Kanan
-Wrrrrr-zawarczała Clove
-Chwila co ty robisz?-zapytał Kanan i popatrzył na nią dziwnym wzrokiem.
-To oczywiste nie? Warczę.-powiedziała patrząc na Kanana poniżającym wzrokiem-Zawsze to robię kiedy się denerwuję-powiedziała po czym wykonała majestatyczny skok z saltem w tył i wylądowała na jednym z sułpów.
- Hej księżniczko! Lepiej rusz swoje cztery litery zanim rozpocznie się eksperyment. Ten facet morze i wygląda zabawnie ale to szczwana bestja i jego zachowanie nie odbowiada wyglądowi wybielonego clowna.- Powiedziała po czym przeskoczyła na kolejny słup. Kanan wzią rozbieg po czym wskoczył na najbliższy słup. Po chwili skakania z sułpa na słup (co sprawiało nieocenioną radość Clove) wysokości wierzchołków zaczęły się zmieniać.
-Powiedz mi Clove, jak często robią te eksperymeny?
-Raz na jakiś czas.
- A jaka jest przeżywalność tych eksperymentów?- Kanan spojrzał na nią podejrzliwie lecz ona tego nie mogła zobaczyć ponieważ skakała właśnie z jednej patformy na drógą.
- Ja na razie przeżyłam wszystkie- Clove znów przeskoczyła z platformy na drugą co powoli zaczęło Kanana denerwować.
- A bo ja wiem?- rzuciła. Kanan chciał kontynułować dyskusje lecz w tym momęcie z pomiędzy wszystkich płytek zaczą się wydobywać gaz o którym mówił karzeł a Kanan przypomniał sobie że przecież Hera kiedyś wspominała mu o tym gazie i z tego co pamiętał powoduje śmierć w ciągu piętnastu minut. Kanan ruchem ręki zawołał do siebie Clove która wykonała fikołka w powietrzu i po chwili znajdowała się tuż obok niego.
- Ten gaz zabije nas w ciągu kwadransu, na pewno masz jakiś plan?- Clove w odpowiedzi pokiwała głową i zapytała:
- Na jak długo potrafisz wstrzymać oddech?- Kanan spojrzał na nią pytającym wzrokiem lecz po chwili zdał sobie sprawę że chce wskoczyć na dół żeby otworzyć te wielkie drzwi. Kanan pokręcił głową wskazując jej że to nie jest dobry pomysł.
- Zaufaj mi, księżniczko-powiedziała.
- Clove, my zginiemy..-zaczą lecz nie zdołał skończyć bo Clove była już na dole. Kanan tylko przewrócił oczami i pomyślał sobie ,, i co ja z tą dziewczyną mam" i też zeskoczył na dół, gdzie czekała zniecierpliwiona Clove.
Razem stanęli naprzeciwko drzwi i spróbowali podnieść zasuwe, lecz ta ani drgnęła. Kanan czuł że kończy mu się powetrze i że zaraz utonie z gazie kiedy zasówa lekko drgnęła, co dało im nadzieję że mogą to zrobić. Po paru ciągnących się jak godziny dla uwiezionych sekundach drzwi stały otworem. Szybko przebiegli przez nie i zaczeli łapać łapczywiw powietrze. Kanan jeszcae nigdy nie czuł się tak wycieńczony. Myślał że powietrze jeszcze nigdy nie było takim wybawieniem. W tym momęcie Kanan przypomniał sobie że za nimi jest otwarte wejście i szybko wskazał to Clove a ona resztką sił złapała drugiego niewolnika za obroże i wrzuciła go do pokoju pełnego trującego gazu co spowodowało wybuch. Drugi niewolnik stał obok i gdy tylko rozległ się wybuch kazał im biec.
-odpoczniecie później! –krzykną przy akompaniamęcie wybuchu. Po kilkunastu metrach które dla Kanana były najwiękrzym w życiu wysiłkiem skręcili w lewo. Dla Kanana bieganie nigdy nie było problemem. Czasem nawet gdy chciał zapomnieć o trapiących go problemach po prostu wstawał i zaczynał biec. O tym z jego odruchu wiedziała tylko Hera i jego mistrzyni Depa Bilaba lecz ona już niestety nie żyła. Ale za to z Herą znali się na wylot. Był nawet w stanie ją rozpoznać z pośród wielu takich samych kobiet po maleńkiej bliźnie na prawej ręce. Blizna została po tym kiedy hera niechcący w trakcie ich wspólnego przyrządzania kolacji, dokładnie pięć i pół roku temu w trakcie jednego z ich wygłupów stułkła sobie miskę na tej ręce i od tamtej pory zawsze wspominają tą pamiętną noc i to zszywanie Herze ręki przez pół nocy… i w tym momęcie kanan poczuł mocne szarpnięcie za koszule w okolicy klatki piersiowej. Było ono tak silne że aż upadł na twarz w korytarzu obok. Dopiero w tym momęcie zdał sobie sprawę z tego że wybuch za nimi powoli cichnie choć gorąco nadal biło od niego ogromne gorąco. Kanan zdał sobie sprawę że osobą która pociągnęła go w bok była Clove i że znowu dziś uratowała mu życie, a on bardzo nie lubił tego uczucia bo zazwyczaj to on ratował a nie był ratowany. Ale uśmiechną się do Clove i wysapał
-dzzzienkuje – i dopiero w tedy przypomniał sobie jak bardzo jest zmęczony.
-weźcie to- powiedział Jawes który siedział teraz oparty plecami o perfekcyjnie wykonaną ściane z kremowymi kafelkami.-To powinno postawić was na nogi-mówiąc to wyciągną z przedniej kieszeni spodni dwie świecace fiolki pełne elektrycznego niebieskiego płynu.
- Co to?- Spytał Kanan.- Jeśli to narkotyki to ja nie biorę już od bardzo dawna.-powiedział sucho. W tym czasie Clove wypiła już całą swoja porcje i skrzywiła się jak gdyby ktoś wylał jej litr soku z cytryny na język.
-Księżniczko postawi cię to na nogi- powiedziała.-weźmiesz po dobroci czy mamy ci to wlać do gardła? – po czym ''słodko'' zatrzepotała rzęsami.
- Jak już powiedziałem nie biore narkotyków od dawna i nie zamierzam ich brać- powiedział co spowodowało że Jawes wstał i złapał go za ramiona a Clove podeszła i wlała mu całą zawartość do gardła. Gdyby Kanan był silniejszy to pewnie by walczył i protestował lecz teraz był za słaby.
Czuł że płyn wypala mu gargło. Piekący bul rozchodził się po jego ciele tak jak gdyby podróżował wraz z krwią. Kanan opadł na kolana czyjąc że z bulu aż dostał drgawek aż nagle bul ustał i poczuł że już nie jest zmęczony i głodny. Wstał i zauważył że jego towarzysze chichoczą.
- Z czego się śmiejecie?- zapytał
- Z ciebie! –jego pytanie spowodowało że Clove wręcz eksplodowała śmiechem.
Szybko się zebrali i poszli dalej chociaż Clove i Jaws cały czas chichotali a to robiło się powoli denerwujące więc postanowił zająć czymś swoje myśli na przykład.. Kanan przypomniał sobie że przed akcją z narkotykami myślał o Herze. Przypomniał sobie jeszcze raz tego dnia po raz kolejny to wspomnienie. Kanan miał swoją specjalną listę rzeczy które sobie przypominał kiedy był smutny lub gdy potrzebował się zrelaksować. To wspomnienie miało pierwsze miejsce na jego liście. Ma dwadzieścia jeden lat i siedzi sam w barze. Był wtedy uzależniony od alkoholu i narkotywów. Siedział tam tak i nie bardzo wiedział co zrobić ze swoim życiem. Tego dnia poznał siedemnastoletnią Here Sindule która obruciła jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Zaproponowała mu prace. Niewiele mu wtedy na jej temat opowiedziała ale jakoś udało jej się go przekonać i poleciał z nią. W ciągu tygodnia umówili się że będą wspólnikami a miesiąca że to nowy dom Kanana.
Kanan potrafił godzinami myśleć na temat poznania Hery i przygód jakie razem przerzyli jeszcze za nim dołączyła do nich reszta załogi, lecz jego rozmyślania przerwały dwa strzały z pistoletu. Na całe szczęście dla Kanana nie były oddane w jego stronę bo pewnie już by nie żył. Pierwszy strzał padł w stronę Clove która uchyliła się przed kulą i zaczęła za pomocą mocy dusić strzelca. Drugi strzał padł w stronę Jawisa który nie miał tyle szczęścia i refleksu co Clove, i mężczyzna trafił go w klatkę piersiową i ten zaczą się wykrwawiać. Kanan chciał sięnąć za pas po swój miecz świetlny lecz zapomniał że został mu on odebrany.
Gdy Clove zobaczyła co się stało z Jawisem to uklękła przy nim a do oczu zaczęły napływać jej łzy. Jawes powoli zaczą zamykać oczy a Clove darła się w kółko ''nie zasypiaj''. Gdy Jawes już odszedł Kanan położył ręke na ramieniu Clove lecz ta ją zepchnęła. Chwile klęczała jeszcze przy trupie po czym gwałtownie wstała i spojrzała na Kanana. W oczach nie miała już łez tylko ogień.
- Czy wiesz że to BYŁ mój przyjaciel? Zapytała. Kanan kiwną głową lecz ona to zignorowała i obróciła się w stronę otwartego korytarza i krzyknęła
- To był mój przyjaciel!- krzyczała. W jej głosie dawały się we znaki ból i wściekłość.
Stali na rozwidleniu korytarza przy trupie Jawsa kiedy ze wszystkich stron zaczeli nadbiegać uzbrojeni po zęby strażnicy. Clove użyła mocy i przyciągnęła broń jednego z nich. Stali tak przez chwilę czekając jak gdyby kto pierwszy wykona jakiś ruch. Kanan zaczął się już zastanawiać czy mają jakiekolwiek szanse na ucieczkę bo naliczył już z dwudziestu napastników kiedy Clove oddała pierwszy strzał. Kanan chciał na nią krzyknąć że robi głupio, i że oni ich zabiją lecz wtedy zauważył że strzały strażników nie dolatują do nich tylko odbijają się od miejsca delikatnie przed Clove i wracały z powrotem do strażników. Niewiele co prawda trafiało, ale za to wywołały zamęt wśród ludzi. Tynk zaczął się już sypać się z sufitu a kafelki pękały na ścianach, co psuło idealizm tego miejsca, kiedy Clove wkroczyła do akcji. Strzeliła pierwszemu w gardło, a człowiek osuną się na kolana i zaczął się dławić swoją własną krwią. Ciepła, lepka substancja wyciekała z gardła martwego, plamiąc podłogę i powoli wsiąkając w nią przesiąkając piętro niżej. Strażnicy zaczęli uciekać bo zdali sobie sprawę z tego że już nie mogą wygrać i że są łatwym celem, lecz Clove tylko się roześmiała i zaczęła ich masakrować. Jednego z nich trafiła w nogę co spowodowało gigantyczny krzyk strażnika i psychopatyczny śmiech Clove. Wzniosła ona pistolet i strzeliła mężczyźnie prosto w oko, które rozprysło się po całej jego twarzy. Człowiek upadł i zaczął czołgać się w stronę wyjścia lecz Clove straciła już zainteresowanie tym człowiekiem a jego widok tylko podburzył panikę pozostałych. Kilku kolejnych trafiła prosto w głowę co powodowało prawie natychmiastową śmierć i bardzo nie ciekawy widok.
Jeden z ludzi próbował zajść ich od tyłu lecz Clove szybko to dostrzegła i wycelowała w jego rękę po czym oddała strzał. Efekt był taki że mężczyźnie urwało cały nadgarstek, a jego prawa dłoń leżał teraz na podłodze i jeszcze lekko się ruszała. Mężczyzna przez chwile był w szoku a dopiero potem zdał sobie sprawę że właśnie mu urwało rękę i zaczął spazmatycznie krzyczeć. Z jego nadgarstka można się było nauczyć anatomii. Idealnie widać było lekko czerwoną od krwi kość oraz każde najmniejsze ścięgno i mięsień. Bardzo majestatycznie wyglądały również żyły które cały czas tryskały krwią. Mężczyzna wciąż krzyczał co poddenerwowało Clove więc zastrzeliła go by uciszyć go już na zawsze.
Kanan bał się poruszyć. Clove była w jakimś psychopatycznym szale mordu więc zabijała wszystkich po kolei.
Gdy zostało tylko dwóch Clove postanowiła się pobawić i zobaczyć ile jest w stanie wytrzymać ludzka głowa. Żołnierz nie wyglądał już tak morderczo i pewnie jak wcześniej. Leżał teraz z głową mokrą od swoich własnych łez, skulony i błagał o litość osobe którą kiedyś zabiłby pewnie z zimną krwią.
-błagam..-wyszeptał lecz potem jego słowa brzmiały bardziej jak kwik małego przerażonego prosiątka idącego na żeź pomyślał Kanan.
Clove położyła jeszcze jedną ławkę a potem jeszcze kwiatek w doniczce kiedy głowa ex żołnierza eksplodowała z drobnym huknięciem, zostawiając po sobie tylko krwawą plamę w miejscu gdzie kilka sekund temu znajdowała się głowa mężczyzny. Tylko jeden mężczyzna jeszcze żył, ten pierwszy bez oka i z kulą w nodze. Clove wycelowała idealnie w czubek głowy i oddała serię strzałów, po których z ciała została tylko krwawa maź.
Clove odwróciła się gwałtownie w jego stronę i wycelowała broń w jego twarz. W oczach wciąż palił się jej taki sam ogień. Jak widać strzelanie do żołnierzy nadal nie uśmierzyło jej chęci mordu.
- Clove…- zaczął lecz na to Clove odpowiedziała mu tylko przeładowywując pistolet.
Stali tak przez chwilę. Młoda padawan celująca w twarz Kanana i on stojący nieruchomo jak sułp soli bojący się nawet oddychać bo ten oddech może być jego ostatnim. I w tym momencie rozległ się rozrywający krzyk wydobywający się z początka korytarza. Kanan czuł jak z krzykiem rozdziera się jego dusza. To było jedno z najgorszych doświadczeń jakie kiedykolwiek przeżył. Bardzo dobrze wiedział kto krzyczy. Ten głos rozpozna zawsze, choć jeszcze nigdy nie słyszał go w takiej formie. To krzyczał jego padawan, Ezra.
