Ktoś kto stały na zewnątrz bazy Predaconów, rozbitego statku" Dark Side" mógłby uznać że w środku doszło do espozji.
- JAK TO: UCIEKŁA?! – Ryknął Megatron.
- Waspinator nie wie, dlaczego Flash uciekła – wyjąkał kuląc się ze strachu pechowy Predacon.
- Może ten strzał uszkodził ją bardziej niż można było się spodziewać – rzekł Taratulas i gorzko tego żałował lecą na ścianę po ciosie swego przywódcy.
- Sprowadźcie z powrotem, albo zniszczcie! Ma zbyt wiele informacji i może posłużyć Maximalą jako broń przecinko mnie! Co tu jeszcze robicie?! WYDAŁEM ROZKAZ!!!
Wrzaski przywódcy Predaconów zmobilizowały jego podwładnych. Żadne z nich w końcu nie chciał oberwać za stanie w miejscu…
Sonia ocknęła się i stwierdziła, że leży na czymś w rodzaju pryczy. Przebiegła wzrokiem po niewielki mrocznym powieszeniu. Natychmiast rozpoznała go jako kwaterę na statku Axalon. Tyle przecież razy widziała tę należącą do Cheetor;a, i tę którą zajmował Dinobot. W tym momencie przypomniała sobie wydarzenia, które prawdopodobnie miały miejsce kilka godzin temu. Dziewczyna chciała się uszczypnąć, ale zamiast rąk miała teraz psie łapy.
„Nie psie… wilcze" powiedziała sobie w myślach.
Sunęła się na podłogę i zrobiła pierwsze nieporadne korki. Punkt ciężkości miała w dość dziwacznym miejscu i z największym trudem utrzymywała równowagę. Kolejnie kilka kroków. Doszła to tego jak poradzić sobie z zestawem czerech łap. W końcu stanęła. Jeśli to zawirowany sen to być może będzie się w stanie transformować? Warto spróbować.
- Eee… maxymalizacja? – Nic się nie stało. Jęknęła cicho – Terroryzacja.
Natychmiast poderwało ją na dwie nogi. Przednie łapy zniknęły przesuwając się na plecy w zamian zostawiać parę rąk, która widziałam wcześniej. Nogi też miała już normalne, tylko stopy postały wyposażone w psie pazury. Na piersi ukazał się coś jak kamizelka kuloodporna. Pomacała głowę. Wilczy pysk został tam niczym kaptur. Futro jej beast mode było czarne.
- Jestem predaconam? – Spytała sama siebie. – Jestem… jestem…
- Flash – powiedział ktoś za jej plecami.
Odruchowo skoczyła w tył. Powtarzana do poru na treningach karate postawa obronna sam jej przyszła. Uniosła w pięści w gardzie.
- Spokojnie – to był Cheetor, podniósł dłonie do góry pokazując iż nie ma żadnej borni.
Sonia poczuła się głupio i opuściła dłonie stając normalnie..
- Jak mnie nazwałeś? – Spytała Sonia.
- Flash, tak masz w końcu na imię, mała.
Dziewczyna uśmiechnęła się gorzko. Wiec to nie był tylko sen. Pewni nie jeden zwariowany fan Trasformaers były wniebowzięty na jej miejscu, ale ona marzyła tylko o powrocie do domu.
- Nie, jestem Sonia i stanowczo nie powinno mnie tu być. Mogę prozmawiać z Optimusem?
- Czyli podsumowując, jesteś człowiekiem, w ciele Flash wylądowałaś przypadkiem a dowodem na twoją prawdomówność ma być ta ozdóbka? Niby przypadkiem doszłaś do kodu transformacji? Niby jest serial animowany, którego my jesteśmy bohaterami? Masz nas za zgraje idiotów?!
W tej sporawe Sonia musiała przyznać rację Rattrpaowi. Cała jej historia brzmiała jak wyssane z palca bzdury. Zerknęła na Dinobota, który od dłuższego czasu wpatrywał się w nią nieprzyjaźnie. Jedyną nadzieję pokładała w tym, że uda się jej przekonać Optimusa, że mówi prawdę. Zaczynało się robić gorąco.
- Który jest teraz rok? – Zapytał nagle Rhinox.
- Nie wiem, co… - zaczął Rattrap, ale zielony bot uciszył go groźnym spojrzeniem.
- Tak wiem, zamknij się Rattrap – mrukną skarcony szczór.
- Eee… 2007.
- Czy u was są podobni do nas? – Pytał dalej.
- Nie, jeśli ci chodzi o Autoboty. To znaczy tam jest taki film o was, ale nigdy nie spotkała m takich jak wy… Nie! Na odwrót. Jesteście fikcyjnymi postaciami komiksów, seriali i filmów.– zakończyła kulawo Sonia.
- Piękne bajeczni powiadasz wilczątko – zironizował szczur.
- Zamknij się Rattrap! – Krzyknęła w końcu, choć nie do końca z własnej woli. Jej głos zabrzmiał jakoś obco.
Szczurowaty bot odskoczył jak poparzony. Reszta gapiła się na mnie z otwartymi ustami.
- Na Matrycę… Thunder – wyszeptał Optimus.
- Co znowu? – Spytała wściekła Sonia dając za wygraną.
- Cheetor zaprowadzi Selenę do jej kwatery. Chciałbym później z nią porozmawiać. Co do ciebie czy zgodzisz się na skanowanie twoich systemów? To by nam wiele wyjaśniło.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Jak by miała jakiś wybór.
- W tym momencie jest mi już wszystko jedno.
Ruszyła za Cheetorem który trzymał się od dwa kroki od niej. Musiała palną coś to zaskoczyło, ba nawet wystraszyło załogę Axalonu. Musi się dowiedzieć, co to takiego było. No, cóż będzie usiała sięgnąć po drastyczne środki. Bała się znów obejrzeć dokładniej swój umysł, zważając na to co się stało ostatnim razem.
Gdy Sonia znalazła się powrotem w małej kwaterze usiadła wygodnie na pryczy opierając się o ścianę. Nie miała ochoty znów leżeć na podłodze, a przecież w takiej podróży nie kontrolowała ciała. Z boku wyglądałao to jak by spała.
„Jak to było? Acha. Wyciszyć się. Odciąć się od całego świata…"
Strach i te wszystkie wydarzenie sprawiły że koncentracja zajęła jej bardzo dużo czasu. Nim zobaczyła pierwsze drzwi prowadzący w korytarz. Gdy go ujrzała od razu poczuła się lepiej. Tutaj była Panią i Władcą. To był jej świat.
Nagle natrafiła na metalowe wrota z wytłoczonym napisem „Thunder". Napis był mocno porysowanym, a pod nim wydrapano krzywe „Flash". Po chwili uświadomiła sobie że to te dzrwi przeniosły ja do obcego świata Beast Wars.
„To stanowczo niej jest moje" – powiedziała w myślach które tutaj były dźwiekiem.
Próbowała je tworzyć. Coś jednak próbowało jej przeszkodzić. Gdy tylko lekko je uchyliła ktoś z drugiej strony natomiast je zatrzaskiwał.
„Nie ze mną te numery" – warknęła i z całej siły szarpnęła uchwyt. To jej świat! Tu jestem najpoterzniejsza
Po korytarzu niósł się opętańczy śmiech. Dziewczyna zrobiła krok w tył zasłaniając uszy. Gdzieś w realnym świecie Pierścień Atlantów jarzył się czerwonym światłem.
„Cicho błądzi!!!" – Krzyknęła z mocą. Dźwięk przybrał formę niebieskiej fali światła szybko rozlewając się po korytarzu durząc to coś co ja atakowało.
Śmiech zamarł niemal natychmiast. Gdy znów otoczyła ją cisza szarpnęła klamkę, a drzwi otworzyły się z trzaskiem.
Świat za nimi był inny. Zamiast jednego korytarza był to kręty labirynt, a na jego ścianach poruszały się sceny z życia jakiejś femobotki. Podświadomie wiedziała iż jest to Flash. Sonia szła dalej śmiało. Zabłądzić mógł tylko ten, który wątpił w siebie. A ona się nie bała, już nie.
Po kilku zakrętach zauważyła, że pewne wspomnienia są zatarte i uwięzione. To musiało oznaczać, że albo właściciel nie chciał ich pamiętać, albo ktoś „pomógł" mu je zapomnieć. Skupiła się na znalezieniu owego „właściciela". To, co dotychczas widziała udowodniło jej, że w ciele bota nie jest sama. Potrafiła ocenić które wspomnienia należały do Flash, a które do tej co zajmowała to ciało bezprawnie.
W końcu ją znalazła Thunder. Leżała skulona wewnątrz zmieniającej się ciągle kuli energii.
„Iskra" – pomyślała Sonia, a słowo odbiło się echem po labiryncie.
Tuż obok stało paskudne stworzenie. Było to coś z wilka i coś z jaszczura. Bez wątpienia była kobietą. Na jej ramieniu pysznił się znak Predaconów.
„Flash jak się domyślam?"
„Szybko tu trafiłaś białkowcze" – skomentował potwór.
„Wiesz nie chcę się narzucać, ale radzę ci po dobroci zabieraj stąd parszywy tyłek ty efekcie porania mózgu!" – Zawołała głośno dziewczyna.
„Dużo wiesz, za dużo" - mruknęła Flash.
„Mam ci to przesłać pocztom? Zabieraj się pasożycie, albo się dowiesz, do czego jestem zdolna!"
„Chętnie zobaczę" – zakpił potwór.
Sonia ruszyła do przodu. Zebrała swój zdrowy rozsądek i logikę przeciwko wytworowi strachu i nienawiści. Przydałaby się jeszcze miłość, albo przyjaźń, ale tej broni Selenie brakowało. Może gdyby była u siebie w domu dałaby radę coś z siebie wykrzesać, ale teraz jako tarczę służyło jej poczucie sprawiedliwości. Tak właśnie tutaj było. Mimo iż wygladało to jak pojedynek na pięści tan naprawdę spierały się tutaj emocje i uczucia.
Dziewczyna przy pierwszym ciosie wiedziała, że tego pojedynku może nie wygrać. Flash żywiła się strachem i bólem Thunder, dzięki czemu rosła w siłę. Ona do dyspozycji miała tylko to, co przyniosła ze sobą. Jednak alternatywą do wygranej było stracenie i siebie i ostatniej nadziei dla uwięzionej. Wymierzając potworowi Prawy sierpowy modliła się o pomoc. Bała się co jeszcze odbierało jej siłę.
Pierścień Atlantów zajaśniał jaskrawo. Tym razem widziała to dokładnie.
Sonia poczuła nagły przypływ mocy. Nie znała jej źródła, ale przyjął ją z wdzięcznością. Moc była „ciepła i czerwona", czyli miłość i wiara w siebie. Flash ryczała wściekle smagana ognistym biczem. Dziewczyna pchała ją coraz dalej ku pustce rozpościerającej się poza polem bitwy. Sytuacja zmieniła się tak gwałtownie jak to się zdarza tylko w filmach.
W iskrze ocknęła się Thunder. Widząc przegrywającą Flash posłała ku niej słabe ostrze białej energii strącając ją w nicość.
„Już tego nie zobaczymy" – oświadczyła wesoło Sonia. – „Zgrabnie ostrze, słabe, ale widać że wiesz o co chodzi."
„Dlaczego mi pomogłaś?" – Spytała cicho Thunder. Widać było że jest bardzo zmęczona.
„Przydatkiem wylądowałam w twoim ciele i nie miałam ochoty na kazanie w wykonaniu Optimusa."
Twarz bota wyrażała nieskończone zdziwienie.
„A tak na serio to nie wiem jak się tu znałam, ani tym bardziej jak się wydostać. Układ jest taki. Ty zajmujesz się byciem Maximalem, a mnie dasz czas na dojście do tego jak wrócić do domu. Wchodzisz w to?" – Prawda była taka że po prostu uznała że to będzie właściwa rzecz którą trzeba zrobić.
„A mam wyjście? Teraz mogła byś mnie załatwić jak Flash."
„Niby tak, ale za jakiś czas będziesz mogła mnie stąd wywalić, a ja się z tym liczę."
„Nie wątpię żebyś była w stanie się obronić."
„Takie rzeczy należna od nastawiania" – dziewczyna wzruszyła beztrosko ramionami. – „To jak będzie?"
Thunder wyciągnęła rękę. Sonia uścieła ją uśmiechając się przyjaźnie.
„Partnerki?" – Spytała dziewczyna.
„Uratowałaś mi życie, to czyni nas siostrami." – odparła femobotka.
„Nie, tylko ci nie co pomogła uwolnić, ale niech będzie siotro."
- Sonia! SONIA! – Cheetor szarpał ją za ramię
- Weź, że przestań! – Krzyknęła odpychając go. – Rękę chcesz mi urwać?!
- Próbuje ci obudzić chyba już od pól megacyklu. Co się stało?
- Nic, porostu mam twardy sen. Na dobitkę cała ta sytuacja dała mi się we znaki. Co, Primalowi zebrało się na rozumy?
- Nie mów tak o nim – powiedział ostro Cheetor.
- Dobra, dobra – mruknęła Sonia i wstała.
„Thunder?"
„Jestem."
„To ty wtedy kazałaś się zamknąć szczurkowi, prawda?"
„Odpowiedz brzmi - tak."
„Czyli to ty będziesz teraz gadać, a sobie odpocznę Należy mi się."
„Skoro tak, to niech będzie mała."
„Tylko nie mała" – zaprotestowała dziewczyna śmiejąc się. – „Pamiętaj kto tu kogo ratował!"
„Pomogłaś mi się tylko uwolnić – mała. Sama tak powiedziałaś"
„Nie łap mnie za słowa!"
Cheetor który nie mógł być światkiem tej mentalnej rozmowy spojrzał zaskoczony na chichoczącego bota. Jeszcze wiele rzeczy miało go dzisiejszego dnia zaskoczyć
CDN
