Oto kolejna część przygód braci W. Mam cichą nadzieję, że historia was wciągnie i się spodoba. Pamiętajcie, że komentarze karmią wena ;)
Lou jest w pełni zakończoną i napisaną historią, kolejne rozdziały będę dodawać widząc, że ktoś je czyta ;) Dlatego serdecznie zapraszam do lektury. Więcej moich opowiadań znajdziecie na moim bloogu lucusiowo ;)
Właśnie, niższy… energicznie podszedł w jej kierunku z całych sił starając się skupić uwagę dziewczyny na sobie. Miał właśnie, stosując technikę Sama, chrząknąć, gdy niebieskie oczy dziewczyny zwróciły się na niego.
Pulsujący w nich rytm pragnienia na chwilę pozbawił go tchu. Dawno nie widział tak szczerego spojrzenia, źrenic które bez trudu ujawniają wszelkie sekrety.
Dziewczyna patrzyła na niego i… patrzyła. A wnętrzności Deana zatuptały z zazdrości. Był pewien, że tlące się w ciele dziewczyny pożądanie skierowane jest ku jego bratu. Chrzaniąc w tym wypadku braterską lojalność, postanowił że stanie w szranki. Niech wygra najlepszy.
Lou śledziła zmiany, jakie zachodziły na twarzy Deana. Gama barw, która omyła jego czoło z lwią zmarszczką, błyszczące zielenią oczy i lekko ściśnięte wargi. Minęła zaledwie sekunda, a wszystko się zmieniło. Twarz wygładziła się, napięcie ustąpiło, a na ustach pojawił się uroczy uśmiech. Serce dziewczyny zamarło.
Jednak organ ten ma to do siebie, że nie lubi trwać w bezczynności. Wróciło do wzmożonej pracy w takim tempie, że krew z impetem zaatakowała kobiece policzki barwiąc je szkarłatnie. Nagły wzrost temperatury jej ciała wywołał kropelki potu na skroniach i przemożną chęć odpięcia kilku guzików w bluzce.
Jej drobne palce bez trudu poradziły sobie z plastikowym wyrobem, a odsłonięta skóra odetchnęła z wyraźną ulgą. Zieleń pieściła ją z daleka.
Dean miał wielką ochotę, by zbliżyć się do niej bardziej. Wsunąć dłoń za kołnierzyk bluzki i delikatnie popieścić ukrytą tam skórę. Potem powoli przesunąć rękę, aż jego palce przykryją pulsującą żyłkę tuż po prawej stronie szyi. Wczuć się w jej rytm, zatopić w szumie krwi i pokazać jej, jak bardzo jego ciało reaguje na ten syreni śpiew.
Jego nogi żyły własnym życiem. Jego ręce przejęły kontrolę. Stał tuż przed Lou. Dzieliły ich zaledwie marne centymetry, a gęstniejące pomiędzy nimi powietrze, nie pozostawało wątpliwości, co do szarpiących nimi pragnień.
Kobieta całkowicie zapomniała o siedzącym przy stole dryblasie. Każda jej komórka wzywała i odpowiadała na zew, jaki czaił się pod skórą stojącego przy niej mężczyzny. Wrażliwe nozdrza wchłaniały jego zapach, a źrenice wyłapywały napięcie mięśni, kropelki potu nad górną wargą i tę ich kuszącą miękkość, gdy lekko rozchylone wręcz do niej śpiewały.
Przysunęła się o milimetr… Dean wyciągnął dłoń… Jej skóra zadrżała w oczekiwaniu… Ciepłe oddechy zmieszały się wśród drobinek kurzu… Dłoń dotknęła dłoni… Zieleń zmieszała się z błękitem i na chwilę…
- Dean, znalazłem, ale muszę jeszcze…
W grę pragnień i zmysłów wdarła się rzeczywistość w postaci wysokiego mężczyzny, który chyba nie do końca świadomy, co właśnie uczynił, stał przy stole wpatrując się w nich z twarzą pozbawioną jakiekolwiek wyrazu.
Dean odetchnął głęboko, starając się poskromić tętniącą w żyłach lawę. Przymknął oczy i…
- Sam? Tak? Więc słuchaj Sam, jeżeli potrzebujesz więcej informacji, to śmiało korzystaj z księgozbioru. Jednak pozwolisz, że ja wykorzystam twojego brata? – Lou nie lubiła, gdy coś szło nie po jej myśli. Dlatego teraz z zapałem przystąpiła do realizacji pewnego planu.
- A poza tym za godzinę zamykają uczelnię, więc do jutra mogę wam wypożyczyć niektóre z ksiąg, lub… służyć własnym wsparciem?
Ostatniemu słowu towarzyszyło uważne spojrzenie w kierunku starszego z braci. Nie umknęło to uwadze Sama, którego zwoje mózgowe osiągnęły właściwe skręcenie i pojął co i jak. Poczuł nawet lekki zawód, bo wydawało mu się, że wpadł w oko pani profesor. Jednak jak widać ten typ woli bardziej mięśniaków niż intelektualistów. Chociaż, gdyby się postarał… od czasów liceum nie rywalizował z Deanem o dziewczynę, może by trzeba podjąć taką grę.
Będzie trudno, silna konkurencja, ale on w końcu też jest Winchester i tak łatwo się nie podda. Z silnym postanowieniem, że on tym razem też skorzysta z przyjemności ofiarowanych przez kobiece i stanowczo ludzkie ciało, zaczął obmyślać plan działania.
Dla jego własnego dobra powinien działać szybko. Dean miał sporą wprawę w obsłudze delikatnego instrumentu pod postacią kobiety. Sam był w tym przypadku nieco toporny, bo zazwyczaj wolał przykładać się do książek niż … nieco bardziej kształtnych i miękciejszych walorów osobniczek płci przeciwnej.
Widząc, jak jego starszy brat rzuca powłóczyste spojrzenie spod tych cholernie długich rzęs, musiał przystąpić do działania. Wycofał się na chwilę pomiędzy regały i wyciągnął komórkę, po chwili wyszeptał do niej cicho. – Bobby?...
A Dean był w swoim żywiole. Wyraźnie czuł, że ma szansę na chwilę szaleństwa w drobnych ramionach pani profesor. Kobieta patrzyła na niego niezwykle śmiało, wręcz nie ukrywając swojego pragnienia. Błękitne oczy nie odrywały się od jego twarzy, wciąż odnajdując nowe fragmenty do podziwiania.
Nie oznacza to, że nie zauważyła i właściwie doceniła reszty gabarytów mężczyzny. Miała jednak nadzieję na bliższe poznanie i bardziej namacalną metodę badawczą, bo ten cholerny sweterek stanowczo odbierał mu wdzięk ukrywając wielce obiecujące walory.
- Chłopcy, mam taką propozycję. Pomogę wam wybrać odpowiednie książki. A potem…
- My może skoczymy na jakąś kolację, a Sam przez ten czas przejrzy materiały. W końcu jest w tym najlepszy. – Dean odezwał się zanim któryś z pozostałej dwójki mógł coś wtrącić. Posłał młodszemu bratu znaczące spojrzenie i mrugnął okiem.
W Samie krew nieco zawrzała. Miał zamiar zacząć dyskusję, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Jeżeli wszystko pójdzie po jego myśli… - Niema sprawy. Spotkamy się w motelu, Dean. A ty Lou możesz pokazać mi te swoje słynne księgi i jeśli mógłbym prosić cię o konsultację, w końcu jesteś specjalistką…. – Przesunął się do dziewczyny i delikatnie chwytając ją pod łokieć zaprowadził ją pomiędzy regały.
Dean wyciągnął dłoń, lecz jego ręka zgarnęła tylko powietrze. W tej samej chwili w jego kieszeni zawibrowała komórka. Zrezygnowany wyciągnął telefon. – Słucham. Bobby?... Dobrze. Rozumiem… Tak, dobrze. Będę za pól godziny. – I z ciężkim westchnieniem schował srebrny przedmiot. – Sam? – zawołał w kierunku, skąd dochodził głos jego brata.
- Co jest? – Na końcu jednego z regałów ukazała się czupryna chłopaka.
- Dzwonił Bobby. Ma dla nas jakieś informacje. Mam się z nim spotkać za półgodziny w naszym motelu. Więc spotkamy się na miejscu.
- Ok. Ja tu jeszcze posiedzę… - Z uśmiechem samozadowolenia zniknął za szafką. Dean miał zamiar zawołać Lou, jednak zrezygnowany machnął ręką i odwrócił się do drzwi. Zupełnie jak nie on. Nagle poczuł na ramieniu drobną dłoń.
- Dean? Słuchaj, może byśmy razem zjedli kolację? Tutaj i tak wkrótce zamykają, więc… masz mój adres. – Wcisnęła mu w dłoń wizytówkę. – Wpadnij, to pogadamy przy dobrym jedzeniu i winie. – Kobieta spojrzała na niego pytająco. Jej serce lekko zadrżało, z obawy że chłopak odmówi. Jednak kiedy na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, Lou odetchnęła z ulgą.
- Pewnie. Bardzo chętnie. Powiedzmy że pojawię się o 20?
Dziewczyna kiwnęła głową i posłała mu uroczy uśmiech. W tej samej chwili dobiegł ją głos Sama. – Lou? Czy mogłabyś spojrzeć na…
Chłopak przerwał, gdy jego wzrok padł na stojącą przy drzwiach parę. Dean machnął w jego kierunku dłonią i zniknął za drzwiami. A dziewczyna… odwróciła się powoli w kierunku Sama. Padające zza jego pleców światło otoczyło jego sylwetkę miękką poświatą. Wydawał się jeszcze wyższy i szerszy w ramionach. Całkowicie wypełniał przestrzeń między regałami. Kiedy podeszła bliżej, spojrzenie jego oczu otoczyło ją jak ciepłym płaszczem. Uśmiechnął się do niej delikatnie, a w lewym policzku ujawnił się dołek, który kusił by go delikatnie dotknąć. Sam przesunął się nieco i wpuścił dziewczynę pomiędzy półki.
- Jeżeli dobrze zrozumiałam, co was interesuje, to ciekawe artykuły znajdują się na tamtej półce. – Dziewczyna wskazała na jeden z najwyższych poziomów. Zrobiła dwa kroki i przyciągnęła drabinę. Zgrabnym ruchem wspięła się kila stopni i w skupieniu zaczęła przeglądać opasłe tomy.
Dzięki temu Sam miał znakomity widok na jej zgrabne nogi i kształtne pośladki opięte ciasnymi dżinsami. Kiedy unosiła ręce, materiał bluzki unosił się do góry odkrywając miękką skórę brzucha i ciemną dolinę pępka. W opuszkach palców poczuł nagłe mrowienie, zapragnął sprawdzić miękkość i wrażliwość tego, co odsłoniła.
Niczego nie świadoma dziewczyna, przygryzając dolną wargę szukała właściwej książki. W pewnej chwili wyraźnie poczuła, że jest obserwowana. Spojrzała na Sama, którego oczy zmieniły barwę na ciemniejszą. Miał lekko rozchylone usta, a brązowe kosmyki łagodnie spływały mu na twarz, jakby prosząc by wpleść w nie palce.
Czym prędzej odwróciła głowę i wróciła do szukania książki. Jak to zazwyczaj bywa, dostrzegła ją na końcu półki. Nie chciała przesuwać drabiny, więc wygięła się jak mogła najbardziej i wyciągnęła rękę.
Drabina zachwiała się, a Lou z cichym krzykiem poczuła, jak siła grawitacji przyciąga ją do ziemi. Instynktownie czując, że czeka ją twarde lądowanie, napięła mięśnie oczekując na kontakt z zimną podłogą.
Jednak nic takiego się nie stało. Zamiast zimna poczuła ciepło. Opadła na coś twardego i ciepłego, coś, co gładziło ją teraz po włosach.
- Lou? Nic ci się nie stało? – Sam trzymał dziewczynę w ramionach. Jego silne ręce bez trudu ją złapały, a teraz z niezwykłym zapałem przytulały ją do jego umięśnionej klatki.
Lou czuła wyraźnie jego zapach. Pod palcami wyczuła linię jego ramion, a druga ręka oparta dokładnie w miejscu, gdzie szaleńczo biło mu serce, instynktownie przechwyciła jego rytm.
Jedna ręka Sama znajdowała się pod kolanami dziewczyny, druga otaczała jej talię, a smukłe palce delikatnie głaskały odkrytą skórę. Tętno dziewczyny wzrosło, dopasowując się idealnie do szaleńczego tempa chłopaka.
Nic nie mówili. Lou bała się unieść wzrok, bała się poruszyć, a nawet oddychać. Sam również trwał w bezruchu. Jedynie palce żyły własnym życiem, szukając jak najbliższego kontaktu z jej ciałem.
Powietrze zgęstniało od panującego napięcia. Pomieszczenie wypełnił zapach rosnącego pożądania, a zmieszany z wirującymi drobinkami kurzu pozbawiał obojga tchu.
Sam postawił dziewczynę na ziemi. Jednak jego ręka wciąż przyciskała ją do jego ciała. Miękkość i twardość, ogień i woda. Dwa żywioły pragnące spełnienia. Silna męska dłoń wsunęła się pod brodę dziewczyny unosząc ją delikatnie do góry. Jednak Lou wciąż nie unosiła powiek. Bała się, że jeśli spojrzy mu w oczy to…
- Otwórz oczy. Spójrz na mnie. – Miękki głos Sama popieścił jej uszy. Chłopak pochylił się w jej stronę, aż na policzku poczuła jego ciepły oddech. – Spójrz na mnie. – Ponowił prośbę.
W końcu Lou uniosła powoli powieki, trafiając od razu na błyszczące zielenią oczy. Czające się w nich pragnienie sprawiło, że zadrżała. Chciała odsunąć głowę, jednak silne palce przytrzymały ją w miejscu. W tej samej chwili miękkie męskie wargi dotknęły jej rozchylonych ust.
Sam skosztował jej delikatnie, wręcz nieśmiało. Dotykał jej warg, jakby w obawie że może się rozpaść pod jego dotykiem. Zachęcony brakiem agresywnej reakcji ze strony dziewczyny, nasilił pocałunek, a jego czekający już w gotowości język, zuchwale wtargnął do jej słodkich ust.
Duża męska dłoń spoczywała na jej biodrze, teraz mocniej przycisnęła ją do ciała chłopaka, tak że Lou bez trudu wyczuła budzącego się do życia smoka ukrytego w lewej nogawce. A z tego, co wyczuwała, to gad należał stanowczo do przedstawicieli całkiem sporych gabarytów.
Tymczasem wilgotny język Sama zachłannie smakował jej podniebienie. Wodził po nim, rysował kółeczka i co chwila szturchał jej język, starając się skłonić go do zabawy.
Dziewczyna trwała jednak w pewnym odrętwieniu. Jej ciało zrywało się, by odpowiedzieć na pocałunek chłopaka, jednak nie zakryty jeszcze mgłą pożądania fragment mózgu, dzwonił i migał na czerwono, informując ją, że jest bliska popełnienia błędu… przyjemnego, lecz błędu.
Sam oderwał się na chwilę od jej zaczerwienionych ust. Jego zielone oczy schowały się za chmurami pożądania, a rozchylone wargi chciały skosztować więcej… Pochylił się znowu nad dziewczyną. Wplótł palce w jej włosy odchylając jej głowę do tyłu i lekko w bok. Jego oczom ukazała się smukła szyja wraz z niebieską żyłką pulsującą szaleńczo. Nie czekając ani chwili, przywarł do niej całując i gryząc delikatnie. Bez trudu znalazł jej wrażliwe miejsce, kąsając i liżąc je na przemian.
Lou poczuła, że miękną jej kolana, a żar rodzący się w jej wnętrzu z szybkością światła spala jej samokontrolę ogarniając całe ciało. Jęknęła przepełniona poczuciem bezsilności, wciąż walcząc ze sobą. Uniosła dłonie chcąc oddalić się nieco od chłopaka, kiedy jednak trafiła na twardą klatkę i żar bijący od jego ciała, nie miała siły by odsunąć się chociaż na milimetr.
Kiedy Sam usłyszał jej jęk, uśmiechnął się zadowolony. Teraz seria szybkich pocałunków zaznaczyła ścieżkę od jej szyi, przez żuchwę, by znowu znaleźć się na wargach. Jego delikatność zastąpiło pragnienie. Nienasycone i wręcz dzikie. Wgryzał się w jej dolną wargę, językiem kosztował kąciki ust, wtargnął pod leżący język zmuszając go do wspólnego tańca. Długie palce mocniej chwyciły jej włosy, uniemożliwiając jej poruszenie głową.
Lou czuła, że brakuje jej tchu. Łapczywie chwyciła poły jego kamizelki. Znalazła w sobie nieco siły, by go trochę odepchnąć. Jednak Sam nie przerywał pocałunku. Batalia w ich ustach wciąż trwała. On był najeźdźcą, a ona jego branką, która musiała mu ulec*.
Zrobił dwa kroki i dziewczyna znalazła się w pułapce. Czuła, jak w jej plecy wpija się półka, a z przodu przyciska ją silne męskie ciało. Ręka Sama znalazła się na przedzie jej bluzki, długie palce bez trudu odpięły kilka guzików odsłaniając aksamitną skórę. Wciąż było mu mało, chciał więcej… Stukot opadającego plastiku przerwał ciszę panującą w pokoju. Oczom chłopaka ukazał się kremowy koronkowy stanik, a w nim dwa urocze wzgórza, które prosiły się o pieszczoty.
Lou drżała jak szalona. Jej ciało krzyczało o jego dotyk, chciała poczuć smak jego skóry, sprawdzić, czy wszędzie jest tak twardy jak się wydaje. Z drugiej strony co chwila przed oczami stawała jej inna twarz, inne zielone oczy…
Sam nie ustępował. Pragnął tej dziewczyny, musiał ją mieć. Dawno nie czuł takiego głodu, pragnienia by stać się częścią kobiety, wypełnić ją sprawiając, że wykrzyczy jego imię.
Wsunął palec wskazujący pod ramiączko jej stanika całując każdy fragment skóry. Tracił panowanie nad sobą, przepełniony wewnętrznym żarem nie potrafił dłużej kontrolować własnego zachowania. Miał wrażenie, że to nie on wgryza się w jej ramię i to nie on znaczy językiem wilgotny ślad na jej skórze.
Dziewczyna odrzuciła głowę do tyłu nie będąc w stanie zapanować nad własnym ciałem. Podniosła dłonie, by wsunąć je w brązową czuprynę chłopaka, przysunąć go bliżej, pokazać, gdzie pragnie poczuć jego usta…
W tej samej chwili z gardła Sama wydobyło się coś na kształt warknięcia. Chłopak uniósł głowę patrząc na dziewczynę, lecz w jego spojrzeniu nie było już tylko pożądania. Paliły się w nich dziwne złote ogniki gniewu i złości, wręcz nienawiści.
Było to dla Lou jak zimny prysznic. Na skórze czuła jedynie zimny powiew powietrza, a serce tym razem zamarło ze strachu.
- To ty. - Zimny i ostry głos Sama brzmiał zupełnie obco. Jego oczy, dziwna mieszanka zieleni i złota, wpatrywały się w jej niewielkie znamię tuż nad lewą piersią.
Dziewczyna machinalnie chciała się zasłonić, lecz silne ręce mężczyzny przytrzymały ją. Sam wpatrywał się raz na jej znamię, raz prosto w oczy, wywołując u dziewczyny ochotę na krzyk przerażenia.
Przysunął się do niej jeszcze bliżej. Wcisnął własnym ciałem w twarde półki, a jego dotąd ciepłe i miękkie dłonie, teraz zimne i dziwnie twarde znalazły się na jej szyi naciskając ją coraz mocniej.
Lou była przerażona. Nie miała pojęcia co robić. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans na obronę. Znieruchomiała czekając na to, co miało nadejść.
Palce, jeden za drugim, gładziły skórę jej szyi, by po kolei zaciskać się na niej tworząc śmiertelną pętlę odcinającą jej życiodajny oddech.
- Kto by pomyślał, że tutaj cię znajdę… - Głos chłopaka wdzierał się do jej ucha. – Taka bezbronna, bezsilna i moja… Aż szkoda, że przyjdzie mi to tak łatwo… Chociaż, może wcześniej powinienem spróbować, jak smakuje wysłannik wojowników, prawdziwa amazonka w ludzkiej skórze.
Lou nie miała pojęcia o czym mówi. Sądziła, że chyba zwariował. Może ma jakiś atak.
Nagle palce mężczyzny nieco rozluźniły ucisk, a jego usta ponownie znalazły się na jej szyi, tym razem gryząc i ssąc, zostawiając po sobie krwiste ślady.
Jego dłoń brutalnie ścisnęła jej pierś, a prawa noga wsunęła się pomiędzy uda dziewczyny, zmuszając ją do rozchylenia nóg.
- Smakujesz znakomicie. Jaka szkoda, że Dean nie będzie miał okazji, by to sprawdzić. A jesteś w jego typie… o tak…
Spanikowany umysł Lou zaczął pracować na podwyższonych obrotach. Korzystając z chwili, gdy Sam oderwał się na chwilę od jej szyi, dziewczyna w popłochu rozejrzała się wokół. Kilka półek dalej zobaczyła obciążnik do papieru, solidny, wykonany z twardego kamienia. Gdyby tylko mogła go dosięgnąć.
- Patrz na mnie! – Sam wpatrywał się w nią ze złością. Chwycił jej drobną twarz zmuszając ją do spojrzenia mu prosto w oczy. A zieleń ustąpiła miejsca żółci, jaskrawej, przerażającej.
Nagle, gdzieś w jej wnętrzu obudziło się niewiarygodne ciepło, które rozpychając się w jej żyłach zalało jej całe ciało. Dziwne, ale uspokoiło ją to, napełniło pewnością, że wszystko będzie dobrze. Poczuła się niezwykle silna i skoncentrowana. A jej dłonie… paliły ją, jakby z opuszków palców miały wystrzelić ogniste płomienie.
Już wiedziała, co ma robić. Nie bała się. Była w końcu NIĄ…
