- Och taaaak... taaaaak... - westchnienia Flory wypełniały komnatę. Obszerne, drewniane łoże lekko skrzypiało, zaś księżniczka Amberu leżąc w swobodnej pozie wśród rozrzuconej w nieładzie pościeli rozkoszowała się każdą chwilą. Powód jej westchnień miał głowę zanurzoną między jej nogami. Długie, kruczoczarne włosy młodej kobiety spływały pasmami na jej plecy. Flora powstrzymywała się jeszcze przez chwilę, po czym jej ciało wyprężyło się jak naciągnięta struna, by wydać z siebie długi, przeciągły jęk i opaść bez sił, jak marionetka, której ktoś przeciął sznurki.
- Naprawdę, nie masz pojęcia jak się cieszę, że pewne rzeczy się nie zmieniają - powiedziała do swojej kochanki, kiedy ta znalazła się znowu koło niej - Jesteś niezmiennie fantastyczna.
- Uczyłam się od najlepszej - ciemnowłosa pocałowała ją w policzek.
- I nauka nie poszła w las, mimo upływu czasu - Flora powoli podniosła się - Powinnaś chyba zmienić przydomek. „Łagodna" jest ostatnim, jaki mi przychodzi do głowy, kiedy jesteśmy razem. Co być powiedziała na „Zuzanna Dzika" lub „Zuzanna Namiętna"?
- Może od razu „Zuzanna Chętna"? - królowa wstała z łóżka, nalewając do dwóch kieliszków wino z karafki - A jeśli chodzi o dzikość, to uwierz mi, zobaczyłabyś ją w pełni dopiero, gdyby mój starszy braciszek dowiedział się, co tu robimy...
- Nie spodobałoby mu się to?
- Och, nawet nie pytaj. Wielki król Piotruś ma cokolwiek... konserwatywne wyobrażenie na temat wielu spraw. Właściwie, ja też je miałam, zanim poznałam ciebie, choć na pewno nie byłam aż tak zamknięta jak on. Rany - podała Florze kieliszek wypełniony rubinowym płynem - Wyobrażam sobie, jak on tu wpada z tym swoim mieczem i krzyczy „Na Aslana, to wbrew naturze i niegodziwe!" - roześmiała się, słysząc swój głos przedrzeźniający pełną patosu manierę jej starszego brata.
- Tak, uwierz mi, zdaję sobie znakomicie sprawę, jakim problemem potrafi być rodzeństwo - Flora wzięła łyk. Wino w cieniu Narnii zawsze było dobre.
- Nie, żebym narzekała. Łucja jest ok, zresztą rzadko jest w domu, bardziej bawi ją latanie po lasach i patrolowanie granic. Nie wnikam, co ona tam z kim robi i vice versa. Chyba zresztą dlatego tak się lubimy. Gdybym musiała spotykać się z nią na co dzień, nasza sympatia zapewne by zmalała. Kiedyś myślałam, że mieć młodszą siostrę to koszmar, ale tutaj doceniłam to. Fajnie mieć kogoś, z kim można czasami pogadać jak z drugą babą, która na dodatek nie patrzy na ciebie jak na półboginię.
- A ja?
- Jasne, ale jak często tu zaglądasz?
Flora wiedziała, że Zuzanna ma rację. Czas w cieniach upływał w odmiennym niż w Amberze tempie. Odwiedziła to miejsce zaledwie trzy razy. Za pierwszym razem poznała Zuzię, kiedy ta miała ledwie osiemnaście lat, była młodziutką kobietą, która niedawno zasiadła na tronie. Piękną, pełną pasji i współczucia dla innych. Poznały się przypadkiem, kiedy wspólnie z rodzeństwem wyruszyła na łowy. Podróżująca wówczas przez cienie Flora uratowała jej życie, kładąc strzałą z łuku niedźwiedzia, który rzucił się na królową i powalił jej konia. Zuzanna była poobijana i miała skręconą nogę, więc Flora zaopiekowała się nią, początkowo bardziej z ciekawości, której jednak stopniowo przeradzało się w sympatię. Gdy odwiozła królową do Ker Paravel, powitano ją tam niczym bohaterkę. Pozostała przez jakiś czas, zaś Zuzanna odnalazła w niej kogoś, kogo próżno było szukać w całej Narnii - przyjaciółkę. Ciche, nieco smutne piękno samotnej wśród kochających ją wszak poddanych królowej magnetyzująco przyciągało zaś jasnowłosą księżniczkę Amberu. Szybko dostrzegła, czego tamtej brakuje - jak każdej młodej dziewczynie. I dała jej to, nie prosząc o nic w zamian.
Chociaż wydało jej się, że opuściła Narnię na krótko, podczas drugiej wizyty Zuzanna była już pięć lat starsza i choć nadal z całego rodzeństwa Pevensie miała największe problemy z akceptacją swojego pobytu w Narnii, to jednak zmieniła się. Zagubienie ustąpiło miejsca pewności siebie, a trzeźwość umysłu niejeden raz temperowała co bardziej zwariowane plany jej brata, nazywanego „Wielkim królem". Gdy Flora widziała ich razem, dochodziła do wniosku, że tworzyli nader zgrabną parę przeciwieństw, jednak zdawała sobie doskonale sprawę, że tabu dotyczące relacji rodzinnych było tu równie mocne jak w Amberze. Była to jedna z tych rzeczy, których w sobie nie cierpiała. Uważała, że na miłość nie powinno nakładać się ograniczeń. Miała doskonałą świadomość tego, jak Julian patrzył na Fionę, nie potrafiła też nie dostrzegać iskier trzaskających między Deirdre i Corwinem. Zwłaszcza ta ostatnia dwójka wydawała jej się urocza i czasami zastanawiała się, czy nie byłoby sprawiedliwiej, gdyby mogli bez jakichkolwiek oporów dzielić łożę - a i sama pewnie chętnie by do niego z nimi wskoczyła. Jednak imperatyw dotyczący kazirodztwa wbito im do głów mocno - także i jej, dlatego szybko wyrzucała z głowy takie myśli.
Teraz, kiedy była w tym cieniu po raz trzeci, Zuzanna przekroczyła już trzydziestkę. Niedawno wróciła z jednego z ościennych krajów, gdzie jakiś lokalny książę starał się o jej rękę, z marnym zresztą rezultatem. Radość z niespodziewanej wizyty Flory wyraziła tak entuzjastycznie, że księżniczka Amberu wiedziała, iż długo będzie pamiętać tę noc.
- Tak często, jak tylko mogę, uwierz mi - odrzekła po dłuższej chwili - Nic na to nie poradzę.
- Szkoda. Lubię Narnię, ale...
- Ale?
- Piotrek, Edek i Łucja zaakceptowali swoje role, dobrze się w nich czują i świetnie bawią. Ale ja widzę, że to tylko rola, kostium, który założyłam. Nie jestem królową, nigdy nią nie byłam. Gram jej rolę, ale jestem zwykłą dziewczyną. W moich rodzinnych stronach pewnie miałabym już męża i dzieci...
- Tęsknisz za tym?
- Wiesz, kiedy ten kalormeński książę prosił mnie o rękę... Poczułam się przez krótką chwilę dziwnie. Coś jakby przypomniało mi, kim naprawdę jestem. Jasne, facet absolutnie mnie nie kręcił, ale... ale...
- Spokojnie - Flora pogładziła jej ciemne włosy - Po prostu tęsknisz za domem. To naturalne, ja czasami też tak mam. Nieważne, jak piękne są inne krainy, dom jest zawsze tam, gdzie zostawiłyśmy serce.
Zuzanna nie odpowiedziała, tylko przytuliła się do Flory i zaczęła płakać. Trwało to dłuższą chwilę.
- Ech, żadna tam ze mnie „Zuzanna Łagodna", raczej „Zuzanna Beksa" czy „Zuzanna Żałosna" - powiedziała w końcu, dopijając resztkę wina i sięgając po karafkę, aby dolać sobie więcej.
- Nie zgodzę się. Po prostu „Zuzanna Wrażliwa" - Flora pocałowała ją w usta - i niezmiennie urocza. „Nawet jeśli nieco już chyba wstawiona" - dodała w myślach.
