Rozdział 1: „Witaj w moim życiu"

Przekręciłem się na drugi bok łóżka. Nie umiałem ponownie zasnąć. Obudziłem się w nocy i tak wierciłem się pod kołdrą, wyczekując budzika, który oznajmi, że mogę wstać. Podniosłem głowę. Było dopiero kilka minut po siódmej, więc musiałem czekać około godziny. Wszyscy pewnie spali w najlepsze, a mnie nękało to dziwne uczucie, które towarzyszyło mi od pewnego czasu. Nigdy się tak nie czułem i nie było to wcale takie przyjemne. To było… złe? Coś nie dawało mi spokoju. Niedługo wszystko miało się zmienić. Czułem to. Wiedziałem, że jedno niepozorne spotkanie… nic nieznacząca znajomość odwróci mój cały świat do góry nogami.

- Co jest nie tak? – zapytałem samego siebie, a po pokoju poniosło się echo mojego głosu.

Zamknąłem oczy i przyłożyłem wierzch dłoni do czoła, myśląc. Nie umiałem tak funkcjonować. Wszystko mnie teraz rozpraszało. Gdybym mógł, nie poszedłbym na próbę, ale beze mnie nie dadzą rady. Nikt nie zaśpiewa moich solówek. A po próbie jest występ na żywo podczas rozdawania nagród. Jesteśmy też nominowani w jednej z kategorii, więc żebym mógł nie iść, musiałbym być obłożnie chory. Przez to przeczucie zaczynam zapominać teksty piosenek. Źle ze mną. A po koncercie czekało mnie spotkanie. Po co ja w ogóle do niego zadzwoniłem?

- Wstawaj śpiochu!

Nad uchem usłyszałem donośny głos Nialla, na który wskazywał mocny irlandzki akcent. Kiedy sięgnąłem po poduszkę i wyciągnąłem ją spod głowy, by zakryć nią twarz, zaśmiał się, a jego śmiech był tak zaraźliwy, że kąciki moich ust uniosły się mimowolnie. Mruknąłem coś pod nosem i rzuciłem w niego poduszką. Zapadła cisza. Podniosłem wzrok, a blondyn patrzył na przedmiot, którym w niego rzuciłem, trzymał w dłoniach. Nie mogłem odgadnąć jego myśli. Wyraz jego twarzy nic nie zdradzał.

- Niall? Wszystko w po…

Nie dokończyłem, bo dostałem w twarz własną poduszką. Potem usłyszałem tylko donośny śmiech.

- Idiota – mruknąłem, po czym wstałem i pokazałem mu język.

- I tak mnie kochasz – powiedział, uśmiechając się szeroko.

Spojrzałem na niego z politowaniem i pokręciłem głową. Podszedłem do niego i klepnąłem go dla żartów w tyłek, po czym zaśmiałem się i pobiegłem do łazienki. Oparłem dłonie o umywalkę. Podniosłem wzrok i spojrzałem na swoje odbicie. Miałem lekko podkrążone oczy. Przyłożyłem dłoń do policzka i przejechałem po nim. Nie wyglądałem najlepiej. Brakowało mi rozrywki i wypoczynku. Zacząłem przeszukiwać kieszenie dresów w poszukiwaniu telefonu. Musiałem zadzwonić.

Alarm zadzwonił, budząc mnie jak co dzień o 6 rano. Mało sypiałem. Tak naprawdę nie potrzebowałem dużo snu. Tylko tyle by nie zasnąć podczas lekcji. Starałem się być dobrym uczniem. Kiedy nie miałem akurat jakiegoś klienta po szkole, uczyłem się. Chciałem coś osiągnąć. Wiedziałem, że kiedy zerwę z tą „pracą", dam sobie radę dzięki wykształceniu. Ale na studia pieniądze też są potrzebne. Nie tylko dobre chęci.

Teraz chodzę do jakieś drugorzędnej szkoły dzięki dofinansowaniu, jakie dostaje dom dziecka. Większość z nas jest wytykana palcami przez tych normalnych. Choć niektórzy rządzą w tej szkole. Taką grupką popularnych są moi prześladowcy. Wydawało im się, że mogą wszystko. Jeśli ktoś im się postawił, stawiali na swoim w mniej cywilizowany sposób, czyli przemocą. Starałem się dlatego nie rzucać w oczy, ale moja orientacja stała temu na drodze. Życie szarej myszki skończyło się dokładnie w momencie, gdy wyznałem swojemu byłemu przyjacielowi miłość. Nie byłem dobry w ukrywaniu uczuć. Dopiero niedawno się tego nauczyłem. Przy tym jak zarabiam na życie, nieokazywanie uczuć jest koniecznością. Nie mogę sobie na to pozwolić.

Odrzuciłem na bok kołdrę i wstałem, zakładając czarne jeansy, które leżały na podłodze. Westchnąłem, kierując się do łazienki. Przeczesałem palcami włosy i ziewnąłem. Leniwie oparłem się o umywalkę. Spojrzałem w lustro i zmarszczyłem brwi. Na szyi widniała soczysta malinka. Jęknąłem, po czym dotknąłem ją. „Kurde", pomyślałem. „Niedobrze. Nikt nie może tego zobaczyć…"

- No rzesz w… - zacząłem, ale przerwała mi muzyka, sącząca się z mojego telefonu, oznajmiając, że ktoś dzwoni. Westchnąłem i odebrałem. – Kto tym razem?

- Harry Styles? – odezwał się głos po drugiej stronie.

- Tak – odpowiedziałem. – Kto mówi?

- Zdaje się, że twój nowy klient. Mógłbyś przyjść pod hotel The Trafalgar London o 19?

- Hmmm – myślałem przez chwilę, zastanawiając się czy jutro nie mam żadnych ważniejszych lekcji. – Dobrze. Pasuje mi. Ale uprzedzam, że moje usługi nie są takie tanie.

- Wiem. Do zobaczenia – powiedział i rozłączył się.

Włożyłem komórkę z powrotem do kieszeni i pokręciłem głową. Zapowiadała się długa i ciężka noc. Choć niektórzy woleli szybkie numerki. Wystarczyło im, że zaspokoili swoje potrzeby i po prostu wychodzili. Czasem nawet nic nie mówili. Żadnego „cześć" czy chodź „dzięki". Po prostu płacili i wracali do swojego życia. Zapewne żaden z nich się przed nikim nie przyznał, że jest gejem i dlatego korzystali z takich usług, jakie ja oferuję. Z jednej strony żal mi ich. Muszą się zniżać do mojego poziomu. Nie mogą sobie nikogo znaleźć, bo są inni. Rozumiem to, ale gdyby nie to, że muszę płacić ten haracz, już dawno bym zrezygnował z tego, co robię.

Ktoś zapukał do drzwi, więc szybko podszedłem do szafy i wyjąłem z niej golf. Nikt raczej nie uzna tego za dziwne. Może nie aż tak bardzo. W końcu właśnie zaczął się październik. Robiło się coraz chłodniej. Zebrałem koszulki porozrzucane po podłodze i wrzuciłem je do kosza na brudne ciuchy, który stał w łazience, po czym poszedłem otworzyć. W drzwiach stała jedna z nowych opiekunek. Była niewiele starsza ode mnie. Jako jedyna tolerowała moją odmienność. Nie przeszkadzało jej, że patrzę na mężczyzn w taki sam sposób co ona. Czasami nawet zabierała mnie na spacer po niedalekim parku. Uważała, że mogę coś osiągnąć. Wierzyła, że uda mi się stąd wyrwać. Lubiłem ją. Traktowałem ją trochę jak starszą siostrę, ale bolało mnie, że nie mogę jej powiedzie o tym, co robię. O tym jak zarabiam. Nikt o tym nie wiedział – tylko klienci. Ale ich to nie obchodziło.

- Harry – zawołała i przytuliła mnie z uśmiechem na ustach, po czym odsunęła mnie na odległość ramion. Lekko uniosłem kąciki ust. – Czy ty urosłeś przez noc? A może bierzesz sterydy, co? Jestem starsza od ciebie o 4 lata, a przewyższasz mnie o prawie głowę!

- Karen – upomniałem ją. – To niecałe 4 lata.

- Tak, wiem. Wiem – odpowiedziała i puściła mi oczko. – Niedługo będziesz pełnoletni i pojedziesz sobie gdzieś i zapomnisz o mnie. Będzie mi przykro, ale przynajmniej spełnisz swoje marzenia.

- Nigdy bym o tobie nie zapomniał – powiedziałem szczerze, a ona tylko wydała z siebie dźwięk pod tytułem „aww" i znowu mnie przytuliła, ale po chwili odsunęła się.

- Jesteś uroczy, Harry. Ale teraz się zbieraj. Niedługo zaczynają się lekcje – oznajmiła i z zadziornym uśmiechem klepnęła mnie w tyłek, śmiejąc się. Zanim wyszła, dodała tylko ciche „Do później".

Ponownie zostałem sam w pokoju. Może i było to pożądane przez niektórych – taka samotność. Ten pokój jako jeden z nielicznych miał własną łazienkę, a ja nie miałem żadnego współlokatora, więc była ona tylko moja. Mnie było to obojętne. Czasami czułem się z tym źle, że sam mam dla siebie pokój, a inni muszą mieścić się w takich samych pomieszczeniach po 4 osoby. Czasami czułem się naprawdę źle. Ale z drugiej strony nikt nie chciałby dzielić ze mną pokoju. Dziewczynie nie pozwoliliby spać w tym samym pomieszczeniu co chłopak, mimo że wszyscy wiedzieli o mojej orientacji, a przez to żadna osoba tej samej płci co ja nie wyobrażała sobie wspólnego mieszkania ze mną. Może tak było po prostu lepiej. Nie musiałem się ukrywać. Każdą rozmowę z klientem mogłem przeprowadzać spokojnie i bez skrępowania. Chyba że któraś z opiekunek akurat zapukała do drzwi.

Westchnąłem. Czasami było naprawdę ciężko. Wiele razy myślałem o tym, by po prostu ze wszystkim skończyć. Myślałem jakby to było… po tamtej stronie. Czy byłoby łatwiej? Czy trafiłbym do nieba… Może do piekła? Ale… No właśnie… Tylko myślałem. Nie mógłbym tego zrobić. Mimo że jedyną osobą, która się o mnie troszczy jest Karen. To tylko jedna osoba. Mógłbym to zrobić. W końcu nawet nie jesteśmy spokrewnieni, ale po prostu nie umiałem. Cieszyłem się, że jednak jeszcze za bardzo cieniłem sobie życie. To że mogę oddychać i patrzeć na te wszystkie kolory, mimo iż jest ciężko. Staram się widzieć pozytywy. W pewnych momentach tracę siłę, którą mam i chcę po prostu płakać, ale trzymam się – mimo wszystko. Nie okazuje słabości. Gdybym to zrobił, nie umiałbym iść dalej.

Po całym dniu spędzonym w studiu wreszcie mogłem wypocząć. Położyłem się na łóżku. Miałem prawie 3 godziny do spotkania, więc mogłem choć na chwilę się zdrzemnąć. Zamknąłem oczy, starając się nie myśleć o niczym. Było to trudne, a w ręcz niemożliwe. Cały czas nękało mnie to dziwne przeczucie. Nie umiałem się go pozbyć.

- Do diabła z tym – mruknąłem i wstałem, po czym podszedłem do szafy.

Zacząłem grzebać w ciuchach. Nie mogłem się zdecydować czy mam założyć koszule w kratę czy może t-shirt. Zwykłe jeansy czy kolorowe. Nie chciałem wyjść na zbytniego eleganta, ale też nie mogłem wyglądać na przeciętnego kolesia.

- Hmmm. A może to? – myślałem głośno. – Chociaż…

- Gdzieś się wybierasz? Reszta też wychodzi i zostanę sam.

Drgnąłem zaskoczony. Serce waliło mi jak szalone. Nienawidziłem, gdy Lou skradał się i nagle wyskakiwał z czymś. Był jak mały skaczący leprechun tyle, że on nie był z Irlandii.

- Czego chcesz, Boo Bear? – spytałem, posyłając mu znaczące spojrzenie. On dobrze wie, że nie lubię niespodzianek. – No streszczaj się. Nie mam całego dnia, stary.

- Nie możesz ze mną zostać? – Spojrzał na mnie wzrokiem jak kot ze Shreka. Był słodki, ale przecież nie mogłem tego odwołać. Nie chciałem tego robić. – Proszę.

- Nie, Loueh. Nie zostanę, przepraszam.

Westchnął ciężko i odwrócił się na pięcie, by po chwili wyjść. Trochę źle się z tym czułem, że zostanie sam. Ale mówi się trudno. Jedną noc przeżyje.

- Liam! – wołał mnie z dołu któryś z chłopaków. – Twoja mam na telefonie!

Wiem, wiem, krótki taki wyszedł. Ale 2 bd dłuższy obiecuję^^ Chciałam już nie dawać tego ostatniego zdania, które was naprowadza do kogo należała pierwsza oraz ostatnia perspektywa, ale znajcie moją dobroć xD Może trochę zamieszałam, a może nie. Dla mnie wszystko jest jasne, ale w końcu ja to piszę, prawda? :)

.