Rozdział 2

I'd rather shut my mouth
Than to spell it out
There's no doubt
When it's written all over my face
~Kris Allen, "Written all over my face"

Piątek, a wraz z nim kolacja nadeszły zdecydowanie zbyt szybko. Kris nie miał czasu nawet zastanowić się jak powinien się zachowywać, aby nie pokazać jak silne, skrajne emocje targają nim od wewnątrz. Czuł prawdziwy ból w sercu; tak silny, jakby przyjmował w nie serie ciosów pięścią. Tak realny, jakby tylko on był jedyną rzeczywistą, trwałą rzeczą na świecie. Tak przejmujący, że momentami Kris miał ochotę zaszyć się gdzieś, gdzie nikt by go nie znalazł i odizolować od całego tego bólu.

Czasami po prostu chciał to serce sobie wyrwać, ale nie wiedział, czy w ogóle by mu to w jakikolwiek sposób pomogło.

Przy Katy zachowywał się, jakby nigdy nic. A przynajmniej miał nadzieję, że właśnie tak to wyglądało. Jakby nic się nie stało. Jakby wszystko było okej. Błagał, aby jego żona nie okazała się zbyt dobrym obserwatorem, choć niestety czasem czuł na sobie jej zmartwione spojrzenia. Jednak był pewien, że Katy wiedziała o nim jedno; cokolwiek by się nie działo, Kris będzie cierpiał w milczeniu. Powie, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku i szybciej napisze o tym piosenkę, niż wypowie na głos swoje uczucia.

Zagłębiony we własnych myślach machinalnie kroił warzywa, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Serce zabiło mu gwałtownie, bo doskonale wiedział, kto czeka na ganku. Zaschło mu w ustach, niemal zakręciło mu się w głowie. Wiedział, że powinien był odwołać to spotkanie, pod byle jakim pretekstem. Miał wrażenie, że jest całkiem duża szansa, że właśnie dziś powie coś, czego zdecydowanie nie powinien.

Widok Adama zaparł mu dech w piersiach. Wyglądał zwyczajnie: szary T-shirt, wąskie jeansy. Nie miał wymyślnie ułożonych włosów i nawet odrobiny makijażu na twarzy. Lecz mimo to, a może właśnie dlatego, był nieziemsko piękny. Piękny w niepokojący, przeszywający serce sposób.

Kris zatonął w intrygująco intensywnym błękicie jego oczu, czystych i niewinnych, lecz jednocześnie tak drapieżnych.

Nie wiedział, jak długo stał tam tak bez słowa, wpatrzony z urzeczeniem w bruneta, dopóki ten nie odezwał się z delikatnym uśmiechem – Cześć.

Kris zorientował się, że zapomniał oddychać.

- Hej.

Lecz nadal stał tam bez ruchu, jakby nieświadomy niczego innego poza hipnotyzującym spojrzeniem Adama. Miał wrażenie, że jest w transie. Gdyby Adam kazał mu w tym momencie skoczyć w ogień czy rzucić się z dachu wieżowca, Kris nie miał wątpliwości, że zrobiłby to bez najmniejszego wahania.

- Nie zaprosisz mnie do środka, Kris?

To, że Adam wymówił jego imię (jak fantastycznie brzmiało w jego ustach!) sprawiło, że muzyk otrząsnął się z odrętwienia.

- Och! Tak, j-jasne… - zacisnął na chwilę oczy i gwałtownie potrząsnął głową, aby się skupić – Uhm, oczywiście, p-przepraszam cię, Adam. Wchodź, zapraszamy.

Przesunął się, aby przepuścić go przodem. Kiedy Adam zniknął za rogiem salonu, Kris został w tyle. Oparł się o zamknięte przed chwilą drzwi i z rozdrażnieniem potarł czoło dłonią; co z jego wspaniałym planem nie pokazywania niczego po sobie? Świetnie ci to poszło, Kristopher, naprawdę fantastycznie. Stałeś i gapiłeś się na niego jak zadurzona nastolatka. Czemu jeszcze nie zacząłeś się jąkać? Ach, nie – jednak zacząłeś. Brawo, oby tak dalej. Ledwie powstrzymywał się przed uderzeniem się w czoło.

Pamiętał, że tak samo zaczął zachowywać się przy Katy, kiedy tylko zrozumiał, że czuje do niej coś więcej. Wtedy także rumienił się za każdym razem, gdy się do niej zwracał. Tylko czekał, aż tak samo stanie się teraz. Aż Katy to zauważy – zauważy i zrozumie. Pierwszy rumieniec będzie ostatnim zwiastunem katastrofy. Początkiem ich końca.

Z zamyślenia wyrwało go wołanie Katy. Zanim dołączył do niej i ich gościa, wziął kilka głębokich wdechów. Weź się w garść. Idź tam i spędź przyjemnie wieczór. Wyłącz to. Tak jakby to działało w ten sposób. Jakby można było tak po prostu wyłączyć swoje uczucia, gdyby to było możliwe. Życie byłoby o tyle prostsze, gdybyśmy mieli nad naszymi uczuciami jakąkolwiek kontrolę.

Kris niepewnie wkroczył do salonu, gdzie Katy i Adam śmieli się z czegoś głośno. Jego wzrok ślizgał się między nimi, nie wiedząc na kim się zatrzymać. Na kim chciał, a na kim mógł zatrzymać wzrok. Wyglądali tak zjawiskowo. Katy delikatnie zarumieniona, najpewniej od słodkiego wina, które właśnie popijała. Adam radośnie uśmiechnięty. Katy z promiennym uśmiechem na pomalowanych na różowo wargach. Adam przeczesujący smukłymi palcami gęste, lśniące włosy o kruczoczarnej barwie. Katy w seksownej, wyciętej sukience. Adam w nieprzyzwoicie obcisłych, ciemnych spodniach.

Boże, pomóż! Pomóż i wyłącz to!

Pogrążony we własnych myślach, udawał zainteresowanie nowym butikiem, który właśnie otworzyli w ich okolicy. Adam i Katy umawiali się na wspólne zakupy, jak to mieli w zwyczaju. Kris uśmiechał się szeroko na te plany, jednak myślami był zupełnie gdzie indziej.

Chciał zapytać sam siebie, jak doszło do tego, że zakochał się także w Adamie, jednak wydawało mu się, że znał już na to odpowiedź. To po prostu się stało. Naturalnie, po cichu. Właściwszym pytaniem było więc „dlaczego zorientował się dopiero teraz?"

Dlaczego jeszcze kilka dni temu wszystko było spokojne, zwykłe, normalne, a teraz wariuje na punkcie swojego najlepszego przyjaciela? Bo dostał impuls do przemyśleń? Intensywnie analizował co, jak, dlaczego…?

Zupełnie, jakby to uczucie spłynęło na niego, jakby pojawiło się tak nagle, tak szybko, jak równikowe, południowe zenitalne burze. Tak szybko i tak samo gwałtownie. Wiedział jednak, że w przeciwieństwie do tych wyładowań, jego uczucie będzie trwać. I to było tym, czego w egoistycznym odruchu bał się najbardziej.

Raz zasiane ziarno wątpliwości już nie tyle kiełkowało pewnością, co owocowało oczywistym już dla Krisa stanem zakochania. Miłością, którą dzielił między dwoje najbliższych mu osób, z których nie umiałby zrezygnować. Z żadnej z nich. Lecz jak długo będzie trwać w takim impasie? Ile czasu minie, nim zmęczony ukrywaniem swoich uczuć, załamie się i wszystko wykrzyczy? Tak, aby cały świat dowiedział się, jaką jest okropną osobą? Jak krzywdzi tę, której przyrzekał niepodzielną miłość aż po grób? Jak rani swojego najbliższego przyjaciela nie będąc wobec niego szczerym? Nie mówiąc mu prawdy, czyli tak naprawdę kłamiąc?

Siedząc naprzeciw nich i udając zaangażowanie w rozmowę, Kris ledwie powstrzymywał się od płaczu. Nie wiedział, jak długo będzie w stanie tak trwać.

Pod pozorem przyniesienia deseru, wymknął się do kuchni, gdzie zamknął za sobą drzwi. Ciężkim krokiem podszedł do stołu i opadł na krzesło, opierając łokcie o drewniany blat i chowając twarz w dłoniach.

W głowie miał mętlik. Nie chciał nawet o tym wszystkim myśleć, jednak nie umiał przestać. Serce bolało go jak diabli, wnętrzności skręcały mu się w strachu, ekscytacji i jeszcze czymś, czego aktualnie nie umiał nazwać. Jak bardzo przydałby się teraz wyłącznik usuwający dręczące myśli!

Łzy znów zaczęły mu napływać do oczu. Zaczął mrugać szybko, aby je odegnać. Nienawidził tego, że ostatnio zupełnie nie panuje nad swoimi emocjami. Opuścił dłonie na stół i zacisnął pięści. Nie miał kontroli nad swoimi uczuciami, a to sprawiało, że czuł się bezsilny. A to było najgorsze ze wszystkiego.

Usłyszał ciche kroki na korytarzu, które rozpoznał natychmiast. Nie mógłby ich pomylić z jakimikolwiek innymi. Zerwał się z krzesła i dwoma krokami znalazł się przy lodówce. Ledwie zdążył wyłożyć ciasto na zdobną paterę, kiedy drzwi otworzyły się i do kuchni sprężystym krokiem wszedł Adam. Podszedł do Krisa i objął go w pasie od tyłu tak, jak często go przytulał. Jednak tym razem poczuł, że mięśnie jego przyjaciela napinają się, a on sam sztywnieje. Zdezorientowało go to.

- Coś się stało?

W jego głosie Kris słyszał szczery niepokój i zmartwienie. Sam martwił się też swoją własną reakcją; wcześniej w objęciach Adama rozluźniał się, czuł się bezpiecznie. Jednak teraz poczuł coś jeszcze – przemożną chęć zatopienia swoich ust w jego pełnych wargach. Przestraszyło go to na tyle, że nawet Adam poczuł, jak całe ciało niższego mężczyzny napięło się w niepokoju.

Kris odwrócił się w objęciach Adama i nieznacznie odsunął. – Wszystko w porządku, Adam. Nie zawracaj sobie głowy.

Właśnie wtedy, ku swojemu przerażeniu, zdał sobie sprawę, że się zarumienił…

- Na pewno? – Adam przechylił na bok głowę w powątpiewaniu – Jesteś spięty. I jakby nieobecny. Mam się martwić?

Adam patrzył uważnie w oczy Krisa, który starał się wytrzymać intensywny, uważny wzrok bruneta, będąc świadomym demaskujących go zaróżowionych policzków. Jednocześnie próbował nie zagłębiać się w to magnetyzujące, przeszywające go na wskroś spojrzenie promieniście błękitnych oczu, bo mogłoby to być dla niego zgubne.

Brakło mu tchu, bezwzględnie potrzebował powietrza.

Westchnął i zmusił się do zmęczonego uśmiechu.

- Nie trzeba, to nic takiego. – machnął ręką na potwierdzenie swoich słów. – Przejdzie.

Ale dobrze wiedział, że to nie minie tak szybko, jeśli nie wcale.

Dochodziła trzecia. Kris leżał w łóżku, pogrążony w bezładnie krążących po jego głowie myślach. Katy spała spokojnie u jego boku, jej oddech głęboki i równy. Kris przekręcał się z boku na bok, starając się zasnąć, aby nie musieć rozmyślać, analizować, wspominać. Aby odciąć się od tego wszystkiego, choćby na kilka godzin. Zawsze miał spokojne sny i nawet mętlik w głowie i sercu tego nie zmienił. Z utęsknieniem czekał więc codziennie na noc, kiedy mógł wreszcie zasnąć i pobyć przez jakiś czas w innym miejscu, w którym serce i myśli miał wolne od wszelkiego rodzaju trosk.

Lecz tym razem nie zdawało to egzaminu – jego myśli krążyły cały czas wokół tego samego.

Katy. Adam. Katy. Adam. Katy, Adam…

Kris podniósł się gwałtownie i usiadł na łóżku, starając się ochłonąć. Czuł wzbierające się pod powiekami piekące łzy, a w sercu żar. Czuł fizyczny, prawdziwy ból i nie mógł się od niego uwolnić.

Usłyszał nieznaczny ruch po swojej lewej stronie i poczuł dotyk delikatnej dłoni na swoim ramieniu.

- Wszystko w porządku?

Zacisnął mocno powieki, aby powstrzymać łzy, gotowe w każdej sekundzie popłynąć po jego policzkach. – Tak, skarbie. Nic się nie stało.

Katy usiadła mu na kolanach, odgarniając z czoła ciemne kosmyki. – Jesteś pewien? Mam wrażenie, że ostatnio coś cię gryzie. – Kris milczał. – Wiesz, że możesz mi powiedzieć, prawda?

- Oczywiście. – uśmiechnął się z wysiłkiem, jednak Katy nie zauważyła w ciemności, że bardziej przypominało to grymas bólu niż uśmiech.

Dziewczyna przysunęła się nieco bliżej i pogładziła go po policzku. Pochyliła się i pocałowała go, starając się odegnać myśli, jakie zapewne nie dawały mu zasnąć. Potem jej usta przesunęły się na jego szyję, składając delikatne, motyle pocałunki, podczas gdy jej drobna dłoń wolno wślizgnęła się za linię materiału bokserek, wiszących nisko na jego biodrach. Zadrżał.

Rozwiązał ramiączka jej jedwabnej nocnej koszulki i delikatnie, z namysłem zsunął je, muskając palcami gładkie ramiona. Rozpalonymi ustami pieścił jej szyję i dekolt, z zachwytem wsłuchując się w jej ciche westchnienia.

Koszulka Katy znalazła się na podłodze, podobnie jak jego bokserki. Oplotła smukłymi nogami jego talię, a Kris przesunął dłonie na jej plecy, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie.

Pozwolił, aby chwila przejęła kontrolę, dali się ponieść emocjom. Chłonęli swoją bliskość, stając się jednością w miłosnym uniesieniu. Aż do świtu płonęli w swoich ramionach.

Czy można zakochać się w dwóch osobach na raz? Nieodwołanie, nieodwracalnie, bez pamięci? Czy to w ogóle możliwe?

Kris Allen teraz wiedział, że tak.

Są takie zdarzenia, które zmieniają nasze życie nawet, jeśli jest mała szansa na ich zaistnienie. Przypadki, zbiegi okoliczności - zdarzenia losowe o prawdopodobieństwie bliskim zeru.

Kris miał nieodparte wrażenie, że wszystko, co dzieje się w jego życiu to cykl przypadkowych zdarzeń, nad którymi nie ma zupełnie kontroli.