Rozdział 1
Promienie słoneczne delikatnie łaskotały mnie po twarzy. Powoli otworzyłem oczy, ale od razu je zamknąłem. Fajnie było obudzić się samemu z siebie. Bez żadnych krzyków z rana, czy tynku sypiącego się na głowę, bo twój wielki jak wieloryb kuzyn właśnie zbiegał ze schodów, pod którymi była komórka. Dlaczego to w niej spałem, a nie w pokoju, który dostałem po pierwszym roku? Wyjaśnienie jest dość proste. Mój kuzyn zażądał większego pokoju, więc rozwalili jedną ścianę, a mnie znów zamknęli. Tak było od wakacji po piątym roku nauki w Hogwarcie. Najgorsze jest to, że od końca szóstego zaczęły się dziać dziwne rzeczy z moją magią. Nagłe wybuchy, podczas których mogłem zdemolować całą kuchnię albo okna w całym domu mogły nagle pęknąć. Zdarzało się też, że nie potrzebowałem różdżki do czarowania. Często drzwi same się otwierały, światło samo się zapalało albo rzeczy, koło których przechodziłem i były zepsute, nagle się naprawiały. Te wszystkie rzeczy wpłynęły na to, że zostałem już kompletnym dziwakiem nawet w oczach zwykłych przechodniów na Privet Drive, a jedzenie dostawałem może raz na tydzień. Zawsze jak wracałem do Hogwartu Hermiona martwiła się, że jestem jak takie chucherko – chude i słabowite. A co ja jej miałem odpowiedzieć? Że mnie głodzą i biją? Nie mogłem.
Wracając do dzisiejszego poranka, czułem się dość dobrze. Wyspany, wypoczęty, nieobolały. Jeszcze było to uczucie jakby jakieś ciało przytulało mnie do siebie i... moment, stop. Co? Szybko odwróciłem głowę i napotkałem spojrzenie idealnie błękitnych tęczówek.
- Cześć Isaac.
- Yyy, cześć Alexander, co ty...
- Wystarczy jak będziesz mi mówił Alex. Tak jak w dzieciństwie kiedy byliśmy przyjaciółmi.
Czekaj, że co? Na gacie Merlina, czyli że ten mały chłopiec ze snów, z którym zawsze się bawiłem to był Alex? Szybko poderwałem się do siadu.
- Czy mógłbyś mi opowiedzieć o... o moim dzieciństwie?
Czułem się trochę skrępowany, ale na szczęście Alex usiadł tylko naprzeciwko mnie.
- Ale co chciałbyś wiedzieć? Jak się poznaliśmy? Jak wspominał twój tata, od najmłodszych lat razem się bawiliśmy i spędzaliśmy czas. Często skrzaty narzekały, że nie mogą nas znaleźć. Zazwyczaj robiliśmy też kawały innym. Pamiętam jak podczas Świąt Bożonarodzeniowych dolaliśmy każdemu dorosłemu do kieliszków eliksiru wujka Snape i na drugi dzień każdy oprócz nas miał różowe włosy. Wszędzie chodziliśmy razem, bawiliśmy się razem. Mieliśmy nawet taki zwyczaj, że gdy tylko któryś miał koszmar albo czegoś się przestraszył, przytulaliśmy go. Och, oczywiście mieliśmy innych przyjaciół.
- Tak?
- No pewnie, np.: Hermiona, Draco czy Blaise...
- Mówisz o Draco Malfoyu i Blaisie Zabinim?
- No tak, a o kim miałem mówić. No oczywiście nie zapominaj o Hermionie.
- Jakiej Hermionie? Ja nic nie pamiętam. Przecież...
I właśnie w tym momencie najpierw zrobiło mi się ciemno przed oczami, a potem wspomnienia zaczęły wracać. Co chwilę pojawiały się obrazy. Na jednym z nich chłopiec z czarnymi włosami bawi się w chowanego z trzema kolegami i jedną dziewczynką z chmarą brązowych loków na głowie. Potem ten sam chłopiec przytula do siebie miodowłosego, ponieważ przestraszył się psa. W innym wspomnieniu w wielkim dworze toczy się krwawa bitwa. Nagle dwójka dzieci, czarnowłosy chłopiec i brązowowłosa dziewczynka zostają zabrani od swoich rodziców. Reszta dzieci krzyczy ich imiona, dorośli próbują dostać się do starca, ale to na nic. On już się deportował. Najpierw umieścił dziewczynkę w małej willi i wymazał jej pamięć. Potem zabrał chłopca do dziwnych ludzi i próbował go zabić, ale jedyne co osiągnął, to ten sam efekt co u dziewczynki. Potem malec zaczął przeraźliwie krzyczeć i starzec uciekł.
- Isi? Isi?! O Merlinie, jak dobrze, że nic ci nie jest.
Powoli odzyskiwałem możliwość widzenia. Zauważyłem, że nie jestem już u siebie w pokoju, tylko leżę na kanapie w salonie, w którym wczoraj wszystkiego się dowiedziałem. Co najciekawsze moja głowa leżała na kolanach Alexa, a w salonie nie byliśmy sami. Na kanapie obok siedzieli moi i jego rodzice. Nagle głos zabrał tata.
- Isaac, co się stało? Jedliśmy właśnie śniadanie, gdy nagle do jadalni wpadł Alexander i zaczął krzyczeć, że straciłeś przytomność i masz drgawki. Kazaliśmy mu przenieść cie tutaj i próbowaliśmy podać ci jakiś eliksir, ale twoja magia akceptowała tylko Alexandra. Powiesz nam, o co chodzi?
- Ja, ja odzyskałem wspomnienia.
Dlaczego ci wszyscy ludzie muszą mieć tyle siły? Oni po prostu rzucili się na mnie po usłyszeniu tych słów. Moja mama miała łzy w oczach,a na twarzach reszty widniały uśmiechy.
- Ale co dokładnie pamiętasz, synku?
- No wiesz mamo, momenty kiedy bawiłem się z innymi, ale mam jedno pytanie.
- Tak?
- Czy Bellatrix miała córkę?
W pokoju zapanowała niczym niezmącona cisza. W oczach mojej matki i jej przyjaciółki pojawiły się łzy smutku, na twarzach taty i Carlosa była tylko powaga, a Alexander przytulił się do mnie i zaczął płakać. Ciszę przerwał mój ojciec, którego głos był zimny jak lód.
- Bella i Rudolf mieli kiedyś córkę w waszym wieku. Niestety Dumbledore zabrał ją razem z tobą i do dziś nie możemy jej znaleźć. Bella rozpaczała po tym bardzo długo i do dziś kryje ból po stracie córki za maską szaleństwa. Nawet Rudolf nie mógł jej pomóc. Wszyscy rozpaczaliśmy. Wy byliście jak takie jedno wielkie rodzeństwo. Ale dlaczego się o to pytasz i skąd w ogóle ci się wzięło takie pytanie?
- Kiedy odzyskiwałem pamięć, widziałem we wspomnieniach dziewczynkę o brązowych bujnych lokach. Widziałem również, gdzie Dumbledore ją umieścił i chyba wiem, gdzie jest.
Teraz wszyscy patrzyli się na mnie z nadzieją w oczach. A co ja miałem zrobić? A co jeśli się mylę? Po raz pierwszy odkąd się obudziłem moja mama zabrała głos.
- Synku, proszę. Twoje wspomnienia mogą być bardzo ważne. Dzięki nim możemy odnaleźć Hermisię.
- Dobrze mamo. Tato, pokażę ci to miejsce,a ty nas zabierzesz?
- Tak synku, chodź.
Poszedłem za tatą do małego pokoju ukrytego za ścianą w salonie. W środku pełno było moich zdjęć z dziećmi innych śmierciożerców. Na jednym z nich byłem ja i reszta moich przyjaciół z dzieciństwa. Alex przytulał mnie do siebie, Hermiona siedziała na kolanach Blaisa, a Draco bawił się z papugą. W rogu pomieszczenia stała myślodsiewnia. Podszedłem do niej i za pomocą różdżki oddałem do niej wspomnienie z bitwy. Po tym tata zanurzył się, a ja czekałem. Nie wiedziałem, ile to może potrwać. Po około dziesięciu minutach tata wynurzył się cały zdenerwowany. Poszedłem za nim do salonu i patrzyłem jak przytula moją mamę i szepce jej coś do ucha. Nagle w pokoju pojawił się skrzat.
- Pchełko, zawołaj do nas Bellę i Rudolfa.
Skrzat zniknął tak szybko, jak się pojawił. Dopiero teraz moją uwagę przykuł Alexander, który siedział na sofie z pustym wzrokiem. Podszedłem do niego i ukucnąłem przed nim łapiąc go za ręce.
- Alex, nie martw się. Na pewno ją znajdziemy. Obiecuję ci.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Po wypowiedzeniu tych słów do salonu wpadli Bellatrix z Rudolfem. Kobieta miała opuchnięte od płaczu oczy, a jej mąż przytulił ją do siebie. Nagle Bella odezwała się płaczliwym głosem.
- Czy wiecie gdzie jest moja córeczka? Moja mała Hermionka?
- Tak Bello, dzięki Isaacowi.
Wtedy Bella odwróciła się w moją stronę, jakby dopiero mnie zobaczyła. Podeszła do mnie i delikatnie złapała moją twarz w dłonie.
- Mój malutki Isaac wrócił. Pokażesz... pokażesz mi, gdzie jest moja córeczka?
- Tak Bello, pokaże nam. Wezwaliśmy was, ponieważ zaraz wyruszamy.
- Dobrze Tom. Z wielką chęcią odzyskam moją córeczkę.
Razem z dorosłymi i Alexem udaliśmy się na dziedziniec. Dzień był dość pochmurny. Zdawało się jakby zaraz miał znowu zacząć padać deszcz. W pewnym momencie tata kazał złapać się niego,a potem zniknęliśmy. Nienawidzę teleportacji łącznej. Zawsze chce mi się po niej wymiotować. Wracając do rzeczywistości, teleportowaliśmy się przed mały domek rodzinny. Powoli podeszliśmy do drzwi i zapukałem. Po około pół minuty drzwi otworzyły się, a Hermiona stanęła w progu. Chyba nie spodziewała się spotkać tylu ludzi, których jak na razie nienawidzi. Nagle wokół nas zaczęli deportować się członkowie zakonu z Dumbledorem na czele. Mojemu ojcu to się nie spodobało.
- Dumbledore. Czego chcesz od naszej rodziny? Znowu odebrać nam dzieci?
- Oj Tom. Nie wiesz, że oni nic nie wiedzą? Panna Granger nie pamięta kogo córką tak naprawdę jest...
- Ty nędzna szumowino! Jak śmiałeś odebrać mi moja córkę?! - Bellatrix wydarła się na całe gardło i zaczęła rzucać w niego zaklęciami. To zapoczątkowało bitwę, w którą już chciałem się włączyć, ale powstrzymał mnie głos ojca.
- Isaac, musisz z Alexandrem zabrać stąd Hermionę. - musieliśmy uchylić się przed nadlatująca klątwą – Tu masz świstoklik, który aktywuje się, kiedy wszyscy razem go złapiecie. Musicie ją uspokoić i najlepiej wytłumaczyć choć trochę o co chodzi, dobrze?
- Tak tato.
Podbiegłem szybko do Alexa i wyjaśniłem co mamy zrobić. Od razu zbliżyliśmy się do Hermiony i deportowaliśmy w samym epicentrum bitwy. Znowu znaleźliśmy się w salonie. Hermiona od razu wtuliła się we mnie płacząc. Usiadłem z nią na kanapie i popatrzyłem na Alexa błagalnym wzrokiem. Ten, jakby czytając mi w myślach, wyczarował trzy szklanki wody. Podałem jedna z nich Hermionie i czekałem.
- Isi, dla... dlaczego ja dopiero teraz pamiętam?
Czy ona nazwała mnie tak jak Alex? Ale przecież... chyba że jej wspomnienia też wróciły.
- Hermiono, czy ty też już pamiętasz swoje dzieciństwo?
- Tak Harry. Od kilku dni miałam przebłyski wspomnień. Kiedy dzisiaj was zobaczyłam, wszystko ułożyło się w jedną spójną całość. Pamiętam już ciebie, Alexa, Blaisa i Draco.
Alexander podszedł do nas i przytulił. Trwaliśmy w tym uścisku około pięciu minut do momentu, w którym do pokoju nie wpadł młody Malfoy z Zabinim. Byli uśmiechnięci i dopiero po chwili zorientowali się, że nie są sami. Stanęli w pół kroku oniemiali. Patrzyliśmy się na nich z uśmiechami na ustach. Po chwili odzyskali rezon i podeszli do nas.
- Her... Hermisia?
- Tak Blaise, to ja.
Hermiona ze łzami w oczach podeszła do chłopaka i przytuliła z całych sił. Malfoy dalej nie wiedział co robić, ale ta przyciągnęła go do wspólnego uścisku i zachęciła nas ruchem ręki. Podczas gdy my staliśmy na środku pokoju, do salonu deportowali się nasi rodzice. Musieli być chyba nieźle zdziwieni tym widokiem, ponieważ żadne z nich się nie odezwało. Jedynie mój ojciec wyczarował jeszcze dwie kanapy i usiadł spokojnie. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że nie jesteśmy sami w pokoju. Powoli odkleiliśmy się od siebie i usiedliśmy razem z rodzicami na kanapach. Nagle odezwała się matka Hermiony.
- Hermiono, czy odzyskałaś pamięć albo chłopcy coś ci wyjaśnili?
- Tak mamo. Tęskniłam za wami.
Hermiona przytuliła się do swojej matki i chyba po raz pierwszy widziałem płaczącą Bellatrix i to jeszcze w uścisku. To było dość dziwne, ale dobrze było widzieć szczęśliwą przyjaciółkę. Przyjaciółkę, która ma mnóstwo pytań.
- Czy ktoś mógłby mi teraz wytłumaczyć wszystko od początku do końca?
I tak oto spędziliśmy kolejne kilka godzin na wyjaśnianiu wszystkiego Hermionie. Ustaliliśmy jeszcze, że za tydzień zorganizujemy akcję, mająca na celu zabranie Weasleyów i reszty z Grimmlaud Palace. Potem poszliśmy do jadalni na kolację, podczas której rozmawialiśmy i śmialiśmy się jak prawdziwa rodzina. Hermiona od razu zaaklimatyzowała się w nowej sytuacji i spędziła dużo czasu z Blaisem. Wieczorem po skończonej kolacji rodzice wysłali nas do swoich pokoi. Ale oczywiście my jak to my się ich nie posłuchaliśmy i poszliśmy do mnie. Draco z Blaisem i Hermioną usiedli na łóżku, a ja z Alexem, który praktycznie wygonił resztę, na kanapie. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, ale głos zabrał Blaise.
- Hermiona, jak ty tak w ogóle nas pamiętasz? Isaac odzyskał wspomnienia po przybyciu tutaj, co oznacza, że to było czynnikiem, który zapoczątkował ten proces. A ty?
- Wiesz Blaise, od kilku dni miałam sny, w których widziałam piątkę małych dzieci bawiących się w ogrodzie. Potem kiedy po mnie przybyliście i was zobaczyłam, wszystko ułożyło się w jedną spójną całość. Te sny, dziwne uczucie, które powstrzymywało mnie przed zranieniem was i sympatia do moich prawdziwych rodziców.
- Hermiono, ale ja dalej nie rozumiem. Co mogło odblokować twoje wspomnienia?
- Wiesz Isi, znalazłam w moim domu na strychu stare papiery. Były to listy Dumbledora do moich dawnych rodziców. Pisał w nich, że będę miała zdolności magiczne i żeby pod żadnym pozorem nie zdradzali mi kim jestem. Ale teraz nie jest ważne jak odzyskałam pamięć. Chciałam się was zapytać, mówię tu do Blaisa, Draco i Alexa, czy wy wiedzieliście, że to ja jestem zaginioną córką Belli?
- Gdybyśmy wiedzieli, to od razu byśmy wszystkich o tym poinformowali i już dawno wróciłabyś do domu.
- Ejj, pamiętacie jak w święta kiedy mieliśmy po pięć lat dolaliśmy każdemu eliksir żeby miał różowe włosy?
- No tak Isi, ale do czego zmierzasz?
- Spokojnie Alex. Chodzi o to, że od dawna miałem niewyobrażalna ochotę cos mu zrobić za to dręczenie mnie na eliksirach. I nagle BAM, nadarza się wspaniała okazja. Dlatego chciałem się spytać, czy macie jakieś pomysły, aby ta zemsta poszła mu w pięty?
I tak oto spędziliśmy kolejne dwie godziny na obmyślaniu jak zemścić się na wujku. Rozmawialiśmy i dogadaliśmy się bez przeszkód. Po pewnym czasie zmęczeni zasnęliśmy. Hermiona na moim łóżku pomiędzy Blaisem i Draco, a ja z Alexem położyliśmy się na kanapie. Oczywiście po dwóch stronach, ale Alex nie mógł powstrzymać się przed przytuleniem się do mnie.
