Rozdział 2
Warning : Od razu przypomnę, że ten fick był pisany na próbę, żeby zobaczyć jakby wyszło AoKise z trochę pozamienianymi charakterami xD I muszę przyznać, że naprawdę miałam ubaw po pachy, jednak zostanę przy swojej wersji kompletnej pierdoły Kise i chamskiego zbola Aomine. Uwa, to moje pierwsze skończone opowiadanie tutaj i z basugeja ;_; To takie... super q.q *sniffa sobie pod biurkiem* Ah, no i niestety będę zmuszona poruszyć jedną drażliwą kwestię C: Mianowicie ostatnio dostaję sporo maili, żebym napisała gwałt do PP na Kise. Nie wiem jakim cudem wynioskowaliście, że Kise został zgwałcony, ale w porządku. Można to jego pobicie interpretować jak się chce. Ale, kurwa moja pierdolona mać, pisać mi że gwałcenie jest zajebiste i jarać przy tym głupio morde to lekka przesada. Gwałt to nic jarającego / świetnego / podniecającego. To naprawdę potworna krzywda, która spotyka człowieka i niesie ze sobą cholernie nieprzyjemne, a czasami nawet śmiertelne konsekwencje. Następnym razem przemyśle proszę to co chcecie napisać. Jestem naprawdę rozżalona postrzeganiem świata co poniektórych.
Chleb, pięć bułek, jakieś masło w promocji, czekoladowe płatki śniadaniowe, baterie alkaliczne, paczka mąki...
- Ej, ej, zaproś mnie w końcu do siebie.
... osiem torebek miętowych cukierków, owocowe żelki, czarna herbata...
- Kiseee, słuchasz ty mnie w ogóle?
...dwa kartony mleka, serek topiony, trzydzieści jajek...
- Kis...
- Po cholerę ci tyle jajek!? - spytałem zaskoczony, obracając w dłoniach trzy pudełka, każde mieszczące dziesięć sztuk.
Założył ręce na piersi, zakrytej nieśmiertelną, skórzaną kurtką, najwyraźniej bardzo zagniewany moją postawą. Przez chwilę, próbowałem zmusić go, żeby spojrzał mi w oczy, ale niczym obrażone dziecko obracał głowę za każdym razem kiedy zaczynałem machać mu ręką przed twarzą. Jezu, co ja z nim mam?
- Aominecchi nie obrażaj się – westchnąłem głęboko, skanując pod czerwonym laserem następne kody kreskowe produktów.
Posłał mi zabójcze spojrzenie i burknął :
- To ty mnie nie słuchasz i chamsko olewasz moje prośby. Więc dlaczego ja miałbym ci odpowiadać?
- Ale z ciebie bachor – podsumowałem, próbując zamaskować chichot.
- Wcale, że nie!
Oburzył się i trzasnął blat kasy dłonią tak niespodziewanie, że aż podskoczyłem na moim porysowanym i zdecydowanie zbyt twardym krześle. Jakoś zawsze zapominałem, że jest strasznie porywczy i na dodatek nie zdaje sobie sprawy z własnej siły, co tylko pogarszało sprawę. Przyłożyłem pieść do serca i wziąłem głęboki oddech.
- Nie strasz mnie tak. Chcesz, żebym zszedł na zawał, debilu?
Zakłopotany podrapał się w tył głowy i bąknął :
- Soraski, nie chciałem.
Zmarszczyłem sceptycznie brwi, dając mu tym samym do zrozumienia, że dość kiepski z niego kłamca.
- Zapewne – prychnąłem.
- Ale to po części twoja wina – wypomniał mi.
- Niby z której strony?
- No ja wiem, że lubisz od tylnej – poruszył denerwująco brwiami, pochylając się nade mną.
Był zdecydowanie zbyt blisko. Żyła na czole zaczęła mi niebezpiecznie pulsować, kiedy poczułem ciepły oddech na policzku i zimne palce na skórze szyi. Ze wszystkich sił powstrzymałem się, żeby mu nie przywalić w tą przystojną mordę, na którą pewnie leciała połowa płci pięknej. Właściwie to jakim cudem nie miał jeszcze kobiety swojego życia? A nie, czekaj. To przecież gej. Chyba. Nie wiem. Kurde.
Zamrugał oszołomiony, kiedy z niewinnym uśmiechem złapałem go za kark i pociągnąłem w dół, tak że prawie stykaliśmy się wargami. Z uwagą obserwowałem zaskoczone ogniki, które błyszczały się w tych cholernych, granatowych oczach. Posiadanie takich powinno być zdecydowanie zakazane.
- Daruj sobie te sprośne żarty – szepnąłem i z całej siły grzmotnąłem go w czoło.
Jęknął cicho i zatoczył lekko w tył łapiąc za bolące miejsce. Dobrze, że się nie przewrócił bo to by mogło wywołać szefową, która by mnie nieźle ochrzaniła za bicie drogocennych klientów. Przerażające babsko. Jestem prawie pewien, że to żeńska reinkarnacja Hitlera.
- Jesteś okrutny. Ja tylko chcę zacieśnić nasze romantyczne więzy i zobaczyć jak mieszkasz – wyburczał podchodząc znów do kasy i masują sobie zaczerwienioną skórę – Dlaczego właściwie mnie jeszcze nie zaprosiłeś? – wydął usta w dziubek.
- Bo nie.
- Nie ma jak siła mocnych argumentów – sarknął, najwyraźniej załamany moim uporem.
Posłałem mu szeroki uśmiech skonfundowanego dziecka, nabijając na kasę kilo pomidorów. Patrzył się na mnie przez chwile przenikliwym wzrokiem, mrucząc coś sam do siebie. Najwyraźniej oddał się bolesnym procesom myślowym, które tak rzadko stosował. Szczególnie w rozmowach ze mną.
- Chciałeś wiedzieć po co mi tyle jajek, prawda? – spytał po chwili wymownego milczenia.
Zadarłem głowę do góry, żeby go lepiej widzieć. Aż się boję co teraz palnie.
- Tak?
- Uczę się robić jajecznicę – wypiął dumnie pierś do przodu.
Dobra, dobił mnie. Jak dorosły człowiek może nie umieć zrobić sobie jajecznicy? Patologia. Jestem ciekawy, czy udaje mu się ugotować wodę bez jej przypalenia. Podniosłem jedną brew do góry, uśmiechając się kpiąco.
- Aha. No i?
- Jak mnie zaprosisz to po gorącym i namiętnym seksie ci ją zrobię. Kuszące, prawda? – ponownie nade mną zawisł.
Oby tylko nie miał łupieżu bo jakoś nie uśmiecha mi się wracać do domu z białą głową.
- Jak cholera. Już widzę jak moja kuchnia artystycznie wybucha. Mówiłem ci już, że jesteś wprost urodzonym romantykiem? – odepchnąłem go wolną dłonią – Przy okazji to dwa tysiące jenów się należy.
Nachmurzył się i ponownie założył ręce na piersi, najwidoczniej nie mając zamiaru mi zapłacić dopóki nie spełnię jego zachcianki. Jak takie duże dziecko.
- Nie dasz mi żyć, jak ci nie pozwolę, mam rację? – mruknąłem, podsuwając mu pod nos reklamówkę, żeby mógł zapakować zakupy.
- Zgadza się – wyszczerzył się szeroko cholernie zadowolony, że znów udało mu się mnie przekonać.
Przez chwilę jeszcze myślałem nad wszystkimi pozytywami i wadami tej decyzji, ale w końcu z westchnieniem się poddałem. Co ma być to będzie. Najwyżej spali mi kuchnię, zatopi łazienkę, zatka kibel, zarwie lóżko, albo nie będzie się cackać i od razu rozwali całą chałupę. Nie ma jak pesymizm, łuhu.
- Dobra, możesz wpaść – skapitulowałem.
- Super, a tak wła...
- Widzę, że się świetnie bawisz, Kise.
Nie wiadomo skąd za plecami Aomine pojawiła się moja pracodawczyni. Jak zwykle ubrana była w za mały żakiet który strasznie opinał i eksponował jej, ykhm, rubensowskie kształty, a do tego wysokie szpile, które upiornie zgrzytały przy każdym ruchu. Burza brązowych loków opadała na jej zmarszczone czoło, a szpachla na mordzie prawie spłynęła z powodu potu. Potwór nie kobieta.
- Najmocniej przepraszam szanowną szefową – dygnąłem lekko głową, czując, że zaraz puszczę pawia.
- Nie płacę ci za gadanie z klientami – wywarczała, plując naokoło śliną jak jakiś buldog.
- Wiem, moja wina, zapomniałem się. Kłaniam się do smukłych nóżek i błagam o wybaczenie!
Otaksowała mnie wzrokiem znad sklejonych czarnym tuszem rzęs, wydymając te swoje upiorne, wymalowane czerwoną szminką usta. Przez chwilę miałem wrażenie, że mnie zabije, zakopie, odkopie, dobije i zeżre. Jednak ku mojej bezgranicznie radości jeszcze tylko przez chwilę psioczyła na karygodne zachowanie personelu, kazała się nie obijać i odeszła zgrzytając tymi swoimi metrowymi buciorami.
Westchnąłem z ulgą prawie zjeżdżając z krzesła na podłogę. Kolana mi się tak trzęsły, że teraz nie byłbym w stanie stanąć, gdyby mi rozkazała.
- O słodki jezu, myślałem, że umrę – mruknąłem, pocierając czoło nadgarstkiem.
Aomine przez chwilę gapił się na mnie, a to na oddalające się plecy mojej pracodawczyni, najwyraźniej analizując całą sytuację. Na pewno wymyśli coś głupiego, przez co nie będę mógł się pozbierać psychicznie przez kilka minut. Ale jakoś nawet nie mam siły, żeby go powstrzymać czy upomnieć. Tak jak przewidywałem, po chwili, podniósł wysoko palec do góry i podsumował :
- Won do piekła kurwo wściekła.
... a nie mówiłem?
Z przestrachem patrzyłem się na zamknięte drzwi mojej kuchni, z której dochodziły hałasy niewiadomego pochodzenia. No bo nikt mi nie wmówi, że robieniu jajecznicy towarzyszy taki huk jakby sąsiad ci właśnie borował w ścianie. Przecież to tylko nagrzanie patelni, dodanie na nią masła i roztrzepanych jajek, które potem trzeba usmażyć. To naprawdę nie wymaga wielkiej filozofii, więc dlaczego mam wrażenie, że ten idiota zaraz stamtąd wyleci z wrzaskiem i z płonącymi ubraniami w otoczeniu ciemnoszarego dymu? Niech mi ktoś przypomni jakim cudem się na to wszystko zgodziłem.
Nagle wszystko ucichło, przez co włosy stanęły mi dęba. Zabił się. Albo spalił. Albo rozpieprzył mi lodówkę, kuchnię i gary. Sam nie wiem co gorsze.
- Ej, żyjesz? – spytałem drżącym głosem, robiąc mały kroczek do przodu.
Nic nie odpowiedział, przez co obawa niemiło ścisnęła mi gardło. Z mocno bijącym sercem tłukłem się z myślami czy powinienem zajrzeć do środka czy lepiej oszczędzić tego widoku moim biednym oczom. Przełknąłem ślinę i zacisnąłem spoconą dłoń na zimnej klamce. Raz kozie śmierć, najwyżej przedwcześnie umrę na zawał.
Pchnąłem drzwi i ku mojemu ogromnego zdumieniu pomieszczenie okazało się być w jednym kawałku. Niespalonym i nawet nieubrudzonym kawałku. Elektroniczne sprzęty stały nienaruszone na swoich miejscach, a ściany miały swój normalny bladoniebieski kolor. Zdarzył się cud. Co do Aomine to opierał się biodrem o blat stołu, z zainteresowaniem ważąc w rękach dwa słoiki z jakąś jasnoczerwoną, gęstą substancją. Obok niego leżała miska z rozbitymi jajkami, w których, o dziwo, nie pływały skorupki. Chociaż tyle dobrego.
- Tylko mi nie mów, że miałeś zamiar dodać dżem do jajecznicy – wychrypiałem, podchodząc bliżej.
Posłał mi zaniepokojony uśmiech i spytał całkowicie poważnie :
- A co? Nie lubisz truskawek?
- Lubię. Ale nie do tego rodzaju dań.
- A co jest w tym złego?
Westchnąłem głęboko widząc jego skołowana minę. Nie przesadzał mówiąc, że dopiero zaczyna się uczyć gotować i to naprawdę prostych potraw, które towarzyszą nam przy posiłkach praktycznie codziennie. Ciekawe co jadał do tej pory, że się nie otruł.
- Po prostu nie. Jajecznica nie może być słodka. Koniec i kropka.
Wyciągnąłem mu z rąk słoiki odstawiając z powrotem do lodówki. Spojrzał na mnie wzrokiem urażonego dziecka, zakładając ręce na piersi. Jakby tak pomyśleć, to pierwszy raz widzę go bez tej skórzanej kurtki. A dałbym sobie uszy uciąć, że nawet w niej śpi. Poczułem się nieswojo kiedy odkryłem jak dobrze jest zbudowany. Potężne ramiona i szerokie barki były doskonale widoczne przez czarny dopasowany t – shirt. Wyglądałem przy nim jak chuchro, albo nawet niewydarzona baba co nie napawało mnie zbytnią radością.
- Patrzysz się na mnie tak, jakbyś właśnie chciał mnie zgwałcić. Mógłbyś tak zdecydowanie częściej – posłał mi szeroki uśmiech.
Speszyłem się lekko i odwróciłem wzrok, odnajdując nagle coś cholernie fascynującego w jego ciemnych skarpetkach. Mimo tego trzymałem fason dalej, głośno prychając :
- Chciałbyś.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Nerwowo przystąpiłem z nogi na nogę, nie wiedząc co odpowiedzieć. Coraz częściej się zdarzało, że w jego obecności zapominałem języka w gębie i nie mogłem wymyślić żadnej porządnej riposty. Czułem się przy nim nieswojo, z czasem przyłapując się na tym, że specjalnie go prowokuję, żeby zobaczyć jak zareaguje. Głupia, ludzka ciekawość zaczynała mnie powoli gubić. Wepchnęła do dołka pełnego poplątanych uczuć, które zaczynały mi robić z mózgu sieczkę. Nie byłem na to gotowy, ale przecież sam się o to prosiłem. Nawet nie zauważyłem, że oboje już dawno przekroczyliśmy niebezpieczną granicę, której tak rozpaczliwie próbowałem nie dostrzegać. Odpychałem ją od siebie tak długo jak tylko mogłem, nie chcąc zdawać sobie nawet sprawy z jej obecności. W końcu oszukiwanie i przyjmowanie tylko wygodnej dla siebie prawdy nie było dla mnie niczym nowym.
- Kise.
Wzdrygnąłem się, kiedy usłyszałem jego głos, który był zdecydowanie zbyt blisko. Przez swoje rozmyślania nie zauważyłem, kiedy pojawił się przede mną z chytrym uśmieszkiem przyklejonym do ust. Przełknąłem głośno ślinę, widząc zadziorne ogniki, które trochę rozjaśniły granatową głębię jego oczu. Jak sparaliżowany stałem i gapiłem się na jego kolejne ruchy. Nie byłem w stanie zwiać, kiedy złapał mnie za brodę i zadarł ją do góry. Co gorsza, nie odepchnąłem go jak nachylił się nade mną, wolną dłonią niemal zaborczo obejmując w talii. A już na pewno powinienem go kopnąć gdy poczułem jego ciepłe wargi na swoich.
O kurwa, nie ogarniam.
Zamroczył mnie intensywny zapach jego wody po goleniu. Na przemian było mi gorąco i zimno, a w głowie szumiało jakbym właśnie przechodził porządnego kaca. Serce boleśnie obijało się o żebra, próbując wyskoczyć przez klatkę piersiową. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy jęknąłem, co od razu wykorzystał pogłębiając pocałunek. Kiedy poczułem jego język nogi odmówiły mi w końcu posłuszeństwa. Upadłbym gdyby nie jego silne ramiona i kolano wsunięte między moje drżące uda. Niewiele myśląc uwiesiłem się na jego szyi mocniej do siebie przyciskając. Mruknął zdziwiony, ale nie przerwał pieszczoty od której dostawałem nieopanowanych dreszczy jak jakaś narajana nastolatka. Cholera, jeszcze wyjdzie na to, że idealnie pasuję na męską dziwkę.
No i chyba właśnie samodzielnie przekreśliłem dni ciasnoty własnego tyłka. Tak bardzo mi przykro.
Leżałem rozwalony na jego kolanach z zamkniętymi oczami i lekkim uśmiechem. Aomine powoli głaskał mnie po blond kosmykach, które dzisiaj były wyjątkowo pokręcone. Nawet jego ciągłe docinki, że wyglądam jak pudel czy też owca mi nie przeszkadzały. Miałem wybitnie dobry humor.
- Co robisz? – spytałem kiedy, ku mojemu rozczarowaniu, przestał bawić się moimi włosami.
- Szukam fajek.
Podniosłem się i podparłem brodę na łokciu, żeby go lepiej widzieć. Ze zdziwieniem odkryłem, że mówi prawdę bo właśnie udało mu się wygrzebać z kieszeni spodni pogniecioną paczkę i zapalniczkę z rysunkiem kopulujących się jeży. No tak, przecież on nie tylko myśli ma nieprzyzwoicie zboczone.
- Od kiedy palisz? – spytałem, kiedy wsadził sobie mentolowy flirt do ust.
- Tak naprawdę to nie palę. Ale w życiu kieruję się zasadą czterech zet – odparł podpalając papierosa.
Obserwowałem jak zaciąga się głęboko, marszcząc jasne brwi. Nie wyglądał na osobę uzależnioną od nikotyny, ani też nigdy nie wyczułem od niego jej zapachu. To dziwne, że akurat teraz go naszło, żeby wyjarać szluga i to jeszcze w mojej obecności, mimo że podczas naszych licznych rozmów jasno dałem mu do zrozumienia co sądzę o jakichkolwiek używkach.
- Zasada czterech zet? – mruknąłem, z niezadowoleniem marszcząc nos, kiedy wydmuchnął śmierdzący dym z płuc.
- Dokładnie.
Pogłaskał mnie przepraszająco po policzku widząc, że zaczynam mieć łzy w oczach i ledwo powstrzymuję kaszel. Zsunąłem się z jego nóg, żebym mógł wstać i poszukać jakiejś popielniczki, którą powinienem posiadać. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- A na czym ona polega? – drążyłem dalej.
- Na prostych czynnościach, wokół których krąży całe moje postępowanie – wyjaśnił, kierując się w stronę kuchni.
- Jakich?
Przez chwilę milczał zaciągając się po raz ostatni, a niedopałek gasząc pod strumieniem wody z kranu. Usłyszałem brzdęk otwieranego kosza i szelest torebki foliowej. Najwyraźniej nie chciał mi odpowiedzieć na to pytanie. Na jego nieszczęście należałem do ludzi upartych, przez co tak szybko się mnie nie pozbędzie. Będę go męczył dopóki mi wszystkiego nie wyśpiewa.
- Jakieee? – zawyłem przeraźliwie, jak tylko wszedł z powrotem do pokoju – Bo strzelę focha.
- Jeśli masz przez to na myśli fachowe obciąganie chuja to zgadzam się w ciemno – mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Jesteś okropny!
Nadąłem policzki, pochylając głowę tak, żeby niesforna grzywka zakryła moje zarumienione policzki i rzuciłem w niego jaśkiem. Ze śmiechem złapał poduszkę i odparł :
- Już się tak nie napinaj. Jeśli cię to interesuje to na razie zrobiłem tylko dwie.
- Huuuh? – burknąłem, nadal trochę rozeźlony – Jakie?
- Zobaczyłem i zapaliłem.
Zamrugałem kilka razy kompletnie zdezorientowany. Chyba znów zaczął mówić szyfrem, którego za cholerę nie potrafiłem rozgryźć. Zobaczyłem? Zapaliłem? Co to ma w ogóle do jego filozofii życiowej?
- A pozostałe dwa?
Przekrzywił głowę w bok uśmiechając się tajemniczo:
- Dowiesz się w najbliższym czasie.
- Jesteś dziwny – podsumowałem, opierając brodę na nadgarstku.
Zaśmiał się cicho, splatając ze sobą palce.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Przesunął dłońmi po moich plecach, dociskając je mocno do swojej nagiej klatki piersiowej. Westchnąłem cicho, uwieszając się na nim całym ciężarem ciała. Nogi miałem jak z waty, a w głowie kompletną pustkę. I to tylko przez jeden, durny pocałunek. Brawa dla mnie, zachowuję się jak niedoświadczona małolata.
Wbiłem paznokcie w jego barki zostawiając na nich czerwone pręgi, kiedy jego miękkie usta zsunęły się po linii mojej szczeki, aż do ucha. Ugryzł mnie w płatek co nagrodziłem cichym jękiem. Zaśmiał się drażniąc gorącym oddechem, przez który dostałem gęsiej skórki. Debil, debil, debil, debil!
- Nie rechocz się ze mnie, bucu – trzepnąłem go pięścią w ramię.
- Wybacz, po prostu jesteś strasznie wrażliwy. Chyba nawet gorzej niż kobieta – cmoknął mnie w czoło.
Nachmurzyłem się nadymając zarumienione policzki. Nie musiał mi tego mówić. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że zachowuję się jak jakaś żelazna dziewica, ewentualnie prawiczek, o ile coś takiego w ogóle istnieje.
- Jak ci się nie podoba to mnie nie molestuj – odparłem, próbując wydostać się z jego niedźwiedziego uścisku.
Oczywiście nic mi to nie dało, nawet gdy pod wpływem kompletnej desperacji kopnąłem go w łydkę. Dalej trzymał mnie mocno jakbym był wygraną w totka czy czymś równie bezcennym. Chyba powinienem zapisać się do siłowni albo coś, bo moja bezradność wobec niego zaczyna mnie powoli przerażać.
- Zapomnij, dzisiaj mam masowy dzień produkowania spermy, więc muszę to jakoś wykorzystać.
Zanim zdążyłem się oburzyć pchnął mnie ręką na łóżko, a ja z piskiem godnym pięcioletniej smarkuli opadłem na pościel. Niestety nie zdążyłem się z niego sturlać, bo od razu zostałem przygnieciony przez ciężar jego ciała. Spierdalamy, ludzie, spierdalamy, tylko że cholera nie wiem jak. Chyba zaczynam powoli panikować.
- Cholera, złe ręce, złe ręce! – zawyłem kiedy poczułem coś lodowatego na brzuchu – Wywalaj z nimi zboczeńcu!
Olał krzyki protestu, dalej sunąc palcami po moim torsie. Zagryzłem wargi, żeby żaden kompromitujący dźwięk się z nich nie wydostał i spróbowałem go od siebie odepchnąć. Złapał mnie za nadgarstki i przyszpilił je do prześcieradła. Zaiście, mam przerąbane.
- Kise przestań się wiercić bo będę musiał sprawdzić czy masz owsiki w dupie – nachylił się nad moją szyją pieszcząc ją oddechem – I to bardzo, bardzo dokładnie.
Dramat. Dramat, kurwa. Chyba właśnie sam się wkopałem. Mimowolnie przymknąłem powieki, które pocałował mnie tak zaborczo, że gdybym stał na stówę nogi by się pode mną ugięły. Zaczynało brakować mi tchu, płuca i gardło paliły żywym ogniem, a na dodatek uda trzęsły tak mocno, że miałem ochotę schować się pod ziemię. Co on ze mną kurde wyrabiał?
- Żesz ty, zostaw!
Niemal wpadłem w histerię kiedy jego ręka spoczęła na moich pośladkach. Mój instynkt przetrwania się włączył i spróbowałem się przekręcić, ale złapał mnie w pasie, z powrotem przyciskając do pościeli. Coraz mniej mi się to podoba.
- Psiiik zboczeńcu! Nie gwałtaj! Naty...!
Nie dokończyłem bo zamknął mi usta swoimi. Ugryzłem go w język, kiedy poczułem jak odpina mi guzik i zsuwa spodnie z bioder. Oderwał się ode mnie jak oparzony, zapewne tłumiąc w sobie wiązankę przekleństw. Przez chwilę patrzył się takim wzrokiem, jakby chciał mnie zeżreć, jednak ostatecznie westchnął głośno i spytał :
- Czego się do cholery wstydzisz? Jakbyś nie wiedział to mamy między nogami to samo.
- Wiem! I nawet nie wiesz jak bardzo mnie to przeraża – wyburczałem, próbując go kopnąć w krocze.
Złapał mnie za nogę i pociągnął, przez co prawie zderzyłem się nosem z jego szerokim torsem.
- Kise co ty, za przeproszeniem, odpierdalasz? – warknął najwyraźniej mając powoli dość mojego dziecinnego zachowania.
Zamrugałem kilka razy trochę oszołomiony i wypiszczałem :
- Jak to co? Chronię mój biedny odbyt przed penetracją twojego zapewne dużego i baaardzo złego penisa.
Wyglądał jakby chciał mną mocno potrzasnąć. Ups, zdenerwowałem go.
- Ah, tak. Ponieważ? – przesunął palcami po mojej dolne wardze.
- Yyy – brakowało mi słów - Bo jutro jestem cały czas na kasie! A jak nie będę mógł przez ciebie siedzieć na tyłku to trochę utrudni mi to robotę – wymyśliłem na poczekaniu.
Zmrużył oczy i parsknął :
- Fascynujące. Czy to wszystko?
Rozejrzałem się nerwowo po pokoju szukając jakiejkolwiek pomocy. Jak na złość mieszkałem sam, nawet żadnego sierściucha nie miałem. Powinienem zainwestować w psa albo kota, który w takich sytuacjach powinien uratować swojego pana sikając albo wymiotując na dywan.
- Ym, ym, ym, no i muszę rano wstać bo na siódmą idę do pracy – łgałem dalej, próbując sobie kupić jak najwięcej czasu – Pewnie już strasznie późno więc...
- Zgadnij która godzina – przerwał mi, uśmiechając się szeroko.
Nie podobał mi się ten zboczony błysk w jego oczach, ale zignorowałem wewnętrzny sprzeciw i postanowiłem zaryzykować :
- Która?
- Wpół do gwałtu.
Po cholerę się pytałem?
- Jesteś niepoprawny – wytknąłem mu.
- Zgadza się.
Wpił się w moje wargi pozbawiając tchu. I co miałem niby kurde zrobić? Ciało i tak samo zareagowało. Nogi oplotły go w pasie, a ręce mocno zacisnęły na szyi ciągnąc ją w dół tym samym proszą co więcej. Zaczynam powoli dochodzić do wniosku, że Aomine zdecydowanie zbyt łatwo mną manipuluje przez co mój zacny tyłek dzisiaj dość poważnie ucierpi. Chyba mam zadatki na masochistę.
Budzik dzwonił już od dobrych dziesięciu minut, doprowadzając mnie do stanu słodkiego wkurwienia. Nie miałem siły, żeby przekręcić głowy, a co dopiero zwlec się z lóżka i go wyłączyć. Jak tak dalej pójdzie to dostanę porannej migreny, co wiąże się z późniejszym zdenerwowaniem na cały świat i puszczaniem soczystych wiązanek przekleństw pod nosem. Cudownie, wprost nie mogę się doczekać.
- Aominecchi, wyłącz ten cholerny alarm – jęknąłem w poduszkę.
Odpowiedziała mi cisza. Serce zabiło mi szybciej w piersi, a w gardle nagle zaschło.
- Aominecchi? – powtórzyłem drżącym głosem.
Nic. Zero. Nul. Z duszą na ramieniu wyciągnąłem rękę spod kołdry i zacząłem macać pościel w nadziei, że natrafię na jego ciało. Miejsce obok mnie było puste. Zimne i puste. Zagryzłem zęby i podniosłem na łokciu, żeby móc rozejrzeć się po pokoju. Zatrzymałem dłużej wzrok na obrotowym fotelu, który stał na środku pomieszczenia. Zniknęły z niego jego ubrania. Cholera, cholera jasna! Zerwałem się na równe nogi i ignorując nagość oraz ból w dolnych partiach ciała wybiegłem z sypialni.
-Aominecchi!? – wpadłem do kuchni prawie wywalając się na białych płytkach.
Przeraziła mnie barwa własnego głosu, który brzmiał jakbym się miał zaraz rozpłakać. Był przeraźliwie drżący i podwyższony o dobrych kilka tonów. Rozejrzałem się rozpaczliwie po pomieszczeniu, aż w końcu udało mi się dostrzec kartkę wyrwaną z zeszytu, która była przymocowana do lodówki. Przycisnąłem mocniej rękę do rozdygotanej piersi i podszedłem bliżej.
- To chyba żart – wyszeptałem ostrożnie ściągając magnes – No nie chrzań.
Ścisnąłem w drżącej dłoni świstek papieru nie posiadając tyle odwagi, żeby zobaczyć co było na nim napisane. Miałem co do tego złe przeczucia, które w obecnym stanie mogłyby mnie ostatecznie dobić. Jakoś nie uśmiechało mi się zemdleć i rozwalić sobie głowę podczas upadku.
- Aominecchi, błagam, Aominecchi... – mamrotałem bez najmniejszego sensu, rozprostowując zgiętą na pół karteczkę.
Zagryzłem wargę, kiedy zobaczyłem na świstku napisane cztery duże i krzywe litery zet. Zmarszczyłem brwi opierając plecy o ścianę, gdy nogi zaczynały powoli odmawiać mi posłuszeństwa. Kurde, a co to niby ma być?
- Oh, to chyba chodzi o zasadę czterech zet, o której mi kiedyś gadał – mruknąłem po chwili intensywnego myślenia - Zaraz, zaraz co to było? Chyba zobaczyłem i zapaliłem...
Podrapałem się po brodzie, kompletnie nie rozumiejąc po co miałby mi to napisać. Coś tam potem mówił, że o dwóch pozostałych dowiem się w swoim czasie. Więc skoro zostawił mi tą porytą wiadomość to właśnie to nastąpiło? Kurde, chyba coś pominąłem...
- Kurwa – podsumowałem, kiedy nagle to do mnie dotarło – Kurwa, kurwa, kurwa...
Zobaczyłem, zapaliłem, zaliczyłem, zostawiłem.
Zimna kula urosła mi w gardle, przez co zacząłem mieć problemy z oddychaniem. Serce przy każdym uderzeniu prawie wyskakiwało z piersi, a kolana się ugięły przez co upadłem obijając sobie nagi tyłek. Jednak nawet tego nie poczułem. Gapiłem się nieprzytomnym wzrokiem przed siebie, nieświadomie gniotąc w rękach zabazgrany kawałek papieru. Emocje rozsadzały mi głowę doskonale uniemożliwiając jakiekolwiek myślenie. Chyba zaraz wpadnę w histerię.
Przymknąłem powieki czując, że oczy zaczynają mnie nieprzyjemnie szczypać. Oblizałem spierzchnięte wargi i wychrypiałem :
- No to mnie załatwiłeś, Aominecchi.
Głowa bolała mnie niemiłosiernie, powieki same opadały na przekrwione oczy, a na dodatek prawie nie mogłem siedzieć na tym pieruńsko twardym krześle. Pisk lasera, szuranie przesuwanych towarów czy też brzęczenie pieniędzy w portfelach doprowadzało mnie do szewskiej pasji mimo tego, że łyknąłem około trzy apapy. Błagam, żeby tylko znowu nie krzyknęła...
- Atsushi, przestań się wiercić, mamusia zaraz ci da te żelki. Oh, Seijuurou nie teraz, no! Muszę wyciągnąć wszystkie zakupy, bo inaczej pan sprzedawca mi ich nie policzy! Kochanieee, wziąłeś to mleko?
Zagryzłem zęby, marszcząc czoło, kiedy ta gruba baba po raz kolejny w przeciągu pięciu minut wydarła się tak głośno, że było ją pewnie słychać w całym markecie. Miałem ochotę wepchnąć jej te dziesięć bułek, które właśnie wypakowywała na taśmę, w wymalowane na różowo usta, ale jakoś udało mi się powstrzymać. Bez słowa zacząłem sczytywać kody kreskowe z produktów, pocieszając się w myślach, że im szybciej to zrobię tym szybciej się jej pozbędę.
- Czy to wszystko? – spytałem, kiedy w końcu udało mi się uporać z chyba piętnastoma paczkami cukru.
- Dorzuć mi jeszcze paczkę orbitek dla dzieci, kochasiu – mrugnęła do mnie uwodzicielsko.
Prawie zwymiotowałem, kiedy oparła się tym wielkim biodrem o wózek i zakręciła na serdelkowaty palec kosmyk czarnych włosów. Szybko odwróciłem się, żeby nie zobaczyła mojej skrzywionej twarzy pod pretekstem ściągnięcia opakowania owocowych gum do żucia. Boże, skąd się biorą takie zdesperowane kobiety?
- Cztery tysiące dziewięćset czterdzieści trzy jeny, poproszę – mruknąłem zrezygnowany.
- Ojoooj, ale cóż to się stało? – zaświergotała przykładając grubą rękę do policzka – Czemuś taki zmizerowany, skarbeńku?
Zamrugałem zaskoczony i spytałem :
- Ale o co pani chodzi?
- Zazwyczaj jesteś taki wesolutki, a teraz depresja dosłownie z ciebie wycieka – podała mi banknoty – Oczy masz zaczerwienione, usteczka wyschnięte. Oh! – pisnęła, przez co machinalnie się skrzywiłem – Czyżby rzuciła cię dziewczyna? Takiego ślicznego chłoptasia! – uszczypnęła mnie niemal matczynym gestem w policzek, prawie się przy tym wywalając przez kilkucentymetrowe szpilki w które, jakimś cudem, wcisnęła ogromne stopy.
Jednak intuicja kobieca potrafi być czasami przerażająca trafna. Tylko płeć pomyliła. Czyżby rozpacz i nieopisany smutek jaki przeżywałem po zwianiu Aomine był aż tak widoczny?
- Nie, nie, po prostu się nie wyspałem. Ale dziękuje pani za troskę – uśmiechnąłem się lekko, wciskając jej w ręce odliczoną resztę.
Przez chwilę jeszcze wymieniliśmy się uprzejmościami, aż w końcu odeszła w kierunku wyjścia pchając załadowany po brzegi wózek. Westchnąłem przeciągle, zaciskając sobie dwoma palcami nasadę nosa, kiedy poczułem, że mam ochotę się znów rozpłakać. Kto by pomyślał że odejście, o zgrozo, faceta sprawi, że nie będę mógł się na niczym skupić. W pewnym sensie przeczuwałem, że nasza znajomość może się tak zakończyć, ale nie byłem przygotowany na aż tak ogromny ból, który prawie rozsadzał mi serce. Nienawidzę tego, że jestem taką emocjonalna ciotą.
Chrząknąłem, żeby pozbyć się lekkiej chrypki i machinalnie spojrzałem na taśmę, żeby zobaczyć co interesującego będzie kupował następny klient. Trzy opakowania jajek. Chyba szykuje się porządna jajecznica.
... zaraz, zaraz, jajek!?
Podniosłem zszokowany wzrok do góry i zobaczyłem krótkie, ciemne włosy, zabójcze granatowe oczy i przepraszający uśmiech, który wykrzywiał te cholernie pociągające usta.
- Co... jak... kurwa... Aominecchi!? – wydarłem się.
Szczęka spadła mi praktycznie na samą podłogę, a ręce bezwładnie opadły wzdłuż tułowia. Chyba mam jakieś pierdolone omamy wzrokowe.
- Siemson, Kise – zaśmiał się nerwowo – Jak miło...
- Jaki, kurwa, siemson!? Co ty tutaj robisz?! – przerwałem mu, nadal nie potrafiąc się ogarnąć.
Podrapał się zmieszany w tył głowy i mruknął :
- Pamiętasz jak ci obiecałem tą jajecznicę po gorącym i namiętnym seksie? To wyobraź sobie, że wstałem wcześniej, żeby ją zrobić, a tutaj bah! Okazało się, że nie masz jajek. Rozumiesz mój ból? – wlepił we mnie rozemocjonowane spojrzenie – Chujowa sprawa, bo przecież ja nie rzucam słów na wiatr więc wyszedłem, żeby znaleźć jakiś sklep, ale okazało się, że twój supermarket otwiera się najwcześniej. Dlatego tutaj jestem po te cholerne jajka, przez które nie udała mi się niespodzianka w postaci śniadania do łóżka.
Słuchałem go w osłupieniu dokładnie analizując każde słowo. Aomine wcale mnie nie opuścił. Wcale nie byłem jego zabawką na jedną noc. Wcale mnie nie wykorzystał. Był po prostu nieogarniętym idiotą. Zaśmiałem się niemal histerycznie i spytałem :
- Dobra, dobra, ale o co chodziło z tą pieprzoną kartką?
- Jaką? – zmarszczył zdziwiony brwi.
- Tą co była na lodówce. Na której napisane były cztery litery zet – sprostowałem, zakładając ręce na piersi.
- Aaa, ta! Moje wyznanie miłosne do ciebie!
Chyba nie ogarniam.
- Że. Kurwa. Co?
- No, bo spójrz! – podniósł dłoń na wysokość moich oczu – Zobaczyłem – zagiął pierwszy palec – Zapaliłem – i drugi – Zdobyłem – i trzeci – Zakochałem – i czwarty - Zasada czterech zet. Filozofia życiowa, którą się kieruję. A myślałeś, że o co chodzi? – przyjrzał się uważnie mojej pobladłej twarzy.
Przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Mój mózg praktycznie eksplodował pod wpływem natłoku emocji i myśli, które przy wymieszaniu stworzyły mieszankę wybuchową. Powinienem się już chyba przyzwyczaić, że nigdy go nie ogarnę.
- Ej Kise, co ci jest? – klepnął mnie lekko w ramię – Odezwij się, bo zaraz zacznę panikować.
Przeniosłem spojrzenie na jego lekko przerażone tęczówki, nie mogąc powstrzymać coraz szybszych uderzeń serca. Zanim się zorientowałem na policzkach poczułem słony płyn, który sunąc po zaczerwienionej twarzy niknął za białym kołnierzem koszuli. Boże, co za ulga.
Aomine wyglądał jakby właśnie wylądował przed nim statek kosmiczny. Spiął się cały, a gdy otworzył usta jego głos był dziwnie cichy i drżący :
- O żesz ty w dupę. Czemu pła...
- Pada – przerwałem mu, ocierając rękawem żółtego swetra mokre oczy.
- Słucham? – zamrugał kilka razy najwidoczniej kompletnie zbity z pantałyku.
- Strasznie pada, nie uważasz? – powtórzyłem, uśmiechając się do niego czule przez łzy i złapałem za dłoń.
Przez chwilę patrzył się na nasze splecione palce, po czym westchnął głęboko, podchodząc bliżej kasy. Nachylił się i przycisnął moją zasmarkaną twarz do swojej piersi przy okazji głaszcząc delikatnie po skołtunionych włosach. Uczepiłem się jego kurtki i rozpłakałem na dobre. W końcu całe dzisiejsze napięcie i rozgoryczenie ze mnie zeszło, przez co czułem się kompletnie wypompowany.
- Przepraszam – szepnął, nie przestając mnie do siebie przytulać.
Pokręciłem lekko głową na znak, że nie musi. W końcu to ja opacznie zrozumiałem to co chciał mi przekazać. Chociaż, kto by tam zrozumiał jego pokrętny sposób wyrażania emocji. Pociągnąłem nosem i nie zważając na to, że byliśmy otoczeni przez innych klientów, pocałowałem go mocno w lekko rozchylone usta.
Chyba nieświadomie zaraził mnie swoją zasadą czterech zet.
KONIEC C:
