oryginał: Six Years to Life: There and Back Again (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział drugi
- Panie Potter, w jaki sposób pokonał pan Sam Wiesz Kogo?
Harry przewrócił oczami.
- Użyłem zaklęcia - odparł prosto.
- Którego? - naciskał dziennikarz.
- Pewnego starożytnego czaru. - Harry nie był skłonny wyjaśniać dokładnie. - Nie zaprzątajcie nim sobie głowy, można go użyć tylko w wyjątkowych okolicznościach.
- Takich jak? - rzuciła Rita Skeeter.
- Tak, takich jak.
- Uważa się pan zatem za dostatecznie wyjątkowego, aby...
Harry miał ogromną ochotę rzucić pierwszą lepszą klątwę, kiedy nagle pojawiła się przy nim Hermiona ze słoikiem w ręce.
- Harry jest bardzo wyjątkowy, chociaż odmawia zgodzenia się z tym faktem. - Młoda wiedźma uśmiechała się słodko do szybko blednącej reporterki. - Odnoszę jednak wrażenie, że wspomniał o okolicznościach, nie o sobie.
- O... oczywiście - wyjąkała Skeeter. - Zatem, Harry... teraz, kiedy Sam Wiesz Kto został pokonany... skoncentrujesz się na ustatkowaniu? Randkach, małżeństwie?
- Proszę pani, pokonałem Voldemorta ledwie wczoraj - zauważył Harry. Zbiorowe wzdrygnięcie niemal wszystkich zgromadzonych zirytowało go. - Och, na litość Merlina, ludzie! On nie żyje! W każdym razie pokonałem go zaledwie wczoraj i obudziłem się jakieś półtorej godziny temu. Pani zdaniem ile czasu miałem, żeby zaprosić kogokolwiek na randkę?
Parę osób zachichotało.
- A co ze Snape'em, panie Potter?
Harry zmrużył oczy.
- Co z nim?
Dziennikarz przez chwilę się wiercił, w końcu jednak zadał pytanie:
- Słyszeliśmy różnego rodzaju plotki... Nie widziano go od roku... To śmierciożerca, było nie było.
- Nie! - warknął Harry. - Mój brat nie jest śmierciożercą!
Salę wypełniły sapnięcia.
- B... brat? - wydukał reporter.
Harry usiadł na podwyższeniu i podparł głowę rękoma.
- Dobra... No to od początku. Severus szpiegował dla Zakonu Feniksa przez wiele, wiele lat, od czasów pierwszej wojny.
- Naprawdę? Słyszeliśmy, że twierdził tak tylko po to, żeby ratować skórę. - Skeeter zmarszczyła brwi.
Hermiona kaszlnęła i wymownie pokazała dziennikarce palcem trzymany przez siebie słoik.
- To nieprawda - odparł Harry zimno. - Albus Dumbledore za niego poświadczył. Profesor Snape wielokrotnie ratował mi życie w minionych latach. W zeszłym roku, na początku lata, Voldemort odkrył, że Severus jest szpiegiem, i ukarał go bardzo niezwykłym zaklęciem. Zmienił go z powrotem w sześciolatka.
Komnata eksplodowała szeptami, okrzykami zaskoczenia i innymi reakcjami, które w ludziach wywołuje konfrontacja z niespodziewanym.
- Gdybyście się wszyscy zamknęli, mógłbym skończyć opowiadać. - Harry powoli tracił cierpliwość. - Wakacje spędził ze mną i obaj wróciliśmy do Hogwartu pod koniec sierpnia. Potem mieszkał ze swoim opiekunem, dyrektorem, i chodził na niektóre lekcje.
- Czy to prawda, że on i jego Mała Liga pokonali gryfońską drużynę quidditcha? - spytała jakaś młoda wiedźma.
Harry jęknął.
- Tak, to prawda. Moi koledzy z zespołu całymi tygodniami nie chcieli ze mną rozmawiać, ponieważ jestem trenerem Małej Ligi.
Zgromadzone osoby uśmiechnęły się szeroko, a Harry posłał przepraszające spojrzenie zawodnikom Gryffindoru, których zauważył.
- Ale dlaczego nazywasz go bratem? - dochodziła Skeeter, marszcząc nos z obrzydzeniem.
- Bo nim jest - wyjaśnił Harry spokojnie. - Obaj zostaliśmy adoptowani przez Albusa Dumbledore'a. To w świetle prawa czyni nas braćmi. Dla mnie jednakże staliśmy się braćmi w ubiegłe wakacje. Teraz zaś, jeśli wybaczycie, martwię się o Severusa, którego przemiana z powrotem w dorosłego była bolesna i wyczerpująca, i który jeszcze się po niej nie obudził.
- Jaki rodzaj związku planujesz mieć z nim teraz? - zawołała za nim tępa Rita Skeeter, tonem doskonale dając do zrozumienia, co ONA myśli o ich związku.
Harry odwrócił się; cały wręcz emanował magią. Skeeter pisnęła, zmieniła się w żuka i próbowała uciec.
- Accio animag żuk. - Hermiona uśmiechała się złośliwie, łapiąc wyrywającego się owada i pakując go do słoika. - Zajmę się nią, Harry - zapewniła. - Idź, zobacz się z Severusem.
Pozostali dziennikarze mądrze trzymali usta zamknięte i zajmowali się pisaniem swoich artykułów.
xXxXx
- Denerwujesz się, Harry? - Dumbledore objął podopiecznego ramieniem.
Chłopak skinął głową.
- Stanięcie twarzą w twarz z Voldemortem nie było nawet w połowie tak przerażające - przyznał cichutko. - Znoszenie tych głupich reporterów też.
Dyrektor westchnął.
- Nawet nie mogę ci obiecać, że wszystko będzie dobrze - zauważył posępnie. - Nie mam pojęcia, jak on zareaguje ani ile będzie pamiętał. Będę przy tobie, przy was obu, wiesz o tym, Harry.
Młody Wybraniec uśmiechnął się blado.
- Wiem. Pośpieszmy się, nie chcę, żeby obudził się sam.
Kiedy weszli do sali chorych, parę chwil zabrało im ogarnięcie wzrokiem pobojowiska.
Wszędzie leżały fiolki po eliksirach. Resztki magii pokrywały niemal wszystko. A na podłodze leżała Molly Weasley, zakneblowana i unieruchomiona zaklęciami.
Dumbledore szybko ją uwolnił, po czym uderzył Harry'ego w rękę, gdy chłopak sięgał po różdżkę, aby pomóc matce przyjaciela.
- Żadnej magii! - powiedział stary czarodziej, którego pobladła twarz wyrażała niepokój.
- Gdzie jest Severus? - Harry w panice rozglądał się po pustych łóżkach.
Molly usiadła i wybuchnęła płaczem.
- Och, Albusie, Harry, tak mi przykro, próbowałam ich powstrzymać, ale było ich pięciu i nie mogłam...
Harry poczuł, jak uginają się pod nim kolana. Osunął się na podłogę, szczęśliwie unikając leżącego wszędzie szkła.
- Co się stało, Molly? - spytał Dumbledore łagodnie.
- K... Knot... i a... aurorzy - wyszlochała. - Powiedzieli, że zgarniają śmierciożerców. Za... zabrali go! Próbowałam...
Nie wymówiła już ani słowa więcej, ale to im wystarczyło. Oczy Harry'ego pociemniały i rozbłysły mocą mimo jego magicznego wyczerpania.
- Knot - warknął.
Dumbledore położył mu dłonie na ramionach.
- Spokojnie, Harry. Opanuj się. Idziemy do Ministerstwa, sprowadzimy go z powrotem! - Kiedy nastolatek jak burza wypadł z komnaty, stary czarodziej mruknął do siebie: - A ja powieszę Knota za palce u nóg, jeżeli mojemu chłopcu choćby włos spadł z głowy...
xXxXx
W Ministerstwie było raczej pustawo. Większość personelu pracowała przy sprzątaniu niedawnego pola bitwy. W budynku została zaledwie garstka.
Korneliusz Knot nie brał udziału w walce. Po pierwsze dlatego, że nie należał do najpotężniejszych czarodziejów, a po drugie, bo twierdził, że nie ma żadnego dowodu na to, iż Voldemort uderzy właśnie tam.
Teraz z triumfalnym uśmieszkiem gapił się na dwójkę stojącą przed jego biurkiem.
- Tym razem nie możesz go uratować, Dumbledore. - Błysk w jego oczach był wręcz obrzydliwy. - To śmierciożerca.
- Gdzie on jest? - spytał Harry ostro.
- Ależ w Azkabanie, oczywiście, tam gdzie jego miejsce - odparł niesamowicie z siebie zadowolony Minister.
- Wypuść go! - wrzasnął Harry.
- Mój chłopcze - rzekł Knot protekcjonalnie - nie mogę tego zrobić. Śmierciożercy zasługują na karę. Dementorzy odeszli, dlatego nadal dyskutujemy, czy ich stracić, czy nie, ale w najlepszym wypadku on spędzi tam resztę życia. Bądź wdzięczny, że jest jedna osoba nastająca na ciebie mniej. Dbam o twoje bezpieczeństwo.
Przez moment Harry naprawdę spodziewał się, że Knot wyciągnie rękę, aby Gryfon mógł ją pocałować. Możliwe jednak, że nawet Minister zdołał się zorientować, iż w takim przypadku straciłby tę rękę.
- Przedstawiłem dowody na jego procesie całe lata temu, świadczące o tym, że on jest moim szpiegiem. - Oczy Dumbledore'a błyszczały mocą. - To się nie zmieniło. Wypuść go.
- Obawiam się, że to niemożliwe - rozległ się cienki, przymilny głosik.
Harry z nienawiścią zmrużył oczy. Do gabinetu weszła Dolores Umbridge.
- Adoptował go pan, dyrektorze. To oznacza, że on jest teraz pana synem, toteż pana dowody obecnie uznawane są za nieważne. Zeznania członków rodziny w tego rodzaju sprawach nie są uznawane przez sąd.
Harry zakrztusił się.
- Wy... wy WIECIE, co on zrobił! WIECIE o całym jego cierpieniu i ofiarach, jakie poniósł podczas wojny z Voldemortem!
Oboje wzdrygnęli się, lecz pozostali nieugięci.
- Nie możemy go wypuścić. Dam wam znać, czy zostanie stracony, czy nie; jeśli zostanie, będziecie mieć prawo do ostatniej wizyty jako członkowie rodziny. A teraz mam pracę; możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, ale po bitwie takiej, jaką wszczęliście, jest mnóstwo administracyjnej roboty.
Widząc, że niczego nie osiągną, Dumbledore chwycił Harry'ego za rękę i wyprowadził go z gabinetu Ministra.
- Czemu zwyczajnie nie wywaliliśmy ich przez ścianę? - syknął wściekły nastolatek.
- Ponieważ gdybyśmy to zrobili, nie byłbyś dłużej bohaterem czarodziejskiego świata, mój chłopcze. Byłbyś chłopcem z wybujałym ego, który zabił Ministra, walcząc o władzę. Musimy znaleźć sposób na ukazanie niekompetencji Knota i w ten sposób się go pozbyć.
- Ale Severus! Nie możemy go tam zostawić, nawet jeśli go nie stra... - Harry przełknął szloch. - Będzie myślał, że go opuściliśmy!
Dyrektor poklepał go po ramieniu.
- Wiem, dziecko. Powiedz mi, Harry. - Chwycił nastolatka za rękę i spojrzał na niego z powagą.- Czy jesteś gotowy stracić wolność zaraz po tym, jak ją odzyskałeś? Czy jesteś gotowy znowu być ściganym? Kolejny raz żyć w ukryciu?
Harry patrzył na niego wyzywająco.
- Dla Severusa tak!
Dumbledore uśmiechnął się.
- Zbierz więc swoich najbardziej zaufanych przyjaciół. Musimy wszystko zaplanować i musimy się pospieszyć. Korneliusz nie będzie zwlekał z przesądzeniem losu Severusa, teraz, kiedy już wie, jak bardzo chcemy go odzyskać.
KONIEC
rozdziału drugiego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
