżało kilkanaście par miękkich bucików w różnych kolorach. Niedaleko wisiało ogromne lustro, w którym odbijała się część pokoju. Tuż obok drzwi stała rzeźbiona, mahoniowa toaletka z kilkoma szufladkami i małym stoliczkiem.
-Nie przejmuj się bałaganem – Asuna machnęła ręką.
-Ja…hm. Księżniczko…
-Proszę, mów mi po imieniu – Asuna złapała ją za rękę. –Wreszcie spotykam dziewczynę w moim wieku! Szkoda, ze w takich okolicznościach, ale proszę, nie traktuj mnie jako twojego wroga.
-Uhm. Dobrze… - rozejrzała się dookoła.
-Zaraz znajdziemy ci czyste rzeczy do przebrania się. Pewnie marzysz o kąpieli, co? Cała noc na koniu, fuj. Junpei nie umie zadbać o wygody damy!
Zawołała pokojówkę i kazała jej przygotować kąpiel. Po chwili drzwi się otwarły i gwardziści wnieśli do środka ogromną wannę. Zasalutowali księżniczce i wyszli.
-Za chwilę będzie woda. Rozbierz się. Bogowie, kto ci obcinał włosy?
-Twój brat, lady Asuno.
-Mówiłam, ze Asuna wystarczy. Ten Junpei, nie ma żadnego talentu – obeszła Riko dookoła. –No nic, poprawię, co da się poprawić. Na szczęście, odrosną. Jesteś tez mojego wzrostu, więc nim szwaczki przygotują ci jakieś ubrania, możesz nosić moje. A to spalimy, śmierdzi koniem.
-Chwila, mo… – Asuna położyła jej palec na ustach, ucinając pretensje. Uśmiechnęła się.
-Nie denerwuj się, Riko. Czy tego chcesz, czy nie, od dzisiaj jesteś członkiem naszej rodziny, nawet jeśli tylko nieoficjalnie.
Hyuuga wszedł do pokoju dziecinnego, lekko trąc oczy. Czuł się zmęczony, ale skoro Shun i Ayane na niego czekali, nie miał wyboru. Zjadł tylko i wykąpał się, po czym włożył na siebie czysty mundur i poszedł szukać młodszego rodzeństwa. Jak tylko go zobaczyli, pisnęli i rzucili się ku niemu. Pochylił się i przytulił siostrę, a bratu poczochrał włosy.
-Walczyłeś z jakimś smokiem?! – zapytał Shun, wymachując małym, drewnianym mieczem.
-Nie, panie rycerzu. Tym razem smok wolał mnie unikać.
-A uratowałeś jakieś damy? – dopytywała się Ayane.
-E… - zamyślił się na chwilę. –No. Można tak powiedzieć. A wy co robiliście, smyki?
-Doprowadzaliśmy nianię do płaczu – zaśmiała się Ayane. Ostatnio to było ich ulubioną rozrywką. Jedynie rodzice, Junpei i Asuna byli w stanie zapanować nad nimi.
-Wiecie, ze to baaardzo nieładnie – puścił im oczko, a w jego głosie nie było śladu nagany.
Przecież w ich wieku, on i Asuna byli jak dwa małe diabły, doprowadzając rodziców i służbę do białej gorączki.
-Kim jest ten pan, co go przywiozłeś?
-To nie pan, to pani – złapał Shuna za rękę, a Asuna złapała go za drugą. –To będzie nasz bardzo ważny gość.
Bardzo ważny, powtórzył sobie. W myślach wróciło krótkiej, ale treściwej rozmowy z rodzicami. Oboje nalegali, by poślubił księżniczkę Riko. I o ile jego ojciec chciał, by nastąpiło to już dzisiaj, jego matka stanowczo zaprotestowała. Wyznaczyła termin ślubu na przyszły miesiąc, twierdząc, ze wtedy gwiazdy będą w dobrym układzie. Junpei wiedział, że to bzdura, którą matka próbowała kupić czas, tylko dla kogo? Gdy ojciec wyszedł, by wysłać w drogę do Kagetory posłańca, mama powiedziała mu, że ma miesiąc, by przekonać do siebie Riko. I że lepiej będzie, jeśli mu się to uda.
-Junpei! JUNPEI! – Ayane pociągnęła go za rękaw. –Chcę na barana!
Podniósł ją i posadził sobie na karku, a ona roześmiała się radośnie. Mimowolnie poczuł, jak sam się uśmiecha. Dotychczas wszystko, co sobie zaplanował, wychodziło.
Rozkochanie w sobie księżniczki nie powinno być ciężkim zadaniem dla kogoś o jego zdolnościach.
Po kąpieli i posiłku. w czystym ubraniu, Riko poczuła się lepiej. Asuna usadziła ją na krzesełku przy toaletce i wzięła do ręki nożyczki. Powoli obcinała jej włosy i, co obie przyznały z zadowoleniem, nowa fryzura pasowała do Riko.
-Dziękuję. Za to… i za wszystko – bąknęła Riko, rumieniąc się.
-Nie dziękuj. Na twoim miejscu byłabym tak samo przerażona – Asuna odłożyła nożyczki. –Zapewniam cię jednak, że Junpei jest lepszy od Aomine – jej dłonie zadrżały, co nie umknęło uwadze Riko. Widocznie księżniczka również czegoś się bała.
-Mimo wszystko, nie czuję się dobrze – wyznała Riko, otulając się mocniej granatową opończą. Była na nią lekko za duża, ale dawała ciepło i złudne poczucie bezpieczeństwa.
-To zrozumiałe. Czeka nas obie ciężki los. Mój ojciec chce, żebym poślubiła Aomine, więc mogę się domyślać, jak się czujesz.
Obie spojrzały na siebie, czując nić porozumienia, jaka się między nimi nawiązała. Riko właśnie chciała o coś zapytać, kiedy do komnaty wpierw zapukał, a potem wszedł Junpei, niosący na barana małą dziewczynkę. Asuna wyciągnęła do niego ręce, a on podał jej dziecko.
-Jeśli kiedykolwiek zbliżysz się z nożyczkami do mojej głowy, zamorduję cię – oznajmiła mu poważnie Asuna.
-To było konieczne. Gdyby ktoś nas napadł, łatwo odkryłby, że posłaniec nie jest chłopcem. A wiesz, co wtedy czeka kobietę.
Asuna spuściła wzrok, mocniej przytulając Ayane. Jej brat miał rację. Denerwowało ją to, ze Junpei miał ją prawie zawsze.
-Przyszedłem cię prosić, Lady Riko, o chwilę rozmowy – skłonił się lekko przed Riko.
Ona poszukała wzrokiem Asuny, a gdy ta lekko skinęła głową, wstała.
Junpei po raz pierwszy miał okazję przyjrzeć jej się dokładnie. Dobrze obcięte włosy podkreślały jej drobną twarzyczkę, o ogromnych oczach i zadartym nosku. Poczuł ulgę, ze nie udało mu się go złamać. Riko była naprawdę drobna, a suknia podkreślała każdą miękkość i wypukłość jej ciała. Nie był zaskoczony tym, że na początku źle odgadł jej wiek. Wyglądała na zdecydowanie młodszą, niż była.
Przypomniawszy sobie o dobrych manierach, podał jej dłoń. Riko wahała się przez chwilę, ale w końcu podała mu swoją. Zacisnął lekko jej palce i zerknął na Asunę.
-Shun jest ze swoim nauczycielem. Zostawiam ci Ayane. Lady Riko, chodźmy.
Zabrał ją do ogrodów. Oboje milczeli, domyślając się, że czekająca ich rozmowa będzie dla nich trudna. Żadne z nich nie chciało zacząć. Szli przed sobą w milczeniu, a Riko błądziła wzrokiem po murach, jakby szukała drogi ucieczki. Krępowała się obecnością księcia. To, że miał na sobie wojskowy mundur, dodatkowo ją stresowało. Wydawał się być bardzo oficjalny, co kłóciło się z wizerunkiem mężczyzny, noszącego na barana młodszą siostrę.
Trudno jej było również czuć do niego niechęć. Na razie robił wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ale nie mogła wybaczyć mu tego, że skazał na śmierć jej towarzyszy.
-Po pierwsze – zaczął w końcu Junpei – przepraszam za nos. Cieszę się, że nie wyrządziłem ci krzywdy.
-Zaatakowałam was. Nie miałeś wyboru, panie – mruknęła, nie patrząc na niego.
-Po drugie – kontynuował. –Nienawidzę, gdy ktoś mówi do mnie „panie", „książę" albo innymi, równie oryginalnymi zwrotami. Mów mi po imieniu, Lady Riko. Po trzecie – spojrzał na niebo i z piersi wyrwało mu się ciężkie westchnięcie – Za miesiąc pobierzemy się, kończąc wojnę pomiędzy Seirin a Riori. Do tego czasu pozostaniesz w tym pałacu, pod opieką mojej rodziny. I moją – dodał, żeby to było oczywiste. –Godzinę temu wysłaliśmy posłańca do twego ojca. Zagwarantujemy mu bezpieczny przejazd tutaj na nasz ślub i wesele.
-To dosyć…szybka decyzja – Riko zacisnęła dłonie na sukni, gniotąc ją lekko.
-Wiem, że małżeństwo brzmi przerażająco, zwłaszcza, że nic o sobie nie wiemy – podrapał się w kark. –Moim rodzicom się udało. Myślę, ze nam może się również udać.
Nie odpowiedziała. Zatrzymała się przy krzaku róży i delikatnie dotknęła jednego z kwiatów. Pączek rozwinął się, a róża zakwitła. Hyuuga zmarszczył brwi. Więc księżniczka Riori była magiem. Mógł to dodać do listy rzeczy, które o niej wiedział. W sumie to właśnie tę listę od tego podpunktu zaczynał.
Musiał wymyślić coś, co przekona do niego Riko. Izuki poradził mu, by wkradł się w jej łaski, cokolwiek to znaczyło. Dotychczas dostawał wszystko, czego zapragnął. Jednocześnie uważał się za inteligentnego na tyle, by wymyślić jakąś strategię.
Wszak miłość była tylko innym polem bitwy dla wojny, czyż nie?
Rozdział trzeci pojawi się wkrótce, a w nim obiecane KagaKuro ;)
