Już z daleka czuć było zapachem pieczonych kartofli. Przy beczkach grzało się kilku obdartych ludzi. Kilkoro dzieci walczyło między sobą o cukierki, które wyciągnęło jedno z nich. Pod ścianą siedział człowiek z miską zupy i pił ją powoli grzejąc dłonie. Sherlock otaksował wzrokiem ludzi wokół siebie i ruszył za ścianę zamalowaną graffiti. Na jednej z ławek spała młoda dziewczyna. Obok niej stała połatana torba adidasa. Holmes podszedł do niej przysłaniając światło, które na nią padało.
- Spierdalaj. Daj mi się wygrzać w słońcu. – Rzuciła dziewczyna nie otwierając oczu i podkładając sobie rękę pod głowę.
- Mam kilka pytań. – Wyciągnął rękę z listem i trzymał go tuż przed nosem dziewczyny.
- Chery… Dawno cię nie widziałam w tych stronach. Mógłbyś przychodzić o bardziej przyzwoitych porach. – Powiedziała przeciągając się i ziewając. Kiedyś musiała być bardzo ładna. Oklapnięte włosy przyklejały jej się do twarzy, pod oczami znać było szare cienie. Spojrzała bez większego zainteresowania na kopertę i roześmiała się. – Wiedziałam, że mój cudowny Chery w końcu na to wpadnie.
- To twoje dziecko? Nie.. Po co pytam. To zbyt oczywiste. Kto? – Sherlock stał nadal trzymając w ręku list.
- Nie twoja sprawa. Ja swoje zadanie wykonałam i to tyle na dzisiaj. Żegnam i dobranoc państwu. – Dziewczyna wstała z ławki i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Mogę ci zapłacić. Trzy razy tyle, co zwykle. Powiedz tylko gdzie ona jest.
- Możesz sobie wsadzić te pieniądze. – Prychnęła i założyła ręce. – Nie potrzebuję ich. Myślisz, że możesz mnie kupić zawsze i wszędzie? Jesteś kompletnym idiotą. Kiedyś może zrobiłabym wszystko, o co poprosiłeś ale dzisiaj nie. – Cofnęła się i spojrzała na niego. Wyciągnęła rękę i przygładziła mu włosy. – Chery… Kiedyś byłeś inny i tamtego ciebie kochałam. Żal mi ciebie… - Nagle wyprostowała się i szybko chwyciła torbę. – To na tyle. Ona się do ciebie odezwie. Nie szukaj jej na siłę, bo i tak nie znajdziesz. Jest lepsza od ciebie i o tym wiesz. – Odwróciła się i wyszła z parku.
Sherlock stał tam jeszcze chwilę. Dawno nie czuł się tak dziwnie. Spotkania z przeszłością są czasami wyjątkowo bolesne. Teraz można było zobaczyć prawdziwego Holmesa, który rzadko pojawia się i którego czasami widzi tylko John. John… Pomyślał o nim i znów przybrał maskę. Chciał jak najszybciej rozwiązać sprawę i wrócić do zwyczajnego życia przy Baker Street. Teraz nawet nie wahał się poprosić o pomoc Mycrofta.
Brat jak zwykle przyjął go w jednym ze swoich gabinetów. Na stoliku czekała już herbata a Mycroft siedział w głębokim fotelu i uśmiechał się kpiąco.
- Kogo też moje oczy widzą… Sherlock we własnej osobie! I to w moich progach! Powinienem ten dzień zaznaczyć w kalendarzu. – Uśmiech znikł z twarzy Mycrofta i służbowym gestem wskazał on fotel naprzeciwko siebie Sherlockowi. – Co tym razem?
- Potrzebuję informacji. – Sherlock spojrzał głęboko w oczy brata i wytrzymał jego spojrzenie. Mycroft skapitulował i odwrócił wzrok udając, że sięga jedynie po filiżankę.
- Nie po raz pierwszy i nie ostatni, prawda? Wiem już o dziecku. Dziwna sprawa…
- Gdzie ona jest?
- Kto? Przecież ona nie żyje. Zapomniałeś już?
- Wiesz o kim mówię. Po co te pytania? Chcesz się pastwić nad młodszym bratem?
- Lepiej żebyś odpuścił, sam się tym zajmę. Znając ciebie wpakujesz się w coś i znowu będę musiał wszystko odkręcać.
- Nie potrzebuję niani. Poradzę sobie sam. Chcę. Tylko. Informacji. – Sherlock spojrzał zimno na brata.
- Ciągle potrzebujesz opieki. Kim jest dla ciebie John? Bez niego zginiesz, a na to nie chcę na razie pozwolić. John nic nie musi wiedzieć. Jutro moi ludzie przyjdą po dziecko. Do końca tygodnia cała sprawa zostanie załatwiona i nikt się o niczym nie dowie. – Mycroft wstał dając znak Sherlockowi, że uznał rozmowę za zakończoną.
- Chcę ją zobaczyć. Mam do niej kilka pytań.
- Miałeś swój czas. Zajmij się Johnem i układaniem sobie życia. Nie grzeb w przeszłości, bo to cię zniszczy. – Na chwilę jego spojrzenie było wyjątkowo czułe. Sam chyba zdziwił się tak dużą dawką emocji, bo szybko odwrócił się plecami do Sherlocka. – Starczy. Wracaj do domu i zapomnij o tym. Chociaż raz postaraj się nie zniszczyć tego, co udało ci się osiągnąć.
- Sam ją znajdę. –Po tych słowach wyszedł prędko z gabinetu zostawiając brata samego. Mycroft podszedł do biurka i podniósł słuchawkę.
- Przyślij do mnie Adama. – Na chwilę zawiesił głos jakby nad czymś myślał. – Chcę też wszystkie akta dotyczące Irene Adler.
