Rozdział 2

-Harry, pośpiesz się! Wujek Lucjusz czeka z Draco.

-Zaraz!

-Co ty tam robisz? Och

Stanął w drzwiach, a ją prawie zmurowało, wyglądał jak…jak…. Wybuchła śmiechem.

-Kiedy was wysyłałam z wujkiem na zakupy, nie chodziło mi o to byście wyglądali tak samo.-otarła łzy i praktycznie wzdrygnęła się na wspomnienie nauki etykiety „Kobietom nie wypada śmiać się za dużo, śmiech kokieteryjny, z żartu, a nawet krótki sytuacyjny, ale nic więcej".

-To nie moja wina! Mogłaś mnie wysłać z wujkiem Malfoy'em, a nie ze Snape'em! To było oczywiste!

Podszedł pewnym, sprężystym krokiem, a czarne szaty powiewały za nim, mały herb Potter'ów lśnił na piersiach. Włosy jak wymagane było od lordów miał dłuższe, co sprawiło, że były one gładkie. Zielone oczy bez tych okropnych okularów błyszczały własnym blaskiem, twarz za to przybrała spokojny, opanowany wyraz. Wyglądał jak prawdziwy panicz. W pewien sposób pasowali do siebie, choć byli jak dzień i noc. Ona o białych włosach, sięgających do pośladków, oczach ciemnych, nie czarnych, raczej kolor bardzo ciemnej zieleni. Szatę miała w kolorze szaro-niebieskim, również z herbem na piersi. Oboje byli głowami swoich rodów, on bo był jedynym męskim potomkiem Potter'ów, ona bo była jedyną kobietą rodu de Mortiel'ów.

-No dobrze, z wujkiem Sev'em sobie porozmawiam, a teraz idziemy. Draco nas ukamienuje jak się spóźnimy, zresztą nie wypada.- wzięła trochę proszku Fiuu i sypnęła do ognia- Malfoy Manor!

Pojawiła się w holu głównym rezydencji wujka i cioci, wygładziła szatę i prawie upadła na podłogę gdy ktoś ją praktycznie stratował.

-Draconie, jak ty się zachowujesz! Witaj kochanie. Gdzie Ha… ach- za nią z kominka wyszedł chłopiec.- Witaj Harry, wyrosłeś od kiedy ostatnio cię widziałam.

-Dzień dobry ciociu, wujku i Draco. Tak to prawda, urosłem kilka cali od początku wakacji, pobyt nad morzem zdziałał cuda z moim zdrowiem.

Tymczasem uwolniła się od rąk Dracona, który miał chyba zamiar wyprzytulać ją za kilka miesięcy. Znali się od dziecka i byli razem nauczani, ona choć rok młodsza od niego, mogła pochwalić się niezwykłą mocą magiczną, zresztą jak każda Lady de Mortiel, on starał się nadrobić to tupetem. Mało osób wiedziało jak ta dwójka się kocha, dla Draco zawsze będzie młodszą siostrą mimo potęgi jaką posiadała. Chłopiec wydawał się dbać o nią bardziej niż o siebie, może powodował to jej wygląd, była drobniutka, a w połączeniu z białymi włosami, wydawała się taka ulotna jakby delikatny wiatr miał ją porwać i już nigdy nie oddać.

-Smoku nic mi nie jest! Dzień dobry ciociu, wujku- skinęła głową kobiecie, która właśnie przytulała Harry'ego oraz mężczyźnie, który w odpowiedzi uśmiechnął się.

-Jak się czujesz? Mam nadzieję, że nic nie pozostało z choroby. Severus wydawał się być przerażony twoim stanem.

-Niestety moje ciało nie rośnie z szybkością mojej magii i jak widać to było za dużo jak dla mojego organizmu. Na szczęście, udało się wyregulować, ale dobrze się stało, że dyrektor zgodził się na przyjęcie mnie rok wcześniej- przymknęła oczy na wspomnienie bólu jaki ogarnął ją przed wakacjami, myślała, że umrze, a uzdrowiciele byli bezradni- To bardzo bolało, bardzo…

Poczuła obejmujące ją ramiona i zrozumiała, że wujek chciał jakoś ją wesprzeć, pozwoliła sobie na chwilę zatopić w szacie mężczyzny. Chciała, żeby wtedy ktoś z nią był, przez te długie noce bólu, ale magia która nie mieściła się w niej, szalała dookoła, nie pozwalając nikomu jej tknąć. Dzięki temu oboje z Harrym nosili teraz bransoletki, które pochłaniały ich magię, każdy kolejny wzrost nie powodował już cierpienia. Z westchnieniem wydostała się z silnych ramion i spojrzała w stalowe oczy.

-Już dobrze, wujku. To straszne wspomnienie, ale to tylko przeszłość- uśmiechnęła się do zgromadzonych dookoła ludzi- to idziemy na zakupy?

-Tak, już zbieramy się. Severus dołączy w Dziurawym Kotle.

Była podekscytowana, miała kupić sobie różdżkę, już nie musiałaby używać rodowej różdżki ćwiczebnej, ale taką prawdziwą. Wiedziała, że każde z nich o tym marzy, Harry używał różdżkę swojej mamy, a Draco specjalną dla dzieci, którą nie dało się zwiększyć siły zaklęcia. Choć po majstrowaniu udało im się w końcu zdjąć zaklęcie uniemożliwiające, rzucanie bardziej zaawansowanych uroków. Weszła do kominka by za chwilę wyjść z niego w dość brzydkim lokalu na ulicy Pokątnej. I ze zwężonymi oczyma spojrzała na Severusa Snape'a, który widząc to spojrzenie odruchowo się cofną.

-Witaj wuju, po wyglądzie Harry'ego wnioskuję, że byliście w twoim ulubionym sklepie? I tylko w nim, zapewne, w takim razie dziś spędzisz całyyy dzień uzupełniając jego szafę.- uśmiechnęła się uroczo do przerażonego mężczyzny, a właściciel źle dobranej szafy jęknął cierpiętniczo, patrząc z niezadowoleniem.

-Och widzę Severusie, że popełniłeś błąd. Dotrzymam ci towarzystwa bo moja małżonka postanowiła zakupić szaty dla siebie i Dracona.

Harry

Gdy weszli na ulicę Pokątną, starał się nie wzdrygnąć na wszystkie te odgłosy. Nie lubił hałasu, ani krzyków, ale zdążył się przyzwyczaić do gwaru panującego na głównych ulicach czarodziei. Uśmiechnął się do Nicole, która spojrzała się na niego uważnie. Odkąd zabrała go od wujostwa, starała się pomóc mu uporać się ze wspomnieniami. Czasem miał wrażenie, że stara się tak bardzo, żeby sama też o czymś zapomnieć. Widział ją kiedyś jak zatopiła się we wspomnienia, robiła się coraz bledsza i bledsza, aż cera dorównywała jej włosom, starał się ją z tego wzbudzić, ale nie mógł. Zawołał wtedy wujka Severusa, a ten przesiedział z nią kilka godzin za zamkniętymi drzwiami, kiedy wyszli miała zaczerwienione oczy, a Snape wyglądał jakby ktoś go pozbawił kompletnie krwi. Następnego dnia usłyszał fragment rozmowy jego wraz z Lucjuszem:

-Jak można być takim skurwielem?

-Nie wiem, zatłukłbym go jakby nie to, że stary Mortiel zrobił już to. To tylko dziecko, mała dziewczynka, ona wydaje się taka krucha. Nie dziwię się jej zachowaniu, to aż cud, że tak się przywiązała do nas, do Dracona, Harry'ego i Narcyzy…

Reszty już nie słyszał, podzielił się tym z Draco, który wyjąkał tylko, że nigdy się nie skarżyła mu na nic, tamtego dnia obiecali sobie, że nigdy nie pozwolą, żeby coś się stało ich Gwiazdeczce. Lekko potrząsnął głową by odgonić wspomnienia, zauważając, że są w księgarni. Niki skierowała się oczywiście do działu nowych książek, wujek Sev do działu eliksirów, ciocia zamawiała książki do szkoły, a wujek Luc wyjmował po kolei klucze do skrytek Malfoy'ów, de Mortiel'ów i jego własnej. Podszedł do półek z zaklęciami z obrony, przeglądając tytuły, aż natrafił na księgę, która go zaciekawiła. „Zaklęcia przydatne w wirze walki", wziął ją do ręki, przejrzał dość pobieżnie i położył obok siebie na błękitnym zaklęciu koszyka*, w dziale z eliksirami wziął „Przewodnik po zabawnych eliksirach", do koszyka doszło jeszcze „Magiczna architektura: powiększanie pokoi", „Magiczna architektura: kolorystyka wnętrz". Poczekał chwilę na resztę, po czym udali się po kufry i tu o dziwo najwięcej czasu spędził on sam, pytając o rożne rodzaje, o możliwości. W końcu wybrał z ciemnego drewna z trzema komorami obitymi pluszem o kolorze leśnej zieleni, Nicole miała kufer czterokomorowy, z szarego drewna z pluszem ciemnozielonym, Draco zaś wziął czarny trzy komorowy z szarym obiciem. Szaty załatwili dość szybko, Severus poszedł po składniki do eliksirów dla nich i dla siebie. Stanęli w końcu przed sklepem z różdżkami.

-Wejdziecie tam sami, my się udamy jeszcze po pergaminy i pióra. Uważajcie na siebie.

-Tak jest!- zawołali chórem i weszli do maleńkiego sklepiku.- Dzień dobry.

-Dzień dobry. Pan Potter, pan Malfoy i panienka de Mortiel. Spodziewałem się was ujrzeć, ale raczej nie razem, to może być ciekawe, ciekawe… No cóż, panie przodem! Która ręka ma moc?

-Prawa- miarka zaczęła mierzyć właśnie rękę Nicole.

-Duża moc, hmm musi być mocne drewno. Może to? Nie, nie… może, może. Proszę… nie.

Olivander wydawał się zachwycony coraz większą ilością różdżek rosnących obok dziewczynki, w między czasie mierząc ręce chłopców. Podawał również im różdżki, Draco został wybrany przez różdżkę dość szybko.

-Hmm panie Malfoy, widzę, że jest pan podobny do swej matki. 10 cali, głóg, włos z ogona jednorożca **, odpowiednio giętka.

-Panie Potter, może ta. 11 cali, ostrokrzew, pióro feniksa, giętka. Och… ciekawe, ciekawe. Rzadko się zdarzają różdżki siostrzane, a pańska ma taką…

-To znaczy? Kto ją ma?

-Feniks, którego pióro jest w pana różdżce, oddał dwa pióra w jednym czasie. Proszę panienko. Ach, cóż za moc, a więc cis, pióro pegaza, 12 cali, giętka, zaklęcia będą pani dobrą stroną. Drugie pióro jest w różdżce czarodzieja, który dokonał wielkich rzeczy, strasznych, ale wielkich…

Nicole spojrzała na niego, później na sprzedawcę, aż w końcu na różdżkę.

-Voldemort…

-Tak, panienko. Dokładnie…

-Dziękuję, płacimy. Chodźcie idziemy na lody, tata na pewno się zgodzi jak spojrzysz się na niego tak uroczo.

Draco radośnie rozmawiał, ale ani Nicole ani Harry nie skupiali na tym, zatopieni we własnych myślach.

*Zawsze mnie to interesowało czy w czarodziejskim świecie są koszyki na zakupy, taka mała rzecz a jednak potrzebna, nie znalazłam nigdzie tego, zatem zdecydowałam, że będzie zaklęcie koszyk, tworzące obok osoby kupującej jakby kartkę papieru w różnych kolorach, na której stawiałoby się zakupy. Podążałaby za człowiekiem swobodnie omijając innych ludzi. Jest to lepsze niż zaklęcie podnoszące choć działa na podobnych warunkach, tyle tylko, że czarodziej nie musi się skupiać na utrzymaniu czaru.

** Narcyza Malfoy posiada różdżkę z wiązu, 14 cali, włos z ogona jednorożca.

PS komentarze karmią wenę :) Prosiłabym o komentarze bo mogą wiele wprowadzić w tekst. Nie mam bety, to jeden z pierwszych moich tekstów więc każda konstruktywna krytyka się przyda :D Zapraszam do czytania, historia na razie jest nudnawa, ale muszę wprowadzić, niestety wiele tajemnic odkryje się w późniejszych rozdziałach. Będę się starała dość często wstawiać rozdziały, ale nie zawsze mam czas pisać. Normalnie opisywane będzie od strony Nicole, a inne będą oznaczane kursywą. W następnym rozdziale Hogwart. Dla lepszego opisu Harry i Draco mają 11 lat, Nicole 10, dostała list ze szkoły ze względu na wysoki poziom magii, która u dziecka nie rozwijana sprawia ból, a później zanika. Pozdrawiam CzarnaaLisicaa :)