Rozdział 1
You know tere will be days
When you're so tired
That you can't take another step
The night will have no stars
And you'll think you've gone as far
As you will ever get
The Weepies
W niewielkim domu na skraju lasu panował półmrok. Słońce już dawno wzeszło, ale nie miało szans przedrzeć się przez szare październikowe chmury spowijające niebo. Do pokoju dziennego, przez niewielkie okna przesłonięte poszarzałymi firankami, wpadało go jeszcze mniej.
Na burej podłodze w kuchni siedział brązowo- biały kundel, łypiąc z nadzieją na blat, na którym Will Graham przygotowywał sobie śniadanie. Przeciął na obłupanym talerzu kanapkę na pół i odłożył nóż na blat. Otworzył lodówkę i chwilę przyglądał się jej ubogiej zawartości. W końcu wyjął karton soku i butelkę piwa. Nalał soku do kubka, wziął go i talerz, i zaniósł do pokoju dziennego, stawiając je z łoskotem na stole. Pies, zamiatając ogonem poszedł za panem, siadając obok krzesła, które zajął Graham. Jadł w ciszy, popijając sokiem, przyglądał się ceglastym ścianom i burym obrazom przedstawiającym jesienno- zimowe pejzaże.
- Hej, Strider – zwrócił się do psa, wyciągając w jego stronę kawałek kanapki w ręku – To dla ciebie.
Pies zamerdał ogonem i podszedł niespiesznie do niego, biorąc ostrożnie resztkę jedzenia. Zjadł i spojrzał na niego swoimi brązowymi ślepiami. Graham uniósł kącik ust i wstał od stołu, zabierając talerz i kubek, które wylądowały w zlewie, obok innych naczyń. Potem otworzył szafkę, wyciągając z niej psią karmę i wsypał jej trochę do metalowej miski. Kundel obserwował go, czekając, a kiedy mężczyzna odsunął się, podszedł, machając leniwie kudłatym ogonem. Graham poklepał go po głowie i sięgnął po piwo. Otworzył je i postawił na stoliku obok kanapy w pokoju dziennym. Wziął gazetę, którą kupił kilka dni temu i usiadł przed kominkiem. Nie interesowała go jej zawartość, nic ciekawego w niej nie mógł znaleźć, ale chciał jakoś zabić czas, nim zabierze się za naprawę silnika do łodzi. Przeglądał bez większego zainteresowania czarno-białe strony, popijając piwo.
Tkwił pomiędzy jawą a półsnem, kiedy butelka była już prawie opróżniona, a gazeta dokładnie przejrzana. Usłyszał pukanie do drzwi i obejrzał się zdziwiony w ich stronę, ale usłyszał je ponownie. Odłożył gazetę i piwo na stolik i podszedł niechętnie do drzwi. Uchylił je na kilkanaście centymetrów, mrużąc oczy oślepiony blaskiem przedpołudniowego słońca. Stała za nimi niewiele niższa od niego brunetka. Widział, jak słowa i uśmiech zamierają jej na ustach, a wzrok wędruje na jego prawy policzek. Przywykł. Zmierzył ją wzrokiem, westchnąwszy zniecierpliwiony. Niedługo jednak czekał, aż przeniosła spojrzenie na oczy.
- Cześć – powiedziała w końcu, uśmiechając się przyjaźnie. – Em… jestem Leah. Mieszkam niedaleko, wprowadziłam się niedawno. – Słuchał, milcząc, z umiarkowanym zainteresowaniem. - Skończyło mi się paliwo w aucie, a muszę jechać na zakupy, wieczorem mam gości. Chciałam spytać, czy mógłbyś mnie podwieźć – przechyliła głowę, uśmiechając się zakłopotana – Czy coś? Odwdzięczę się… - dodała po krótkiej chwili.
Stał przez moment bez żadnej reakcji, aż w końcu odwrócił się i bez słowa zniknął w mieszkaniu, przymykając drzwi. Zmarszczyła brwi i rozchyliła usta, zdumiona jego zachowaniem, ale nim zdążyła cokolwiek zrobić, uchylił jej ponownie wkładając jej w dłoń kluczyki. Spojrzała na nie jeszcze bardziej zaskoczona, obracając w palcach, a potem na drzwi, za którymi zniknął, zamykając jej przed nosem.
- Dzięki – powiedziała w końcu, wciąż zdezorientowana, po czym zeszła z werandy i wsiadła do samochodu stojącego z boku domu.
Graham wszedł do kuchni, by po chwili zająć miejsca na wytartym fotelu stojącym w rogu pokoju, otwierając po drodze drugą tego dnia butelkę piwa. Zdziwiło go, że ktoś do niego przyszedł, zdziwiła jej prośba. Nie wiedział, że ktoś wprowadził się do tego domu, odkąd pamiętał, stał pusty. Nie zdziwiła za to reakcja, kiedy otworzył drzwi. Uśmiechnął się krzywo na to wspomnienie i pociągnął łyka piwa.
Słyszał, jak kobieta odjeżdża jego samochodem. Było mu obojętne, czy go odzyska. Wszystko było mu obojętne. Z domu ruszał się i tak praktycznie tylko po zakupy, i to wieczorem, kiedy nikt nie patrzy. Inaczej prawie każdy coś szeptał, zerkał. Ci którzy go znali, nie znali, kojarzyli z gazet, albo telewizji, Lecter zapewnił mu "sławę" o której nigdy nie marzył. Ignorował ich, wszystkich.
Najbliższy sklep nie był najlepiej wyposażony, ale chciała jak najszybciej załatwić zakupy i oddać samochód. Przebiegła przez cały market, wkładając poszczególne produkty z listy do koszyka. Na koniec zajrzała do działu z alkoholami i do zakupów dołożyła dwie butelki wina. Po krótkiej chwili zastanowienia dołożyła trzecią i skierowała się do kasy. Wracając zatrzymała się pod swoim domem, szybko zaniosła zakupy i wróciła do auta.
Leah zatrzymała samochód w tym samym miejscu, w którym stał. Stała chwilę przed drzwiami jego domu, nim zapukała. Nasłuchiwała jakichkolwiek dźwięków ze środka, ale odpowiedziała jej tylko cisza. Zapukała ponownie, z takim samym efektem. Po chwili nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi nieznacznie, zaglądając do środka.
- Halo? – Pchnęła drzwi i niepewnie przekroczyła próg. – Jesteś tu? – spytała, rozglądając się za nim. - Chciałam oddać klucze…
- Jestem.
Podskoczyła, zaskoczona i spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Siedział w rogu mieszkania, trzymając w dłoni prawie pełną butelkę piwa. Leżący obok pies zamerdał tylko leniwie ogonem, nie podnosząc nawet łba z podłogi.
- Przepraszam, myślałam… - wskazała na drzwi. - Dziękuję za samochód – powiedziała w końcu, wyciągnąwszy w jego stronę dłoń z kluczykami, uśmiechając się niepewnie. Mężczyzna wstał, pociągnął łyk piwa i odstawił butelkę na półkę. Wziął od niej obojętnie kluczyki i odrzucił na szafkę.
- Proszę, to dla ciebie – stwierdziła, wręczając mu po chwili wahania butelkę wina. Wziął ją, przyglądając się etykiecie, gdy kontynuowała: - Pomyślałam, że może wpadłbyś dziś wieczorem, będzie kilkoro moich znajomych…
- Dziękuję – przerwał jej, podnosząc na nią wzrok – Za zaproszenie. I wino. Ale zostanę tutaj.
Zwilżyła usta i przygryzła wargę.
- W każdym razie, gdybyś zmienił zdanie…
- Nie zmienię.
Uśmiechnęła się zakłopotana i skinęła głową, cofając się w stronę drzwi.
- Jeszcze raz dziękuję. Miło było poznać.
Wyszła, zamykając za sobą drzwi. Słyszał jej rytmiczne kroki na werandzie. Wziął butelkę z odgazowanym już piwem i poszedł do kuchni. Wylał je do zlewu, a wino postawił na szafce obok. Stał przez chwilę oparty dłońmi o blat, wpatrując się przed siebie, by w końcu wyjść z domu.
W domu na skraju lasu ciszę pustych pomieszczeń przerywała muzyka sącząca się z głośników wieży. Na stole w pokoju dziennym stały talerze z przekąskami. Młoda brunetka poruszając biodrami w takt muzyki kończyła przygotowania, podszczypując składniki kolacji. Zostało jej jeszcze kilka porcji oliwek, sera i koktajlowych pomidorków do skomponowania koreczków, gdy usłyszała dzwonek.
Wytarła dłonie i wyszła z kuchni, podbiegając do drzwi. Otworzyła je, uśmiechając się promiennie.
- Nikki, Liam! Wchodźcie!
- Cześć, Słońce! - usłyszała, a zaraz potem wpadła w objęcia drobnej blondynki. Mężczyzna pocałował ją w policzek i wręczył jej butelkę czerwonego wina.
- Gdzie Amy? – spytała, odstawiając ją na chwilę na bok.
- Niedługo będzie – odparła Nikki, zdejmując cienki płaszcz.
- Super. – Uśmiechnęła się i schowała nakrycia Nikki i Liama do szafy. Wzięła wino, kierując się w stronę kuchni. – Siadajcie – wskazała na kanapę. – Zaraz do was przyjdę.
- Jak ci się mieszka? – usłyszała pytanie przyjaciółki, będąc w kuchni. Dokończyła pospiesznie koreczki, zaniosła je i kieliszki do pokoju, po czym wróciła po wino i otwieracz.
- Nieźle, wiesz cisza, spokój…
- …nic tylko pisać – dokończyła za nią blondynka.
Leah uśmiechnęła się i wywróciła oczami. Otworzyła wino, nalała i podała przyjaciołom.
- Jasne.
- No to co? Za wasze nowe miejsce na ziemi.
Uśmiechnęła się, unosząc kieliszek, w toaście, po czym upiła niewielki łyk.
Dom wypełniły wesołe głosy i śmiechy, z jedzenia niewiele zostało. Brakowało jej ich towarzystwa, ale wiedziała, że może na nich zawsze liczyć.
Liam i Nikki spali na kanapie na dole, a Amy w łóżku obok niej, gdy Leah wciąż myślała o minionym dniu. Cieszyła się, że spędzili go razem, żałowała, że on nie mógł być z nimi. Uśmiechnęła się smutno i obróciła na bok, zamykając oczy.
Szum oceanu zagłuszał jej myśli. Dlatego lubiła tu przychodzić. Siedziała na piasku, obejmując dłońmi kolana, otoczona nocą. Delikatne fale opadały jej na plecy, raz po raz rozwiewane nie za silnym wiatrem. Zamknęła oczy, rozkoszując się odgłosami nocy.
Z zamyślenia wyrwał ją dotyk mokrego, zimnego nosa na jej ręku. Otworzyła oczy.
- Hej – powiedziała, kładąc dłoń na grzbiecie kudłatego psa stojącego obok niej. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając kilkadziesiąt metrów od siebie niewyraźną sylwetkę mężczyzny.
- Strider! – krzyknął, kierując się w ich stronę.
- Witaj nieznajomy – przywitała się, gdy się zbliżył, rozpoznając w nim swojego sąsiada.
- Cześć.
- Nie spodziewałam się spotkać tu kogokolwiek o tej porze – powiedziała, uśmiechając się do niego., gdy zatrzymał się niedaleko niej.
- Ani ja – odparł, rzucając niewielki patyk przed siebie. Pies rzucił się jego stronę.
Leah obserwowała przez chwilę, jak walczy z wodą, po czym ponownie spojrzała na mężczyznę, który usiadł niedaleko niej.
- Nie zdradzisz, jak się nazywasz?
- Will Graham.
- Miło mi poznać, Willu Grahamie – uśmiechnęła się i skierowała wzrok na ciemnogranatowy ocean. - Smakowało ci wino?
- Preferuję Martini.
Zaśmiała się krótko.
- Dobrze wiedzieć. Na następny raz. Często spacerujesz nocą? – spytała po chwili, zerkając na niego. Ponownie rzucił patyk.
- Od czasu do czasu.
- Noce są niesamowite, zwłaszcza nad oceanem. Uwielbiam obserwować, jak świat budzi się do życia, jak wszystko dookoła się zmienia. Wszystko wydaje się inne, niż za dnia. Jest w tym jakaś magia, nie sądzisz?
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem – odparł po zbyt długiej chwili, by było to prawdą.
- Dlaczego więc wybrałeś środek nocy jako najodpowiedniejszy czas na spacer? – spytała marszcząc brwi.
- Ukrywam się przed światem – powiedział, wstając po chwili. Otrzepał dłonie z piasku i zagwizdał.
- Przede mną się nie ukryłeś – Spojrzała na niego w górę i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
- Nie ukryłem. – Przez długą chwilę patrzył w stronę oceanu, czekając, aż pies do niego przybiegnie. – Dobranoc.
Skinęła mu głową na pożegnanie. Obserwowała, jak odchodzi, do czasu, aż zniknął jej z pola widzenia.
Kiedy wrócili do domu, Strider położył się niemal od razu na swoim legowisku w kącie, łypiąc na mężczyznę. Graham wszedł do kuchni i wyjął z wysokiej szafki tabletki na sen. Popił wodą z kranu i, minąwszy psa, wszedł na piętro. W sypialni zdjął koszulę i poszedł do łazienki, rozbierając się do naga.
Ciepła woda pod prysznicem wcale go nie relaksowała. Czuł się źle, choć nie był w stanie określić przyczyny. Był zmęczony, ale kiepsko sypiał. W dzień musiał naprawić silnik motorówki, nie zrobił tego od trzech dni. W końcu zakręcił wodę i wyszedł.
W łóżku, mimo tabletek, długo nie mógł spać. Na zewnątrz już prawie świtało, kiedy udało mi się w końcu zasnąć, a Leah, skończywszy obserwować noc, wróciła do domu.
Ze snu wyrwał go telefon. Sięgnął ręką na szafkę i zerknął na wyświetlacz. Zamknął oczy i westchnął, po czym usiadł na łóżku. Odebrał i przyłożył słuchawkę do ucha, pocierając twarz dłonią.
- Molly – powiedział, westchnąwszy.
- Witaj, Will. – Przymknął oczy, słysząc jej zmartwiony głos. – Jak się czujesz?
- W porządku – odparł sucho.
W słuchawce panowała cisza, nim w końcu usłyszał:
- Wally chciałby cię odwiedzić. Pomyślałam, że mogłabym go jutro do ciebie przywieźć.
- To nie jest najlepszy pomysł, Molly – stwierdził powoli.
- Co mam mu powiedzieć?
Nie była zadowolona. Czuł suchość w gardle, przełknął, nim odpowiedział.
- Cokolwiek. Że jestem zajęty.
- Piciem?
Westchnął rozdrażniony, nie miał ochotę na tę rozmowę.
- Zostawiłaś mnie ze względu na niego, na jego bezpieczeństwo…
- Może popełniłam błąd.
- Tak jak ja.
W słuchawce nastała cisza, Graham zacisnął oczy i potarł je dłonią.
- Stracił ojca, zżył się z tobą, nie chcę, żeby stracił też ciebie. Jedyne o co cię proszę, Will, to byś spędził z nim trochę czasu.
Odchylił głowę, spoglądając w sufit, przetarł włosy dłonią.
- Dobrze, przywieź go – odparł w końcu.
- Ucieszy się. Will?
- Tak?
- Nigdy nie twierdziłam, że to ty zagrażasz Walterowi, wiesz o tym, prawda? – powiedziała po chwili ciszy, miała smutny głos. Nie odpowiedział, rozłączył się. Odrzucił telefon na łóżko i potarł twarz dłońmi.
Molly przyjechała następnego ranka, zastając Willa w szopie przy domu, który nie tak dawno razem zamieszkiwali. Graham odłożył narzędzia, zdjął rękawice i położył obok. Podszedł do samochodu, uśmiechając się do chłopca, który właśnie wysiadł.
- Cześć, Will – powiedział.
- Cześć, Wally. – Graham podał rękę, a potem przytulił chłopca. Był wyższy, niż ostatnio, kiedy go widział, ale poza tym się nie zmienił.
Molly zamknęła bagażnik i podeszła do nich.
-Cześć – powiedziała. Skinął jej głową na powitanie. - Walter, zanieś swoje rzeczy do domu – zwróciła się do syna, wręczając mu niewielką torbę.
Chłopiec kiwnął głową i wziął ją posłusznie. Will i Molly stali w milczeniu, odprowadzając go wzrokiem. Dopiero, gdy chłopiec zniknął za drzwiami, Graham spojrzał na byłą żonę.
- Dziękuję, że zgodziłeś się, żebym go przywiozła. – Skinął jej głową, uśmiechając się grzecznościowo. – Przyjadę po niego pojutrze. Uważajcie na siebie. Obaj.
Usta zadrżały mu w nikłym uśmiechu.
- Ty też, Molly.
Odwzajemniła uśmiech. Kiedy chłopiec wrócił, przytuliła go na pożegnanie i wsiadła do auta. Odjechała, widząc we wstecznym lusterku, jak, niegdyś, dwaj mężczyźni jej życia zostają przed jej dawnym idealnym domem.
Kiedy samochód odjechał, Graham położył chłopcu dłoń na ramieniu, jak równemu sobie.
- Co chciałbyś robić? – spytał, prowadząc go do domu.
Tej nocy Leah nie spędziła na plaży. Zasnęła samotnie na kanapie, przeglądając stare zdjęcia. Rankiem ze snu wyrwało ją głośne pukanie do drzwi. Podniosła się nieprzytomna, siadając. Spojrzała w stronę drzwi, marszcząc brwi, nie spodziewała się nikogo. Potarła twarz i wstała, zrzucając koc. Pozbierała zdjęcia porozkładane na stole, wrzuciła do pudełka, które odstawiła na półkę i otworzyła drzwi.
- Will? – Spojrzała na niego zdziwiona, po chwili dostrzegając ciemnowłosego chłopca stojącego obok.
- Masz środki opatrunkowe? – spytał, wchodząc jej w głos.
Przeniosła wzrok z niego na chłopca i otworzyła drzwi szerzej.
- Coś się znajdzie, wejdźcie. Zamknęła za nimi drzwi i skierowała się w stronę kuchni. – Siadaj sobie – zwróciła się do chłopca, wskazując kanapę w pokoju. – Jak masz na imię?
- Walter.
Kiedy wróciła, Graham stał przy kominku, spoglądając na chłopca.
- Walter – powtórzyła, siadając obok niego na podłokietniku, na stole postawiła pudełko z opatrunkami. – Jestem Leah. Mogę?
Chłopiec skinął głową. Zerknęła na jego rękę i wyjęła z pudełka gazę i spray odkażający, spiskując ją. Ujęła ją, delikatnie oczyszczając ranę. Kiedy skończyła, spsikała rękę opatrunkiem w sprayu.
- Gotowe – powiedziała, uśmiechając się. Schowała środki do pudełka i wstała. – Masz ochotę na mrożoną herbatę, albo colę?
- Poproszę colę – odparł Walter.
Wyszła do kuchni, zanosząc apteczkę, wróciła z dwiema puszkami coli. Podała jedną Walterowi i podeszła do Willa, wystawiając w jego stronę drugą. Pokręcił głową.
- Dziękuję.
- To twój syn? – spytała, odstawiając puszkę na szafkę.
- Tak.
Spojrzała na Waltera, który siedząc w ciszy rozglądał się po pokoju i popijał colę. Przeniosła wzrok na Grahama, krzyżując ręce na piersi.
- Nic mu nie jest.
- Wiem – powiedział szybko.
- Sprawiałeś inne wrażenie... To tylko zadrapanie - stwierdziła niepewnie.
Spojrzał na nią, a potem na syna.
- Wally, podziękuj Lei, musimy już iść.
Chłopiec wstał z kanapy, biorąc ze sobą colę.
- Dziękuję.
- Nie ma za co – odparła z uśmiechem. – Miło było cię poznać, Walter. Wpadnijcie jeszcze kiedyś. – Przeniosła wzrok z chłopca na Willa.
Skinął jej głową, otwierając drzwi. Puścił Wally'ego i sam wyszedł.
Obserwując, jak odchodzą, zastanawiała się, o czym rozmawiali. Uśmiechnęła się blado.
