5
ROZDZIAŁ II
WYMARSZ
Czerwone słońce przebiło się przez chmury i ogłosiło swoje panowanie nad Konchą. Shikamaru Nara leniwie, ziewając, co chwila, szedł w stronę dwóch czekających na niego postaci. Kiba jak zwykle był w humorze, wizja małej wyprawy widać bardzo przypadła mu do gustu. Gość, co nie umie usiedzieć w miejscu, pomyślał. Jego towarzysz pies Akamaru był równie uradowany, co jego właściciel. No tak jak pan, taki pies, dodał w myślach Shika.
- Czołem – powiedział zaspanym głosem.
- No heja – odpowiedział w pełni obudzony Kiba.
- Naszego „Dareczka" jeszcze nie ma? – spytał Shika.
- O wilku mowa, już idzie – powiedział Kiba i wskazał na wyłaniającą się za zakrętu postać.
Tochi szedł spokojnie. Przez ramie miał przerzuconą niedbale torbę. Czarny płaszcz musiał zostawić gdyż ubrany był w biało-niebieski strój. Śnieżnobiała tunika ściągała na siebie podejrzliwe spojrzenia przechodniów. Dało się też słyszeć ciche wzdychania i chichoty dziewczyn, które mijał. Nara spojrzał znacząco na Kibe.
- Yep – stwierdził ten ostatni odgadując myśli przyjaciela.
Młodzieniec podszedł do nich. Shika od razu zauważył oznaczenia herbowe przedstawiające białego tygrysa. Akamaru cicho warknął oznajmując coś swemu panu. Kiba skoncentrował chakre w nosie próbując odszukać źródło zapachu, który poczuł wczoraj. Lecz jego zmysł węchu wyczuł, co najwyżej zapach mydła.
- Dobry – powiedział Tochi.
- Cześć – powiedzieli razem przyjaciele.
- To jak ruszamy? – spytał przybysz.
- Tak chcesz iść? – spytał prawdę mówiąc retorycznie Kiba.
- Tak, a nie mogę?
Shikamaru westchnął.
- Tylko się upewnię dobra. Zależy ci na dyskrecji prawda?
- No tak.
- I chcesz maszerować przez kraj shnobi wystrojony jak na gale honorową?! Człowieku rzucasz się w oczy jak nie wiem, co.
- To co, mam się przebrać czy co? – spytał.
Kiba uśmiechnął się złośliwie.
- Wiesz to chyba dobry pomysł – powiedział, po czym razem z Narą pociągnęli go w stronę najbliższego sklepu z ubraniami.
Po 15 minutach sklep opuścił młody chłopak w dżinsach, granatowej koszulce ubranej na białą. Kilka młodych ninja posłało w jego stronę uwodzicielski uśmiech. Kilka mniej śmiałych westchnęło skrycie.
- Nadal piszczą – stwierdził Kiba.
- Na to nic nie poradzimy, na operacje plastyczną nie ma już czasu.
- Przestańcie gadać jakbym był z obcej planety!- młody powoli tracił cierpliwość. I tak czuł się trochę idiotycznie. Od kiedy tu przybył wszyscy patrzyli na niego podejrzliwym wzrokiem. Zdarzyło mu się nawet dostać dość dwuznaczną propozycję od właścicielki zajazdu, w którym się zatrzymał. Nie należał do cierpliwych, choć ostatnio bardzo starał się nad sobą panować. Spokój i opanowanie były mu teraz bardzo potrzebne.
- Ruszajmy w końcu – powiedział i ruszył przed siebie. I znów poczuł na sobie te spojrzenia.
- Ech chłop ma przekichane z tymi babami – westchnął Shika i zaśmiał się cicho.
- A propos bab, to gdzie jest Ino? – spytał Kiba – Chyba ją zawiadomiłeś, co?
- No – Nara zrobił podejrzaną minę – Wysłałem jej wiadomość…
Kiba pełen najgorszych obaw spytał:
- Kiedy jej to wysłałeś?
- No z samego rana rzecz jasna…
Ino powoli wybudzała się ze snu. Jak cudownie wylegiwać się we własnym łóżku, pomyślała. Ostatnia misja dała jej trochę we znaki. Nie to żeby była szczególnie niebezpieczna, ale ochrona kogoś, kto ciągle klei się do twojej szyi i masz ochotę go zabić jest poniekąd uciążliwa. Przeciągnęła się jak kotka i wtuliła się w poduszkę gotowa by sen znów nią zawładnął. Błogostan został przerwany przez matkę, która wołała ją z dołu:
- Ino, choć szybko wiadomość dla ciebie. Podobno ważne!
Ino zaklneła w duchu, po czym zawiodła swoje oporne ciało na dół. Na dole w obszernym pomieszczeniu kwiaciarni stał poseł.
- Ino Yamanaka
- Przecież widzisz, po się pytasz? – powiedziała ziewając.
Poseł zawahał się. Takie sprawdzenie tożsamości należało do jego obowiązków, nie przywykł do tego ze ktoś go strofuje.
- To jak dostanę tę wiadomość czy nie? –Ino ziewnęła po raz kolejny.
- Już! – podał zwój, po czym zniknął w oparach dymu.
Ino rozerwała pieczęć i zaczęła czytać.
Po chwili nad okolicą rozległ się wściekły kobiecy głos:
- Shikamaru Nara zamorduję Cię!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zapewne jeszcze nigdy w historii żadna kobieta nie ubrała się tak szybko. Młoda shnobi biegiem wybiegła z domu i potrącając, co chwila jakiegoś nieszczęśnika, który miał pecha znaleźć się na jej drodze pognała w stronę wyznaczonego przez Nare miejsca. Dobrze, że nie rozpakowała jeszcze plecaka po ostatniej misji, myślała. Przeklęty Shika mógł powiedzieć jej wczoraj! Już ja się z nim policzę. Nawet mi nie napisał, co to za misja.
Rozmyślania przerwał jej widok wielkiej bramy Koncha i stojących w jej cieniu postaci. Skoncentowala wzrok. Kudłaty z psem to Kiba i Akamaru, ten z miną „nie chce, ale muszę" to Shika (niech go piorun strzeli!), a kim jest ten trzeci? Wysoki, jasnowłosy. Rysy twarzy zdradzały, że nie pochodzi z okolicy. Żadnej widocznej broni, opaski ninja, kabury na shurikeny, to nie jest shnobi. Ino była coraz bardziej zaintrygowana. A..a jednak jest w nim coś takiego…
- Ino ile mamy jeszcze na Ciebie czekać, co? – Kiba rzucił w jej stronę złośliwy uśmiech.
Ino stanęła przed nimi, gdyby potrafiła zabijać wzrokiem ktoś z drużyny ANBU zapewne odnalazłby w tej okolicy 2 trupy.
- Czekać….Ja wam pokaże…Wyobraź sobie ze pewien chuuin, którego imienia nie wymienię powiadomił mnie o tej misji godzinę temu…. Dla jego bezpieczeństwa niech lepiej nie zostaje ze mną sam na sam...
Shika przełknął ślinę. Nawet zwyczajne kobiety bywają straszne, gdy wytnie się im taki numer, a on naraził się jednej z najlepszych młodych ninja w Koncha.
- Ruszamy, czy będziemy tak stać do wieczora? – powiedział Tochi.
- A ty to, kto właściwie? – Ino spojrzała podejrzliwie.
Nim Shika zdążył otworzyć usta by przedstawić nowego towarzysza, Tochi skłonił się nisko i zamszowym głosem powiedział:
- Tochi Torakuchi z klanu Torakuchi. Wybacz ze nie przedstawiłem się od razu.
Gość ma gadane jak cholera, pomyślał Shika. Gdzie się w ogóle taki uchował. Ci „Darkowie" to wyjątkowi dziwacy…
Ino patrzyła na niego pełna zaskoczenia. Kpi sobie ze mnie czy jak? Napotkała oczy w kolorze bezchmurnego nieba. Szczere aż do bólu, pomyślała. On tak na serio chyba…
- Ino Yamanaka – odpowiedziała.
- No chyba starczy już tego przedstawiania się – Kiba zaczął się niecierpliwić. Misja zapowiadała się na łatwą i przyjemną. Do tego nie było nic przyjemniejszego od włóczenia się po okolicy.
- Ruszajmy zanim się rozmyślę i zostawię Was na pastwę losu – powiedziała Ino.
Panowie uśmiechnęli się. Akamaru szczeknął radośnie. W miejscu gdzie przed chwila stała wesoła kompania unosił się teraz delikatny obłok dymu. Wiatr poruszał drzewami grający im pieśń pożegnalną dobrze wiedząc, że Ci, którzy powrócą już nie będą tymi, którzy to miejsce właśnie opuścili.
Gdzieś na południowym krańcu Kraju Ognia zamaskowany mężczyzna kroczył krętymi korytarzami pieczary. Wkroczył do dużej, oświetlonej światłem księżyca groty. Uklęknął.
W mroku zabrzmiał głos:
- Melduj.
- Zaniechali pościgu. Łowcy wycofali się do Zewnętrznego Królestwa.
- Mylisz się, oni nie poddają się tak łatwo – w świetle księżyca nagle pojawił się wysoki mężczyzna.
- Widziałem na własne oczy jak zawrócili – wycedził zwiadowca.
- Widziałeś to, co pozwolili ci zobaczyć…
- Co proponujesz Akido? – powiedział ten, co skrywał się w mroku.
- Wyślij ludzi niech obserwują okolicę, każdego, kto choć rzuca cień podejrzenia najlepiej byłoby…
- Zabić.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – powiedział Akido i rozpłynął się w dymie.
