Nie polubiliśmy się od samego począku. Już pierwszego dnia wisiała nad nami ta aura... Aura. Erica lubi nazywać to seksualnym napięciem, ale dlaczego - do tej pory nie mam pojęcia. Ten człowiek nigdy w życiu nie spojrzał na mnie inaczej niż z mordem w oczach. Wiecznie marszczy te swoje brwi (już po kilku dniach zdążyłem zauważyć, że to właśnie ich używa do wyrażania wszystkich swoich emocji, których na razie rozpoznałem tylko kilka - zdziwienie, złość, zaskoczenie, wściekłość, konsternacja, zdenerwowanie) i nie wygląda na rozbawionego moimi żartami. A jestem świetnym komikiem, jasne? Coś musi być z facetem nie tak.

Nie kłócimy się na ulicy. W zasadzie nigdy się nie kłóciliśmy. Ale po postawie Dereka widać, że nienawidzi mnie całym sobą i jeszcze całym powietrzem dookoła niego. Czasami miałem wrażenie, że jedyne, co chce ze mną zrobić, to przywalić moją głową o kierownicę. Albo betonowy mur w ślepej uliczce za nami. Ja sam przez większość czasu miałem ochotę rozszarpać go na strzępy. W ekstremalnych warunkach - zedrzeć z niego ubrania i... Właśnie. Jakby ktoś miał wątpliwości, pomimo tego, że byłem już prawie legalny, wciąż zachowywałem się jak piętnastoletni dzieciak. Podobno tak też wyglądałem. To przyciągało klientów, nie tylko facetów. Kobiety też na to leciały.

Derek ma powodzenie na ulicy. Nie tak wielkie jak my, ale bywali tacy, którzy mieli gorzej. Isaac twierdzi, że to przez jego wygląd kryminalisty, że ludzie po prostu się go boją. Kobiety, bo są zbyt delikatne, mężczyźni, bo przeraża i denerwuje ich fakt, że ktoś wygląda lepiej od nich. Ja byłem pewien, że gdybym był klientem i miałbym masę pieniędzy, wszystko wydałbym na tego faceta. Bywało, że przyłapywałem się na gapieniu na jego tyłek. Lub usta, jeśli stał wystarczająco blisko. Derek, w przeciwieństwie do Erici, która lubiła mnie tym drażnić i Scotta, który twierdził iż powinienem w końcu coś z tym zrobić, w ogóle tego nie zauważał. A nawet jeśli, ignorował.

No cóż, kto lepiej ode mnie wie, że nie można mieć w życiu wszystkiego?

Minęły już trzy czy cztery miesiące odkąd Derek stał się dodatkowym elementem krajobrazu. Stosunki pomiędzy nami nadal nie wyglądały tak, jakbym chciał żeby się prezentowały, ale cóż poradzić? Jednak współpracowało nam się nienajgorzej, a i reszta przestałą podejrzewać Hale'a o bycie gliną pod przykrywką. Erica próbowała się z nim zaprzyjaźnić. Mimo że nie wyglądał na zainteresowanego, nie poddawała się. Ta baba miała większe jaja od niejednego z nas. Rozumiałem całkowicie, dlaczego Boyd ją tak uwielbiał.

Tego dnia lało jak z cebra. Deszcz zaskoczył nas wszystkich, ale większość zdążyła się zmyć z klientami, kiedy zaczynało mżyć. Isaac zniknął dosłownie przed chwilą, na ulicy zostaliśmy tylko ja i Derek.

Jak na złość, rozpadało się jeszcze bardziej.

W dodatku kierowca auta, które zatrzymało się przy krawężniku, wyraźnie patrzył na mnie, gdy opuszczał szybę.

- Potrzebujesz kogoś do towarzystwa?

Spytałem kokieteryjnie. Przez te wszystkie lata nauczyłem się o ulicy wiele. Nauczyłem się czytać ludzi. Poznawać ich potrzeby i pragnienia przy pomocy obserwacji. Używać odpowiedniego tonu głosu w zależności od klienta. W odpowiedzi usłyszałem ciche "mhm", ale nie mogłem całkowicie skupić się na rozmowie. A powinienem, w końcu to moja praca, prawda? Jednak coś nie dawało mi spokoju. Zerknąłem w bok, na Dereka, który uparcie patrzył przed siebie. Schował dłonie pod pachami, ale zapewne niewiele mu to pomogło. Kto normalny nosił w chłodną jesień skórzaną kurtkę?

Derek, podobnie jak ja, był przemoknięty; najprawdopodobniej do samej bielizny. Nie mieszkał z nami, nie miałem więc pojęcia, czy ma dokąd pójść. Wydąłem usta, wracając spojrzeniem do klienta. Był w średnim wieku, jego skroń przypruszyła już siwizna. Mimo wszystko pozostał przystojny i patrzył na mnie głodnymi oczami. Wiedziałem, że w tym momencie zgodzi się na wszystko.

- Co powiesz na trójkąt?

Spytałem, posyłając mu swój najbardziej niewinny uśmiech. Na ten widok, niebieskie oczy faceta zapłonęły. Mężczyzna spojrzał ponad moim ramieniem na Hale'a, wciąż niezainteresowanego moją (naszą) przyszłą pracą.

- Z nim?

Skinąłem w odpowiedzi, oblizując prowokacyjnie usta.

- Wygląda...

- Uwierz - przerwałem facetowi w pół zdania, odrywając tęskny wzrok od ciała Dereka, wzdychając cicho, jakby na wspomnienie nocy spędzonej z tym facetem. Osiągnąłem zamierzony efekt - mężczyzna w samochodzie wykazał jeszcze większe zainteresowanie - Nie pożałujesz.

- Ile?

Właśnie, o tym nie pomyślałem. Nie miałem pojęcia ile Derek sobie liczył. Pamiętałem jednak jak wysoką stawkę ustalili między sobą Erica z Boydem, kiedy w grę wchodził trójkąt. Podałem cenę, ale facet wyglądał na bardziej niż zadowolonego. Obiecał nawet, że dorzuci coś dodatkowego, jeśli okażemy się wystarczająco dobrzy.

- Wskakujcie.

Mruknął w końcu. Posłałem mu spojrzenie spod rzęs, a na usta wdarł mi się mały uśmiech, widząc jak jego głodne spojrzenie spoczęło na moich lekko rozchylonych wargach. Większość z nich miało obsesję na ich punkcie. Wiedziałem o tym i lubiłem to wykorzystywać. Odwróciłem się na pięcie. Kiedy szedłem w stronę Dereka, kręciłem biodrami. Nasz klient wyglądał na jednego z tych, którzy to lubią.

- Derek.

Przywitałem się cicho. Głos zdradzał ekscytację, ale jedyną reakcją, jaką otrzymałem, było uniesienie tych jego ciemnych brwi w pytającym geście.

- Załatwiłem nam pracę.

Uśmiechnąłem się szeroko, gdy przez twarz mężczyzny przewinęło się zaskoczenie.

- Trójkąty to naprawdę nie moja rzecz...

Mruknął, na co wywróciłem oczami. Wyraz jego twarzy zmienił się jednak, gdy podałem stawkę.

- Pada. Jest zimno. Jak myślisz, jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś tu się w ogóle pojawi? Chodź.

Nieco zaskoczył mnie fakt, że przyjął moją dłoń od razu, gdy tylko mu ją podałem. Czym prędzej, zanim on albo nasz klient zdążył się rozmyślić, zaciągnąłem go do samochodu, wpychając na tylne siedzenie. Zająłem miejsce obok, przyklejając się do boku Hale'a. W lusterku wstecznym dostrzegłem w jakim grymasie rozciągnęły się usta kierowcy, gdy zbliżyłem własne do ucha Dereka, by wyszeptać mu ciche "uśmiechnij się, wyglądasz jakbyś chciał nas pozabijać".

Chłopak, co dzwinie, posłuchał rady bez marudzenia. Błysnął swoimi białymi zębami w najpiękniejszym uśmiechu, jaki mi było kiedykolwiek dane widzieć. A miałem przyjemność zobaczyć uśmiech Lydii czy Isaaca; to już coś znaczy. Przez chwilę zapomniałem nawet jak się oddycha. Dupek. Po błysku w jego oczach domyśliłem się, że zrobił to celowo. Więc ja CELOWO polizałem wrażliwe miejsce tuż za jego uchem i wydałem z siebie cichy, tryumfalny pomruk czując, że zadrżał.

- To będzie dobra noc.

Wymamrotane słowa dochodziły do moich uszu z przodu auta. Kiedy kładłem dłoń na wewnętrznej stronie uda Dereka wiedziałem, że mężczyzna, który nas wynajął, przygląda nam się w lusterku wstecznym. Byłem gotów mu przyznać rację. To będzie naprawdę dobra noc. Potwierdzał to nieco przyspieszony oddech Hale'a.