Kolory nadziei część 2
- Musimy się stąd wydostać - mówi Zuko i rozgląda się uważnie po pomieszczeniu. Katara podnosi na niego wzrok i patrzy ze zdziwieniem.
Oboje siedzą obok siebie, otoczeni wszechogarniającą zielenią, symbolem ich tymczasowego zniewolenia.
- Jak? - pyta w końcu i chce wierzyć, że Zuko ma pomysł, że znalazł wyjście z tej sytuacji.
- Jeszcze nie wiem - przyznaje tamten cicho, na co Katara przymyka oczy, zmęczona. Straciła już poczucie czasu, nie jest pewna, ile godzin tu jest.
Powoli zdaje sobie sprawę, że Aang jej nie uratuje, że Azula, pełna zabójczej czerwieni, wygrała.
- Ale coś wymyślę. - Słyszy słowa Zuko i mimowolnie uśmiecha się delikatnie. Ponownie spogląda na niego i wpatruje się w te złote oczy. Blizny już nie ma, pozbył się swojego piętna.
To zabawne, myśli Katara, jeszcze nie tak dawno to ja dałam mu nadzieję.
Zuko zdaje się głęboko nad czymś myśleć, pewnie nad sposobem wydostania się stąd, i Katara chce wierzyć, że to się uda, że wyrwie się ze szponów zieleni.
- Mam pomysł - mówi Zuko jakiś czas później. Katara wstaje i trze zaspane oczy.
- To wspaniale! - odpowiada żywo, mimo pobudki. Dopiero teraz widzi, jak Zuko jest zmęczony. Dopadają ją irracjonalne wyrzuty sumienia: ona spała w najlepsze, podczas gdy on wciąż myślał nad ratunkiem od tej zdradzieckiej zieleni.
Zuko kiwa głową i stara się pozostać przytomny. Katara nie ma pojęcia, ile minęło czasu od kiedy położyła się spać.
- Musimy tylko... - zaczyna, lecz Katara kładzie rękę na jego ramieniu i z łagodnym uśmiechem oznajmia:
- To może poczekać, najpierw się prześpij. - Gdy widzi, że Zuko chce protestować, pewniej zaciska dłoń. - Jeżeli dojdzie do walki, musisz być w pełni sił.
Zuko mamrocze coś o tym, że jego plan nie zakłada walki, ale poddaje się i kładzie niedaleko niej. Po chwili zasypia.
W zielonych kryształach odbijają się ich sylwetki, Katara nie może przestać przyglądać się lewej stronie twarzy Zuko. Jest z siebie dumna, dumna jak nigdy wcześniej.
Patrząc na śpiącego chłopaka, zastanawia się, kto mógł mu zrobić coś tak strasznego.
- Uważaj - szepcze Zuko i przytrzymuje Katarę w miejscu. Znajdują się niedaleko pałacu, z którego jakimś cudem udało im się uciec. Katara wciąż nie może w pełni uwierzyć, że jest wolna, że niedługo ucieknie z Ba Sing Se i będzie mogła znaleźć przyjaciół.
- Co teraz zrobimy? - pyta i nieświadomie przybliża się do Zuko. Ten tylko mruży w skupieniu oczy.
Na ich drodze pojawiło się trzech agentów Dai Li, zielonych zdrajców, którzy przeczesują teren w poszukiwaniu ewentualnych wrogów.
Oboje są pewni, że to nie ich szukają, w końcu nikt nie widział ich uciekających z katakumb.
- Wycofujemy się. Znajdziemy inne wyjście - odpowiada Zuko pewnym głosem i trzymając ją za rękę, kieruje w drugą stronę.
Katara zaciska mocniej palce na jego dłoni. Wierzy w Zuko, musi w niego wierzyć.
Jego złote oczy są symbolem jej nadziei.
