Rozdział 2.

Naruto zastanawia się często dlaczego to wszystko czego doświadcza z rąk mieszkańców spotyka właśnie jego. Czym zawinił? Według niego, nie zrobił nic na tyle złego lub niestosownego, aby na to zasłużyć.

Każdemu dorosłemu, którego spotyka na ulicy, mówi „dzień dobry", nie ważne, czy ma wobec niego dobre, czy złe zamiary. Może wcale nie powinien się odzywać, skoro każdy do kogo się odezwie, okropnie się krzywi. On jednak uważa, że to nieuprzejme po prostu omijać ludzi bez słowa. Co prawda większość osób zazwyczaj mu nie odpowiada, a powinno, ponieważ zostali wychowani w normalnej rodzinie. Nie tak jak on, bez osoby dorosłej, która by się nim opiekowała, nauczyła jak się zachowywać, co można mówić, a czego nie. Wychował się sam i z pomocą książek, które według bibliotekarki były mało wartościowe, w żadnym stopniu nie edukowały. Warto zaznaczyć, że tylko takie pozwalała mu wypożyczać, ponieważ taki „demon" jak on, nie zasługuje na rozwój intelektualny. Można nawet powiedzieć, że gdyby to od niej zależało, w ogóle nie wpuściłaby go do biblioteki. Takie nastawienie mają do niego prawie wszyscy mieszkańcy Konohy. Naruto uważa więc, że mimo ubogich możliwości do nauki i brak wychowania przez osobę dorosłą, zachowuje się kulturalniej, niż wielu spotykanych przez niego dorosłych. A może to tylko jego wrażenie i wobec innych są mili? Nie ważne. Dlatego chyba nie można powiedzieć, że ludzie traktują go tak wrogo ze względu na wychowanie.

Czy w takim wypadku, poniżają go z powodu jego wyglądu? Faktycznie nie wygląda jak jego rówieśnicy. Jest drobniejszy niż powinien w wieku 7 lat. Powodem tego jest zapewne brak pieniędzy na regularne posiłki. Nie jest to do końca jego wina, ponieważ wszystkie oszczędności jakie chciałby wydać na posiłki są zazwyczaj kradzione, gdy tylko wyjdzie z mieszkania. Nie za często, aby nie wzbudzać podejrzeń, ale jednak.

Może problem stanowią włosy, które kolorem rozświetlają ulicę, gdy tylko wyłoni się zza zakrętu. Jak zdążył zauważyć, w całej wiosce, nie ma drugiej takiej osoby o choć podobnym złocistym kolorze. Jedynie klan Yamanaka posiada jasne włosy, które jednak są zwyczajnym odcieniem blond, daleko odbiegającego od jego rażąco żółtych kosmyków. Taka sama sytuacja jest z jego błękitnymi oczami. Nad tym aspektem nie zastanawiał się długo, ponieważ rzadko komu spogląda w oczy, więc bardzo niewielu je widziało. Jedną z reakcji społeczeństwa na jego widok, była agresja lub wrogie spojrzenia i szepty. Kiedy był młodszy, w obawie przed przemocą zaczął spuszczać wzrok. Jakie było jego zdziwienie, gdy nie patrząc ludziom w oczy i okazując tym ich dominacje nad nim, wiele z aktów agresji ustąpiło. Postanowił, że mimo poniżenia jakiego wtedy doświadcza, dostosuje się, aby uniknąć choć części swojego cierpienia. Będzie obserwować, szukając kolejnych metod ułatwiających jego życie.

Tajemnicę, która Naruto stara się rozwiązać, jest pochodzenie jego blizn na policzkach. Są kolejną rzeczą która odróżnia go od mieszkańców. Obiecał sobie, że kiedyś dowie się jak je zdobył. Nietypowe znamiona nadają mu odrobinę zwierzęcego wyglądu. Często zastanawiał się, czy istnieją jakieś plusy ich posiadania, dlatego wieczorami ćwiczył różne miny przed lustrem. Myślał, że może gdyby nadały mu wygląd wystarczająco przerażający, jego oprawcy daliby mi spokój. Jednak pomimo jego wysiłków, nie udało mu się tego osiągnąć. Może to wina jego młodego wyglądu, w końcu jest tylko dzieckiem. Albo delikatnych rys twarzy, które z żaden sposób nie czyniły go groźnym, tylko uroczym. Czy dlatego, że wyglądał jak wyglądał, ludzie źle by go traktowali?

Ostatnim elementem jego wyglądu, który mógłby się ludziom nie podobać, są jego ubrania. Rażąco pomarańczowy dres, który nosi jest mu solą w oku. Nienawidzi go. Kiedy potrzebuje się ukrywać przed napastnikami w ciemnych zaułkach, mimo mroku wciąż jest w pewien sposób widoczny. Jaskrawy kolor ubrania utrudnia mu maskowanie, co często kończy się złapaniem przez jego dręczycieli. Przysiągł sobie, że w przyszłości nauczy się ukrywać, posiadając na sobie ten lub nawet bardziej wyróżniający się strój. Wtedy śmiało będzie mógł nazywać siebie mistrzem kamuflażu. Umiejętność ukrywania się zmniejszyłaby jego problemy.

Innym rozwiązaniem jest też oczywiście zmiana ubioru. Jednak jak już wiadomo, Naruto nie jest lubiany przez mieszkańców, więc nikogo nie powinien zdziwić fakt, że osoba sprzedająca odzież twierdzi, że może dostać tylko i wyłącznie taki dres. W ilu sklepach by nie szukał, wszyscy uważają, że powinien się cieszyć, że sprzedali mu jakiekolwiek ubrania. Naruto sam nie potrafi szyć, ani nie zna osoby, która chciałaby go tego nauczyć. Tak wię, zmuszony jest nosić ten okropny, pomarańczowy łachman. A skoro mieszkańcy sami każą mu się tak ubierać, to czy jest to powodem ich nienawiści?

Każdego dnia, Naruto zmaga się z podobnymi myślami. Nieświadomość czynu, który doprowadził Konohan do gardzenia jego osobą, powoduje u niego stan depresyjny. Czy jest tak traktowany bez powodu? Czy może jednak zawinił, tylko tego nie pamięta, bo był zbyt mały? Co takiego musiało się stać, że mieszkańcy nienawidzą dziecka? Czy byłoby im lepiej bez niego? Chyba tak, skoro nikomu na nim nie zależy.

Jedyną osobą, która w jakimś stopniu jest zainteresowana życiem Naruto, jest Hiruzen Sarutobi, obecny przywódca wioski. Jednak jako Hokage ma bardzo wiele ważnych obowiązków, przez co nie może na stałe zajmować się chłopcem. Strauszek zapewnia mu wszystko co uważa, że potrzebne jest Naruto do dobrego życia. Wszystko poza kochającym opiekunem. Dopóki nie skończył 6 lat, opiekowali się nim gennini wykonywujące misje rangi D. Zajmowanie się niemowlakiem, uczenie dziecka liczyć, czytać pisać i wiele innych podobnych zadań. Hokoge zapewnił mu również mieszkanie i pieniądze, za które będzie w stanie się utrzymać. W życiu Naruto jednak brakuje osoby dorosłej, która choć w niewielkim stopniu przejęłaby rodzicielskie obowiązki. Ale kim on jest, aby narzekać, dostał już wystarczająco wiele od staruszka. Nie jest w stanie prosić o więcej.

Hiruzen często powtarzał chłopcu, że może do niego przyjść z każdym problemem. Siedmiolatek jednak uważał, że jako hokage nie powinien przekładać dobra jednostki nad tysiącami mieszkańców. Rozumiał na czym polega zadanie przywódcy. Jeden samotny dzieciak, nie powinien zawracać głowy Sarutobiemu, kiedy ten ma wiele poważniejszych zadań. Niczego nie zmienia też fakt, że traktuje staruszka jak własnego dziadka.

W ciemnej uliczce, Naruto przyparty przez mężczyzn do muru pomyślał, że może gdyby jednak poinformował staruszka o złym traktowaniu go przez mieszkańców, zdołałby tego uniknąć. Ale czy ludność Konohy zaakceptowałaby nietykalność „demona"? A może wręcz przeciwnie, to Hokage straciłby ich szacunek, ponieważ stara się go bronić?

Na tym Naruto postanowił zakończyć swoje rozmyślania, ponieważ nadeszło pierwsze uderzenie. Jak się okazuje broń, którą posiadają bandyci, nie powoduje zbyt głębokich ran. Wystające końce gwoździ, są na tyle krótkie, aby zadać tylko powierzchowne rany oraz dłużej pobawić się ofiarą. Mimo tego, cios był zadany przez największego z mężczyzn, przez co na pewno nie zaliczał się do delikatnych. Chłopiec jęknął z bólu, jednak nie na tyle głośno, aby zadowolić oprawców. Ich pragnienie, aby dziecko cierpiało, było ogromne.

- Taki demon jak ty, nie zasługuje aby żyć w naszej wiosce. – Takie i inne obelgi słuchał codziennie. Zawsze sprawiało mu to pewien smutek, bo jednym z jego marzeń stało się bycie akceptowanym. Ale to chyba tylko spełnia się w jego snach. - Jesteś skazą, którą należy usunąć. Ale o to się nie martw, postaramy się to zrobić szybko. – Groźby też nie były niczym, czego wcześniej nie doświadczył. W między czasie, facet który przyniósł ze sobą sznur, postanowił go użyć i związać Naruto, aby wszyscy trzej mieli okazje się poznęcać jednocześnie.

Chłopiec podejrzewał, że to starcie będzie jednym z najgorszych jakiego dotychczas doświadczał. Nie był pewien dlaczego, ale tak podpowiadał mu jego instynkt. Zaczął więc się zastanawiać, czy zdoła wyleczyć się w ciągu nocy, a może jednak nie obejdzie się bez szpitalnej opieki. Nie wiedział jak to się dzieje, ale zawsze po każdej potyczce, jego rany leczyły się w ciągu około doby. Tylko raz się zdarzyło, że obrażenia były na tyle poważne, że musiał spędzić parę dni w szpitalu. Został wtedy poważnie uderzony w głowę i przez dwa dni był nieprzytomny.

Tym razem sytuacja może wyglądać podobnie. Przestał liczyć uderzenia po kilkunastu ciosach. Z niektórych części jego ciała, już ciekły stróżki krwi, jedne bardziej obficie, drugie mniej. Kiedy mężczyznom znudziło się wymachiwanie bronią, kontynuowali swoje dzieło za pomocą pięści lub kopnięć.

- Wiesz demonie… - Tym razem odezwał się inny mężczyzna. – Kolega obiecał ci szybko śmierć, ale za dobrze się bawię, żeby tak krótko to trwało. – Gdy jego dręczyciel wypowiedział te słowa, Naruto przeszły dreszcze przerażenia i bólu, które doprowadziły go na skraj przytomności, dlatego nie słyszał więcej słów.

Jego ciało paliło niczym w ogniu. Wysoka temperatura powietrza, która panowała tamtego dnia, tylko dokładała mu cierpień. Pot mieszał się z krwią, sprawiając mu dodatkowy dyskomfort, ponieważ odór jaki wtedy powstawał, dręczył i tak już wrażliwy węch. Z zamkniętymi oczami i płytkim, ciężkim oddechem, czekał na koniec swoich katuszy.

Po chwili poczuł jak z jego małego ciałka zdejmowane są ubrania. Absurdalność tej sytuacji kazała Naruto otworzyć oczy. Przerażenie jakie ukazało się na twarzy chłopca, sprawiło u mężczyzn największą dotychczas satysfakcje. W tamtym momencie siedmiolatek chciał umrzeć. Jeden z oprawców miał opuszczone spodnie, a ręką wykonywał powolne ruchy masując swoją męskość. Naruto chciał krzyczeć, ale strach odebrał mu zdolność mowy.

- Ej gaki! Pomogę ci, ale musisz mi na chwile oddać panowanie nad swoim ciałem. – W tamtej chwili, chłopca nie interesowało nic poza obiecanym ratunkiem. Wiedział jedynie, że tych słów nie wypowiedział żaden z dręczycieli, ponieważ w momencie ich wypowiadania, ich usta się nie poruszały. Dowie się tego dopiero kiedy będzie znów bezpieczny. Natomiast nie wiedział jak można komuś oddać władze nad ciałem, nie ważne jak absurdalnie to brzmi. To również się wyjaśniło, gdy znów usłyszał ten głęboki głos. – Wystarczy, że zamkniesz oczy i się rozluźnisz. Pomyśl o czymś dla ciebie przyjemnym i spróbuj zapomnieć o bólu.

Naruto bez wahania posłuchał rady tajemniczej osoby. Najtrudniejsze było rozluźnienie się, ponieważ strach wciąż trzymał go w napięciu. Po chwili jednak poczuł błogą lekkość. Miał świadomość, że jego ciało się porusza, jednak nic nie widział i nie czuł. Było to niezwykłe uczucie, ale i trochę niepokojące. Ciemność która w tamtej chwili go otaczała stawiała jego włosy na baczność.

Tak szybko jak doświadczył tego stanu, tak i prędko się zakończył. Kiedy się ocknął, znajdował się w pobliżu lasu, z dala od miejsca w którym mężczyźni go dopadli. Jak zdążył zauważyć, znów miał na sobie ubrania. Nie widział jednak osoby, która go uratowała. Wywołało to u niego ogromny smutek, ponieważ chciałby temu człowiekowi podziękować. Może by się zaprzyjaźnili, w końcu skoro mu pomógł, to nie jest jednak obojętny dla wszystkich ludzi w wiosce. Chciałby w końcu posiadać osobę, która by się nim zaopiekowała.

- Jeśli chcesz mnie poznać, to musisz znów się rozluźnić i wejść do swojego umysłu. Tam mnie znajdziesz, bachorze. – Po usłyszeniu znów tego złowrogiego głosu, zaczął się rozglądać. Nie był pewny co to znaczy „wejść do swojego umysłu", ale skoro mówi to osoba, która wcześniej go uratowała, to powinien jej zaufać. Z takimi myślami, Naruto wykonał polecenie tajemniczego głosu. Kiedy znów otworzył oczy, znajdował się na jakimś nieznanym mu korytarzu. Był on dość wysoki, na suficie widoczne były rury, z których kapała woda. Pomieszczenie było już zalane na wysokość jego kostek. Zauważył, że korytarz dokądś prowadzi. Postanowił więc zaufać swojemu instynktowi i poszukać jego bohatera.

Po kilku minutowej wędrówce, kiedy miał już zrezygnować z poszukiwać, doszedł do ogromnego pomieszczenia. Kiedy spojrzał w górę, nie był w stanie dojrzeć sufitu, a naprzeciw niego w cieniu ujrzał zarys wielkich krat. Pod wpływem nagłej odwagi i ciekawości podszedł prawie pod samą granice metalowych słupów, gdy wtedy ujrzał jego. Ogromnego lisa, który swoim wzrostem osiągał kilkadziesiąt metrów wysokości. Wielkie, ostre zębiska i krwiście czerwone ślepia, przyprawiły Naruto o szybsze bicie serca. Z tyłu zaś, za nim, falowało dziewięć długich, puszystych ogonów.

W głowie chłopca szalały myśli i emocje. Zaczynając od strachu i niepewności po zachwyt. Mimo chaosu uczuć, to jedno najsilniejsze, sprawiło, że Naruto się uśmiechnął. A dokładniej można powiedzieć, że szczerzył się jak głupi. I to po raz pierwszy w życiu.

- Twoje uzębienie mnie nie przeraża, głupi bachorze. – Na to stwierdzenie, chłopiec nie był w stanie się powstrzymać, roześmiał się głośno. Zirytowało to tylko lisa, dlatego ryknął głośno i zaczął krzyczeć. – Zamiast się uśmiechać powinieneś się mnie bać! Jestem najpotężniejszym z demonów chodzących po tym świecie! Gdzie się tylko pojawię sieje strach i zniszczenie! Nie wmówisz mi więc chłopcze, że się mnie nie boisz!

Naruto przestraszony krzykami, nie samą postacią lisa, zamilkł. Opanowując emocje, postanowił odezwać się. Mimo że jego głos był cichy i dziecięcy, miał w sobie coś z dojrzałości jakiej nie powinien posiadać siedmiolatek.

- Właściwie ja… widząc cię poczułem… ogromną… ulgę.