Rozdział 2


Warning : Aw, kolejna porcja słodkości dodana wcześniej specjalnie dla Riw C: I ImaSaku dla Tsu, która mi o nich truła dupę chyba przez tydzień ._. A MomoRiko wyszło tak jakoś samo z siebie xD' Nie wiem, kiedy pojawi się 3 rozdział, to opowiadanie piszę kompletnie na żywioł i nie mam żadnego zapasu ani też konkretnej fabuły :3


Zacisnąłem powieki, licząc do dziesięciu i starając się za wszelką cenę nie rozpieprzyć całego sklepu. To coś... znaczy się, to coś czyli Kise, właśnie robiło rozgardiasz pośród ubranek dla maluchów radośnie przy tym piszcząc. Na dodatek sprzedawczyni wtórowała mu, co chwila szczebiocząc jaki to on śliczny i po raz chyba siedemnasty pytając mnie, gdzie można takie słodziaki kupić, dostać ewentualnie wypożyczyć. A skąd ja mam to kurwa wiedzieć, ty tępa kobieto!? Wcale się nie prosiłem o jakiegoś chrzanionego mutanta, który nie dość, że nie potrafi mówić to jeszcze skutecznie uszczupla zawartość mojego portfela. Same z nim problemy, kurwa mać.

W sumie to sam siebie powinienem zajebać. Dlaczego, do chuja pana, postanowiłem być miły dla tej kupy sierści i zabrać go ze sobą na zakupy? Nawet pozwoliłem mu powybierać ubranka, żeby potem mi nie marudził, że nie chce w nich chodzić. I to był największy błąd dzisiejszego dnia. Pomyłka genetyczna była tym tak rozradowana, że w ekscytacji zaczęła drzeć mordę przez co zwróciła na nas uwagę ta nachalna baba. Oczy jej się zaczęły błyszczeć i natychmiastowo uparła się, że pomoże nam w wyborze ciuchów dla gówniarza. Efekt tego jest mniej więcej taki, że poprzynosiła mnóstwo fatałaszków w odblaskowych kolorach, a zwierzak właśnie w nich buszował, rozwalając przy okazji pół pomieszczenia. Które było dość obszerne, pomalowane na pastelowy róż, a prawie z każdej ściany szczerzyła się do mnie morda niemowlaka. Boże, kurwa, za co?

- Co powiesz na to, hmm?

Ten wymalowany potwór podstawił pod nos Kise jasnozielone śpioszki z wyszytymi czerwoną nicią jabłkami. Machnął zaintrygowany ogonem i wziął do łapek. Przez chwilę oglądał je, marszcząc w skupieniu czoło, po czym odwrócił się w moją stronę i przekrzywił główkę w bok, jakby pytając o zgodę.

- Kyu?

- Jak ci się podobają to możemy je wziąć – powiedziałem ugodowo.

Odwróciłem szybko wzrok od jego rozradowanego pyszczka i zakląłem w myślach na swoją słabość. Jestem dla niego zdecydowanie za miękki i miły. Gorzej będzie jeśli to zauważy i zacznie notorycznie wykorzystywać. Spochmurniałem, kiedy chwiejnie wstał i zaczął wkładać do koszyka położonego na blacie wszystkie ubranka, które sobie wybrał. Puści mnie z torbami, cholera.

- Nie za dużo tego? – warknąłem, pobieżnie lustrując to co zawzięcie wrzucał.

- Se, se! – zaprzeczył żywo.

- A mi się wydaje, że jednak tak – wyjąłem sześć par spodenek – Po co ci tego, aż tyle?

Położył po sobie uszy gapiąc się na gacie w kolorach tęczy. Poczekałem cierpliwie, aż się namyśli mając nadzieję, że podejmie właściwą decyzje. Jakoś nie uśmiechało mi się wydać tutaj fortuny na jakieś szmatki. Po chwili nadął policzki i szybko pozbył się tych obrzydliwie jasnożółtych, czarnych i fioletowych.

- Bardzo dobrze – pochwaliłem go i pogłaskałem po blond kudłach.

Od razu się rozpromienił i ufnie wtulił w wewnętrzną część dłoni. Na swój sposób to był nawet pocieszny. O ile nie pruł ryja, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji i w gratisie przyprawiało o potężną migrenę.

- Oh, to takie urocze! Tak trudno dzisiaj znaleźć odpowiedzialnych tatusiów!

Sprzedawczyni pociągnęła nosem i przyłożyła do kącików oczu lnianą chusteczkę. Miałem ochotę jej przypierdolić. Jaki, kurwa, ojciec!? Przecież to coś ma ogon! Czy ja wyglądam na pieprzonego zoofila? Tak, wyruchałem lisa i teraz mam oto takiego cudownie owłosionego bękarta do wykarmienia. Powinienem się zgłosić do trudnych sprawy, cholera.

Zrobiłem jeszcze szybką selekcję ciuchów, opieprzyłem futrzaka, iż chyba go posrało, jeśli uważa że mu tyle tego kupię, po czym spierdoliłem z tego sklepu jak najszybciej mogłem. Ten róż będzie mnie prześladował do końca życia, nie wspominając o wykrzywionych ryjach bachorów. Nie wiem jak można uważać, że dzieci są słodkie, kochane i w ogóle cud, miód i pornosy. Dostałbym pierdolca musząc jakiegokolwiek wychowywać, a pewnie wcześniej i tak bym takiego utopił w wannie.

Zawarczałem pod nosem, a Kise, który siedział mi na ramieniu i mocno obejmował za szyję, wzdrygnął się przestraszony. Poklepałem go uspokajająco po plecach, kierując się w stronę supermarketu. Mam nadzieję, że przynajmniej tutaj nie wzbudzimy takiej sensacji. Chcę już skończyć te felerne zakupy i rozłożyć się w domu na kanapie przed telewizorem i zimnym piwkiem w ręku. Szczególnie, że czeka mnie cała nocna zmiana i początek dziennej. Kurwa mać, czemu akurat teraz ten chuj Wakamatsu musiał zachorować przez co podzielili między nas jego chrzanioną robotę? Niech się pierdoli, zjeb jeden. Jak tylko wróci oddam mu te wszystkie papierzyska, które kazali mi za niego wypełnić. Niedoczekanie jego, kurna.

Z prędkością błyskawicy obleciałem wszystkie półki, wrzucając do wózka co tylko mi wpadło w ręce z naciskiem na mięso, mięso, mięso i... mięso. Wróć. Warzywa też muszę jakieś skombinować. Postawiłem na wygodne mrożonki, dorzucając jeszcze kilka opakowań makaronu, ryżu i kaszy. Gwałtownie zahamowałem, kiedy przypomniałem sobie o pieczywie oraz ukochanej kawusi. Przecież ja zdechnę bez kofeiny! Rany, gdzie ja mam głowę?

Futrzak gapił się na mnie z rozbawieniem, widząc jak miotam się bez celu co chwila sięgając po jakieś produkty, o których zapomniałem. Bo przecież masło się skończyło, cukierki są w promocji, o rany czy to nowa, jesienna edycja chipsów? I tak dalej i tak dalej. Z małych zakupów zrobiły się ogromne, przez co ledwo je dotaszczyłem do mieszkania. Oczywiście ten mały karzeł nic mi nie pomógł, a na dodatek co chwila szczerzył się z zadowoleniem. Uduszę gnoja.

- Słodki jezu, nigdy więcej – sapnąłem z ulga, kiedy usiadłem na kuchennym krześle z kubkiem świeżo zaparzonej kawy.

Nie sądziłem, że to mnie aż tak zmęczy. No cóż najwidoczniej kondycja już nie ta, pora zacząć myśleć o emeryturze. Powiedział dwudziestodziewięcioletni facet. Tylko mi idzie powinszować.

Westchnąłem ciężko, kiedy Kise prawie zleciał z blatu próbując przenieść swoje dopiero co kupione ciuszki na jedną kupę. Zapiszczał z oburzenia i cały się najeżył, prychając na kolorowe materiały. Uśmiechnąłem się lekko i podrapałem go za uszami. Ze zdziwieniem odwrócił się w moją stronę i prawie natychmiast przytulił całym ciałkiem do ręki.

Właśnie, przecież wieczorem pójdę już do roboty, a nie mam go z kim zostawić. Niedobrze. Nie może jeszcze sam zostać w domu, to by było zdecydowanie zbyt szybkie. Jeszcze się zdenerwuje, zrobi jakieś głupstwo, zabije albo wywróci mi mieszkanie do góry nogami.

Pokręciłem z rezygnacją głową i z niechęcią sięgnąłem po srebrną komórkę. Wybrałem szybko właściwy numer telefonu i przyłożył aparat do ucha. Błagam oby się udało, bo inaczej będę się zamartwiać zamiast udawać, że ciężko pracuję i w żadnym wypadku się nie opierdalam.


Różowe kudły smagnęły mnie w twarz, a kobiece ramiona mocno objęły w pasie tym samym pozbawiając tchu. Ogromne cycki rozpłaszczyła mi na torsie, żeby móc sięgnąć wymalowanymi wargami do policzka.

- Dai – chaaan, przyszłaaam cię uratować! – cmoknęła mnie po kilkudniowym zaroście.

- Cudownie – wydyszałem – Mogłabyś przestać mnie łaskawie dusić?

- Awuuu, jakiś ty niemiły! – wydęła usta w dziubek, ale grzecznie puściła.

Odetchnąłem z ulgą, masując sobie obolałe żebra. Nie wiem skąd się brało tyle siły w tak niskim ciele, ale jej uścisk był prawie jak imadło. Nucąc wesołą melodyjkę, zdjęła brązowe buty na wysokim obcasie i bez zbędnych ceregieli, od razu wpakowała się do salonu. Zdecydowanie czuła się tutaj jak u siebie co mnie lekko irytowało.

- Więc? Co to za problem, z którym mam ci pomóc? Nie chce nic mówić, ale trochę popsułeś mi plany na wieczór.

Uśmiechnęła się do mnie szeroko, rozsiadając wygodnie na kanapie. Podkuliła kolana prawie pod sama brodę kompletnie olewając, że ma na sobie spódniczkę. No cóż, w końcu wiedziała, że ja na nią nie lecę i byłą zadeklarowaną lesbijką.

- Czyżby Riko wróciła ze Stanów? – podniosłem pytająco brew.

- Bingo, Sherlocku – puściła mi perskie oczko – Już od trzech dni siedzi w Tokio, dlatego w ogóle brałam twoją prośbę pod uwagę.

Zaśmiałem się, szczerze ciesząc z jej szczęścia. Tak naprawdę przyznała się do swojej prawdziwej orientacji dopiero jak oboje byliśmy na studiach. Nie muszę chyba mówić, że przeżyłem niezły szok. Przecież wszyscy sądzili, że jest na zabój zakochana w Tetsu, a tu taka rewelacja. Nie spodziewałbym się, że jej prawdziwym obiektem westchnień jest była trenerka Seirin, bardziej znana jako ledwo miseczka be i uda im się razem stworzyć całkiem obiecujący związek.

- Przecież zawsze mogła przyjść tutaj z tobą – przypomniałem.

- Wiem, wiem, ale tak ją dzisiaj rano wymęczyłam, że teraz śpi jak zabita – wytknęła lekko język – Chyba trochę przesadziłam.

Pokręciłem z niedowierzaniem głową. Czasami Momoi potrafiła być bardziej zboczona ode mnie co było nie lada wyczynem. Podobno kto z kim przystaje takim się staje, no ale bez przesady. Zboczone dziewczyny to co prawda skarb, ale najczęściej taki charakter idzie w parze z byciem homoseksualnym. Do dupy.

- Pozdrów ode mnie jej tyłek – wyszczerzyłem się wrednie.

- Świnia!

Ze śmiechem uniknąłem lecącej, kremowej poduszki i odparłem :

- Nie bulwersuj się już tak. Złość piękności szkodzi.

Odgarnęła z twarzy długie różowe kłaki i prychnęła z wyższością :

- Mi to nie grozi, będę zawsze piękna i młoda. Nawet tego nie komentuj, bo cię zabiję – zagroziła, widząc jak zaczynam otwierać usta, żeby jej odpyskować – Więc? Czego ode mnie chciałeś?

Skinąłem na nią ręką dając tym samym do zrozumienia, żeby za mną poszła. Zaintrygowana od razy zerwała się z kanapy i przeszliśmy razem przez zaciemniony korytarz. Szkoda mi marnować prąd, a najwyżej się o coś potknę i wybiję zęby. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami od sypialni, odwróciłem się w jej stronę i przyłożyłem palec do ust.

- Tylko bądź cicho, bo dopiero co zapadł w drzemkę.

Uśmiechnąłem się lekko widząc błysk zdziwienia w jej oczach. Prawie bezgłośnie otworzyłem drzwi i usłużnie przytrzymałem ją ramieniem, żeby nie upadła. Widok śpiącego dziecka z ogonem i uszami lisa na pewno nie zaliczał się do normalnych, nawet w tak pojebanym kraju jak Japonia.

- Matko, co to jest? – wyszeptała po chwili najwyraźniej skonsternowana.

- Futrzak.

Ledwo się powstrzymywałem przed wybuchnięciem śmiechem widząc jej skołowaną minę. Wycofaliśmy się z pomieszczenia i skierowaliśmy w stronę kuchni. Dziewczyna milczała całą drogę najwyraźniej analizując zaistniała sytuację. Z wdzięcznością przyjęła kubek kawy i pociągnęła z niego spory łyk. Odetchnęła z ulgą nieznacznie się odprężając i dopiero powiedziała :

- Wow, jestem w szoku. Jakim cudem dorobiłeś się tego dziwnego słodziaka?

- Dostałem pocztą. Powaga – dodałem widząc jej sceptycznie zmarszczone brwi – Wczoraj przylazł listonosz, dał mi paczkę, a w środku był ten gówniarz. Nie pozostało mi nic innego jak się nim zaopiekować, dopóki nie wyjaśnię tej sytuacji.

Z westchnieniem opadła na krzesło i odstawiła pusty kubek na blacie stołu. Zareagowała trochę zbyt żywiołowo niż na początku zakładałem, ale chyba nie było tak źle. Przynajmniej nie spierdoliła mi z domu wrzeszczą w niebogłosy.

- Czyli mam się nim zająć jak ty będziesz w pracy? – upewniła się, splatając ze sobą palce z pomalowanymi na czerwono paznokciami.

Kiwnąłem twierdząco głową, uważnie obserwując jej reakcję. Wydawała się już w pełni uspokoić co mnie cieszyło. Babska panika to ostatnie czego teraz potrzebuję.

- Więc? Co powinnam jeszcze o nim wiedzieć? Ma jakieś imię?

- Nazwałem go Kise, bo jedyne co potrafi wymówić to jakieś monosylaby. Se to zaprzeczenie, a kyu i ki potwierdzenie – sprostowałem widząc jej pytające spojrzenie – Żre tylko i wyłącznie mięso oraz sałatę. Innych warzyw jeszcze nie próbowałem mu wcisnąć. Eee... lubi jak się go głaszcze po plecach i za uszami, ale ogon to granica bezwzględna. Cały się zjeża i prycha, kiedy się go tam dotknie – uśmiechnąłem się na wspomnienie jego wykrzywionej mordki – Trzeba mu poświęcać dużo czasu, żeby się nie znudził, bo wtedy ma tendencję do skakania z mebli.

Słuchała mojego wywodu w milczeniu, lekko kiwając głową. Kiedy skończyłem, zacisnęła usta w wąską linię, ale i tak udało mi się dosłyszeć jej usilnie powstrzymywany chichot. Zmarszczyłem brwi nie wiedząc o co jej w tym momencie chodzi.

- Śmieszy cię coś?

- Owszem, ty – chrząknęła próbując się opanować – Widać, zdążyliście się już ze sobą zżyć. To niesamowite ile o nim wiesz i to dopiero po jednym dniu.

Zamarłem, nerwowo mrugając. Momoi miała rację. Nie dość, że moje myśli krążyły teraz tylko i wyłącznie wokół tej kulki sierści to jeszcze zdawało się, że znam jego wszystkie przyzwyczajenia czy zachowania. Martwiłem się o jego dobro. Przerażające. Momentalnie spochmurniałem i warknąłem :

- Pierdolisz.

Wywróciła zirytowana oczami, ale skapitulowała :

- Tak, tak, oczywiście. Dobra zaopiekuje się nim pod twoją nieobecność.

- Super, ratujesz mi tyłek.

Szczerze jej podziękowałem, bo naprawdę gdyby się nie zgodziła to miałbym duży problem. Wątpię czy ktokolwiek inny znalazłby teraz dla mnie czas i w ogóle nadawałby się do tego. Pewnie jedynie Tetsu spełniałby te kryteria, ale nie chciałem go męczyć po całym dniu spędzonym w przedszkolu z bachorami.

- Ale mam jeden warunek – oznajmiła po chwili, wygodnie opierając plecy o krzesło.

- Jaki?

- Masz coś mocniejszego? To chyba zbyt dużo dziwnych rewelacji jak na jeden dzień. Przynajmniej dla mnie.

Uśmiechnąłem się lekko, kiwając w rozbawieniu głową.

- Coś się znajdzie.


Ze złością zagryzłem dolną wargę, prując samochodem w kierunku komisariatu policji. Byłem już ostro spóźniony. Przez co? A, kurwa, przez to, że ten jebany facet był jakiś niedorobiony. Przed pracą kulturalnie pojechałem na pocztę, żeby wszystko ładnie wyjaśnić, a przynajmniej dowiedzieć się skąd doszła do mnie ta chrzaniona paczka. Dość szybko udało mi się dopchać do okienka, powiedziałem co i jak, a babka kazała mi iść do jakiegoś ich głównodowodzącego. Elegancko znalazłem jego biuro, wpieprzyłem się do środka i zaczęła się gadka. Wszystko ładnie, pięknie, poleciało kilka ciepłych słów, po czym ta spocona świnia w garniturze stwierdziła, że nawet jakby chciał to nie może udzielać takich informacji.

Nawet jak oznajmiłem mu, że jestem gliną to tylko zaczerwienił się z oburzenia jeszcze bardziej i zaczął wydzierać grubą mordę z trzema podbródkami, że czego ja niby od niego oczekuję i tutaj w ogóle szukam. Rozumiecie to, kurwa!? Myślałem, że go tam zatłukę. Na jego szczęście wtedy spojrzałem na zegarek i ogarnąłem, że do mojej zmiany zostało tylko piętnaście minut. A teraz to już właściwie minus dziesięć.

Zatrąbiłem na jakiegoś pacana, który próbował wjechać mi na pas i docisnąłem gaz do dechy, kiedy zauważyłem, że światła na skrzyżowaniu zaczęły migać. Ostatnie kilka kilometrów pokonałem w rekordowym czasie i z piskiem opon wjechałem na parking, od razu ustawiając się na swoim miejscu. Szybko wyskoczyłem z auta i modląc się w duchu, żeby szef nie zauważył drobnego spóźnienia, wpadłem do środka budynku.

Prawie przeklejony do ściany przeszedłem cały hol, olewając ciekawski wzrok pracowników innego działu. Z mocno bijącym sercem dotarłem do windy, która zawiozła mnie na trzecie piętro. Kiedy tylko drzwi się otworzyły, wyskoczyłem na zewnątrz i niemal dobiegłem do pierwszego biurka należącego do Himuro. Posłał mi pytające spojrzenie, odrywając się na chwilę od skończonego do połowy sudoku. Machnąłem mu na przywitanie ręką i rozejrzałem się nerwowo dookoła. Nigdzie nie zauważyłem charakterystycznych czarnych, przydługich kłaków więc odetchnąłem z ulgą.

- Chyba mi się udało. Bosko.

- Co ci się niby udało, Aomine?

Skrzywiłem się słysząc za sobą kpiący głos, który znałem aż za dobrze. Niechętnie odwróciłem się w kierunku Imayoshiego i mruknąłem :

- Miło mi szefa widzieć w dobrym humorze i zdrowiu.

- Daruj sobie te głupie gierki. Wiem, że się spóźniłeś – poklepał mnie po ramieniu z wyraźnym rozbawieniem – Raczej zdziwiłbym się gdybyś przyszedł na czas.

Chciał coś jeszcze dodać, ale do pomieszczenia weszła kupa papierów trzymana przez Sakuraia. Nie wiem co za idiota zawsze kazał mu je nosić skoro wszyscy zdawali sobie sprawę, że to totalna fajtłapa i ledwo udaje mu się przejść metr bez potknięcia się o własne nogi.

- Przepraszam, przepraszam że żyję, przepraszam, uwaga!

Prawie by się wyglebił, gdybym nie przytrzymał go jedną ręką. Posłał mi wdzięczny uśmiech i dalej dzielnie brnął w kierunku biurka. Mój pracodawca odprowadził szatyna wzrokiem po czym wyciągnął w moim kierunku dłoń i rozkazał :

- Pożycz mi gumki.

Posłusznie wyciągnąłem z kieszeni munduru paczkę winogronowych kondomów. Natychmiast je ode mnie przejął i powolnym krokiem zaczął iść w kierunku swojej kanciapy. Kiedy był już prawie w środku, odwrócił się i warknął :

- Sakurai, do gabinetu!

- Yyy... przepraszam!?

Chłopak prawie dostał zawału, jednak grzecznie podreptał za brunetem zamykając za sobą drzwi. Biedny, pomódlmy się za jego tyłkiem. Zanim zdążyłem zaliczyć efektowne załamanie na blacie biurka, obok mnie pojawił się Takao, dusząc się przy okazji ze śmiechu.

- Rany, rany, ale szef ma dzisiaj parcie na seks. Panowie zatykamy uszy, wyczuwam szybki numerek na fotelu – wyszczerzył się do nas, sugestywnie poruszając brwiami.

- A ty co tutaj robisz? Nie idziesz ich podglądać? – sarknąłem, przybijając z nim piątkę.

- Starczy mi po wczorajszej dawce – oparł brodę na nadgarstku – Tatsu – chan, coś ty taki czerwony się zrobił?

Himuro pokręcił tylko głową, rumieniąc się jeszcze bardziej.

- Jesteście zboczeni, a biedny Sakurai teraz pewnie cierpi.

- O taaak. Wije się w spazmach orgazmu, to na pewno musi być cholernie przykre doświadczenie. Ale, hej, hej, o ile mi wiadomo od dwóch dni robią to bez lubrykantu.

Kazunari był w swoim żywiole obgadując szefa i jego kochanka, ku ogromnej rozpaczy Tatsuyi. Z jednego tematu przechodził gładko w drugi, aż w końcu wypaplał wszystkie plotki, które krążyły po komisariacie. I to jak zawsze z diabelnymi szczegółami. Gumowe uszy to zdecydowanie zbyt delikatne określenie jak na jego możliwości. Nadal nie wiem co on robił w policji. Powinien zostać jakimś dziennikarzem albo kimś w tym guście.

- Dlatego ta blondyna z sekretariatu zrobiła sobie operację powiększenia cycków! Wiecie jakie teraz są wielkie? Czysty kosmos! Nic dziwnego, że komendant tak często tutaj teraz zagląda – zaśmiał się – A tak właściwie to coś ty taki nie w sosie, Aomine?

Oho, pan wietrzę – dramę –życia znów na tropie.

- Wydaje ci się – mruknąłem.

- Ej no stary, swojemu najlepszemu koledze nie powiesz? – wydał usta w podkówkę – Mam numer do tej rudej dziuńki ze stołówki. Mogę się nim z tobą podzielić– uśmiechnął się szelmowsko.

Zaintrygowany, zmarszczyłem brwi i spytałem :

- Panna melon?

- Dokładnie. Melon, melon.

- Oż, ty chuju. Trzeba było tak od razu.

Himuro gapił się na nas jakbyśmy spadli z księżyca, przy okazji nieświadomie przygryzając końcówkę ołówka. Mimo wszystko też był zaintrygowany tym co mnie trapi. Westchnąłem ciężko i podrapałem się w tył głowy. I tak i tak w końcu się dowiedzą wiec równie dobrze mogę się wyżalić teraz.

- Dostałem ostatnio dziwną paczkę i kompletnie nie wiem kto mi ją wysłał – zrobiłem efektowną pauzę – Ale postanowiłem ją otworzyć i to był największy błąd w moim życiu –dokończyłem dobitnie.

Czekałem na jakikolwiek opieprz z ich strony, ale oboje gapili się tylko na mnie z szeroko otwartymi ustami. Zaniepokojony cofnąłem się o krok, czując narastające niebezpieczeństwo. Nie takiej reakcji się spodziewałem.

- Co jest? – burknąłem, kiedy cisza między nami stawała się już nie do zniesienia.

- Tylko mi nie mów, że też dostałeś zwierzaka – pierwszy odezwał się Takao, najwyraźniej odzyskując władze nad językiem.

Spojrzałem na niego ogłupiały i wychrypiałem :

- Też?

Mężczyzna energicznie pokiwał głową i sięgnął do wypchanej kieszeni swojego munduru, wyciągając z niej małe stworzonko. Ostrożnie położył je na blacie i dopiero wtedy zauważyłem, że jest tak samo zmutowane jak Kise. Tylko, że z jego zielonych włosów wyrastały królicze uszy, a ze spodenek biały ogon. I miał okulary. Królik w okularach. Ja pieprzę, królik w okularach jak w mordę strzelił. Co to ma być? Jakaś kiepska przeróbka Alicji w Krainie Czarów?

- Kurwa, ja myślałem, że trzymasz tam chusteczki, a nie takiego cudaka – wymamrotałem – Jest o wiele mniejszy od mojego.

Kazunari zamrugał najwyraźniej bardzo zaciekawiony i wziął na ręce swoją pomyłkę genetyczną starając się jej przy okazji nie obudzić. Pogłaskał go delikatnie po plecach samym opuszkiem palca i zwrócił się do mnie :

- Twój jest większy od Shin – chana? – wskazał brodą na futrzaka.

- O wiele – potwierdziłem - Kise wygląda jak niemowlak. Niemowlak z uszami i ogonem lisa – dodałem, krzywiąc się lekko.

- Ale jaja – podsumował, kiwając się na piętach – Hej, hej, co ci Tatsu - chan? – zwrócił się do bruneta, który wyglądał jakby właśnie zobaczył ducha.

Mężczyzna podniósł dłoń najwyraźniej chcąc, żebyśmy już nic nie mówili i schylił się, wyciągając coś spod biurka. Ostrożnie położył pudełko po butach koło klawiatury komputera i zdął nakrycie. W środku, na kocyku siedział fioletowowłosy stwór i w najlepsze wpieprzał pestki słonecznika. Minę miał taką jakby dopiero co się obudził, a z głowy wyrastały mu małe, okrągłe uszka. Niestety nie mogłem określić czy ma jakiś ogon czy też nie.

- O rany, ale dziwny! – Takao przechylił się do przodu, żeby lepiej widzieć – I jest troszkę większy od mojego. Co to niby jest? Miniaturowy niedźwiedź?

- Jak już idziesz w tym kierunku to raczej miś – przekrzywiłem głowę w bok.

Rozkmina dnia normalnie. Czym jest twoja zmutowana kupka sierści? Ubaw po pachy, cholera.

- Atsushi to chomik – sprostował Himuro.

Uśmiechnął się czule do małego potwora i sięgnął po otwartą paczkę z suszonymi pestkami dyni. Wysypał kilka na dłoń i mu podsunął. Zwierzak ochoczo powąchał smakołyk i od razu wepchnął go sobie w całości do buzi, przez co jego policzki zabawnie się rozepchały. Tak, to zdecydowanie jest chomik.

- Ale faza, wszyscy dostaliśmy od poczty takie prezenty. Czuję się jakbym uczestniczył w jakimś spisku – Kazunari zachichotał – Ej, mówią wam one chociaż coś po ludzku? Bo mój nie za bardzo.

Pokręciłem przecząco głowo, za to Tatsuya nią energicznie pokiwał. Wlepiliśmy w niego zaskoczony wzrok i wrzasnęliśmy :

- Jakim cudem!? Pokaż!

- Matko, nie emocjonujcie się tak – zganił nas – Prawie zawału dostałem.

Skierował swoją uwagę z powrotem na sierściuchu i odebrał mu jedno z ziaren. Od razu jego uszy podniosły się ostrzegawczo do góry, a oczy niebezpiecznie rozbłysły. Podniósł się niepewnie pokazując swoje krótkie nóżki i wyciągnął prosząco łapki w kierunku zabranego żarcia. Przez chwile próbował go dosięgnąć, jednak ostatecznie z powrotem usiadł na kocyku i oznajmił z pretensją w zaspanym głosie :

- Jeść!

Zaliczyłem glebę na stole, a Takao zaczął się opętańczo śmiać. To zabiło swoim komizmem wszystko co dotychczasowo przeżyłem. Trzęsąc się jak w konwulsjach, ledwo utrzymywałem pionowa pozycję. Starałem się ze wszystkich sił nie zerkać na tego zmutowanego chomika bojąc się, że jego mina rozbawi mnie jeszcze bardziej.

- Boże, mój brzuch – wydyszałem, kiedy w końcu udało mi się przestać rechotać.

- Kosmooos. Umiał od początku gadać czy ty go nauczyłeś?

- Tak naprawdę to jest jedyne słowo jakie potrafi wymówić.

Himuro podrapał się po zarumienionym policzku najwyraźniej lekko skonsternowany. Odetchnąłem głębiej próbując się do końca uspokoić. Więc nie tylko ja miałem wątpliwą przyjemność dostać paczkę z dziwną zawartością w postaci futrzaka. W trójkę nie wiemy kto, po co, na co i dlaczego nam je wysłał. Na dodatek są one krzyżówkami człowieka oraz różnego rodzaju zwierząt i to niekoniecznie tych domowych. Chyba da radę nauczyć je mówić patrząc na Atsushiego, czy jak on tam miał na imię. Podsumowując to wszystko to jesteśmy kulturalnie mówiąc w dupie, bo jedyne co możemy zrobić to zaopiekować się tymi cudakami.

- No to teraz ty musisz nam pokazać swojego pieszczocha, Aomine – Kazunari odwrócił się w moją stronę, ocierając łzy rozbawienia z kącików oczu – Gdzie go chowasz? Tylko nie mów, że w spodniach.

Zmroziłem go wzrokiem i prychnąłem :

- Nie jestem takim świrem jak ty. Poza tym zostawiłem go w mieszkaniu.

Oboje jak na komendę wymienili się zszokowanymi spojrzeniami, a potem wbili je we mnie. Nerwowo przełknąłem ślinę i podrapałem się w tył głowy, nie wiedząc jak odebrać ich zachowanie.

- O co chodzi?

- Eee, to ty nie wiesz, że nie wolno ich zostawiać samych? Znaczy ich pan nie może ich zostawić samych, bo wtedy robią okropny raban – wyjaśnił Tatsuya.

- Poważnie? – byłem bardziej niż zaskoczony.

- Gdy zszedłem sam tylko na kilka minut do sklepu to Shin – chan rozpłakał się tak bardzo, że uspokajałem go z dobrą godzinę – Takao wzruszył ramionami – Ja bym ci radził szybko wrócić do domu i wziąć go tutaj ze sobą, bo potem może się zrobić nieciekawie. Spoko, szef tak szybko nie skończy kopulować się z Sakuraiem, a jakby co to będziemy cie kryć – puścił mi perskie oko.

Miałem im właśnie podziękować, kiedy zadzwonił mój telefon. Z mocno bijącym sercem zerknąłem na wyświetlacz i zamarłem. To od Momoi. Cholera, wyczuwam kłopoty. Niewiele myśląc, zabrałem z blatu klucze od samochodu i wypadłem z pomieszczenia, odbierając przy okazji wibrującą komórkę.