Dzięki za komentarze i szczere słowa krytyki. :) Tak... Gibbs jeszcze nie przypomina Gibbsa, ale mogę obiecać, że z czasem to się zmieni. :P Co do chaotyczności listu Tony'ego muszę wyznać, że był to w 100 % efekt zamierzony, mający pokazać jego zachwiany stan emocjonalny. ;)
Dziękuję wam z całego serca i mam nadzieję, że drugi rozdział również przypadnie wam do gustu. :D
Rozdział 2
Miesiąc później
Gibbs szybkim krokiem wszedł do laboratorium Abby.
Cisza...
Znowu ta przeklęta cisza...
Zero muzyki, dźwięków jakiś urządzeń, nawet rozmów Abby samej do siebie.
Od miesiąca było tak ciągle.
-Abbs?!-krzyknął nie widząc jej nigdzie.
Zero odzewu.
-Abby?!-wrzasnął i wszedł do sąsiedniego pomieszczenia.
Tam ją zauważył...
Siedziała w kącie z głową schowaną w ramionach i lekko drżała.
Płakała...
-Abby?-powtórzył już ciszej, Gibbs i podszedł do niej.
Dotknął jej ramion i dopiero wtedy przestraszona podniosła głowę do góry.
-Gibbs!-krzyknęła.-Ja...-zaczęła i wstała szybko do góry, próbując ukryć smutek.-Przestraszyłeś mnie i wiesz... Pewnie przyszedłeś po wyniki...-zaczęła gadać jak najęta.
Skuteczna metoda uniknięcia odpowiedzi.
Nauczyła się tego od Tony'ego...
Gibbs jęknął cicho gdy wymówił w myślach imię straconego syna.
Tak bardzo za nim tęsknił... Ciągle nie mógł się przyzwyczaić do jego nieobecności. Ciągle patrzył na jego biurko i nie widząc go jego serce pękało jakby było ze szkła.
Tony... Jego syn...
Veance próbował mu wcisnąć kogoś w zamian. Kogoś kto, by go zastąpił. Nie zgodził się. Nikt nie mógł być zamiast DiNozza.
Veance słynny jednak ze swojego uporu, nie dał się łatwo zwieść. Dalej negocjował...
Jednak po miesiącu wojen, dyrektor wcisnął Gibbsowi kogoś na siłę. Co innego mu w gruncie rzeczy pozostało? Jedno biurko nie mogło być do końca świata puste.
Zatem przyszedł nowy...
Młody chłopak, ledwo po 30... Być może nie zasłużył na koniec jaki go spotkał, ale Gibbs z drugiej strony cieszył się rozwiązaniem sytuacji jaka zaszła.
Nowy ciągle się wymądrzał, podrywał Zivę w sposób jaki Gibbsowi się stanowczo nie podobał, krytykował Abby, przedrzeźniał McGee, był nieuprzejmy wobec Duckiego, nic nie robił, narażał zespół poprzez nie chronienie tyłów, zepchnął McGee ze schodów co spowodowało, ze tamten złamał nogę, zgubił dokumenty NCIS, wpuścił wirusy do komputerów... A to tylko w ciągu tygodnia.
Jeszcze żeby przeprosił... Nie. Nowy czuł się całkowicie niewinny...
Najgorszy człowiek na świecie. Nie wychowany, chamski i głupi jak but.
Przegiął kiedy złapał Zivę za pośladki, w biurze.
Dalej pamiętał jego zdziwienie gdy wylądował na ziemi, z wściekłą Zivą, duszącą go, za szyję i przyciskającą obcasem do chłodnej posadzki. Gibbs oczywiście udawał, że nic nie widzi.
Nowemu należała się nauczka, a on przecież jako starszy człowiek, kompletnie bez formy, nie mógł powstrzymać byłej agentki Mossadu.
Nie szkodzi, że potrafił zabić jednym palcem. Czasem lepiej było udawać niedołężnego starca...
Kiedy Ziva go puściła powalony o dziwo dalej miał cięty język.
Chyba za mocno uderzył się w głowę...
Warknął na odchodzącą agentkę cicho:
-Suka... Idź do budy i zacznij szczekać. Może ten wasz cały debilny Tony przyjdzie i da ci kość. Wydaje się być takim pajacem, który wiecznie wszystkim usługuje. Ty i ta cała banda...
Nie zdążył dokończyć.
Odkąd się pojawił, działał im na nerwy. Tym razem w końcu emocje ich wszystkich, eksplodowały i wybuchły...ehem... trochę zbytnio niepohamowaną furią.
To było za dużo...
Gibbs pamiętał tylko jak rzucił się na przeciwnika i jednym ruchem chciał mu przetrącić kark i McGee, który z całej siły podbił przeciwnikowi oko, a także Zivę, która złamała mu kość u nogi twierdząc, ze "suka umie mocno gryźć".
Tak...
Ogółem niejaki John wylądował w szpitalu nieprzytomny i mocno poturbowany.
Veance musiał potem wysłuchiwać ich wyjaśnień, ale w końcu dzięki umiejętnościom perswazji Zivy i jej groźbą, że jej ojciec dowie się o całym zajściu, dyrektor uznał, że był to atak w obronie agentki i John próbował ją zgwałcić.
Biedny John... Nie dość, ze został pobity to jeszcze oskarżony o próbę gwałtu.
Za to Ziva, Gibbs i McGee byli naturalnie prze szczęśliwi. Pozbyli się jednego, niezwykle upierdliwego problemu.
Starszy agent z powrotem wrócił na chwile do realnego świata i do drobnej dziewczyny przed nim.
Abby dalej coś gadała.
Przyciągnął ją mocno do siebie, przerywając jej i złożył na jej głowie lekki pocałunek.
Złapała się go mocno, jak mała przestraszona dziewczynka, która bojąc się o życie wtula się w ojca.
-Gibbs...-usłyszał jej szept i ponownie zaczęła płakać.
Jej łzy moczyły mu ramię marynarki, ale teraz było to dla niego niezbyt ważne. Ważniejsza była Abby... Smutna Abby...
-Ciii...-mruknął jej do ucha, głaszcząc jej maleńką, czarną główkę.
Tak bardzo mu na niej zależało...
Abby i Tony...
Tak...
To były jego dzieci.
Ziva i Tim byli również jak rodzina, ale trochę inaczej ich traktował. Oni byli coś jak bratankowie, może dzieci dalekiego kuzyna... Kochał ich, ale jego dwójkę kochał przede wszystkim.
-Będzie dobrze, Abbs...-szepnął do niej, stosując swój słynny ton, który zawsze uspokajał.
Odsunęła się od niego i spojrzała uważniej.
Tym razem jednak Gibbs-owy ton nie zadziałał.
-Gibbs...-powiedziała i pokręciła przecząco głową.-Nie będzie dobrze.
Odwróciła się do niego plecami i nacisnęła parę przycisków na pilocie.
Nagle włączył się rzutnik i ich oczom ukazała się tapeta jej laptopa, z Tonym obejmującym mocno Abby.
Uśmiechali się...
Gibbs zamknął na chwilę oczy.
Nie pamiętał tego zdjęcia.
Pamiętał prawie wszystkie wspólne zdjęcia swojego zespołu.
Widywał takie najbardziej kompromitujące i takie najlepiej wykadrowane w tych dziwnych programach nad jakimi siedział McGee, ale tego zdjęcia za nic w świecie nie pamiętał.
Nim zdążył coś powiedzieć, wciąż wtulona w niego postać wyjaśniła mu:
-Te wakacje, Rzym. Pojechaliśmy we dwójkę, jak wzięliśmy urlop w jednoczesnym czasie.-wyznała.-Pamiętasz?
Spojrzała na niego uważnym wzrokiem.
W tym momencie oczywiście sobie przypomniał...
Wszedł do biura.
Przy jego biurku o dziwo stali Abby i Tony uśmiechając się szeroko. Oboje trzymali w rękach dwie kawy, które stały już na jego biurku.
Łapówka... Coś chcieli...
Gibbs nie był od tak skłonny do uwierzenia, że Tony przyniósł, by mu bezinteresownie kawę, którą w dodatku kupił z własnych pieniędzy. Nigdy się to jeszcze nie zdarzyło zwłaszcza, że DiNozzo z własnej inicjatywy rzadko coś robił.
Abby jeszcze okej, ale nie Tony...
Na pewno czegoś chcieli.
Usiadł na swoim miejscu i spojrzał na nich z uwagą.
-Tak?-spytał.
-Gibbs... Chciałabym wziąć urlop.-powiedziała Abby.
Agent kiwnął tylko głowa.
A, więc tu był pies pogrzebany.
-Okej. Na ile?-spytał.
Zasłużyła na odpoczynek.
Ale po co był tu Tony? To pytanie krążyło po głowie byłego marines, od dłuższego czasu.
-Na dwa tygodnie.-powiedziała stanowczo.
Gibbs natychmiast wziął od niej podanie i je podpisał.
Sporo czasu bez niej, ale zasłużyła. A w razie czego byli jeszcze zmienni laboranci.
Gorsi, ale również skuteczni.
Tak... Abby zasłużyła na urlop.
Dziewczyna uciekła cała w skowronkach do laboratorium, majtając na wszystkie strony, dwoma kucykami, ale o dziwo Tony został.
Po chwili młodszy mężczyzna skrzywił się nieznacznie, widząc na sobie spojrzenie niebieskich oczu szefa i jakby w roztargnieniu zaczął iść w stronę swojego biurka.
Tak...
Tony czegoś chciał, ale zamiast po ludzku poprosić musiał oczywiście grać w te swoje gierki.
Doprowadzał tym Gibbsa do szału
-DiNozzo.-mruknął starszy mężczyzna, nie podnosząc głowy znad papierów wczorajszej sprawy.
Jego agent odwrócił się do niego niepewnie.
-Tak?-padło pytanie.
-Co ty chciałeś?-warknął stanowczo, tym razem patrząc mu prosto w zielone oczy.
Anthony przez moment wyraźnie się wahał, ale w końcu podszedł ponownie do biurka, wręczając szefowi lekko pomiętą, kartkę.
Nikt ani nic nie mogło się oprzeć Gibbsowi.
Zawsze uzyskiwał to czego chciał.
Mężczyzna przeleciał szybko kartę wzrokiem i oddał, Tony'emu wcześniej się podpisując.
Tak jak podejrzewał...
Jego podwładny zamarł.
Kolejna przewidziana przez Gibbsa reakcja.
Powinien zatrudnić się jako wróżka, bo z ludzi czytał nieomylnie.
-Szefie?-rozległ się zdziwiony głos zielonookiego.
Leroy Jethro Gibbs przewrócił oczami, znudzony.
Ciągle tylko pytania.
Jakby nie można było dać mu chodź chwili spokoju.
-Tak, DiNozzo?-spytał tamten nie odrywając wzroku od ekranu komputera.
-Zezwala mi szef na urlop?
Kolejne idiotyczne pytanie.
-A napisałem coś innego?-odpowiedział mu pytaniem na pytanie.
-Ale szef wie, że to dwa tygodnie?-spytał się go ponownie, cicho.
-Umiem czytać, Tony.-odpowiedział lekko się uśmiechając.
Jego agent usiadł za swoim biurkiem. Cały czas Gibbs czuł na sobie jego baczne spojrzenie.
-Tony pokazywał mi miejsce gdzie mieszkał jego dziadek.-powiedziała Abby, wyrywając go z kolejnego zamyślenia w jakie popadł.
Ostatnio za często mu się to zdarzało... Dokładniej od miesiąca...
-Oprowadzał mnie po Włoszech.-szepnęła dziewczyna.
Kolejne naciśnięcie jakiegoś przycisku i zapaliły się dwie lampki, które oświetliły karteczki jak w kalendarzu na których napisane były cyfry.
Teraz była liczba 30...
Przeklęte 30...
Gibbs od razu zdał sobie sprawę na co patrzy. Zresztą nietrudno było się domyślić, w końcu dookoła wisiały zdjęcia Tony'ego.
Mnóstwo zdjęć Tony'ego...
Tony z Zivą, Tony samotnie, Tony z McGee, z Gibbsem, jedzeniem, nad wodą, taki, siaki i owaki...
Setki par zielonych oczu patrzyły się na Gibbsa, jakby go obwiniając.
Tak...
To była jego wina, że DiNozzo wyjechał.
Tylko jego...
Gdyby z nim porozmawiał, gdyby coś zrobił...
Następne kliknięcie przerwało jego myśli. Zaczęły się odtwarzać jakieś videa gdzie Tony przekomarzał się z McGee.
Zdjęcia... Mnóstwo zdjęć...
Abby nagle wyłączyła rzutnik i światła padające na zdjęcia, pilotem i ponownie objęła Gibbsa za szyję.
Czuł jej ciepły oddech na karku.
I łzy...
Łzy cieknące jej strumieniami po policzkach...
I nagle szept:
-Ja chcę żeby on wrócił.-powiedziała cicho.
Gibbs objął ją ponownie i pocałował w głowę.
-Ja tez, Abbs... Ja tez...
Powstrzymał kolejną falę emocji, jaka do niego napłynęła.
Co się z nim działo?
Kompletnie przestawał być sobą.
Stawał się taki miękki... Wzdrygnął się słysząc to słowo, w myślach.
Musiał wziąć się w garść.
Nie był miękki.
I nagle usłyszał kolejne słowa Sciuto:
-Gibbs... Ja czuję, że coś jest nie tak.-usłyszał jej jęk.-Czuję, że Tony jest taki... Nie wiem... Po prostu wiem, że coś jest nie tak.
Tak...
Gibbs też to czuł.
Czuł to już od miesiąca...
Czuł, ze Tony cierpi...
A on nie mógł mu pomóc...
