Lalala~ I have no idea what I'm doing~


Sobota zapowiadała się całkiem przyjemnie. Flourite wysprzątał porządnie całe mieszkanie, łącznie z maleńką łazienką. Obecnie chwycił się za odkurzacz. Goście mieli przyjść – zerknął na prosty zegar ścienny, jedyną pamiątkę po poprzednim najemcy – och, już za kwadrans. No, „goście" to może za dużo powiedziane… Kawalerkę Faia miały odwiedzić tylko dwie osoby. Koleżanka z roku poznana na pierwszych wykładach i jej przyjaciel (studiujący coś w rodzaju Antropologii historycznej? czy jakoś tak), którego Flourite poznał dzień później. I to właśnie od niego, gadatliwego młodzieńca, którego charakteryzował silny akcent wyszła propozycja spotkania się u Faia.

Obawiał się reakcji persocoma. Tomoyo zapewniała skwapliwie, że Kurogane traktuje obcych z uprzejmą obojętnością i nie sprawia problemów. Flourite zdążył poznać peceta na tyle, by powątpiewać słowom kuzynki. Od kiedy trafił w ręce Faia, android nie miał możliwości kontaktowania się z nikim innym, prócz swojego właściciela. Blondas wahał się co do tego, czy zabranie go na wydział byłoby dobrym posunięciem. Widywał co prawda wśród braci studenckiej palmtopy pochowane po kieszeniach, plecakach i torbach, ale jak dotąd ograniczał się tylko do zabierania ze sobą Mokony, która budziła powszechne rozczulenie oraz zachwyt. Cóż, o Kurogane nie dało się powiedzieć, że jest zabawny i ma fajne futerko.

Obiecał sobie, że w następnym tygodniu, gdy znajdzie chwilę czasu, weźmie Kurogane na wycieczkę do centrum handlowego. To będzie ich wspólny chrzest bojowy, pierwsza Próba.

Wyłączył odkurzacz i zbadał wzrokiem podłogę w poszukiwaniu przeoczonych okruchów. Spojrzenie zatrzymało się na persocomie, który z uporem godnym podziwu zdejmował z głowy Mokonę i odkładał ją na podłogę. Nie mijała minuta, a elektroniczne zwierzątko znów lokowało się w nastroszonej czarnej czuprynie. Mokona posiadała swoje małe, nabyte nawyki, a Kurogane chyba nie mógł się z tym pogodzić. Pendrive i pecet nie zapałali do siebie miłością od pierwszego wejrzenia. Szkoda.

Co przypomniało Faiowi niedawną rozmowę z właścicielem wynajmowanego mieszkania. Wolał nie ryzykować sytuacji, która mogłaby wyniknąć z przemilczenia faktu nabycia humanoidalnego komputera. No cóż, równie dobrze mógłby pochwalić się swojemu gospodarzowi, że kupił sobie nowy czajnik elektryczny. W gruncie rzeczy brak większej reakcji był zrozumiały – androidy nie urządzały imprez do rana, nie prowadziły w kawalerkach wytwórni bimbru, ani nie hodowały ptaszników. Obecność Kurogane wiązała się tylko z wyższym rachunkiem za prąd.

Dlatego Fai nie mógł doczekać się powitania u siebie prawdziwych ludzi, tych pierwszych poznanych na studiach, którzy lubią się bawić i pić okazjonalnie, i hodować ptasz… - nie, tego nie muszą lubić - i którzy przy odrobinie szczęścia staną się kimś, kogo Flourite będzie mógł nazwać swoimi przyjaciółmi.

Jednocześnie straszliwie się tej wizyty obawiał.

Persocom nie zbył zbyt dobrym współlokatorem. Tak właściwie był beznadziejnym współlokatorem. W wirtualnych eskapadach sprawdzał się doskonale, śmigał po sieci jak ta lala. Ale gdy jego rola użytecznego narzędzia do komunikacji ze światem się kończyła…

Tradycyjna stacjonarka w stanie spoczynku była tylko niegroźnym elementem pokoju, który harmonijnie wtapiał się w umeblowanie. Kurogane w stanie spoczynku zwykle siadał w kącie pomieszczenia i nie odzywając się ani słowem łypał spode łba na Faia. Albo gapił się w nieistniejący punkt na ścianie. Flourite nie wiedział co było gorsze. Zaczął podejrzewać, że jednak schrzanił coś przy procedurze włączania. To łypanie było zdecydowanie niezdrowe.

Wyłączył odkurzacz i rzucił niepewnie:

- Kurogane?

Komputer uraczył mężczyznę uważnym spojrzeniem.

- Czy takie kompletne nicnierobienie nie jest dla ciebie niekomfortowe? Nie nuży cię… czy coś w tym stylu?

Pytany przechylił odrobinę głowę. Zawsze tak robił, gdy mierzył się z zagadnieniem, które nie było dla niego dostatecznie sprecyzowane.

- Nie rozumiem pytania.

- Zauważyłem, um, trochę też czytałem, że w stanie bezczynności persocomy robią różne rzeczy.

- Zgadza się.

- A więc, ty też mógłbyś, na przykład opowiadać dowcipy, gdybym akurat z ciebie nie korzystał? – spytał z wahaniem i kucnął przy kontakcie, by wypiąć wtyczkę odkurzacza.

- Owszem.

Wizja Kurogane opowiadającego dowcipy wydała się Faiowi dość przerażająca.

- No to zróbmy tak: w czasie bezczynności będziesz robił to, co wydaje ci się najlepszym sposobem na nicnierobienie.

- Skonkretyzuj.

Fai podrapał się nerwowo po nosie. Nie był przyzwyczajony do wydawania poleceń ludziom, czy przedmiotom, które wyglądały jak ludzie.

- W stanie bezczynności możesz oglądać telewizję, czytać, bawić się z Mokoną albo… hum, rozmawiać ze mną – zasugerował, przemierzając pokój – Albo robić to wszystko, co robiłeś pracując u Tomoyo. Dobrze?

Nieobecny wyraz twarzy i cichy szmer - pojawiały się one za każdym razem, gdy komputer zapoznawał się z odgórnym poleceniem, które miał zapamiętać i zastosować w przyszłości. Po chwili Kurogane skinął głową.

- Zrozumiałem. Dostosuję się.

Ech, zawsze to jakiś postęp. Chyba.

- Kuro, a pamiętasz, że przychodzą do nas goście? – upewnił się Fai, wpychając odkurzacz do szafy.

- Tak. Zapamiętałem to już za pierwszym razem – burknął Kurogane, insynuując, że ciągłe powtarzanie tych samych informacji jest zupełnie zbędne.

Odkurzaczowi odpadło jedno z kółek. Flourite wepchnął je z impetem na miejsce. W wyniku tego odleciał przycisk włączania. Fai parsknął sfrustrowany.

- Czy to nie może przebywać gdzie indziej, tylko akurat na mojej głowie? – Mokona znów została niedelikatnie usadzona na podłodze.

- To ma imię! Tej informacji jakoś nie udaje ci się zachować w pamięci – syknął, zamykając prędko szafę, by odciąć odkurzacz od możliwości dalszej dezintegracji.

- Ja też mam imię i brzmi ono Kurogane. Nie „Kuro".

Flourite obrócił się na pięcie. Podjął nieme wyzwanie i odwzajemnił butne Spojrzenie swojego peceta.

Jak na razie „znajomość" z komputerem bardzo ładnie się rozwijała. Szkoda tylko, że w szczególnie niekorzystnym kierunku.

Pukanie do drzwi uratowało Faia od przedłużającej się niewygodnej ciszy.


I przyszli.

Arashi, długowłosa piękność z pozoru surowa i kategoryczna usadowiła się na poduszce przy niskim stoliku i zagłębiła w lekturę bliżej nieokreślonego anglojęzycznego czasopisma. Jej palmtop, dziewczyna mniejsza od dłoni, o ciemnych, krótko ściętych włosach i gustownej obudowie w kształcie pary kocich uszek uganiał się radośnie wokół drzemiącej na podłodze (!) Mokony.

Arisugawa, powszechnie znany jako Sora, odnalazł w Faiu bratnią duszą, z którą mógł pogadać na tematy kuchenno-gastronomiczne. Następnie bezskutecznie próbował zainteresować Flourite'a baseballem. Flourite okazał się bardzo odporny na zasady gry, które Sorata cierpliwie mu wykładał. Brunet ściągnął czapkę i parskając zaraźliwym śmiechem, zmierzwił dłonią swoją czuprynę. Nałożył czapkę z powrotem. Sorata i Jego Czapka stanowili jedność – Flourite nie przypominał sobie, by chłopak kiedykolwiek ściągał ją na dłużej niż kilkanaście sekund. Ciekawskie spojrzenie gościa skierowało się na przycupniętego w kącie Kurogane. Jasnowłosy mężczyzna mimowolnie napiął mięśnie.

- Mogę go obejrzeć?

Padło pytanie, którego Flourite najbardziej się obawiał.

- Chyba tak… - mruknął, mając nadzieję, że nie pożałuje tej decyzji.

Nie czekając na odpowiedź, Arisugawa usadowił się obok androida, uśmiechnął się szeroko i uniósł dłoń w geście powitania:

- Cześć, Sorata jestem. Trochę cię obadam, okej?

Arashi uniosła wzrok znad magazynu rozłożonego na jej kolanach.

Kurogane nie okazał entuzjazmu, kiedy Arisugawa przeczesał jego włosy na karku. Fai odkrył przedwczoraj, że poniżej linii włosów znajduje się numer seryjny persocoma. Nie był pewien w jaki sposób ta informacja miałaby przydać się Soracie.

- To PCN, nie? – Sorata błysnął wiedzą i natychmiast spojrzał na Arashi, upewniając się, że błyśnięcie zostało odnotowane.

Szczęśliwy właściciel PCNa mruknął twierdząco, choć było to zupełnie niepotrzebne.

Oględziny niewiele różniły się od tych Faiowych, które odbyły się jeszcze przed włączeniem androida. Sorata zajrzał w oczy Kurogane i otworzył jego obudowę. Następnie przez chwilę przyglądał się z zaskoczeniem dłoni peceta, to znów swojej własnej. Wyprostował jego ramię i wydobył z siebie niejednoznaczny pomruk.

- Łojzicku, jaki on jest wielki! Tera to widzę. Na co ci taki wielgachny persocom, hę? – zapytał podejrzliwie blondyna.

Fai odetchnął głęboko, nieco zbity z tropu. Rozmowa z Soratą przypominała trochę rozmowę z pięciolatkiem – człowiek zostawał zasypywany takimi pytaniami, że udzielenie odpowiedzi nieraz wymagało sporego wysiłku intelektualnego, aby nie wyjść na idiotę.

- Takiego już go dostałem – przyznał i uśmiechnął się niewyraźnie.

- Acha. A ile mo wzrostu?

- Um… Szczerze mówiąc nie pamiętam…

Sorata postanowił zaczerpnąć wiedzy u samego źródła:

- Ile mierzysz, kolego? Byłbyś dobrym koszykarzem, tej!

Kurogane nadął się. Dosłownie. Już wcześniej krzywił się na ten nieoczekiwany przegląd, ale teraz sama jego mina wskazywała, że do udzielenia odpowiedzi nie zmusi go żadna siła.

Sytuację uratowała Arashi.

- Jakie znaczenie mają jego warunki fizyczne? Liczą się parametry. A z tego, co się orientuję ten tutaj ma je całkiem niezłe – zauważyła.

- Śliczności jak zwykle mo rację. Chociaż ja tam wolałbym siakąś cybernetyczną panienkę od takiego dryblasa – Arisugawa zreflektował się w porę i gwałtownie odwrócił się do dziewczyny – J-Ja tak tylko żartuję, łapiesz? Prawda?

Spotykając Soratę po raz pierwszy można było odnieść trzy wrażenia: że jest Osakijczykiem; że ma wielkie serce i że jest beznadziejnie zadurzony w Arashi.

- Wiesz, szczonku, ja też kiedyś miołem persocoma – Sorata dał spokój nieefektywnym próbom przebłagania przyjaciółki, westchnął nostalgicznie i wzniósł oczy ku lampie sufitowej – Palmtopa. Model podobny do tego, co to ma go Arashi. Miała włosy spięte w dwa kucyki i była okropniaście urocza. Ale… zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, tej.

Blondyn pokiwał gorliwie głową na znak, że słucha i współodczuwa tragedię towarzysza.

- Wypadła mi z łap – wymamrotał z żalem młody mężczyzna – Ech, szkoda słów. Lecz powiem ci, bracie, tyle: to były najszczęśliwsze dwa tygodnie mojego życia!

- Persocomy nieustannie są poddawane najróżniejszym testom, które mają zmierzyć zarówno ich wydajność, jak i wytrzymałość – wtrąciła się Arashi, nie odrywając wzroku od gazety – W teorii każdy z nowszych typów powinien wytrzymać upadek z trzeciego piętra i wyjść z niego jedynie z drobnymi uszkodzeniami. Nawet te najmniejsze modele są elastyczne i odporne na drastyczne wstrząsy. Soracie wystarczyło półtora metra wysokości, by z jego komputera zostały okruchy, z których nie dało się nic poskładać. Widziałam to na własne oczy.

- Ja mom po prostu pierońskiego pecha, no! I nawet zwrotu siana za nią nie dostałem…

Kurogane już się nie nadymał. Zjeżył się gwałtownie, gdy Sorata – nie zdając sobie nawet z tego sprawy – zacisnął palce na jego ramieniu.

I znów na pomoc przyszła Arashi.

- Czy mogłabym dostać coś zimnego do picia? – spytała spokojnie.

- Ach, jasne! – sapnął nerwowo Fai - Kuro, zajmiesz się napojami dla gości?

Persocom z wyraźną ulgą uwolnił się od zbyt bliskiej obecności Soraty.

- Poproszę sok pomarańczowy – wyraziła swe życzenie dziewczyna.

Kurogane posłusznie skinął głową.

- Dla mnie to samo – poprosił Fai.

Kolejne skinięcie.

- Dla mnie też soczek! – zawołał Sorata.

Kurogane nie uraczył go nawet spojrzeniem.

- Ej… Ja też tutaj jestem. Halo? – spróbował raz jeszcze.

Pecet wciąż bez ruchu wpatrywał się we Flourite'a, twardo ignorując Osakijczyka.

- Kurogane, dlaczego… Zresztą nieważne. Trzy szklanki i karton soku z lodówki, bardzo proszę – poddał się Fai.

Dopiero teraz persocom obdarzył Soratę miażdżącym spojrzeniem. I wyszedł do kuchni.

Flourite roztarł powoli dłońmi twarz. Na drugi raz na czas odwiedzin gości po prostu zamknie Kurogane w łazience. Tak będzie bezpieczniej. Gorzej, jeśli ktoś zechce z tej łazienki skorzystać… Nie, ten problem wymaga głębszego przemyślenia.

- Ten komp mnie nie znosi – wybełkotał w zdumieniu Sorata – Widzieliście jego wzrok? Jakby mnie chcioł zabić!

- Ile już jesteście razem?

- Słucham…? – pytanie Arashi pozbawiło Faia resztek równowagi psychicznej.

- Minęło trzynaście dni, dwadzieścia godzin i czternaście minut od mojego ponownego włączenia – poinformował Kurogane, który odstawił na stolik szkliwo oraz sok i zajął swoje miejsce za plecami Soraty.

- Dziękuję, właśnie to miałam na myśli – kobietka skinęła głową i spojrzała na Flourite'a – Dwa tygodnie… Wybacz mi szczerość, ale mam wrażenie, że nie dogadujecie się ze sobą zbyt dobrze.

- Kuro to mój pierwszy persocom – usprawiedliwił się nieporadnie, czując, że czerwienieją mu uszy.

- Tej, a czemu on tak na mnie patrzy? – Sorata zerknął przez ramię i wyraził głośno swoje wątpliwości – Nie może patrzeć na kogoś innego?

- On się tak zawsze patrzy, to nic osobistego – szybko uspokoił zaniepokojonego kolegę Flourite.

- Zachowanie Kurogane jest jak najbardziej logiczne. Wysłuchuje naszą rozmowę i wyciąga wnioski. Innymi słowy, widzi potencjalne zagrożenie w Soracie, dlatego woli go utrzymywać na dystans.

Android potwierdził teorię Arashi, samym spojrzeniem sugerując, że lepiej dla Osakijczyka będzie, jeśli zostanie przy stole i skupi się wyłącznie swoim soku.

- Sam zobacz, Fai – Arashi trąciła delikatnie dłonią swojego persocoma, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę – Nekoi, może pobawisz się teraz z Soratą?

Dziewczynka oderwała się od puchatego boku Mokony i obdarzyła szeroko uśmiechniętego Osakijczyka (który chwilowo zapomniał o zagrożeniu czającym mu się za plecami) bojaźliwym spojrzeniem.

- No chodź, maleńka, będzie fajnie – rzekł jowialnie Sorata, odkładając ze stukotem szklankę i rozkładając zachęcająco ręce w jej kierunku.

Kocie uszy zadrżały nieznacznie, małe dłonie nerwowo zmięły materiał plisowanej spódniczki od mundurka. Dotychczasowa entuzjastyczna aura peceta znikła jak bańka mydlana. Nekoi uniosła wysoko głowę, spoglądając na swoją właścicielkę.

- A… przepraszam, pani Arashi… ale czy muszę? – spytała niemal niesłyszalnie.

- Nie musisz. Odpocznij – brunetka ujęła palmtop między dwa palce, wsunęła do swojej torby i na powrót zwróciła się do Faia – Widzisz? Nekoi poznała się na Soracie już dużo wcześniej.

- Jesteście niesprawiedliwi, tej! – zaprotestowało ostro potencjalne zagrożenie – Co ja poradzę na to, że elektronika mnie nie kocha!? Chęci mom dobre!

- Persocomy bywają bystrzejsze niż niejeden człowiek – orzekła lakonicznie Arashi, wygładzając strony magazynu.

- Dziewczyno, mówił ci już kto, że czytanie w towarzystwie jest niegrzeczne? I to w dodatku w jakimś barbarzyńskim języku! – rozżalony na świat i towarzystwo Arisugawa porwał czasopismo z kolan dziewczyny i uniósł je wysoko nad głową, by nie mogła go dosięgnąć.

Po kilku nieudanych próbach ze złością wyrwała mu je z ręki, zwinęła w rulonik i z impetem wrzuciła do torby.

- Sometimes I regret every second I spent with that man! – wyrzuciła z siebie Kishuu.

Fai nie mógł powstrzymać rozbawionego uśmiechu, widząc gniewnie zaciśnięte usta brunetki. Na co dzień, na uniwersytecie Arashi stanowiła wcielenie opanowania i cierpliwości. Rzeczywiście, Sorata miał szczęście – udało mu się uzyskać u Arashi wyjątkowe traktowanie.

- Nah, you're too rough. I believe he's a good guy!

- Yes, I know that, but still…- nie dokończyła, westchnęła tylko ciężko i sięgnęła do talerza z ciasteczkami.

Sorata i Kurogane przyjęli podobne miny ćwierćinteligentów.

- Faaai…? – jęknął prosząco chłopak.

Fai zaśmiał się krótko i przeciągnął z lubością, aż zatrzeszczało mu w stawach.

- Tłumaczenia robię tylko za opłatą – oświadczył promiennie.


- Powodzenia w obłaskiwaniu czerwonookiej bestii – mruknął Sorata konspiracyjnym szeptem, gdy dwie godziny później wraz z Kishuu szykowali się do wyjścia.

- Gdybyś potrzebował pomocy, nie bój się o nią prosić, Fai – Arashi zdjęła cierpliwie ze swych ramion łapy Soraty i wypchnęła go na korytarz – Wprawdzie nie jestem ekspertem, ale może uda mi się rozwiać chociaż niektóre twoje wątpliwości.

Nie musiała konkretyzować o jakim rodzaju pomocy mowa.

- Uhm, dziękuję. Więc co radzisz na początek?

- Traktuj go tak, jak sam chciałbyś być traktowany – poradziła, zakładając buty - Spróbuj się z nim zaprzyjaźnić.

- Ale to tylko maszyna…

Arashi uśmiechnęła się dyskretnie. I podejrzanie enigmatycznie, jak zauważył Flourite.

- Do zobaczenia na zajęciach – rzuciła, zamykając za sobą drzwi.


I poszli.

Fai zebrał ze stołu brudne naczynia, zastanawiając się czy i w jaki sposób powinien porozmawiać z Kurogane. Umoralniające wywody raczej niewiele pomogą…

Androidy, które mijał na ulicy, czy te, które pracowały na najróżniejszych stanowiskach łączyło jedno: wszystkie były pogodne, łagodne i pomocne. Kurogane mógł się pochwalić tylko tą ostatnią zaletą. Teoretycznie persocomy nie posiadały uczuć jako takich. W praktyce Fai wyróżniał w zachowaniu swojego komputera stany takie jak: służalcze posłuszeństwo, chłodne ignorowanie otoczenia i tłumioną niechęć. Popis (niezupełnie) tłumionej agresji Kurogane dał przed chwilą, przy „zapoznawaniu się" z Soratą. Flourite powziął decyzję: nauczy persocoma obcować z nieoczekiwanym dotykiem. Dość fochów; to Kurogane ma się dostosować do ludzi, a nie ludzie do niego.

Zdecydowanym krokiem zbliżył się do peceta, który opuścił swoje stałe miejsce w kącie i aktualnie okupował okno. Chwycił persocoma za łokieć, na co Kurogane wzdrygnął się nieznacznie. Faia zaskoczył ten bardzo ludzki odruch.

- Co robisz? – zapytał już nieco łagodniej.

- Spoglądam przez okno.

Niezły początek rozmowy, nie ma co.

- Co to za budynek? – Kurogane wskazał wolną ręką daleki wieżowiec.

- Hm, myślę, że to… Budynek?

- A tamten z satelitą?

- Kolejny Budynek.

- A ten oszklony? – nie ustępował persocom.

- Tokijski Wydział Politechniczny – blondyn łysnął zębami w uśmiechu.

Kurogane znów zmarszczył brwi i wyrwał rękę spod dotyku mężczyzny.

Droga obłaskiwania nie zapowiadała się na łatwą i przyjemną.


W polskim przekładzie „Chobits" małe persocomy są określane jako „laptopy". Uznałam, że to nazewnictwo jest trochę bez sensu i zmieniłam po swojemu. Bo mogę.

Mam nadzieję, że nie porobiłam byków w engrishu, lul.