Rozdział 2 – powiew lata
Ogród w zamku Hiryuu był ogromny i zajmował około połowy jego terenu. W prawą stronę prowadziła kręta, żwirowa ścieżka, na której końcu znajdował się główny pawilon. Za nim, przy południowych murach, rósł zagajnik sosen. Na lewo rozciągał się staw, otoczony drzewami oraz kępami kwitnących roślin, a wszędzie roiło się od gości.
Yona nie miała obowiązku uczestniczyć w oficjalnej części przyjęcia, zjawiła się więc na nim nieco później. Gdy mijała dostojników, dochodziły do niej urywki ich rozmów. W pewnej chwili usłyszała imię Haka, co przykuło jej uwagę. Cesarski szambelan rozmawiał z radcą średniego szczebla. Mówił, że Soo-Won okazuje szogunowi za wiele atencji, dodał też, że nie każdemu się to podoba.
– Książę nie ma wyjścia – odparł radca. – Zauważyłeś chyba brak ambasadora Uiry?
W tym momencie urwał, bo szambelan, który spostrzegł właśnie Yonę, ukłonił się nisko. Pragnęła dowiedzieć się więcej, ale nie wypadało jej wypytywać. Odkłoniła się i poszła dalej.
Wkrótce, pod jedną z przekwitających wiśni, natknęła się na damy dworu. Rozmawiały o prezentach, jakie otrzymała para narzeczonych. Od ojca Lili dostali wspaniałego, białego rumaka i karą klacz, od szoguna prowincji Ziemi, inkrustowany miecz i biżuterię.
– Lord Hak podarował księciu sokoła o imieniu Gulfan – mówiła Natsumi. – Książę szczerze mu dziękował. Powiedział, że nie sądził, iż jego przyjaciel, tak nazwał lorda – podkreśliła – zechce mu go oddać. Na co on pokłonił się i rzekł: „Panie, wszystko, co należy do mnie, jest na twoje rozkazy".
– Och! To takie romantyczne – skomentowała Midori.
Gdy zachwycały się zachowaniem Haka, Yona zastanawiała się, czy to ten sam sokół, który towarzyszył mu podczas polowań rok temu? Pamiętała, że bardzo spodobał się Soo-Wonowi. Twierdził, że nigdy nie widział wspanialszych powietrznych pojedynków.
Chwilę potem podążyła dalej, do smoczego pawilonu – miejsca, w którym odbywał się bankiet. Jego nazwa pochodziła od malunku znajdującego się na suficie, przedstawiającego ogromnego, złotego smoka na czerwonym tle. Im bardziej się do niego zbliżała, tym tłum gości zdawał się gęstszy.
Wielkie, rozsuwane drzwi i nawy boczne były otwarte, dzięki czemu w pawilonie panował przyjemny powiew. Narzeczeni i para cesarska znajdowali się na platformie, przy ławie biesiadnej zrobionej z palisandru inkrustowanego masą perłową. Po obu ich stronach siedzieli szoguni, lord Joon-Gi z prowincji Wody, ojciec lady Lili, lord Soo-Jin z prowincji Ognia oraz Hak w towarzystwie swojego dziadka. Yona zwróciła uwagę, że brakuje wśród nich Geun-Tae i cesarskiego generała Joo-Doh. Dalej usadzeni zostali wielcy ministrowie i najważniejsi dworzanie. Pomniejsi dostojnicy ulokowali się na werandzie wychodzącej na ogród.
Gdy przechodziła przez salę, każdy jej się kłaniał. Odpowiadała delikatnym skinieniem głową, przy nikim jednak nie przystanęła, dopóki nie znalazła się przed cesarzem. Ukłoniła się głęboko. Stryj odpowiedział, a Yona złożyła parze narzeczonych życzenia szczęścia. Soo-Won podziękował z charakterystycznym dla siebie pogodnym uśmiechem, po czym cesarzowa wskazała jej miejsce tuż przy Haku. Po sali rozniósł się cichy szmer.
Poprzedniego dnia ciocia przykazała Yonie być dla niego miłą i okazywać mu względy. Widząc niewiele entuzjazmu w oczach młodej panny, wymusiła na niej obietnicę, że będzie uprzejma i nie zrobi niczego, co mogłoby go urazić. Nie było to konieczne, pogodne usposobienie dziewczyny sprawiło, że przez noc jej uczucia do Haka złagodniały i postanowiła się dziś dobrze bawić. Jednak on był milczący.
– Mam nadzieję, że podróż z Fuugi upłynęła przyjemnie? – zagadnęła.
– Dziękuję, upłynęła bez większych przeszkód, pani – odparł.
Po chwili ciszy Yona odezwała się ponownie:
– Jak znajdujesz lady Lili?
– Nie mam jeszcze wyrobionej opinii.
Cokolwiek nie powiedziała, odpowiadał równie lakonicznie. Dziwiła ją jego małomówność, ale przez wzgląd na obietnicę daną cioci, starała się nie okazywać niezadowolenia. Mimo to po kilku przerwach i paru próbach zmiany tematu poddała się.
Wtedy kuzyn pochwycił jej spojrzenie i zerknął znacząco na Haka, jakby chciał dać do zrozumienia, by zabawiała swojego towarzysza. Wzruszyła ramionami, pokazując, że próbowała, ale jest sztywny. Soo-Won przeniósł wzrok na Lili, która również nie była rozmowna i westchnął. Yona zachichotała, zasłaniając buzię rękawem kimona. Świadomość, że ją rozumie, sprawiła, iż zrobiło jej się ciepło na sercu, ale jednocześnie poczuła żal. Kiedyś to ona siedziała obok niego i bawili się wyśmienicie.
Z rozmyślań wyrwał ją głos Mundoka.
– Ufam, pani, że mój wnuk ci się nie naprzykrza – powiedział z nutą ironii, spoglądając wymownie na chłopaka.
– Panie! – oburzył się Hak.
– Dla ciebie jestem dziadkiem! – zaprotestował natychmiast.
Yonie przeszło przez myśl, że Hak z przekorą nadmiernie tytułuje bliskich mu ludzi.
– Mam nadzieję, że twój ojciec jest zdrowy? – Mundok ponownie zwrócił się do niej.
– Dziękuję. Sądzę, że tak, choć nie miałam od niego ostatnio wieści.
Pokiwał głową w milczeniu, po czym rozpoczął rozmowę z wnukiem, objaśniając, kim są pozostali goście. Hak znał rodzinę cesarską i szogunów, ale reszta dostojników była mu obca i, szczerze mówiąc, całkiem obojętna. Yona to spostrzegła. Chcąc go nieco zaciekawić, zaczęła więc napomykać jacy są, co lubią i z kim są spokrewnieni.
– Dalej siedzi lord Nakatomi, mistrz ceremonii dworskiej – powiedział Mundok.
– Jest znawcą klasycznej poezji – dodała. – A ta dziewczyna obok, to jego córka i moja przyjaciółka.
Asami spostrzegła, że na nią spoglądają i pochyliła głowę w pokłonie. Odpowiedzieli, co nie umknęło uwadze jej ojca. Pękał z dumy, że jego dziecko spotkał taki zaszczyt.
Hak spodziewał się, że Yona jest obyta, lecz zaskoczyło go, jak dobrze znała zebrane tu osoby. Pośród tych wszystkich nowych twarzy i imion sam czuł się dziwnie zagubiony.
– Mam nadzieję, że nie będę musiał rozmawiać z każdym – wypalił niespodziewanie.
– Nie lubisz konwenansów?
– Nie lubię słuchania nieszczerych komplementów, pani – odpowiedział.
Uśmiechnęła się figlarnie.
– Jesteś niesprawiedliwy, niektóre mogą być prawdziwe.
– Gdyby tylko tak było, pani, ale w panującej tu atmosferze, trudno prowadzić niezakłamaną rozmowę.
– Och, to naprawdę nic trudnego. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni temat – ciągnęła wesoło. – Ja napomknę, że dziś piękna pogoda na przyjęcie. Ty możesz powiedzieć, iż para narzeczonych wspaniale się prezentuje lub że wolisz przyjęcia na świeżym powietrzu od tych w pałacu.
– Powiem, cokolwiek sobie zażyczysz, pani – odparł z uśmiechem.
Jej uwadze nie umknęło to małe zwycięstwo.
– W takim razie, może wyrazisz niezadowolenie ściskiem w sali i zaproponujesz przechadzkę po ogrodzie? – zasugerowała.
– Z przyjemnością.
O tej porze roku ogród był urzekający. Śliwy zrzuciły już kwiaty, ale wiśnie i irysy ciągle cieszyły wzrok pąkami. Mimo że z każdej strony znajdowały się altany i pawilony, całość prezentowała się bardzo naturalnie.
Wychodząc z sali, Hak miał nadzieję, że uwolni się od wścibskich spojrzeń. Nie było mu to jednak dane. Za bardzo wyróżniał się na tle eleganckich dworzan. Był wyższy i mocniej zbudowany, ale zdawał się poruszać zwinniej niż większość z nich. Prawie gładka, granatowa szata, którą miał na sobie, była węższa i skromniejsza, niż te noszone w stolicy. Poza tym towarzyszyła mu Yona. Szybko więc ściągnął na siebie uwagę gości, a jak tylko jego tożsamość została odkryta, zapragnęli mu się pokłonić.
Gdy w końcu udało im się znaleźć w przystani względnego spokoju i bezruchu, szepnął z zawadiackim uśmieszkiem:
– Wygląda na to, że moje obawy się ziściły i będę musiał porozmawiać z każdym.
Yona roześmiała się.
– Co wolałbyś w takim razie robić?
– To jest doskonały moment na popołudniową drzemkę – odparł.
– Wspaniały pomysł! – krzyknęła rozbawiona. – Drzemka w trakcie przyjęcia. Musimy tylko znaleźć odpowiednie miejsce. O tam! – Wskazała wielką wierzbę płaczącą i ruszyła w jej kierunku.
Zanim jednak dotarli do celu, natknęli się na ambasadora Xing.
– Jak miło cię widzieć, pani! – Niemalże stanął Yonie na drodze.
– Ciebie również, lordzie Suseong – odpowiedziała grzecznie, choć nie udało jej się ukryć rozczarowania, że znów im przeszkodzono. – Znasz ambasadora? – zwróciła się do Haka.
– Owszem.
Xing sąsiadowało z prowincją Wiatru.
– Dawno nie miałem przyjemności cię widzieć, panie – powitał go Suseong, kłaniając się nisko. Szogun odpowiedział lekkim skinieniem głową. – Widzę, że poszczęściło ci się, panie, masz u boku najładniejszą pannę w cesarstwie – dodał przymilnie.
Hak z sarkastycznym uśmieszkiem zerknął na Yonę, wtedy ambasador zwrócił się do niej:
– Twój wuj, pani, przesyła ci pozdrowienia i wyrazy miłości.
Miał na myśli brata jej matki, króla Wang-He, władcę Xing. Yona nigdy go nie spotkała, ale utrzymywała z nim stałą korespondencję.
– Dziękuję. Jestem bardzo wdzięczna Jego Wysokości za troskę.
Z twarzy Haka nie zniknął jeszcze szyderczy uśmieszek, posłała mu więc potępiające spojrzenie, ale nie skomentowała tego, gdyż właśnie przypomniała sobie, co usłyszała o ambasadorze Południowego Kai.
– Widziałeś lorda Uirę, panie? – spytała.
– Przykro mi, ale nie, pani – odparł Suseong.
Przeniosła wzrok na Haka.
– A ty?
– Nie, pani – odpowiedział z niewzruszoną miną.
– Doprawdy? Trudno mi w to uwierzyć. – Była pewna, że w rzeczywistości wiedział więcej niż mówił. Czy nie był szogunem? – Lepiej przyznaj się, że nie chcesz, bądź nie możesz mi powiedzieć.
Uśmiechnął się zawadiacko.
– Jeśli tego właśnie sobie życzysz, pani.
Mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Nie zdawała sobie sprawy, że relacje z Imperium Kai są napięte i że od czasu stłamszenia przez Geun-Tae rebelii na północnej granicy, konflikt zbrojny wisiał na włosku. Ostatnio zerwano nawet stosunki dyplomatyczne, stąd brak ambasadora na przyjęciu.
Przez cały czas Suseong uważnie im się przyglądał. Nagle ni stąd, ni zowąd, spytał:
– Pani, widziałaś kiedyś tygrysa? – Yona pokręciła głową. – Mają one w sobie wiele wdzięku i łatwo przy nich zapomnieć, że są śmiertelnie groźne – kontynuował, ukradkiem zerkając na Haka – ale spróbuj tylko wyobrazić sobie kota, wielkością dorównującemu smokowi – zakończył, po czym, nie czekając na odpowiedź, ukłonił się i odszedł.
Zamrugała zdziwiona. Zapewne odnosił się do symbolu prowincji Wiatru, białego tygrysa. Hak wyglądał na nieco zamyślonego.
– Nie należy przejmować się tym, co mówi ambasador – powiedziała. – Jego zachowanie często jest zagadkowe.
– Oczywiście, pani, skoro tak twierdzisz, w końcu jesteś moim przewodnikiem – odparł. – To gdzie się teraz udamy?
– Przy pawilonie wędkarskim odbywają się pokazy tańca. Chciałabym je obejrzeć, jeśli nie masz nic przeciwko?
Nie zaoponował.
Pawilon był pozbawionym ścian budynkiem, zakrywającym zachodnią część stawu. Yona wielokrotnie zastanawiała się, czemu nazywa się wędkarskim. Nigdy nie widziała, aby ktoś używał go do łowienia ryb. Przedstawienie odbywało się obok, na specjalnie rozstawionej scenie. Widowisko było wspaniałe. Tancerki ubrane w piękne, kolorowe, jedwabne kimona, poruszały się w równym rytmie, niczym perły nawlekane na sznurek, a dźwięki fletów i bębnów mieszały się z wiatrem wśród drzew. Przystanęli w cieniu. W pewnym momencie muzyka z żywej zmieniła się w powolną i tkliwą, a na scenie została tylko para tancerzy. Z ich przejmującego tańca i wyrazistych gestów dało się wyczytać, że są parą kochanków zmuszonych do rozstania. Oczy Yony zaszły łzami wzruszenia.
Hak spoglądał na nią z pobłażliwym uśmiechem. Wyglądała rozbrajająco z rumieńcami na policzkach i błyszczącymi z zachwytu oczami. Była bardzo przejęta przedstawieniem. Żywo reagowała na muzykę i taniec. Wkrótce zauważył, że przestaje z nogi na nogę i uznał, że jest zmęczona. Wypatrzył więc wolną ławkę w cieniu drzew, dosłownie kilka metrów dalej.
– Powinnaś odpocząć, pani – stwierdził raczej, niż pytał.
Nie sprzeciwiła się. Miejsce było nieco odsunięte od sceny i pawilonu. Gdy usiadła, zaproponował, że przyniesie jej coś do picia.
– Dziękuję, nie trzeba.
– Zajmie mi to tylko chwilę – nalegał z charakterystycznym dla siebie szerokim uśmiechem.
Pozostało jej jedynie podziękować. Hak odszedł, a ona cieszyła wzrok rosnącą nieopodal gruszą usłaną delikatnymi, białymi kwiatkami.
Nie zaznała jednak spokoju na długo. W jej stronę zmierzał bowiem lord Tae-Jun, młodszy syn szoguna prowincji Ognia. Idąc chwiejnym krokiem, przeciskał się wśród gości zebranych wokół sceny. Gdy podszedł i ukłonił się dworsko, poczuła woń alkoholu.
– Piękna pogoda, prawda? – zagadnął.
Wydała z siebie pomruk niezadowolenia, rzadko bywała nieuprzejma, ale Tae-Jun już od jakiegoś czasu jej się narzucał.
– Czy źle się czujesz, pani? – spytał.
– Nic mi nie dolega – odparła beznamiętnie.
– Cieszę się, ale zdaje się, że jesteś bez humoru. Może mogę ci jakoś usłużyć?
– Dziękuję, nie wątpię w twoją życzliwość – rzekła – ale nic mi nie trzeba.
Zaczęła rozglądać się za Hakiem. Gdzie się podziewał?
– Czyżbyś się przed kimś ukrywała? – spytał zaczepnie.
– Doprawdy, skąd przyszło ci to do głowy, panie. Po prostu odpoczywam.
– Skoro tak, chodźmy do smoczego pawilonu. Z pewnością brakuje im twojego towarzystwa.
– Dziękuję, ale to miejsce mi odpowiada.
Nim zdążyła powiedzieć coś więcej, złapał ją za nadgarstek i szarpnął w swoją stronę, podrywając z miejsca. Kiedy daremnie próbowała się wyrwać, do jej uszu dochodziły szmery głosów. Obawiała się, że będzie zmuszona z nim pójść, bo choć zebrani przy scenie widzieli całe zajście, nikt nie ważył się postawić młodemu paniczowi. Na szczęście po chwili zjawił się Hak. Chwycił jej napastnika za rękę i zdecydowanym ruchem odsunął od niej.
– Nie widzisz, że dama nie życzy sobie twojego towarzystwa – rzekł ostro.
– Jak śmiesz się wtrącać! Wiesz, kim jestem?! – wykrzyczał Tae-Jun, zataczając się.
Hak postąpił krok do przodu i spojrzał na niego z góry.
– Przede wszystkim jesteś pijany, lordzie Tae-Jun – odparł wyraźnie oburzony – ale to cię nie tłumaczy. Mężczyzna powinien nad sobą panować w każdej sytuacji.
Tae-Jun otrzeźwił się nieco. Niepewność przemknęła przez jego twarz, jakby dotarło do niego właśnie, co zrobił i z kim ma do czynienia. Przez chwilę w milczeniu przyglądał się Hakowi, a policzek drgał mu niespokojnie. W końcu jednak skłonił się lekko, wymamrotał pod nosem przeprosiny i odszedł.
Mimo to Yona nadal była roztrzęsiona. Nerwowo zaciskała dłoń na nadgarstku, za który została szarpnięta.
– Spuściłem cię z oczu tylko na chwilę, a ty już wpakowałaś się w kłopoty. – Hak odezwał się tonem głosu nieskończenie łagodnym. – Pozwolisz? – Sięgnął w kierunku jej dłoni, podała mu ją. – Boli? – spytał, delikatnie obracając rękę Yony w obie strony.
– Nie... Właściwie nie... – odpowiedziała, rumieniąc się nieco.
Choć nie robili nic złego, czuła na sobie lustrujące spojrzenia pozostałych gości.
– Zaczerwienienie powinno niedługo minąć, ale może pojawić się siniak – dodał i podniósł wzrok w stronę, w którą oddalił się Tae-Jun. – Pijany głupiec – burknął, groźnie mrużąc oczy.
Cały czas trzymał Yonę za rękę.
– Myślę, że powinieneś mnie już puścić… Inaczej staniemy się źródłem plotek…
– Już nim jesteśmy! – wypalił, ale natychmiast uwolnił jej dłoń.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
Jej zdumienie zaskoczyło go. Przez moment rozważał, co odpowiedzieć, ostatecznie uśmiechnął się przekornie i rzekł:
– Sama słyszałaś, jak ambasador nazwał mnie szczęściarzem.
– A czy nie jestem najlepszą partią w cesarstwie?! – odparowała z dziecięcym wdziękiem.
– Z pewnością najskromniejszą.
Oboje wybuchli śmiechem.
Przez resztę popołudnia dobrze bawili się w swoim towarzystwie. Nim przyjęcie dobiegło końca, jeszcze raz pojawili się w smoczej sali. Weszli do niej radośni i pogrążeni w rozmowie. Widząc to, cesarz dał im znak, by zbliżyli się do niego.
– Lordzie Hak, wiele rzeczy musiało się zmienić od czasu twojej ostatniej wizyty. Powiedz, jak ci się podoba to, co zastałeś? – spytał, wymownie zerkając na bratanicę.
Szum w sali nieco przycichł. Hak odruchowo spojrzał na Yonę, a ona speszona spuściła natychmiast wzrok. Odparł jedyne, co w tej sytuacji mógł powiedzieć:
– Wasza Wysokość, wszystko jest wspaniałe, z pewnością jesteś bardzo dumny.
Cesarz uśmiechnął się.
– Owszem. Czasem jednak mocno mnie to trapi – przyznał zagadkowo. – Piękno jest jak władza. Wiąże się z nim wielkie ryzyko. – Urwał na chwilę, po czym zerkając w bok, dokończył: – Zawsze znajdą się tacy, którzy, czy to z zazdrości, czy ze zwykłego pożądania, chcą je zagarnąć dla siebie.
W tym momencie Hak bez cienia wahania padł przed nim na kolana, pochylając nisko głowę.
– Ręczę honorem, panie, że możesz być pewien mojej lojalności – rzekł śmiertelnie poważnie.
W sali nastała głęboka cisza. Yonie wróciło nieco śmiałości i zerknęła przed siebie. Oczy Soo-Wona błyszczały w zachwycie. Pomyślał pewnie to samo co ona. Hak jest niesamowity! Nikt inny nie odważyłby się na coś podobnego, a jemu przyszło to tak naturalnie, że nie sposób było kwestionować szczerości jego słów. Cesarz nie potrafił ukryć uśmiechu pełnego dumy, lecz zauważyła, że nadal uważnie się komuś przygląda. Nie zdążyła jednak sprawdzić komu, gdyż przenosząc wzrok na nią, spytał:
– Moja droga, jak sądzisz, co może być odpowiednią nagrodą za takie oddanie?
– Panie… – zaczęła niepewnie, za żadne skarby nie chciała urazić uczuć chłopaka, który nadal przed nim klęczał – jak można odwdzięczyć się za coś tak cennego…
– Masz rację – podjął. Drgnęła. – Wierność jest absolutnie bezcenna. Żadne przywileje, czy dobra, nie są w stanie za nią odpłacić. Jedyne, co może się z nią równać to miłość, prawda?
Policzki jej pociemniały, zmieszała się bardzo i wbiła wzrok w podłogę. Wiedziała, że oczy wszystkich są zwrócone na nią. Nikt z zebranych nie wątpił chyba, co cesarz chciał przez to powiedzieć. Dlaczego to zrobił? Z pewnością miał po temu ważny powód, lecz równie dobrze mógł ogłosić, że wydaje ją za Haka. Nigdy nie była tak zawstydzona, ale musiała jakoś odpowiedzieć.
– Cokolwiek powiesz, Wasza Wysokość – wymamrotała lekko drżącym głosem i ukłoniła się nisko.
Po sali ponownie rozniósł się szmer. Wszyscy podziwiali przebiegłość ich władcy. Szogun nadal przed nim klęczał. Bratanica stała w pokłonie. Oboje praktycznie zadeklarowali, że zrobią, co im rozkaże.
Yona sama nie wiedziała, co było gorsze, cisza czy szepty i porozumiewawcze uśmieszki gości. Musiała zmobilizować całą swoją odwagę, by z godnością podnieść teraz głowę do góry. Wtedy znów dostrzegła, że cesarz wpatruje się tylko w jedną osobę – lorda Soo-Jina, szoguna prowincji Ognia. Ten również zuchwale patrzył mu prosto w oczy, a wyraz jego twarzy stopniowo przechodził od oburzenia i wzgardy, do spokojnej powagi. Na koniec podniósł czarkę z sake i wychylił ją. W jego ślady poszli pozostali goście. Nie miała wątpliwości, że przedstawienie, jakie stryj zaserwował wszystkim, było przeznaczone dla niego, lecz nie domyślała się powodu.
Niebawem znów zajęła miejsce przy Haku, ale była zbyt zdenerwowana, by prowadzić normalną rozmowę. On za to wydawał się całkiem niezmieszany i próbował ją zagadywać. Jednak kilka jego uwag zignorowała i zareagowała dopiero na pytanie, czy coś zje.
– Tak... – odparła, nie zdając sobie dobrze sprawy z tego, co mówi. Myślami bowiem błądziła gdzie indziej, co wkrótce okazała, mamrocząc: – Damy dworu nie dadzą mi spokoju…
Na te słowa Hak i Mundok roześmiali się. Ich rozbawienie sprawiło, że od razu poczuła się swobodniej. Rozejrzała się po sali. Większość osób rozmawiała z sąsiadami. Wzrok Yony napotkał życzliwe spojrzenie Asami. Westchnęła cicho.
– Dlaczego nie zaprosisz swojej przyjaciółki bliżej? – zaproponował Hak.
– Nie masz nic przeciwko?
Pokręcił przecząco głową. Yona dała więc znak Asami, by podeszła. Jej ojca, lorda Nakatomi, znów rozpierała duma. Gdy dziewczyna znalazła się obok, grzecznie ukłoniła się wszystkim, a potem przyklęknęła za plecami przyjaciółki i przyciszonym głosem zaczęła opowiadać, co wydarzyło się w smoczej sali podczas jej nieobecności. Służąca, podająca jedzenie narzeczonym, potknęła się i upadłaby wprost na ławę, przewracając wszystko, co się na niej znajdowało, ale książę poderwał się i ją złapał.
– Cały Soo-Won – skomentowała Yona. – Jak zareagowała lady Lili?
– Wcale. Nawet się nie odezwała.
Hak tymczasem pochylił się w stronę dziadka i z uwagą słuchał, co miał mu do przekazania, od czasu do czasu ukradkowo zerkając na Soo-Jina.
Nim podano jedzenie, Yona całkowicie doszła już do siebie. Zauważyła jednak, że Hak nie je.
– Nie smakuje ci? – zagadnęła.
– Słucham? – odparł, wyrwany z zamyślenia. – Wybacz, nie jestem głodny – dodał, widząc, że spogląda na jego prawie nietknięty talerz.
Na szczęście w tym samym momencie kilku podpitych dostojników zaczęło się przystawiać do młodej damy dworu, co odwróciło uwagę Yony. Rozejrzała się uważnie dookoła i stwierdziła, że większość gości jest już w stanie upojenia alkoholowego. Przyjęcie trwało od wielu godzin i nie zauważyła nawet, kiedy nastał wieczór. Chwilę potem, żona jednego z ministrów, zaczęła szykować się do wyjścia, a jej mąż podniósł się chwiejnie i wykrzyczał:
– Zwymyśla mnie, jeśli z nią nie pójdę!
Po pomieszczeniu rozniosła się fala śmiechu. Yona bywała wystarczająco często, by wiedzieć, że jest to najwyższa pora na wycofanie się do pałacu. Spojrzała porozumiewawczo na cesarzową. Ta kiwnęła głową i wstała, zbierając wokół siebie damy dworu. Wszyscy, poza jej mężem, również się podnieśli. Wtedy Yona zwróciła się do Haka i Mundoka:
– Dziękuję za mile spędzony dzień.
– Idziesz już? – spytał chłopak. – Nie musisz. Jeśli chcesz zostać, obiecuję, że cię później odprowadzę.
– Wolałabym nie widzieć, jak ktoś jeszcze się dziś kompromituje – zapiała do Tae-Juna.
– Pozwól więc przynajmniej odprowadzić się teraz.
– Dziękuję, ale wrócę z ciocią, więc spokojnie baw się dalej – odpowiedziała miękko.
Nie śmiał dłużej nalegać.
Wszystkie panie były zmęczone i gdy tylko dotarły do pałacu, cesarzowa odesłała je do ich komnat, prosząc jedynie Yonę, by chwilę została. Sama również była wyczerpana, więc od razu przeszła do sedna sprawy.
– Doszły mnie słuchy, o jakimś zamieszaniu z lordem Tae-Junem. Co się wydarzyło? – spytała.
Yona pokrótce opowiedziała, co zaszło, a ciocia skomentowała to tak:
– Zapewne nie spodobało mu się, gdy zobaczył cię z innym.
– Nie przypominam sobie, bym potrzebowała jego przyzwolenia!
– Przyznam, kochanie, sama za nim nie przepadam. Napuszony i samolubny, zupełnie jak jego ojciec. Wyobraź sobie, że lord Soo-Jin miał czelność głośno kwestionować prawo lorda Haka do towarzyszenia ci podczas przyjęcia! Jak się zdziwił, gdy cesarz oznajmił, że było to jego życzeniem, aż miło było popatrzeć na jego kwaśną minę.
Yona pojęła wreszcie zachowanie stryja. Doskonale rozumiała też satysfakcję cioci. Czuła to samo, gdy Hak przegonił Tae-Juna.
– Co za nadęty bufon! – kontynuowała cesarzowa. – Uważa zapewne, że tylko jego syn ma prawo do twojej ręki!
– Ciociu... ja i Hak... czy to już postanowione? – spytała niepewnie.
Cesarzowa spojrzała na nią kątem oka.
– Czemu robisz taką smutną minę? Czy to ci niemiłe?
– Nie wiem... prawie go nie znam...
– Odniosłam inne wrażenie. Wyglądaliście na zaprzyjaźnionych. Poza tym to bardzo dobra partia. Jest młody, przystojny, ma doskonałą pozycję i wyraźnie darzy cię sympatią. Niewiele dziewcząt ma tyle szczęścia.
– Szczęścia?! Przecież ja go nie kocham!
– Drogie dziecko, jeszcze go pokochasz! Miłość nie zawsze pojawia się od razu, jak w poematach, którymi się zaczytujesz. Poznałam twojego stryja na kilka dni przed ślubem, ale nim urodził się Soo-Won, kochałam go już z całego serca. Prawdziwa miłość czasem przychodzi cicho, prawie niezauważalnie, zjawia się powoli wraz z latami spędzonymi razem. Odkrywa się ją w niespodziewanych sytuacjach, w spojrzeniach, które tylko wy dwoje rozumiecie, w urywanych rozmowach, których dokończenia nie będziesz mogła się doczekać...
Yona słuchała jej z olbrzymim zdumieniem. Za młodu ciocia uchodziła za nie lada piękność, do tego była kobietą inteligentną, wprawną w sztuce konwersacji oraz uosobieniem ciepła i czułości. Tworzyli z cesarzem ciekawy kontrast pod względem osobowości. Mimo to Yonie wydawało się, że łączy ich szczere uczucie i nigdy wcześniej nawet nie przyszło jej do głowy, że ich małżeństwo było aranżowane. Zastanawiała się teraz, czy naprawdę można pokochać kogoś po latach, i czy taka letnia miłość jest prawdziwa?
