Piekielnie dobry lokaj

Cz. 2.

— Cofnąłeś się w czasie? — dopytywał się Ron.

— Tak.

— Kim jest Sebastian? — spytał nagle dyrektor.

— Sebastian Michaels, mój osobisty lokaj. Nieprawdaż? — zwrócił się do mężczyzny.

— Tak, mój panie.

— Harry, co dokładnie działo się przez te osiemnaście miesięcy?

— Może zacznę od początku...

— Byłoby zalecane, Potter — warknął Snape, próbując zgromić jego lokaja wzrokiem, ale ten uniósł tylko brew i kącik ust w drwiącym uśmiechu.

— Proszę nie być takim zgryźliwym — odparł Harry. — Już mówię. Zaklęcie przeniosło mnie do Londynu do roku 1889. To, co w tamtej chwili nastąpiło, zostawię dla siebie. — Jego głos zadrżał, ale zaraz się otrzasnął, patrząc na lokaja. — Wtedy poznałem Sebastiana. Pomógł mi.

Severus czuł, że Potter ukrywa ważny szczegół. Nie wiedział jaki, ale to kwestia czasu. Dowie się.

— Tylko dzięki niemu udało mi się przeżyć w tamtych czasach — kontynuował chłopak.

— Czy to ma duży związek z twoim arystokratycznym zachowaniem, a co za tym idzie ubiorem, a w szczególności sygnetem rodowym? — dopytywał się Snape.

— Tak. W tamtych czasach uchodziłem za Ciela Phanthomhive'a. Wysoko postawionego sługę Królowej. Musiałem nauczyć się, i to w bardzo ekspresowym tempie, zachowywać się jak przystało na hrabiego. Na początku było trudno, ale miałem kilku bardzo pomocnych pracowników, no i oczywiście Sebastiana.

— Ciągle tylko Sebastian i Sebastian. O co chodzi? Chciałbym wiedzieć, dlaczego on jest tu z tobą, Potter? Powinien zostać w swoich czasach.

Dziwny gniew opanował Severusa. Nawet chyba przed samym sobą się nie przyznawał, że czuł zazdrość. I to o kogo? O jakiegoś młodzika! No, dobra. Niezwykle przystojnego, seksownego, gorącego, i jak widać, niezwykle oddanego Potterowi młodego mężczyznę.

— I tu właśnie mam prośbę, dyrektorze. — Harry zwrócił się do Albusa. — Sebastian musi ciągle być koło mnie, dlatego prosiłbym o prywatny pokój dla nas.

— Tylko Prefekci Naczelni...

— Wiem, dyrektorze — przerwał mu chłopak. — Nie chcę wyjść na niegrzecznego, ale jeśli pan się nie zgodzi, Sebastian sam zrobi dla mnie pokój. Wolałbym jednak nie ingerować w pana stanowisko dyrektora Hogwartu.

— Zrobi sam? Zamek nie posłucha... — zdziwił się starzec, zerkając na Sebastiana.

— Proszę mi wierzyć. Sebastianowi nikt nie odmawia. — Głos Pottera zmienił tonację na bardziej władczą. — A jeśli ja chcę pokój, to on zrobi wszystko, by mój rozkaz został spełniony.

Dyrektor westchnął i ściągnął okulary. Przecierał je powoli, jakby dając sobie czas do namysłu.

— Naprawdę się zmieniłeś, Harry — odezwał się, gdy znów je założył.

— Musiałem. Tamte czasy nie należały do bezpiecznych. Kuba Rozpruwacz, niewolnictwo, i to na bardzo szeroką skalę, oraz cała masa innych niebezpieczeństw.

— Mam zatem tylko jedno pytanie, chłopcze.

— Tak, dyrektorze?

— Czy Sebastian ma z tobą kontrakt?

Harry uśmiechnął się na to pytanie. Spojrzał do góry na lokaja, a ten kiwnął głową. Pochylił się nad nim, opierając o tył fotela Pottera i złapał zębami lewą ze swoich białych rękawiczek, drugą ręką zasłaniając prawe oko Harry'ego. Rękawiczka została zdjęta, odsłaniając czarny pentagram, a dłoń z oka ukazała kolejny w źrenicy.

Gryfoni sapnęli, Severus tylko patrzył szeroko otwartymi oczami.

— Ukrywam je pod zaklęciem maskującym. Opaska na oko jest strasznie nie praktyczna — rzekł spokojnie, gdy lokaj uaktywniał na nowo czar i wyprostował się, zakładając rękawiczkę.

— Myślę, że to wiele tłumaczy, chłopcze. Mam nadzieję, że cena nie była za wysoka?

— Powiedzmy, że dla mnie była bardzo korzystna. A teraz, jeśli państwo mi wybaczą, muszę jeszcze porozmawiać z profesorem Snape'em. Czy mógłby pan, dyrektorze, przygotować pokój? Sebastian będzie mógł, w miedzyczasie mojej rozmowy, zająć się nim.

— Ależ oczywiście, mój chłopcze. Zaraz się tym zajmę. Odpowiedni pokój za chwilę pojawi się w Wieży Gryffindoru.

— Dziękuję bardzo. — Harry wstał i skierował się w stronę wyjścia.

Poczekał na dole aż wszyscy do niego dołączą i zwrócił się do dwójki przyjaciół.

— Porozmawiam z wami o reszcie w moim pokoju. Jednak... — zaznaczył ostro. — Nie wolno wam do niego wchodzić , dopóki sam was nie zaproszę. Nie próbujcie wejść bez mojej wiedzy.

— Nie mieliśmy... — zaoponowała Hermiona, ale wzrok Harry'ego padł na Rona. — Dobrze — dodała. — Nie wejdziemy.

— Dziękuję. Sebastianie, wiesz co masz robić — rzucił przez ramię.

— Tak, mój panie. — Lokaj ruszył w stronę schodów.

— Skąd wie, gdzie...?

— To Sebastian. A teraz proszę mi wybaczyć, pani.

Kiwnął głową w stronę Granger, na co ona spłonęła lekkim rumieńcem.

Severus nie czekał na Pottera. Minął trójkę rozmawiających i skierował się w stronę swoich kwater. Zostawił uchylone drzwi i zajął swój fotel.

Przygotowywał się mentalnie na tę rozmowę. Cóż, nie powinien się dziwić. Mając takiego mężczyznę u swego boku, Harry pewnie nie myślał o starym mistrzu eliksirów.

Drzwi cicho kliknęły, gdy Harry zamknął je za soba. Zaklęcia wyciszające aktywowały się samoistnie.

— Severusie?

Potter podchodził niepewnie do mężczyzny, który taksował go przez chwilę dziwnym spojrzeniem, potem spuścił głowę.

— Nie musisz nic mówić, Potter. Rozumiem twój wybór.

Harry przystanął tuż przed nim.

— Severusie.

— Możesz przestać? Powiedziałem, że rozumiem. — Snape nie chciał na niego spojrzeć.

Cichy szelest, a następnie opadnięcie na podłogę wierzchniego odzienia Harry'ego, kazało mu unieść głowę. Chłopak ściągał własnie kamizelkę, rzucając ją w ślad za garniturem i zaczął rozpinać guziki koszuli.

— Co robisz...? — zapytał zachrypniętym głosem.

Koszula dołączyła do reszty, a Severus nie wiedział co powiedzieć. Harry obrócił się dookoła, pokazując mu także plecy. Dłoń Snape'a uniosła się do góry, dotykając długich, białych blizn na ciele Pottera.

— Gdy czar wychwycił anomalię twojej magii, przeniósł mnie do Londynu — zaczął cicho Harry. — Nigdzie nas nie ostrzegano, że nie należy być przed rytuałem z innym czarodziejem. Magie się mieszają.

Zamilkł na chwilę. Severus nie chciał mu przerywać. Harry chciał mu coś powiedzieć i to na tyle ważnego, że przemilczał to w obecności dyrektora. Czekał. Nawet, jeśli na koniec miał usłyszeć straszną wiadomość o odejściu partnera, to po prostu czekał.

— Przeniosło mnie do jakiegos brudnego zaułka na peryferiach Londynu. Miałem na sobie tylko spodnie i koszulę. Różdżka zniknęła z mojej dłoni. Byłem sam, bez żadnych pieniędzy i nie wiedząc co się dzieje. Zacząłem szukać czarodziei, ale bardzo dobrze się ukrywali. Trzy dni krążyłem po ulicach Londynu zanim mnie złapali. — Zadrżał, obejmując się ramionami.

— Kto cię złapał?

— Łowcy. Szukają chłopców i dziewczyn, którzy nie mają nikogo. Porywają ich i sprzedają do domów rozrywki dla bogaczy o szczególnych preferencjach.

Głos chłopca cichł, mówił już szeptem. Tym razem to Severus zadrżał, wyobrażając sobie, co ten musiał przejść i nie były to miłe wyobrażenia.

— Czy oni...? — urwał, nie potrafiąc sformułować swojego pytania.

— Tak. Przez długie dwa miesiące byłem główną atrakcją jednego z lokali dla mężczyzn. — Harry osunął się na kolana, tuż przed fotelem Severusa. — Pewnego dnia kupił mnie jakiś lord. Wieczorem urządzał spotkanie dla grona najbliższych przyjaciół. Ja byłem ich zabawką.

Severus uklęknął koło niego, obejmując go. Harry wyszarpnął się, odskakując do tyłu.

— Proszę, nie dotykaj mnie. Nie jestem.. Nie jestem czysty — dodał cicho.

— Harry. — Severus sięgnął w jego stronę dłonią.

— Nie, Severusie. Wiem, że brzydzisz się teraz mnie, ale musiałem ci powiedzieć. Nie potrafiłbym spojrzeć ci w oczy.

Snape westchnął ciężko. Co miał teraz zrobić? Powiedzieć? Zdecydował się na jedno. Przyciągnął do siebie Harry'ego i zanim ten zaczął protestować, pocałował go. Długo, delikatnie, gładząc powoli jego odsłonięte plecy. Przerwał go, gdy zaczęło im brakować powietrza.

— Nie brzydzę się ciebie, Harry. Nie robiłeś tego z własnej woli. Zostałeś zmuszony.

— Ale... — zaprotestował.

— Nie ma żadnego „ale". Znalazłeś się w sytuacji bez wyjścia. Robiłeś wszystko by przeżyć. Udało ci się. Z bliznami na ciele — przesunął po jednej z bardziej widocznych palcami, powodując drżenie trzymanego w objęciach ciała — i na duszy, ale żyjesz. Rozumiem nawet, że wybrałeś Sebastiana. Wydaje się być odpowiedni dla ciebie po takich przeżyciach.

Harry uniósł głowę, marszcząc brwi.

— Sebastian nie jest moim kochankiem. Nigdy nie był.

Severus oniemiał.

— Nie? A ten magiczny kontrakt?

— Nie obejmuje „takich" usług — oburzył się. — Ma mnie chronić za wszelką cenę. To jest jego główne zadanie.

— To o co chodzi z kontraktem? Dumbledore...

— Dyrektor domyślił się kim jest Sebastian. Dlatego zapytał o umowę. Bez niej nie pozwoliłby mu przebywać w szkole pełnej dzieci. Są zbyt łatwe do manipulowania.

— Powiesz mi wreszcie kim on jest?

— Piekielnie dobrym lokajem — usłyszał odpowiedź kogoś za jego plecami.

— Sebastianie! — Harry zerwał się na nogi. — Co tu robisz? Miałeś przygotować pokój!

— Jest już gotowy, mój panie.

Lokaj podniósł ubranie chłopaka i zaczął go ubierać. Teraz dopiero Severus zauważył jeszcze jeden znak na ciele Harry'ego. Tuż przy pasku spodni widniał kolejny pentagram, zaraz obok kości biodrowej.