Rozdział 2
– Dobrze, Potter. Przygotuję ten eliksir.
Harry spojrzał na Mistrza Eliksirów i nieznacznie skłonił głowę, niemo dziękując. Następnie przeniósł spojrzenie na właścicielkę domu w którym się zebrali.
- Hermiono, tak jak wcześniej wspominałem, potrzebujemy twojej pomocy, aby dobrze obliczyć czas. Żaden z nas – tu Harry wskazał na siebie, a następnie Billa i George'a – nie jest zbyt dobry, jeśli chodzi o numerologię i runy.
Przez chwilę panna Granger patrzyła bez zrozumienia na Pottera. Ze stuporu wyrwało ją dopiero prychnięcie Snape'a.
- Oczywiście, pomogę wam.
- A przynajmniej wiesz, na co się zgadzasz, Granger? - Sarkastyczny ton Mistrza Eliksirów przywrócił Hermionę do rzeczywistości.
- Oczywiście, profesorze. - Przy czym słowo „profesorze" Hermiona oddzieliła arogancką pauzą. - Przecież nie jestem jakimś przygłupem, niezależnie od tego, co ostatnio mówił o mnie Percival Weasley.
W tym momencie George skulił się w sobie, ale lekki uśmiech dziewczyny uspokoił go, że chodzi tylko o Percy'ego, a nie wszystkich Weasleyów. Severus spojrzał ze zdumieniem na Granger, a potem uświadomił sobie, o czym mówi dziewczyna. Czytał ten artykuł jakiś miesiąc wcześniej, ale pewien fragment, bardzo dokładnie ukazujący perfidię Weasleyów, utkwił mu szczególnie w pamięci.
- Zgodnie z opiniami nieżyjącego Dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Albusa Dumbledore'a, oraz Opiekunki Domu Gryffindora w tejże szkole, Profesor Minerwy McGonagall, Hermiona Granger jest najlepszą uczennicą w tym pokoleniu. Ośmielę się nie zgodzić z tą opinią. Za przykład niech posłuży, że panna Granger została zwolniona ze swojej pracy w Departamencie Tajemnic. Zwolnienie to, jak wszystko inne w tym konkretnym departamencie Ministerstwa, okrywa aura tajemnicy, zapewne bardzo wygodna dla panny Granger. Szczególnie jeśli połączymy to z opiniami innych nauczycieli Hogwartu. Na przykład profesor Trelawney czy profesor Hooch. Pozostali nauczyciele bronią panny Granger, ale czyż nie jest to spowodowane faktem, że w ten sposób bronią również siebie przed oskarżeniem o niesłuszne promowanie osoby, której ten zaszczyt się nie należał? A może przesadzona opinia o pannie Granger była spowodowana faktem, iż przyjaźniła się z Harrym Potterem? Wszyscy przecież pamiętamy, że to właśnie oni doprowadzili do śmierci mojego brata, Ronalda Weasleya. A Harry Potter nie ma nawet dość odwagi, aby przyjść na groby swoich ofiar.
- Panie Weasley, pana brat został zabity przez śmierciożercę, najprawdopodobniej Kevina MacDonalda. Dlaczego zatem obwinia pan Harry'ego Pottera?
- Ponieważ pan Potter wiedział, że musi zabić Sam-Wiesz-Kogo, odkąd skończył jedenaście lat i trafił z powrotem do naszego świata. Przez dwa lata chodziłem do szkoły z panem Potterem i nie zauważyłem, aby w jakikolwiek sposób przygotowywał się do tego zadania.
- Tak jak pan wspomniał, Harry Potter miał wtedy jedenaście lat. Chyba nie oczekuje pan, że jedenastolatek mógł się w sposób poważny przygotowywać do walki z Lordem Voldemortem?
- A dlaczego nie? To było jego przeznaczenie, które musiał wypełnić. Tymczasem przez jego niefrasobliwość padały kolejne ofiary. Cedrik Diggory, który konkurował z panem Potterem jako szukający Domu Hufflepuff. Syriusz Black, po którym pan Potter przejął cały majątek i tytuł głowy rodu Black. Remus Lupin i Nimfadora Tonks, którzy nie chcieli, aby pan Potter był ojcem chrzestnym ich dziecka. Mój brat, Ronald, który zginął tylko dlatego, że pan Potter nie chciał się z nim dzielić chwałą. Moja siostra Ginewra, torturowana i zgwałcona, po tym jak rok wcześniej odrzuciła zaloty pana Pottera. Czy wreszcie mój ojciec, którego jedyną winą było to, że powiedział panu Potterowi, aby uważał na jego dzieci w czasie bitwy. A teraz leży w św. Mungo i uzdrowiciele nie dają mu żadnych szans na wyzdrowienie. A dla nas, dla całej naszej rodziny i wszystkich naszych przyjaciół, to gorsze, niż gdyby zginął.
- Panie Weasley, podobno Neville Longbottom wyzwał pana na pojedynek w obronie honoru swoich przyjaciół, Hermiony Granger i Harry'ego Pottera?
- Istotnie, taka sytuacja miała miejsce, ale nie przyjąłem wyzwania pana Longbottoma. Nie uważam go bowiem za człowieka honoru. A potwierdza to jego wypowiedź, w której oskarżył mnie o tchórzostwo.
- A co pan może powiedzieć na temat zataczających coraz szersze kręgi wypowiedzi uczestników bitwy na temat wprowadzanego ucisku osób półkrwi i wywodzących się z mugoli?
- Uważam, że każdy, kto chce być członkiem naszej wspólnoty, powinien poznać WSZYSTKIE zasady obowiązujące w tej grupie. Jeśli nie chce tego zrobić, to znaczy, że nie może być tejże wspólnoty członkiem.
- Panie Weasley, czy to oznacza, że uważa pan, iż takie osoby powinny zostać usunięte z naszej społeczności?
- Dokładnie tak uważam.
- Rozumiem, myślę, że w tym miejscu zakończymy naszą rozmowę. Dziękuję panu za wywiad, panie Weasley.
Mistrz Eliksirów potrząsnął głową, wyrzucając niechciane wspomnienie ze swoich myśli. Zauważył, że wszyscy mu się przyglądają, ale zanim zdążył coś powiedzieć, odezwał się George.
- Widzę, że czytał pan wypociny mojego głupiego braciszka.
- Niestety tak, panie Weasley. I nie tylko ten jeden artykuł. A w ogóle to zastanawiam się, czemu pana brat nie został przydzielony do mojego domu. - Snape uśmiechnął się sarkastycznie. - Wydaje mi się jednak, że zbyt długo nadużywamy gościnności panny Granger. Czy mamy dostęp do jakiegoś laboratorium, w którym będę mógł uwarzyć ten eliksir?
- Panie profesorze, Czarodziejskie Dowcipy Weasleyów serdecznie zapraszają do skorzystania z naszego laboratorium. - George wygłosił całą wypowiedź z uśmiechem, jednocześnie wykonując fantazyjny ukłon. - Zresztą i tak wszystkie zapasy są właśnie tam – dodał już normalnym tonem.
Hermiona rozejrzała się po wszystkich i powiedziała:
- Ja chyba muszę wrócić do biblioteki w Hogwarcie. Nie wiem, czy mam wszystkie niezbędne książki. - Widać było, że dziewczyny nie cieszy ta perspektywa.
- Nie musi pani tego robić, panno Granger. Ośmielę się zauważyć, że większy wybór pozycji jest dostępny w Bibliotece Bodlejańskiej w Oxfordzie. A mniej więcej co pół godziny odchodzi, ze stacji Paddington, pociąg do Oxfordu. Podróż trwa około godziny. Oczywiście, jeśli nie ma pani ochoty się teleportować. Może pani pojechać tam jutro rano i myślę, że do wieczora będzie już pani miała swoją odpowiedź. Jeśli się pani zdecyduje skorzystać z tej biblioteki, powiem pani, jak się dostać do sekcji czarodziejskiej.
- W Oxfordzie jest biblioteka z książkami magicznymi? - Zdziwienie w głosie Hermiony walczyło o lepsze z rozbawieniem, że o takich rzeczach dowiaduje się dopiero teraz.
- Oczywiście, panno Granger. Przecież już od początku siedemnastego wieku ta biblioteka dostaje KAŻDĄ – podkreślił – książkę wydaną w Wielkiej Brytanii.
Harry uśmiechnął się pod nosem. Ludzie, których zebrał, to był naprawdę bardzo dobry wybór. Najpierw wybrał Billa, krótko po tym, jak Molly wyklęła go z rodziny i odebrała prawo do nazwiska Weasley. Spotkał się z nim i Fleur w ich rezydencji. Obydwoje obiecali swoją pomoc i powiedzieli, że nikogo nie poinformują o tym, że go widzieli. To również wtedy chłopak dowiedział się o rytuale Bastet, egipskiej bogini matki. Ustalił z Delacourami, co trzeba zrobić, pobrał pieniądze ze swojego konta i zniknął w świecie mugoli. Nawet gdyby ktoś go szukał, to przy zupełnym braku znajomości mugolskiego świata przez czarodziei i tak nie miałby szansy go odnaleźć. Ale i tak Potter podjął wszystkie niezbędne środki ostrożności.
McGonagall była drugą osobą, z którą rozmawiał. Spotkał się z nią w Hogwarcie niedługo po Ostatniej Bitwie. O rozmowie, którą odbył z nią i Dumbledorem, nie powiedział nikomu. Jeśli coś pójdzie nie tak, Hermiona, Bill i Snape dostaną odpowiednie listy, a George'a sam poinformuje. Natomiast w przypadku udanej akcji nie będzie to miało żadnego znaczenia.
Kolejną osobą był George. Harry jak dziś pamiętał pierwszą publikację na temat swój i Hermiony. Nigdy nie podejrzewałby, że pani Weasley może być taka złośliwa w rozmowie z dziennikarką. Z artykułu, którego nie powstydziłaby się tragicznie zaginiona Rita Skeeter, wyzierała sztuczna troska o zniszczoną rodzinę Weasleyów. Ale to, co było najgorsze, to reprezentowane przez dziennikarza podejście „dobry bohater to martwy bohater". Harry przymknął na chwilę oczy, jeden akapit wbił mu się w pamięć.
Oczywiście musimy pamiętać o tym, że rodzice pana Pottera zginęli siedemnaście lat temu. Ale przez cały czas, przed pójściem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart pozostawał pod opieką kochającej rodziny. Siostra Lily Potter otoczyła swojego siostrzeńca opieką. Niestety, pan Potter nie docenił poświęcenia swoich opiekunów. Wielokrotnie w Hogwarcie szkalował ich, nieposzlakowaną w świecie mugoli, opinię, informując dyrektora szkoły i opiekunkę swojego Domu o wyimaginowanych krzywdach, których doznał od państwa Dursley.
Był też i drugi, znacznie gorszy fragment, którego Harry nie mógł bardzo długo wyrzucić z pamięci.
Jakkolwiek cieszymy się, że panu Potterowi udało się pokonać Sami-Wiecie-Kogo, tak bardzo niepokoi nas jego tajemnicze zniknięcie. Pani Weasley, która w trakcie Ostatniej Bitwy straciła połowę rodziny, a w trakcie pierwszej wojny z Sami-Wiecie-Kim również dwóch braci, podejrzewa, że Harry Potter zniknął, ponieważ ani jemu, ani jego wspólniczce, pannie Granger, nie udało się wejść w rolę wybawiciela społeczności magicznej, co uniemożliwiło im także kontynuowanie dzieła Sami-Wiecie-Kogo.
W dzień po ukazaniu się tego artykułu Harry przeżył największy wstrząs swojego życia. Już nigdy więcej nie spodziewał się zobaczyć Rona. Tymczasem duch jego najlepszego przyjaciela odnalazł go w Irlandii. Rozmawiali długo, Ron przepraszał za to, co robi jego matka. A potem wysłał Harry'ego do George'a. Potter nigdy nie powiedział Weasleyowi, dlaczego tamtego czerwcowego dnia znalazł się w szpitalu św. Munga. Ani wtedy, ani teraz nie był do końca pewny, czy rzeczywiście przeżył odwiedziny Rona.
Niestety, żaden z nich nie potrafił przeprowadzić niezbędnych obliczeń numerologicznych. Ale zanim Harry udał się do Hermiony, postanowili odnaleźć Severusa Snape'a. Zarówno Potter, jak i Bill byli pewni, że przeżył Bitwę, ponieważ we Wrzeszczącej Chacie nie było ciała. A poza tym przez ostatni rok nikt nie widział, aby jego portret w gabinecie dyrektora poruszył się albo odezwał. I odnaleźli. A w zasadzie to Bill odnalazł, wykorzystując swoją pozycję w strukturach banku Gringotta. Szybko udało się ustalić, że ktoś regularnie pobiera środki ze skrytki Mistrza Eliksirów. Trochę czasu zajęło zlokalizowanie miejsca ukrycia się Snape'a, ponieważ każda z wypłat była realizowana w innym oddziale. W końcu, metodą eliminacji, zdołali określić, że Severus Snape ukrywa się w jednym z czterech państw: Polsce, Czechach, Słowacji lub Węgrzech. Ponieważ wypłaty były realizowane zawsze tego samego dnia miesiąca, udali się we czwórkę do wytypowanych oddziałów banku, ale to Billowi dopisało szczęście.
- Witam, panie profesorze. - Snape zawirował, odwracając się szybko i sięgając po różdżkę. Jego ruch zwrócił uwagę znajdujących się w sali goblinów, przez co Severus nie mógł użyć czarów. Uśmiechnął się nieszczerze i odwzajemnił powitanie.
- Witam, panie Weasley. A może powinienem powiedzieć, panie Delacour?
- Nazwiska nie mają znaczenia, panie profesorze. Czy możemy porozmawiać?
- Nawet jeśli powiem nie, to i tak nie odpuścisz, Williamie.
- Ma pan rację, profesorze. Zapraszam za mną. - Bill poprowadził Mistrza Eliksirów do jednego z gabinetów, przepuścił go przodem i, wchodząc do gabinetu, zamknął drzwi.
- O co chodzi, Williamie?
- Profesorze, potrzebujemy pana pomocy.
- Kto, Williamie?
- Nie mogę tego w tej chwili powiedzieć. Jeśli się pan zdecyduje, proszę się udać pod ten adres. - To mówiąc, Bill podał kartkę z adresem Snape'owi. - Tam dowie się pan wszystkiego.
I w taki oto sposób Severus Snape – Ślizgon – wylądował na osiedlu domków jednorodzinnych pod Londynem w towarzystwie stada Gryfonów. Z przeczuciem, że na pewno coś pójdzie nie tak, a on będzie to musiał potem naprawiać.
- Skoro wyjaśniliśmy sobie wszystko – sarkazm w głosie Mistrza Eliksirów był łatwo słyszalny - to przenieśmy się do laboratorium, muszę sprawdzić czy mam wszystko co niezbędne. W trakcie ważenia eliksiru nie będzie czasu, aby szukać brakujących składników. Weasley – zwrócił się do George'a – ty mi pomożesz. To jest eliksir, który lepiej warzyć w dwie osoby.
- Czy możemy się stąd deportować, Hermiono? - Po raz pierwszy od czasu przybycia Potter zwrócił się bezpośrednio do panny Granger.
- Tak, chociaż ja nie wiem gdzie się mamy deportować.
- Spokojnie, Hermiono. George cię zabierze. A pana, profesorze weźmie Bill.
Chwilę później rozległo się kilka trzasków aportacji i dom pozostał pusty. Opuszczając dom w którym mieszkała całe swoje życie, Hermiona nie spodziewała się, że będzie to jednocześnie ostatni raz, gdy go widzi.
Pojawili się w holu domu zajmowanego przez George'a. Zarówno Hermiona, jak i Severus rozglądali się ciekawie po pomalowanym w kwiaty korytarzu. Kilkoro drzwi prowadziło do dalszych pomieszczeń, ale nie dane im było zbyt długo się rozglądać. George wskazał jedno z przejść, i zwracając się do Hermiony, powiedział:
- To jest biblioteka, zobacz, czy są tam jakieś księgi, które mogą cię zainteresować. Katalog leży na stoliku przy wejściu. - Panna Granger kiwnęła głową i poszła do wskazanego przez Weasleya pomieszczenia. - Harry, Bill, wiecie, gdzie jest kuchnia, zorganizujcie coś do jedzenia. I poinformujcie Fleur, że trochę tu zostaniemy. Jeśli chce, może do nas dołączyć – dodał po namyśle. - A pana, profesorze, zapraszam. - To mówiąc, skierował się do schodów prowadzących w dół.
Gdy przekroczyli drzwi do laboratorium, Mistrz Eliksirów rozejrzał się i stwierdził, że dawno nie widział tak dobrze wyposażonej pracowni. Dwie przyległe do siebie ściany zajmowały regały ze składnikami. Z tego, co mężczyzna widział, każdy pojemnik był dokładnie opisany i wyraźnie rzucał się w oczy podział ze względu na pochodzenie ingrediencji. Przy trzeciej ścianie przymocowano blat, pod którym złożono kociołki różnych kształtów i rozmiarów. W specjalnie przygotowanym stojaku leżało kilka przenośnych palenisk, a z boku znajdowały się stojaki pod kociołki. Na ostatniej ścianie stał zamknięty regał, chroniony dodatkowo zaklęciem. Do właśnie do niego podszedł George. Powoli ściągnął uroki ochronne i zwyczajnym, metalowym kluczem otworzył mebel.
- Powinno być tutaj wszystko, co będzie potrzebne do eliksiru, profesorze – powiedział.
