Tytuł: Czekając Na Happy-End
Ostrzeżenia: Opowiadanie zawiera pary męsko-męskie.
Prawa własności: Nie posiadam żadnej z postaci Harry'ego Pottera, które w całości należą do J.K. Rowling.
Streszczenie: 2 lata po wojnie życie Harry'ego było udane: Severus oświadczył się, ich wspólny przyjaciel Draco pomagał im zorganizować wesele, inni nie krytykowali tych planów. Jednak pewnego dnia Harry znika bez słowa. HPSS SSDM
Ignoruje Insygnia śmierci i wydarzenia prowadzące do śmierci Dumbledore'a - na potrzeby historii.
Rozdział 1
Severus wszedł do Hogwartu w czwartek wczesnym popołudniem. Miał dokładnie 10 minut na dotarcie do gabinetu dyrektora na umówione spotkanie. Niespiesznie ruszył więc w górę korytarza.
- Severus? Zaczekaj proszę!
Snape nie zatrzymał się, ale niezbyt chętnie zwolnił krok na dźwięk swojego imienia. Nie przepadał za momentami, kiedy go zaczepiano. Nigdy nie pozwalał sobie na spóźnienia, a wszelkie przerwy i komplikacje wiązały się z późniejszą koniecznością wydłużenia kroków czy przyspieszenia tempa. Minerwy nie mógł jednak zlekceważyć nie ryzykując ostrej reprymendy.
- Jak dobrze, że cię złapałam. Mam dla ciebie wiadomość – Minerwa dogoniła go, gdy ten zaczynał wspinać się po schodach na pierwsze piętro. – Albus się nieco spóźni.
Snape zatrzymał się i majestatycznie obrócił na pięcie w stronę swojej byłej profesorki a późniejszej koleżanki z pracy. W tej sytuacji nie musiał przejmować się przyspieszaniem, zwalnianiem czy całkowitym zatrzymaniem.
- Cóż takiego się stało, że nie jest w stanie zaplanować swojego dnia w taki sposób, aby móc spotkać się ze mną o umówionej godzinie? – Severus pogardliwie wykrzywił usta. – Czyżby skończyły mu się chomikowane w biurku zapasy i musiał niezwykle pilnie udać się do mugolskiego Londynu w celu zakupienia cytrynowych dropsów?
Minerwrze drgnęły wargi na przypomnienie cukierkowego uzależnienia dyrektora.
- Z tego co pamiętam jakieś dwa tygodnie temu Harry dostarczył mu kolejne dwa kilogramy. Ale cóż, z nimi nigdy nic nie wiadomo... – zignorowała zniesmaczone stęknięcie mistrza eliksirów i kontynuowała. – Rada Nadzorcza zebrała się 10 minut temu a Albus musi przedstawić jej kilka spraw na tym właśnie spotkaniu. Musisz poczekać.
Severus wykrzywił się jeszcze bardziej.
- A cóż za majestatyczne podania zatwierdzą tym razem nasi szanowni nadzorcy? Osobiście mógłbym wskazać kilka niezwykle istotnych punktów – zirytował się. – Po pierwsze, uważam za konieczność uznanie schowka na miotły na trzecim piętrze za oficjalny Pokój Do Schadzek. To niegodne, aby uczniowie nie mieli wyraźne napisane, w którym pomieszczeniu mogą się bliżej zapoznać. Tamten schowek jest do tego wprost idealny – ciasno, ciemno, nie ma gdzie podziać rąk, a dodatkową rozrywkę zapewnia kwartet pająków.
Słowa wylatywały z ust mistrza eliksirów niczym z karabinu.
- Po drugie, biorąc pod uwagę brak w curriculum szkoły obowiązku uczestnictwa w cotygodniowych próbach chóru, obligatoryjne odśpiewywanie hymnu szkoły przed każdym posiłkiem jest wprost doskonałym pomysłem. Oczywiście, aby nie zakłócać szlachetnych tradycji tej placówki, melodia do śpiewu wciąż będzie dowolna. Po tygodniu profesorzy ogłuchną, uczniowie trwale ochrypną i spokój w szkole gwarantowany – Severus dokonywał czasem boskiego „cudownego rozmnożenia" i w rezultacie z jednej ciętej uwagi powstawało rzesze nowych.
Minerwa uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Snape pomimo rezygnacji ze stanowiska mistrza eliksirów Hogwartu i Głowy Slytherinu nie stracił ostrego języka, z którego słynął od lat.
- Tym razem przebąkiwał coś o remoncie Wieży Astronomicznej, więc w kwestii nocnych schadzek nie rozminąłeś się zanadto – McGonagall przerwała listę propozycji Severusa zanim ten dotarł do punktu trzeciego. – Niestety nie dotrzymam ci towarzystwa. Umówiłam się z Poppy na herbatę. Chciałam ci tylko przekazać wiadomość. Do zobaczenia.
Skierowała się w stronę skrzydła szpitalnego. Mijając Severusa usłyszała jeszcze bliżej nieokreślone chrząknięcie. Po wielu latach znajomości wiedziała, że to najcieplejsza wersja pożegnania jakiej mogła się spodziewać zaczepiając go niespodziewanie. Zatrzymała się i posłała prze ramię mały uśmiech w kierunku sarkastycznego kolegi. Nie odwracając się więcej, lekkim krokiem ruszyła poplotkować.
Bezowocne marnowanie cennego czasu nigdy nie leżało z mistrzem eliksirów. Zamiast usadowić się w fotelu i czekać bezczynnie na powrót byłego przełożonego Severus w kilku krokach podszedł do półki na książki. W poszukiwaniu godnego jego uwagi na najbliższe 30min woluminu trafił na podtrzymujący opasłe tomy w pionie kawałek żelastwa ukształtowany w zniekształconą formę czegoś kulisto-podobnego.
Na pozłacanej podstawce utrzymującej wstrętne dziwadło w pionie widniała mała dedykacja:
Dla najbardziej gibkiego trenera gry w kręgle
- wciąż Zielony na torze Harry
Nie trzeba było dodawać, że zarówno darczyńca przeklętego ohydztwa jak i obdarowany musieli uważać inskrypcję za niezwykle zabawną. A to z prostego i niezwykle idiotycznego powodu: jedyną rzeczą, w której Harry był „zielony" w kręgle, była jego iście szmaragdowa koszulka.
Albus i pomysły z promocją ślizgońskich barw na gryfońskich Złotych Chłopcach.
Stąd też wzięło się zresztą przezwisko Harry'ego w środowisku kręglarskim po jego fenomenalnej wygranej w ubiegłorocznych Magicznych Mistrzostwach Świata w Sarajewie – Zielony. Wspólną grę w kręgle rozpoczęli we dwójkę z Albusem, jak się pewnego dnia ktoś wygadał, kiedy Gryfon uczęszczał jeszcze do szóstej klasy. Wymykali się wspólnie, młody i stary, na kilka godzin:
- ...Niewinnej rozrywki w celu odrobiny rozluźnienia w ciężkim dla wszystkich okresie wojny!
Przynajmniej tak twierdzili, gdy Minerwa przyłapała ich po raz pierwszy na nocnej schadzce w Pokoju Życzeń i niemalże nie straciła głowy dla gry w kręgle.
Dosłownie.
Jak to później opowiadała do drzwi przyciągnęły regularne i dość głośne stukoty, dziwny łoskot i zachęcające pokrzykiwanie. Podejrzewając Irytka o planowanie jakiejś pułapki lub też grupę uczniów o nocny pojedynek nie zastanawiając się ani chwili pociągnęła za klamkę i wsadziła głowę do środka. Swój błąd w ocenie stopnia zagrożenia zrozumiała w chwili, gdy tuż nad głową przemknęła jej ze świstem granatowa kula. Strącając nakrycie głowy wicedyrektorki kula z ciężkim łoskotem siłą uderzenia rozszczepiła kilka warstw lakierowanego drewna. W wygiętych listwach pozostawiła wyraźnie wklęsły i nieco kulisty ślad, a opadając gratisowo wyłamała jeszcze klamkę. Nieco później, kiedy Harry pomagał profesorce podnieść się spośród odłamków desek i znaleźć kapelusz, dowiedziała się, że lecąca w jej stronę pechowa trzynastka ważyła jedyne i to nawet niecałe 6kg.
Nic. Taki niewielki, granatowy psikus.
Profesor McGonagall z godnością, choć z dalej widocznie rozszerzonymi oczami, odmówiła towarzyszenia dwóm niebezpiecznym szaleńcom w grze tłumacząc się niezwykle pilnymi obowiązkami. Po czym prędko upiła się samotnie w swoich komnatach. Severus znał szczegóły tego ostatniego faktu z jednego prostego powodu - to do jego komnat padła rankiem nieco zmierzwiona Minerwa w desperackim poszukiwaniu eliksiru niwelującego objawy kaca.
Nauczycielka Transmutacji czuła się od tamtej pory wyjątkowo spięta w otoczeniu kręgli i już nigdy więcej nie poszła sprawdzić pary nocnych sportowców. Odradzała też to wszystkim, którzy taki zapał do wizyt i obejrzenia sposobu mogli wykazywać.
Większość po usłyszeniu, że nie dość, że miotają na wszystkie strony, to miotane przedmioty ważą dużo, latają szybko i daleko, a szalone osobistości pomrukując do jedynie sobie znanych rytmów nie zwracają najmniejszej uwagi na otoczenie... zrezygnowała z nocnych wizytacji pasjonatów kręgli. Co śmielszym wystarczyło dodać, że miotają pan Potter i profesor Dumbledore. Równie dobrze można było powiedzieć, że fragment siódmego piętra na którym to znajdował się Pokój Życzeń, jest w godzinach wieczornych i nocnych Strefą Śmierci. Utrudniało to nieco poruszanie się Gryfonom, których pokój wspólny znajdował się na tym poziomie, ale nie tylko. Także nocnym markom i licznym parom zakochanych, którym odpowiadały późne spacery po najwyższym piętrze zamku, dość mocno to zawadzało.
Severus oczywiście nie oparł się pokusie i odważył się zajrzeć do wspomnianego pomieszczenia z czystej ciekawości. Tylko ten jeden jedyny raz i już nigdy więcej. Wygłoszona przez Dumbledora w tamtej pamiętnej chwili (oczywiście dokładnie w momencie, gdy profesor eliksirów przez uchylone drzwi zajrzał do pokoju) instrukcja o „wsadzaniu palców odpowiednio w dziury", „koniecznym odpowiednim poślizgu i najlepszej pozycji", „trójkącikach", „odpowiednich kątach natarcia" i „potrzebie licznych ćwiczeń praktycznych" dostarczył Severusowi koszmarnych wizji na kilka kolejnych dni.
I skutecznie zniechęcił do dalszych kontroli gry dwóch zapaleńców.
Trzeba dodać, że do obecnej chwili wśród uczniów i nauczycieli z tamtego okresu chodzą zabawne anegdoty o tym, co też przydarzyło się rozmaitym „kontrolerom" wieczorków kręglarskich. Severus nie podzielił się swoją historią z nikim, ale nie słyszał też, żeby ktokolwiek odważył się wejść do Pokoju Życzeń powtórnie. Zaspokojenie tylko i wyłącznie pierwszej ciekawości przyniosło wszystkim wizytatorom satysfakcję i ból głowy.
Kartka z napisem „Kręglarnia w użyciu" wywieszona na drzwiach zaczęła wkrótce zapewniać każdemu wywieszającemu zaskakującą prywatność. Po stosownie krótkim czasie została opatentowana przez Magiczne Dowcipy Weasley'ów. Nawet Snape musiał przyznać, że działała skuteczniej niż zwykła zawieszka na klamkę ze standardowym „Nie przeszkadzać".
Severus wybudził się ze wspomnień i zorientował, że kieruje w stronę dedykacji lekki uśmieszek. Natychmiast zmarszczył czoło i aby nie marnować cennego czasu na przeszłość sięgnął po najnowszy tom stojący na półce:
„Staranna pielęgnacja domowego ogródka – rośliny przydatne w eliksirach" autorstwa B. Lapkins.
Po przerzuceniu kilku kartek stwierdził, że lektura będzie przydatna. Poleci Harry'emu wyhodowanie kilku okazów w ich ogrodzie dodanym na tyłach Grimmauld Place 12. Z nowym postanowieniem wrócił do fotela i zagłębił się w książce.
Kiedy Albus wrócił do biura, mistrz eliksirów wiedział już, że Harry w wolnym miejscu obok rdestu ptasiego i waleriany zasadzi jeszcze przynajmniej 5 roślin. Wszystkie one po zastosowaniu kilku odpowiednich czarów mogły utrzymać się w szklarni. Wystarczy, że Snape kupi czytaną właśnie książkę i położy ją w widocznym miejscu ich wspólnego domu. Potter i jego gryfońska potrzeba spełniania cudzych pragnień okazywały się przydatne w takich chwilach. Już nie raz z tego korzystał w podobny sposób, np. w kwestii hodowli pijawek w ich stawie. Wystarczyło pojęczeć przy śniadaniu nad trudnym dostępem do tych tak niezwykle koniecznych komponentów wielu mikstur i gotowe! Niecałe trzy dni później Harry zmienił małą sadzawkę w ogródku w istny błotny raj dla krwiożerczych składników Severusowych mikstur.
Snape chciał pijawki - pijawki Snape dostał.
Cóż, jeśli chłopak nie zorientuje się w jego pragnieniach tak łatwo tym razem, Snape sprezentuje mu tę książkę na Święta Bożego Narodzenia czy inną okazję. Będzie miał z głowy prezent dla chłopaka, a sam zyska.
Tymczasem, skoro Dumbledore był z powrotem, Severus mógł zadać męczące jego poczucie dobrego smaku pytanie:
- Co to dziwaczne trofeum, czy jakkolwiek inaczej to coś na 3 półce obok drzwi nazwiesz, miało w zamyśle przedstawiać? Boję się zgadywać – spytał Severus nie wyścibiając nosa z czytanej lektury.
- Ależ Severusie, to cytrynowy drops! Nie zorientowałeś się a pierwszy rzut oka? – niemalże wyśpiewał z wielką radością dyrektor.
Snape tylko pogardliwie wygiął usta. Statuetka upamiętniająca cytrynowych prześladowców. Tylko tego tu brakowało. Kiedy tylko spotka się z Harrym, powie mu dokładnie co sądzi o tak zidiociałych pomysłach honorowania czegokolwiek. Z silnym akcentem na żółte potwory.
- Albus, mam spraw. – odłożył trzymaną w ręce książkę i spojrzał po raz pierwszy tego dnia na Dumbledora siedzącego za biurkiem. – Wiesz może gdzie się podziewa twój Chłopiec-Który-Też-Kocha-Dropsy?
Dumbledore momentalnie spoważniał i opierając brodę na splecionych dłoniach zerknął na rozmówcę znad szkieł.
- Zgubił się? Poza tym sądziłem, że to twój Chłopiec-Który-Kocha, nie mój - Albus wyciągnął z miseczki stojącej na biurku żółtego cukierka. – Cytrynowego dropsa, Severusie?
Mistrz eliksirów nie zniżył się do odpowiedzi na to pytanie. Podniósł rękę i potarł palcami u podstawy haczykowatego nosa.
- Sądziłem, że będziesz zaskoczony zniknięciem swojego Złotego Czempiona. To już trzeci dzień od kiedy nie pojawił się w domu. Nie ma w zwyczaju robić podobnych wyskoków i znikać bez słowa – zmarszczył brwi wyczuwając pojawiający się nowy problem.
- No popatrz, jak świat zaskakuje – Albus poczęstował się kolejnym smakołykiem. – Nie, nie przejmuję się jego zaginięciem w najmniejszym stopniu.
Severus czekał w ciszy na dalsze słowa dyrektora, który powoli delektował się cukierkiem.
- Twierdzisz, że nie ma go już od trzech dni? - Albus zerknął na wiszący na ścianie kalendarz.
- Tak - potwierdził młodszy czarodziej.
- Hmmmm... – kolejny drops trafił do ust starca.
Severusowi zaczynało wydawać się, że oszalał albo Dumbledore albo on sam.
- Wyjaśnisz mi to bliżej nieokreślone „hmmm"? Szukam swojego narzeczonego, Chłopca-Który-Przeżył, Pogromcę Voldemorta, Wybrańca, który najwyraźniej zaginął... a na tobie nie robi to najmniejszego wrażenia! – Snape w irytacji aż uniósł się z fotela mierząc rozmówcę wzrokiem. – Nasuwają mi się do głowy dwa rozwiązania: widziałeś go w okresie od wtorku do dziś lub też brałeś udział w jego zniknięciu!
Dumbledore niezaniepokojony tyradą gościa spokojnie odchylił się w fotelu i splótł dłonie na brzuchu.
- Alas, mylisz się w obydwu kwestiach, Severusie.
- Wytłumaczysz mi w takim razie, czemu emanujesz takim spokojem? – młodszy z czarodziei zniechęcony opadł z powrotem na fotel.
- Ależ proszę, skoro tak grzecznie pytasz – Albus poprawił się na siedzeniu. – Spotkałem się z nim jakiś tydzień temu.
- Widziałeś się z Potterem?
- Owszem – potwierdził starszy czarodziej. – Bodajże w środę. Spędziliśmy w tym gabinecie wiele godzin, po części wspominając, nieco też wychodząc w przyszłość.
Severus zamyślił się na chwilę patrząc na własne dłonie.
- Ale jak to możliwe... Popołudnie i wieczór spędził ze mną i Draco na Grimmauld Place, a ranek odsypiał po nocnej zmianie w pracy. Zajrzałem do niego, nie wychodził nigdzie – Snape zamarł i uniósł głowę. – Nie spędziłem popołudnia z osobą pod działaniem Eliksiru Wielosokowego, zorientowałbym się dość szybko. Musiał przyjść do ciebie w nocy.
- Tak się składa, że masz rację – potwierdził dyrektor. – wpadł około 2 w nocy z wtorku na środę.
- Ale co było tak pilnego, że nie poszedł do pracy? – Severus wciąż mierzył Albusa wzrokiem. – Czemu nie przyszedł z tym do mnie? W końcu jesteśmy razem od dwóch lat. Nawet jeśli musiał odbyć tę rozmowę koniecznie z tobą, dlaczego nie poinformował mnie o waszej nocnej schadzce?
- Zabawne, że tak to określiłeś – starzec spojrzał w stronę okna. – Muszę przyznać, że Harry'ego urzekła moja szlafmyca, ale nigdzie dalej nie zaszliśmy. No, może do pomponika – odwrócił się w stronę oniemiałego rozmówcy i wyjaśnił. – Po prostu potrzebował zrzucić coś z serca.
Snape wyprostował się nagle w fotelu. Dłonie wpił w podłokietniki z taką siłą, że krótko obcięte paznokcie niemalże rysowały delikatne drewniane zdobienia.
- Opowiedział ci o naszym wspólnym życiu? – Dumbledore potwierdził krótkim skinieniem głowy.
Severus zazgrzytał zębami nie komentując od razu najświeższej informacji. Tymczasem Albus sugestywnie rzucił spojrzeniem na poplamione licznymi warzeniami dłonie Severusa wpijające się w ramiona fotela i podnosząc wzrok popatrzył na niego pytająco. Najwyraźniej nie rozumiał powodu powiększającego się zdenerwowania mistrza eliksirów. W końcu ten wybuchnął.
- Wyraźnie zakazałem mu rozpowiadać innym osobom szczegółów o naszym związku! To też moje życie, a cenię sobie prywatność! Wszyscy wiedzą o tym doskonale!
W oczach dyrektora błysnęło zrozumienie.
- Alas, to dlatego zawsze zmieniał temat rozmowy na politykę, sport lub naukę – Dumbledore oparł łokcie na blacie splatając dłonie pod brodą. – Muszę przyznać, że zgrabnie unikał pytań o wasze życie osobiste czy zwykłe codzienne sprawy. Niech zgadnę - wymsknęło mu się coś i postanowiłeś go naprostować. Ah, no tak. Tym „zapalnikiem" była kolacja w Norze jakieś pół roku temu, czyż nie? – przerwał na moment próbując dokładnie przedstawić sytuację z tamtego dnia.
Severus poprawił się w fotelu nie wiedząc za bardzo, do czego starzec zmierza. Dni szpiegowania minęły i zdarzało mu się częściej okazywać na zewnątrz takie emocje jak zdenerwowanie czy niepokój. Podczas wojny kręcenie się na krześle czy drżenie dłoni w obecności Czarnego Pana nie jednego skazało na śmierć - z powodu błahego podejrzenia o cokolwiek. Lub poprzez zwyczajne zwrócenie na siebie uwagi.
- Wspomniał wówczas pannie Granger, że przygotował nową wersję spaghetti na wasz wspólny obiad, ale ty odmówiłeś jedzenia ze względu na dekorujący je listek bazylii – kontynuował po chwili Dumbledore. – Poprosiłeś go wówczas o wyjście z salonu na korytarz, zamknąłeś za wami drzwi. I najwidoczniej zrównałeś z błotem po rzuceniu Muffliato, żeby przypadkiem nikt z nas przypadkiem nie podsłuchiwał. Nie trzeba być geniuszem, żeby się tego domyślić – Albus zmarszczył brwi wciąż wbijając wzrok w rozmówcę. – Harry wrócił do stołu po kwadransie zaskakująco przygaszony i nie odzywał się za wiele do końca wizyty. Później grzecznie odmawiał zaproszeń na podobne spotkania. Przez kilka tygodni dochodziliśmy z Molly, cóż takiego zrobił tamtego wieczora. Alas, dopiero niedawno i to w zaskakujący sposób wpadłem na rozwiązanie tej tajemnicy – niebieskie oczy wydawały się świdrować rozmówcę. – Przez te 10 minut krzyczałeś na niego o opowiedzenie niewinnej historii o makaronie i zielonym listku. Oskarżyłeś go o brak dyskrecji, czyż nie?
Severus nie odezwał się ani słowem co wystarczyło za potwierdzenie.
- Cóż, przynajmniej jedna z tajemnic rozwikłana. Bardziej emocjonalnie podchodzisz do rzekomego plotkowania Harry'ego o waszym życiu niż do jego zaginięcia. Na które zareagowałeś dopiero po trzech dniach. Pan Weasley jednak nie mylił się w tej jednej kwestii - ty naprawdę jesteś dupkiem.
Snape'owi przez moment wydawało się, że źle usłyszał, ale wyraz obrzydzenia na twarzy starszego czarodzieja potwierdzał słowa. Severus zaniemówił. Po pierwsze, Dumbledore nigdy nie przeklinał. Po drugie, zawsze traktowali się z szacunkiem. Co takiego się stało, że Albus drastycznie zmienił swoje zdanie o byłym szpiegu? Musiał przyznać, że użył w ubiegły wtorek kilku ostrych słów podczas awantury z Harry'm, ale Dumbledore nigdy tak wyraźnie nie wpierał jednej ze stron w konflikcie! Dotąd grał mediatora w podobnych sporach, tym razem wyraźnie stał po stronie Pottera.
- Co on ci naopowiadał? – dyrektor nie odpowiedział.
Severus nie mógł uwierzyć w to, co się działo. Albus, który doprowadzał ludzi do szaleństwa poszukiwaniem w innych ukrytego dobra, odwrócił się nagle od niego. Snape od razu wiedział, kogo winić.
- Zidiociały smarkacz... Nie mogę uwierzyć w tę jego impertynencję! Czy jest Wybrańcem i Złotym Chłopcem Gryfindoru czy też nie, nie ma prawa rozpowiadać kłamstw o naszych prywatnych sprawach. To dlatego zakazałem mu o czymkolwiek wspominać!
Mistrz eliksirów zerwał się z siedziska i zaczął nerwowo krążyć przed biurkiem. Nie mógł usiedzieć spokojnie wstrząsany słusznym w jego przekonaniu gniewem. Nie było cienia możliwości, żeby wierna relacja z ich wspólnego życia wzburzyła dyrektora Hogwartu do tego stopnia. Owszem, pokłócili się kilkakrotnie w zeszłym miesiącu, ale nie było to nic spektakularnego. Biorąc pod uwagę dzień, w którym Harry postanowił pożalić się starcowi, najwyraźniej chodziło o kłótnię w sprawie szklarni. Przecież nawet nie uderzył chłopca! Kilka wypowiedzianych przez Severusa wówczas ostrych słów nie skierowałoby przeciwko niemu gniewu dyrektora. Co też ten gówniarz przekoloryzował tym razem?
- Potter wyraźnie zmyśla, jak zawsze miał czelność to robić. Mały snob chce zwrócić na siebie uwagę tymi niedorzecznymi oskarżeniami! Pokłóciliśmy się o układ roślin w ogrodzie, a on pobiegł do ciebie jak pies z podwiniętym ogonem. Pożalić się, że mu źle – Severus słyszalnie zgrzytał zębami. – W końcu Czarny Pan odszedł i Chłopiec-Który-Lubi-Zwracać-Na-Siebie-Uwagę nie ma już innej możliwości zgrywania pokrzywdzonego. W chodzące dawniej po szkole opowieści o jego mugolskiej rodzinie, która nie rozpieszczała go na każdym kroku, nikt nie wierzy - wybrał więc mnie jako kolejnego rzekomego oprawcę! Widzisz więc... - mógłby kontynuować oczernianie chłopaka jeszcze przez dłuższy czas, ale przerwał mu niespodziewanie ostry głos dyrektora.
- Severus! Jeszcze jedno słowo, a nie ręczę. Nie ręczę za siebie i to w jakim stanie cię to pozostawi! – Zaskoczony tymi słowami mistrz eliksirów przeniósł wzrok na twarz starszego byłego przełożonego i skamieniał.
Szpiegowi zdarzało się czasami ponieść w obecności pogodnego dyrektora. Orientował się zwykle w chwili, gdy było już za późno i biegnące po głowie myśli znajdowały ujście na głos. Niezłomnie udowadniało to, że fasada wielobarwnego i nieco szalonego starszego pana była i zawsze będzie niezwykle przekonująca. Wielu zawdzięczało temu liczne poślizgnięcia w obecności „zwariowanego" starca i nieświadome wręczenie darmowych informacji czy możliwości szantażu w życiu zarówno prywatnym jak i politycznym. To, że starszy czarodziej korzystał z nich w ostateczności, było zupełnie inną kwestią. Tym razem Severus powiedział o wiele za dużo.
O ile groźba Dumbledora brzmiała niezwykle przekonująco, wygłoszona zimnym i niezwykle ostrym głosem, to ciskające błyskawicami oczy gwarantowały o wiele większy zakres bolesnych doznań niż same słowa. Zwykle rozpromienione wesołymi ognikami spojrzenie oferowało rozmówcy nie ciepły komfort, a prawdziwe ognie piekielne lub lody Arktyki. Niebieskie oczy przypominały lodową otchłań – zimną, niedostępną i niezwykle niebezpieczną.
Severus poczuł spływające mu między łopatkami krople potu.
- Albus... – zaczął drżącym głosem.
Rzadko dawał się zastraszyć, ale ta chwila wydawała się niezwykle stosowna.
- Po prostu zamilcz. Z was dwóch to ty w tym momencie kłamiesz, próbując przenieść winę za swoje błędy na kogoś innego – warknął Dumbledore.
Severus posłusznie zamilkł, a włosy na jego skórze zjeżyły się pod pierwszym uderzeniem obcej mocy. Warczenie i Albus Percival Wulfric Brian Dumbledore nie miksowały się za dobrze. Jako mistrz eliksirów miał olbrzymią wiedzę o różnorodnych składnikach, metodach mieszania, koniecznych ilościach, dodatkowych właściwościach, najlepszych zabezpieczeniach. Albus i warczenie nigdy nie występowały razem. W żadnych proporcjach. Dodatkowo magia wręcz wyciekała ze starszego czarodzieja manifestując się w rozmaitych kolorach i kształtach.
Gdyby ktokolwiek powiedział mu, że miał okazję zobaczyć wściekłego i pozbawionego kontroli nad swoją mocą dyrektora Hogwartu, Severus bez chwili zastanowienia wysłałby go na oddział zamknięty w św. Mungu. Dla dobra społeczeństwa odstawiłby go tam osobiście, nie szczędząc po drodze barwnych epitetów co do wątpliwego stanu umysłowego wspomnianego kłamcy. Tymczasem nic już w życiu nie było pewne - jeszcze 5 minut temu mógł przysiąc, że Dumbledore też nie przeklinał i nie tracił w gniewie kontroli nad swoją magią. Świat najwyraźniej wybrał sobie ten właśnie czwartek, żeby stanąć na głowie.
Snape starał się przypomnieć, którego boga obraził, że właśnie na niego przypadł „zaszczyt" rozwścieczenia najpotężniejszego czarodzieja XX wieku. Ten skromny fakt nie zapowiadał absolutnie niczego dobrego. Mógł teraz liczyć tylko i wyłącznie na to, że ktoś za pomocą Eliksiru Wielosokowego podszył się pod dyrektora. Nie oszukiwał się jednak - szanse na to były niemalże zerowe. Siedział więc potulnie, nie ważąc się poruszyć żadnym mięśniem. Dla pewności zwiększył siłę ściskającą nawzajem zęby, żeby skłonna do dawania ostrych komentarzy szczęka nie zdradziła się z najmniejszym dźwiękiem. Jeśli był właściwy czas na ciszę, nastąpił właśnie w tej chwili.
Nie żeby wściekłe spojrzenie Albusa i jego olbrzymia moc rozchodząca się po gabinecie w widocznych dla gołego oka falach były jakąkolwiek wartościową wskazówką.
Dumbledore uspokoił się po kilku minutach. Pierwszą tego oznaką było zwolnienie pulsowania otaczającej ich oboje mocy. Zawisła na chwilę w powietrzu niczym gęsta wielobarwna mgła, po czym delikatnie wróciła dyrektora. Oplotła go ciasnym kokonem i powoli zniknęła całkowicie. W każdej innej chwili Severus z fascynacją oglądałby przepiękne barwne zjawisko tak silnej manifestacji magii - cudowne błękity, jadeitowa pasma, amarantowe drobinki. Tym razem momencie wolał się skupić na oddychaniu. Nie co dzień człowiek ociera się o śmierć.
Snape nauczony niedawnym doświadczeniem milczał i czekał uparcie na pierwszy gest rozmówcy. Albus westchnął ciężko i przeczesał palcami brodę.
- Wybacz. Nie chciałem tak zareagować. To nie było w planach – Albus wstał i podszedł do okna.
Severus zebrał się na odwagę.
- Jesteś pewny, że Harry nie koloryzował. Rozumiem. O co takiego mnie oskarżył? Czy to ma coś wspólnego z jego zniknięciem? – Severus wolał dotrzeć do sedna sprawy z którą przyszedł.
Bolało go, że dyrektor poparł chłopaka i to otwarcie. Nie mógł przypomnieć sobie żadnej sytuacji z Harry'm, po której chłopak potrzebowałby pocieszenia dyrektora i tak zaciekłej obrony przez Severusem.
Starzec uśmiechnął się smutno odrywając wzrok od tafli jeziora.
- Wiesz, mój chłopcze, że to pierwszy raz, kiedy podczas tej rozmowy użyłeś jego imienia? – nie czekając na odpowiedź kontynuował. – Harry nie kłamał, to pewne. Zanim spytasz... Nie użyliśmy Veritaserum ani żadnej formy przysięgi gwarantującej szczerość mówiącego. Mamy jednak dość charakterystyczny sposób prowadzenia naszych opowieści, który zapewnia wiarygodność – starszy czarodziej przeniósł wzrok z Severusa na coś, co znajdowało się za jego prawym ramieniem.
Snape odruchowo odwrócił się i zamarł. Zapomniał o stojącej od wielu lat w gabinecie dyrektora myślodsiewni. Sam kilkakrotnie z niej korzystał. Płytka, kamienna misa wypełniona była świetlistą biało-srebrną substancją. Znaczyło ją kilka grubych ciemnych smug, leniwie krążących w jej wnętrzu. Wspomnienia Pottera. Ale jakie?
- Czy to ma związek z jego zniknięciem? – chociaż wszystko na to wskazywało, wolał potwierdzić.
- Mogę tylko podejrzewać – wyjaśnił Albus. – Tydzień temu nie wspominał nic konkretnego o opuszczaniu Grimmauld Place.
Severus zamyślił się i po chwili pokręcił głową.
- Niemożliwe. Gdyby coś było nie tak, pokazałby to po sobie. U ciebie był w ubiegłą środę, ale następne kilka dni spędził ze mną i Draco. Zauważylibyśmy, że coś jest nie tak. Potter pokazuje wszystkie swoje emocje na twarzy, zbyt łatwo się odkrywa.
- Cóż mogę powiedzieć - nie doceniasz go. Tak jak i wielu innych. Nie rób takiej zaskoczonej miny. Harry jest doskonałym aktorem gdy zachodzi taka potrzeba – wyjaśnił starzec.
- Uwierzę, gdy zobaczę – warknął Severus.
- Miałem ci to właśnie zaproponować – mały uśmiech Dumbledora nie zwiastował niczego dobrego. – Jak zdążyłeś się pewnie zorientować, Harry zostawił u mnie kopie kilku bardziej lub mniej kluczowych wspomnień. Zechcesz je ze mną obejrzeć? Może jest tam wyjaśnienie jego nagłego zniknięcia.
Snape zawahał się patrząc na podchodzącego do kamiennej misy dyrektora. Od manifestacji mocy unikał patrzenia dyrektorowi w oczy, skupiał się na jego ustach. Bał się. Teraz z jednej strony oferowano mu wgląd w powody, przez które Albus odnosił się do niego z dystansem. Z drugiej strony oglądanie scenek z życia aroganckiego szczeniaka nie mogło być interesującą rozrywką.
- Niech będzie – zgodził się po chwili. – Ale po wszystkim dokładnie zrelacjonujesz mi waszą rozmowę z zeszłego tygodnia.
Uśmiech Albusa pogłębił się. Nieokreślonym ruchem ręki zaprosił Severusa do myślodsiewni. Mistrz eliksirów zawahał się, ale dołączył do niego po chwili. Pochylając się nad taflę płynu zatrzymał się tuż nad powierzchnią i odważył się spojrzeć w oczy Albusa. Zimne spojrzenie starca mogłoby ciąć stal. Towarzyszący temu ciepły uśmiech nabrał nagle nowego, złośliwego znaczenia. Zaskoczony Snape chciał odepchnąć się rękami od krawędzi misy i unieść, ale nacisk, która znikąd pojawił się na jego plecach, nie dał mu szansy na odwrót. Zanurkowali w przeszłość.
