Oto i drugi rozdział (miejmy nadzieję że tak samo dobry jak pierwszy:)).
Katara na zapytanie, czy chciałaby podróżować z Aangiem i Sokką zgodziła się. Nie miała innego wyboru.
Gdy cała trójka jadła kolację, dziewczyna wsłuchiwała sie w rozmowę dwójki przyjaciół. Chciała dowiedzieć się o nich jak najwięcej, a także o ich zamiarach względem Narodu Ognia i Ozaia.
-Powiedzcie mi, jak zamierzacie zakończyć wojnę?- zapytała z zaciekawieniem.
Zobaczyła skwaszoną minę Awatara i lodowaty wzrok Sokki.
Po chwili ciszy Sokka zaczął wyjaśniać:
-Chcę, aby Aang zabił Ozaia.- Oczy Katary rozszerzyły się ze strachu- Ale on tego nie chce- dokończył wojownik.
Katara odetchnęła.
-Prawda że powinien zabić tego tyrana? Ozai powinien zginąć, a jego syn Zuko i córka Azula powinni gnić w więzieniu! Powiedz to Aangowi, może coś w końcu do niego dotrze.- Sokka przekonywał dziewczynę.
-W sumie... w sumie ja cię rozumiem, Aang- Katara zatrzymała się aby poszukać w głowie właściwych słów- Ja także nie chciałabym nikogo zabijać... nawet gdyby był to mój największy wróg, czy najgorszy człowiek na świecie... Poza tym pozostaje jeszcze druga sprawa.-dodała- Jeżeli Zuko pójdzie do więzienia, kto będzie następcą tronu? To jedyny dziedzic.
-W końcu ktoś mnie rozumie- Awatar uśmiechnął się do dziewczyny- Katara ma rację. Powinieneś pomyśleć co będzie potem. Jeżeli Ozai, Zuko i Azula będą w więzieniu, to kto przejmie władzę? Może ty?
To dało Socce dużo do myślenia. Ale nie było takiej zagadki, której nie potrafiłby rozwikłać!
-Ty zasiądziesz na tronie!- wskazał na przyjaciela.
-Co?- Aang i Katara wrzasnęli.
-Zwariowałeś?- zapytał czternastolatek- Ja mam czternaście lat! Jestem magiem powietrza, nie ognia!
-Nie, ty jesteś Awatarem! Możesz być władcą jakiegokolwiek państwa! A o wiek się nie martw.- odparł Sokka.
Na twarzy Aanga malowała się wściekłość.
-Wiesz co? Może sam zasiądź na tym tronie i daj mi spokój! Nie będę rządził Narodem Ognia! Wykluczone! A poza tym pomyśl, czy ja w ogóle przeżyję konfrontację z Ozaiem!- wrzasnął i oddalił się od obozu.
Katara była coraz bardziej zadziwiona postawą Awatara. Przecież mógł być bogaty... mógł mieć wszystko! A tymczasem on odmawia.
Nie wiedziala już czy to honor... czy możę głupota. Ale jedno wiedziała na pewno: Awatar był dużo bardziej sympatyczny i bardziej skromny niż sobie wyobrażała.
00000ooooo00000
Aang siedział na pustej polanie rwąc kępy trawy i patrząc się pusto przed siebie. Jego głową nie zaprzątała tylko świadomość że będzie musiał stanąć twarzą w twarz z największym zagrożeniem świata i być może go zabić, lecz także dopiero co poznana dziewczyna. Widział dużo innych dziewcząt, roześmianych, lgnących do niego niczym ćmy do ognia. Katara była inna. Tajemnicza, poważna, z temperamentem i była piękna. Tak, przede wszystkim piękna... Tylko patrząc na nią wydawałoby się jakby skrywała w sobie ogromną tajemnicę. To w niej go pociągało..
00000ooooo00000
Katara weszła na wysokie urwisko. Usiadła i westchnęła głęboko. Jej ręka powędrowała do miejsca, gdzie miała ukryty miecz. Wyjęła go i zaczęła dotykać delikatnymi dłońmi ostrza. Z jednej strony bała się że przetnie sobie skórę i trucizna ją zabije, z drugiej zaś... chciała zobaczyć jak to jest. Jak to jest nie mieć żadnych zmartwień, obowiązków, rozterek... chciała być wolna. Męczyło ją to służenie Ozaiowi, ale co miała do wyboru? Wykonywać jego rozkazy czy odmówić posluszeństwa i zginąć?
Podniosła się z ziemi i zaczęła wymachiwać mieczem.
Co by było gdyby teraz to zrobiła? Chwila bólu i po wszystkim. Dosyć tych tajemnic i kłamstw. Może to nie była jej pierwsza misja, ale poprzednio miała tylko dostarczyć wyznaczonych ludzi Ozaiowi, których potem wrzucano do więzienia. Teraz musiała zabić. Własnymi rękoma miała zadać cios najpotężniejszemu człowiekowi na świecie. To ją przerażało. Czy byłaby zdolna do czegoś takiego, pomimo takiej nienawiści?
-Uważaj z tym mieczem- powiedział chlopak. Katara odwróciła się i zobaczyła Sokkę. Nie wiedziała co powiedzieć, była za bardzo wchłonięta rozmyślaniem, nie mogła znaleźć odpowiednich słów.- Też mam miecz- szesnastolatek wyjął czarne, lśniące ostrze.- Nie jest takie jak wszystkie. Dzięki Aangowi zrobiłem go z meteorytu.
-Z-z meteorytu?- zapytała dziewczyna odzyskując głos.
-Dziwne, co nie?- uśmiechnął się- Ale jestem z tego dumny. To wynik mojej ciężkiej pracy i wielu godzin ćwiczeń.- powiedział i spojrzał na dziewczynę uważnie- Widzę, że tobie przydałyby się lekcje.
-Nie... myślę że nie...- Katara odwróciła głowę- Nie lubię przemocy, a ten miecz dostałam... Może kiedyś... Ale dziękuję- uśmiechnęła się niepewnie.
Sokka nieco zawiedziony jej odpowiedzią podrapał się po głowie i wzdychając schował miecz. Spojrzał na nią jeszcze raz i poszedł w stronę lasku.
00000ooooo00000
-Śpiochy, wstawajcie!- wojownik krzyczał aby zbudzić Aanga i Katarę.
-A-ale co?- zapytała dziewczyna przecierając oczy.
-Chciałaś z nami lecieć to wstawaj- powiedział Sokka i pobiegł do śpiącego bizona.
-Ale tak wcześnie?- jęknęła ziewając.
-Lepiej wstań, bo Sokka jest gotowy przedstawić nam swój plan podróży. Uwierz mi, to gorsze niż wczesne wstawanie- Aang uśmiechnął się i podał jej rękę.
Dziewczyna z ochotą skorzystała z jego pomocy i podniosła się.
Dopiero teraz zauważyła jego szare oczy. Tak cudowne... skrywały w sobie wiele.
Po chwili uświadomiła sobie że patrzy mu prosto w oczy. Puściła jego dłoń i uśmiechnęła się nerwowo.
-To zbierajmy się, nie chcę usłyszeć zrzędzenia Sokki- powiedziała i zaczęła pakować swoje rzeczy.
Awatar spojrzał na nią i uśmiechnął się pod nosem.
00000ooooo00000
Katara stała podnosząc wysoko głowę.
-Coś się stało?- zapytał Aang widząc jej przerażoną twarz.
-Jak ja mam na to coś wejść?-zapytała
-Po pierwsze: nie coś, to Appa. Po drugie: jak chcesz, mogę ci pomóc- zaproponował.
-Dobra- spasowała.
Awatar wziął ją na ręce i podskoczył do samego siodła.
-Możesz otworzyć oczy- zaśmiał się życzliwie.
-Hej!- krzyknęła dziewczyna widząc śmiejącego się z dołu Sokki. Ona wcale się nie bała!
