Rozdział I.

W słoneczny sobotni poranek wszyscy w wieży Gryffindoru jeszcze spali, kiedy w całym zamku rozległ się magicznie pogłośniony głos znienawidzonej nauczycielki Obrony.

- Wszyscy uczniowie i cały personel oraz goście mają stawić się w Wielkiej Sali jak najszybciej! Powtarzam, wszyscy uczniowie i cały personel oraz goście mają stawić się w Wielkiej Sali jak najszybciej!

Pomruki i jęki rozpoczęły się w akademiku piątego roku Gryffindoru.

- O nie, to dopiero 8 rano! – wykrzyknął ze złością Ron patrząc na zegarek. – To sobota, pomyślałby, kto, że można pospać dłużej!

- Zgadzam się z tobą kolego – mruknął Dean Thomas.

- Ciekawy jestem, o co chodzi tym razem. – Zastanawiał się Seamus Finnigan.

- Nie wiem, ale to nie będzie dobre – odpowiedział Harry.

- Lepiej chodźmy, nie chcemy przecież jej wkurzyć – powiedział nerwowo Neville.

- Tak, tak chodźmy – westchnął Harry.

Godzinę później prawie wszyscy zebrali się w Wielkiej Sali i jedli śniadanie wymieniając po cichu uwagi patrząc na stół nauczycielski.

Harry siedział jak zawsze na swoim stałym miejscu przy stole Gryfonów oszczędzając miejsce po jego lewej stronie dla Remusa i jego „psa". Hermiona usiadła po prawej stronie swojego najlepszego przyjaciela. Ron i reszta Weasleyów, wraz z Billem, Charlie i Molly usiedli naprzeciwko Harry'ego i Hermiony. Dean, Seamus i Neville usiedli kolejno koło Hermiony. Chwilę później Remus usiadł koło Harry'ego i zaczął jeść od czasu do czasu rzucając coś Wąchaczowi.

Gdy każdy już był obecny, dziesięć osób weszło do Wielkiej Sali. Na przedzie szedł Minister Magii Korneliusz Knot z dumnie wypiętą klatką piersiową i swoim zielonym melonikiem w ręku wymieniając uwagi z Lucjuszem Malfoyem. Za nim energicznie kroczyła Amelia Bones, koło której znajdował się Artur Weasley. Za nimi podążali Percy Weasley, Rufus Scrimgeour, Nimfadora Tonks i Kingsley Shacklebolt. Pochód zamykało dwóch zakapturzonych nieznajomych. Jeden niósł myślodsiewnie a drugi dwie szkatułki.

Dyrektor szkoły Albus Dumbledor wstał ze swojego miejsca i uśmiechnął się do przybyłych.

- Korneliusz, Amelia jak miło was widzieć. Nie chciałbym być niemiły, ale co tu robicie? –Zapytał z iskierkami w oku.

- Cóż skoro pytasz… Jesteśmy tutaj, aby udowodnić wszystkie kłamstwa twojego ucznia Harry'ego Potter'a i pokazać prawdę Albusie – powiedział sucho Minister.

- Ach, prawda to tak wspaniała i niebezpieczna rzecz… Mogę zapytać jak chcesz tego dokonać Korneliuszu?

- Za pomocą tego starożytnego artefaktu z Departamentu Tajemnic. Chyba poznajesz go, prawda?

- Tak, tak, chociaż oczywiście nie widziałem go na własne oczy. To szkatułka prawdy absolutnej prawda?

- Tak – odezwał się jeden z tajemniczych gości. – Panie Ministrze powinniśmy zacząć.

Na swoich miejscach Hermina i Remus patrzyli bladzi na poczynania dwóch pracowników Departamentu Tajemnic. Z pierwszej i mniejszej szkatułki wyjęli kilka fiolek i wlali je do myślodsiewni. Następnie wyczarowali siedem zestawów pustych książek i zamoczyli je w misie i włożyli do większej szkatułki recytując po cicho dość długie zaklęcie. Nagły błysk złotego światła rozświetlił Wielką Salę. Na miejscu szkatułki leżało siedem książek.

- O nie – szepnęła Hermina zaciskając swoją rękę na ramieniu Harry'ego. – Oni nie mogli!

- Mione o co chodzi – zapytał Harry patrząc na nią z zatroskaniem.

To Remus mu odpowiedział.

- Szkatułka prawdy absolutnej to starożytny artefakt. W historii odnotowano jedynie trzy sztuki. Dwie zostały użyte wcześniej. Trzecia została właśnie wykorzystana. Przedstawia ona fakty z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości za pomocą książek. Dzielą się średnio na cztery dla przeszłości, jedna dla teraźniejszości i dwa dla przyszłości.

- Te książki ujawniają nie tylko zdarzenia, ale też myśli i uczucia tego, którego krew została wykorzystana. A w związku z tym, że rzadko była używana nie ma zakazu jej wykorzystania – dodała Hermiona.

Harry zbladł. Wszyscy będą słyszeć jego myśli? Dowiedzą się o jego domu, kamieniu, Puszku i Norbercie? A to tylko byłaby pierwsza książka! O nie, nie, nie!

- Hermiono – szepnął gorączkowo – nie można nic zrobić? Cokolwiek?

- Przykro Mi Ry – odszepnęła smutno dziewczyna. – Nie można nic zrobić.

Harry zacisnął zęby i zamknął oczy. Chciał zniknąć, zapaść się pod ziemię.
Remus patrzył na niego z troską i zdziwieniem. Z pewnością nie mogło być tak źle, prawda?

Ron spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela i uścisnął mu ramię.

- Jesteśmy z tobą bracie. A oni wszyscy dowiedzą się prawdy. Może nawet Syriusz będzie wolny – powiedział mu cicho.

Harry otworzył oczy i kiwnął głową. Jeśli to sprawi, że Syriusz będzie uniewinniony to on da temu radę.

Profesor Umbridge klasnęła w dłonie i wstała.

- Skoro wszystko jest już skończone niech nasi nowi goście usiądą i dowiedzmy się prawdy – zapiała swoim wysokim dziewczęcym głosem.

- Przepraszam Pani Umbridge, ale najpierw każdy z obecnych musi przysięgnąć, że to co usłyszy będzie traktował jako prawdę – odezwał się drugi pracownik Departamentu Tajemnic

- Tak, tak, oczywiście – przemówił Minister i jako pierwszy złożył przysięgę. Za nim podążyli inni. Ostatnimi z przysięgających byli Harry i Albus Dumbledore.

Ten ostatni chrząknął i dodał.

- Nie sadzę, żebyśmy mieli prawo karać dzieci za coś co zdarzyło się dawno temu, bądź nie zdarzyło się jeszcze wcale, prawda Ministrze?

- Masz rację dyrektorze –powiedział przez zaciśnięte zęby Minister. – Zacznijmy wreszcie.

A z tym nowo przybyli porozchodzili się by zająć miejsca. Lucjusz Malfoy usiadł koło swojego syna przy stole Slytherinu, Amelia Bones dołączyła do Puchnów i swojej siostrzenicy a Arthur Weasley zasiadł kolo swojej żony i dzieci. Reszta gości usiadła przy stole nauczycielskim